Jeszcze kilka lat temu rozmowy o energii kręciły się wokół rachunków za prąd. Dziś pytania są inne: czy w ogóle starczy mocy, kto kontroluje łańcuch dostaw i które technologie przetrwają najbliższe dekady.
Bo świat nie tylko zużywa coraz więcej energii. On się od niej uzależnia. AI, data center, samochody elektryczne, przemysł niskoemisyjny. Wszystko działa tylko wtedy, gdy działa prąd. I to najlepiej czysty, stabilny i tani.
W tym materiale nie pokażę Ci jednego trendu ani jednej mody. Pokażę pięć funduszy ETF, które łapią różne kawałki tej samej układanki:
- Od odnawialnych źródeł i renesansu atomu,
- Przez technologię, magazynowanie i wodę,
- Po surowce, bez których żadna rewolucja się nie wydarzy.
To będzie nie tylko przegląd ETF-ów, ale też mapa nowej energetycznej rzeczywistości.
I konkretna odpowiedź na pytanie: gdzie dziś inwestor może szukać zysków w świecie, który coraz bardziej wiruje wokół megawata.
Nadchodzi rewolucja energetyczna. 5 funduszy ETF, które złapią jej potencjał!
Zero prowizji za ETF-y?
W OANDA TMS nie zapłacisz ani grosza za pierwsze 10 transakcji ETF-ami miesięcznie – i to aż do 200 000 euro obrotu!
Załóż konto i zacznij budowąć portfel inwestycyjny bez zbędnych kosztów.
Więcej informacji i rejestracja: https://go.tms.pl/DNARynkowETF
Głód energii w epoce AI
Tempo transformacji energetycznej jest niewiarygodne. Według Międzynarodowej Agencji Energii już ponad 30% globalnej mocy wytwórczej pochodzi ze źródeł odnawialnych. Natomiast inwestycje w źródła czystej energii już dawno przekroczyły nakłady na paliwa kopalne i ta różnica od lat się poszerza.

Na giełdzie w 2025 roku króluje sztuczna inteligencja, ale w cieniu tej technologicznej euforii dojrzewa inna, już nieco starsza, ale dużo bardziej materialna. Rewolucja energetyczna. Algorytmy można trenować w chmurze, ale potrzeba do tego czegoś bardziej namacalnego – prądu. Każde nowe centrum danych, każda fabryka baterii czy sieć ładowarek oznacza kolejne megawaty zapotrzebowania. Świat wchodzi w fazę, w której energia staje się strategicznym zasobem, a nie tylko rachunkiem do opłacenia.
Dave Stangis, przedstawiciel Apollo Global Menagment powiedział wprost:
„Różnica między tym, jak ogromne zapotrzebowanie generuje sztuczna inteligencja, a tym, co faktycznie mamy dostępne na świecie w sieciach energetycznych – pod względem mocy wytwórczej i przesyłowej jest gigantyczna i nie zostanie zniwelowana za naszego życia”
W efekcie rosnące zużycie prądu jest faktem. Według Międzynarodowej Agencji Energii, globalne zapotrzebowanie na elektryczność ma wzrosnąć w latach 2025–2027 w najszybszym tempie od lat. Wszystko napędzane rosnącą produkcją przemysłową, coraz powszechniejszym użyciem klimatyzacji, postępującą elektryfikacją oraz co najważniejsze ekspansją centrów danych na całym świecie. Globalny popyt na elektryczność wzrósł w 2024 roku o 4,3% i prognozuje się, iż będzie dalej rosnąć w tempie bliskim 4% rocznie do 2027 roku.
To gwałtowne przyspieszenie w porównaniu z 2023 rokiem, gdy wzrost wyniósł jedynie 2,5%. Być może wydaje Wam się, iż różnica między wzrostem o 2,5%,a 4,3% jest niewielka, bo to w końcu tylko 1,8 punktu procentowego, ale w rzeczywistości oznacza to, iż tempo rocznego wzrostu zwiększyło się o 72%.
1,8 punktu procentowego to mało, kiedy startujemy z bazy 50%, ale kiedy startujemy z bazy 2,5%, to spore przeskalowanie tempa wzrostu. To przyśpieszenie najlepiej oddaje poniższy wykres. Przyrost zapotrzebowania na energię pomiędzy 2021 a 2024 rokiem widzimy po lewej stronie. Natomiast po prawej widzimy prognozowany przyrost zapotrzebowania pomiędzy 2024 a 2027 rokiem. Jest on o 40% większy, a te prognozy i tak były skonstruowane ponad rok temu i nie uwzględniały jeszcze wszystkich odważnych planów inwestycyjnych w centra danych AI. To znaczy, iż realnie te prognozy mają sporą szansę na niedoszacowanie!

W samym 2024 roku globalne zużycie energii elektrycznej wzrosło o prawie 1100 TWh, czyli ponad dwukrotnie mocniej niż średnio w trakcie ubiegłej dekady.

Coraz większa część tej nowej energii pochodzi z bezemisyjnych źródeł. W 2024 roku ze źródeł odnawialnych i energii jądrowej pochodziło 40% całkowitej produkcji energii elektrycznej na świecie, a same źródła odnawialne dostarczyły jej aż 32%.

Rozjazd na rynkach i wejście ETF-ów
Na rynkach akcji widać jednak wyraźny rozjazd między poszczególnymi segmentami tej układanki. Sektor OZE, po pandemicznej euforii i rekordowych wycenach z 2021, w ostatnich latach dostał po głowie – wysokie stopy procentowe uderzyły w projekty kapitałochłonne, a spadające ceny paneli i turbin ścisnęły marże producentów. W efekcie takie ETF-y jak iShares Global Clean Energy przez ostatnie lata radziły sobie wyraźnie gorzej od szerokiego rynku. Więcej o problemach sektora OZE na konkretnym przykładzie mówiłem w tym materiale.

Zupełnie inny scenariusz zagrał w sektorze atomu. Ceny uranu wzrosły kilkukrotnie od pandemicznego dołka, a spółki górnicze w ostatnich miesiącach cieszą się prawdziwą euforią. Coraz więcej rządów otwarcie mówi o „powrocie do atomu” jako sposobie na bezpieczeństwo i stabilność systemu.

To wszystko pokazuje, iż energetyka nie przeżywa ani upadku, ani triumfu – tylko przebudowę. Jedne segmenty gasną, inne – mimo obiecujących perspektyw – zmagają się z własnymi problemami, a jeszcze inne przeżywają prawdziwą euforię. To ogromny, zróżnicowany ekosystem, w którym każdy inwestor znajdzie coś dla siebie. Niezależnie od tego, czy wierzysz w atom, spodziewasz się odbicia fotowoltaiki po latach spadków, czy uważasz, iż paliwa kopalne jeszcze długo będą trzymać się mocno. dla wszystkich z tych scenariuszy i jeszcze kilku innych istnieje dziś odpowiedni instrument na rynku. I to o nich dziś Wam trochę opowiem.
iShares Global Clean Energy – twarz zielonej transformacji
Pierwszego ETF to wspomniany już dziś iShares Global Clean Energy.

Kiedy mówimy o rewolucji energetycznej, to właśnie ten ETF jest jej najbardziej rozpoznawalnym symbolem. iShares Global Clean Energy to koszyk skupiony na firmach, które wytwarzają energię z odnawialnych źródeł – głównie wiatru i słońca – oraz na tych, które dostarczają najważniejsze technologie i komponenty dla całego sektora. To swoisty „benchmark” czystej energii, który przez lata rósł wraz z entuzjazmem wobec zielonej transformacji, a później boleśnie odczuł jej realizm.
W skład indeksu wchodzą przede wszystkim deweloperzy farm wiatrowych i fotowoltaicznych, producenci sprzętu i komponentów oraz operatorzy sieci i magazynów energii. To spółki, które stoją na pierwszej linii frontu globalnej transformacji energetycznej. Budują moce, które mają zastąpić paliwa kopalne. W praktyce więc ten ETF daje czystą ekspozycję na temat „zielonej energii” w jej najbardziej dosłownym znaczeniu.

W długim terminie trend jest jednoznaczny: koszt wytworzenia energii z OZE systematycznie spada, a rządy i korporacje zobowiązują się do neutralności klimatycznej.

Ostatnio cały świat trochę przyhamował z tym byciem „eko” szczególnie w USA, gdzie zmieniła się władza, ale to nie jest całkowite odwrócenie trendów w energetyce, a raczej ich spowolnienie i dostosowanie do bardziej realistycznych oczekiwań. Świat nie zawróci o 180 stopni dlatego, iż Trump krzyknął „Drill Baby Drill”.
Trendy cały czas gwarantują popyt na rozwiązania z tego sektora. Dodatkowo, rozwój technologii magazynowania i sieci przesyłowych otwiera nowe możliwości integracji OZE z systemem energetycznym. Coś, co jeszcze dekadę temu było technologiczną barierą.
Z drugiej strony – ostatnie lata boleśnie przypomniały, iż choćby „zielony megatrend” nie chroni przed cyklem rynkowym. Niestety zielona transformacja rozpędziła się trochę za mocno w okresie niskich stóp procentowych i ich późniejsze podniesienie uderzyło w projekty o niskiej rentowności i długim okresie zwrotu, a presja cenowa ze strony chińskich producentów paneli i turbin mocno ograniczyła marże.

Część spółek z sektora jest dziś po solidnej przecenie, a wyniki funduszu w 2023–2024 roku wyraźnie odstawały od szerokiego rynku. Dla jednych to ostrzeżenie, dla innych okazja do wejścia w dojrzały etap transformacji po latach przegrzania wycen.
To nie tylko okazja dla ludzi, którzy chcą zdobyć ekspozycje na dojrzewającą rewolucję energetyczną, ale też dla inwestorów kontrariańskich, którzy lubią kupować to co jest mocno przecenione.
Chociaż jeżeli przyjrzymy się wykresowi, to widać, iż fundusz zaliczył w ostatnim czasie silne odbicie i wygląda, jakby dołek miał już za sobą. Od kwietniowego spadku z 2025 roku wzrósł już o 70%, ale i tak znajduje się prawie połowę niżej niż w szczycie hossy z 2021 roku.

iShares Global Clean Energy to więc klasyczny fundusz tematyczny: wysokie ryzyko, duża zmienność, ale i realny udział w procesie, który zdefiniuje energetykę na kolejne dekady.
Global X Uranium – kręgosłup atomowej odbudowy
Jeśli OZE są twarzą zielonej transformacji, to uran jest jej kręgosłupem. Bez niego trudno sobie wyobrazić stabilny i jednocześnie bezemisyjny system energetyczny. Po latach zapomnienia atom wraca do gry, i to nie tylko w Japonii czy Francji, ale także w USA, Korei Południowej czy Polsce, gdzie o naszych inwestycjach atomowych rozmawia się coraz częściej. W centrum tego powrotu znajduje się właśnie ETF Global X Uranium, który daje inwestorom ekspozycję na cały łańcuch wartości energii jądrowej – od kopalń uranu, przez firmy zajmujące się jego przetwarzaniem, po spółki rozwijające technologie reaktorów nowej generacji.

W praktyce w portfelu funduszu znajdziemy takie spółki jak Cameco, Denison Mines, Energy Fuels czy Kazatomprom – globalnych liderów wydobycia i handlu uranem. Oprócz nich w koszyku są także firmy pośrednio związane z sektorem, np. producenci urządzeń i komponentów dla energetyki jądrowej. To ETF, który nie tylko odzwierciedla ceny surowca, ale i trend powrotu atomu do łask po dekadzie politycznej niechęci.

Dlaczego to ważne? Po pierwsze, atom jest jedynym bezemisyjnym źródłem, które może zapewnić stabilną moc 24/7 – coś, czego OZE wciąż nie potrafią bez magazynów energii na masową skalę. Po drugie, po kryzysie energetycznym 2022 roku wiele państw przestało traktować energetykę jądrową jako „kontrowersję”, a zaczęło widzieć w niej gwarancję bezpieczeństwa i zwiększać inwestycje w ten sektor, a dodatkowo rośnie zainteresowanie małymi reaktorami modułowymi (SMR) – prostszymi, tańszymi i bardziej elastycznymi niż klasyczne elektrownie.

Efekt? Popyt na uran eksplodował. Ceny surowca wzrosły kilkukrotnie w ostatnich kilku latach, a w 2024 roku uran był jednym z najlepiej radzących sobie surowców świata nie tylko dzięki fundamentom, ale też dzięki napływom kapitału spekulacyjnego.

Oczywiście, to nie jest rynek bez ryzyka. Ceny uranu pozostają bardzo zmienne, a sektor silnie zależy od decyzji rządów i tempa realizacji projektów. To też branża, w której opinia publiczna i polityka mogą w jednej chwili zmienić kierunek trendu. Jednak Global X Uranium to czysty, tematyczny zakład na to, iż świat nie zatrzyma się w pół kroku i iż transformacja energetyczna potrzebuje nie tylko paneli i wiatraków, ale również stabilnej bazy mocy.
Dla inwestora to ETF, który pełni funkcję „satelity” o wysokiej zmienności – niekoniecznie trzon portfela, ale silny akcent na przyszłość, jeżeli wierzy się w długofalowy renesans energetyki jądrowej. W końcu żadna gospodarka zasilana AI, elektromobilnością i przemysłem niskoemisyjnym nie może działać w rytmie jedynie słońca i wiatru. Potrzebuje źródła, które działa zawsze.

W tej chwili fundusz jest na silnej fali wzrostowej, więc w przeciwieństwie do poprzedniej propozycji nie przemówi raczej do kontrarian, ale być może znajdzie uznanie wśród zwolenników strategii momentum.
iShares Global Water – cichy filar infrastruktury
Przechodzimy do trzeciego ETF – iShares Global Water.
Wodę rzadko kojarzymy z rewolucją energetyczną, a to błąd. Choć nie generuje nagłówków jak atom czy fotowoltaika, to bez niej nie działa żaden element współczesnego systemu energetycznego. Woda chłodzi reaktory jądrowe i centra danych, jest kluczowa w procesach przemysłowych, w produkcji baterii, półprzewodników i paneli solarnych. Do tego sama w sobie staje się coraz cenniejszym zasobem nie tylko z powodu zmian klimatu, ale też gwałtownego wzrostu urbanizacji i zapotrzebowania przemysłu.

iShares Global Water to ETF, który pozwala zainwestować właśnie w ten cichy, ale stabilny filar transformacji. W jego skład wchodzą głównie spółki dostarczające infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, producenci pomp, zaworów, czujników i technologii uzdatniania, a także firmy zajmujące się recyklingiem i oczyszczaniem wody. W praktyce znajdziemy tu takie nazwy jak Xylem, American Water Works, Veolia, Pentair czy Ecolab – globalnych liderów, którzy łączą przemysł, technologię i usługi komunalne.

Dlaczego to ma znaczenie w kontekście rewolucji energetycznej? Bo każda nowa fabryka baterii, każda instalacja OZE i każde centrum danych potrzebują infrastruktury wodnej. Jednocześnie coraz większe susze i rosnąca liczba ekstremalnych zjawisk pogodowych sprawiają, iż dostęp do czystej wody staje się strategicznym wyzwaniem XXI wieku – zarówno dla rządów, jak i dla biznesu.
W przeciwieństwie do spółek z sektora OZE czy uranu, firmy wodne nie przeżywają gwałtownych skoków wycen. To sektor bardziej defensywny – stabilny, przewidywalny, często dywidendowy, z długoterminowymi kontraktami i wysokimi barierami wejścia. Z tego powodu ETF iShares Global Water jest często traktowany jako „zielony komponent defensywny”, który łączy temat zrównoważonego rozwoju z profilem bardziej konserwatywnej inwestycji.
Oczywiście, choćby tu nie brakuje ryzyka. Projekty infrastrukturalne są mocno uzależnione od polityki publicznej i finansowania samorządów, a część spółek handluje z wysokimi mnożnikami. Na przykład taki Xylem, który jest numerem jeden w tym funduszu jest notowany po 39x Cena do Zysku i to przy jednocyfrowym tempie wzrostu.

Jednak długoterminowy trend jest jednoznaczny – świat ma coraz mniej wody i coraz więcej potrzeb, a firmy, które potrafią dostarczyć technologie oszczędzania, uzdatniania i obiegu zamkniętego, będą beneficjentami niezależnie od tego, kto wygra wyścig o zieloną energię.
W szerszym kontekście portfela iShares Global Water pełni więc rolę stabilizatora. Elementu, który równoważy bardziej cykliczne i ryzykowne ekspozycje, takie jak OZE czy uran. Woda to nie modny trend, tylko infrastruktura przyszłości, bez której żadna energetyczna rewolucja nie utrzyma się choćby przez tydzień.

Amundi MSCI New Energy – technologia nowej energetyki
Czas na czwartego zawodnika – Amundi MSCI New Energy. Transformacja energetyczna to nie tylko farmy wiatrowe i panele słoneczne. To także cały łańcuch technologii, który sprawia, iż ta energia może być magazynowana, przesyłana, zarządzana i wykorzystywana w sposób efektywny. Właśnie ten szerszy ekosystem obejmuje Amundi MSCI New Energy UCITS ETF – fundusz, który zamiast skupiać się na jednym segmencie, daje ekspozycję na całą sieć powiązań tworzących tzw. „nową energetykę”.

W praktyce oznacza to inwestycję w spółki z obszaru produkcji komponentów dla OZE, magazynowania energii, elektroniki mocy, technologii bateryjnych i efektywności energetycznej. Wśród największych pozycji ETF-u znajdziemy takich gigantów jak GE Vernova, Siemens Energy, czy Schneider Electric. To firmy, które łączą świat tradycyjnej energetyki z nowoczesnymi technologiami – budują turbiny wiatrowe i sieci przesyłowe, dostarczają systemy automatyki, zarządzania energią i integracji odnawialnych źródeł z siecią.

To, co wyróżnia ten fundusz, to jego szerokie podejście. Zamiast inwestować tylko w producentów energii, obejmuje on również dostawców sprzętu, sieci przesyłowych czy rozwiązań dla inteligentnych domów i przemysłu. Dzięki temu inwestor nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Korzysta zarówno na boomie w energetyce odnawialnej, jak i na wzroście zapotrzebowania na technologie, które tę energię integrują i optymalizują.
Warto pamiętać, iż „new energy” to także cyfryzacja sektora. Zarządzanie sieciami w czasie rzeczywistym, inteligentne systemy sterowania czy automatyzacja zużycia energii w fabrykach to ogromny rynek, który dopiero się rozwija. W tym sensie Amundi MSCI New Energy łączy świat „hardware’u” (czyli fizycznej infrastruktury) ze światem „software’u” (czyli systemu i sterowania energią).
Z inwestycyjnego punktu widzenia fundusz ten ma mocno zmienny charakter. Stawia całkiem sporą część kapitału na spółki o dużym potencjale wzrostu, ale też z wyższą zmiennością. W 2023–2024 roku część komponentów indeksu mocno ucierpiała w wyniku spadku popytu na panele i inwertery, jednak największy składnik portfela GE Vernova notował fenomenalne wyniki.

To pokazuje, iż szeroka dywersyfikacja w ramach jednego tematu potrafi amortyzować cykliczne zawirowania poszczególnych segmentów.
Amundi MSCI New Energy to więc ETF dla inwestora, który chce uczestniczyć w rewolucji energetycznej, ale nie tylko po stronie wytwarzania prądu. To zakład na cały łańcuch wartości „nowej energii”. Od surowców i komponentów, przez technologie magazynowania, aż po cyfrowe zarządzanie zużyciem. W praktyce to fundusz, który nie tylko podąża za trendem zielonej transformacji, ale też korzysta z każdego jej etapu – od budowy, przez modernizację, aż po automatyzację systemów energetycznych przyszłości.
iShares STOXX Europe 600 Basic Resources – surowcowe zaplecze
Czas na ostatniego zawodnika – iShares STOXX Europe 600 Basic Resources, czyli surowcowe „zaplecze” rewolucji.
Każda transformacja technologiczna ma swoje ciche fundamenty. W przypadku rewolucji energetycznej tym fundamentem są surowce – metale i minerały, bez których nie powstanie ani turbina wiatrowa, ani panel fotowoltaiczny, ani bateria do samochodu elektrycznego. Miedź, nikiel, lit, kobalt, aluminium czy stal to nie tylko materiały przemysłowe – to nowa waluta zielonej gospodarki. I właśnie w ten obszar inwestuje iShares STOXX Europe 600 Basic Resources ETF.

Fundusz ten daje ekspozycję na największe europejskie spółki z sektora wydobywczego i metalowego – od globalnych gigantów po wyspecjalizowanych producentów surowców strategicznych. W portfelu znajdziemy takie firmy jak Glencore, Rio Tinto, Anglo American, ArcelorMittal, Boliden, Antofagasta czy RHI Magnesita. To spółki, które kontrolują wydobycie, przetwórstwo i handel surowcami, stanowiąc realne zaplecze dla całego przemysłu energetycznego.

Z punktu widzenia rewolucji energetycznej to właśnie ten sektor dostarcza fizyczny „mięsień” transformacji. Według szacunków Międzynarodowej Agencji Energetyki, do 2040 roku zapotrzebowanie na niektóre metale wykorzystywane w energetyce niskoemisyjnej może wzrosnąć choćby czterokrotnie względem roku 2020.

Ten ETF jest więc pośrednim, ale kluczowym graczem w dekarbonizacji gospodarki. Oferuje ekspozycję na sektor, który z jednej strony korzysta z zielonego trendu, a z drugiej pozostaje ściśle powiązany z globalną koniunkturą przemysłową i chińskim popytem na surowce przemysłowe. Dzięki temu często porusza się w innym rytmie niż typowe fundusze OZE – potrafi rosnąć wtedy, gdy sektor zielonej energii przeżywa korektę, i odwrotnie. Ale powiedzmy sobie jasno on nie jest bezpośrednią ekspozycją na rewolucję energetyczną. Tutaj rewolucja energetyczna będzie po prostu dorzucać swoje trzy grosze do jego wzrostów.
Warto jednak pamiętać, iż to sektor cykliczny i surowcowy – jego wyniki potrafią być bardzo zmienne, a na notowania wpływają czynniki, na które inwestor nie ma wpływu: ceny metali, kurs dolara, polityka Chin czy napięcia geopolityczne. Mimo to, w długim horyzoncie, spółki z sektora Basic Resources pozostają niezbędnym elementem transformacji – bo bez fizycznych materiałów żadne zielone technologie nie staną się rzeczywistością.
iShares STOXX Europe 600 Basic Resources to więc surowcowy komponent rewolucji energetycznej – nie tak „zielony” jak OZE czy woda, ale absolutnie niezbędny.

Zwróćcie jednak uwagę, iż pod kątem długoterminowego performance ten fundusz nie zachowywał się jakoś wybitnie i miał bardzo długie okresy „kiszonki”. Czemu?
Ten fundusz po prostu przez większość ostatnich dwóch dekad był ofiarą cykli surowcowych i wysokich kosztów w Europie. Po boomie z początku wieku – napędzanym popytem z Chin – firmy wydobywcze zalały świat nowymi kopalniami i hutami, a gdy popyt się załamał po kryzysie 2008 roku, ceny surowców spadły i branża ugrzęzła w nadpodaży. W efekcie przez lata akcje spółek surowcowych tylko odrabiały straty, zamiast rosnąć.
Na domiar złego, większość firm z indeksu działa w Europie, gdzie energia jest droższa niż w USA czy Australii. To ogranicza marże i konkurencyjność – szczególnie w hucie aluminium, stali czy miedzi.
Wniosek jest taki – ten ETF nie jest najlepszym narzędziem do strategii „kup i zapomnij”, a raczej do rozgrywania konkretnych scenariuszy na rynku.
Ryzyka inwestowania w rewolucję energetyczną
Mamy tu pięć ETF-ów, a każdy z nich z nieco innej strony dotyka rewolucji energetycznej i choć ten temat wydaje się kierunkiem oczywistym, to z inwestycyjnego punktu widzenia droga do wspomnianej rewolucji jest pełna zakrętów. Trend jest silny, ale jego realizacja rozciągnięta na dekady, kapitałochłonna i w dużym stopniu zależna od polityki. Inwestując w ETF-y powiązane z energią przyszłości, warto więc pamiętać o kilku fundamentalnych ryzykach.
1. Stopy procentowe i koszt kapitału.
To największy wróg sektora OZE. Projekty energetyczne jak farmy wiatrowe i fotowoltaiczne mają długie cykle zwrotu z inwestycji. Kiedy rosną stopy procentowe, finansowanie staje się droższe, a przyszłe zyski – mniej warte w oczach inwestorów. Ostatnie lata pokazały to dobitnie: droższy pieniądz zabił część projektów wiatrowych i fotowoltaicznych oraz ostudził euforię wśród funduszy ESG.
2. Polityka i regulacje.
Transformacja energetyczna nie dzieje się w próżni – to projekt polityczny. Subsydia, systemy taryf gwarantowanych, ulgi podatkowe, limity emisji czy zakazy sprzedaży aut spalinowych – to wszystko decyzje, które mogą z dnia na dzień zmienić rentowność całych branż i wpłynąć na tempo jej rozwoju. w tej chwili jesteśmy w momencie, w którym OZE i wiatr nieco mniej podoba się politykom, ale za to atom podoba im się coraz bardziej. Pytanie tylko, czy to się znów nie zmieni? Nie wiem tego, ale zwracam Wam uwagę o czym należy myśleć inwestując w ten sektor.
3. Cykliczność surowców.
Uran, miedź, nikiel czy lit to rynki o ogromnej zmienności. Ich ceny potrafią rosnąć kilkukrotnie w hossie, by potem spaść o połowę, gdy popyt chwilowo się załamie. ETF-y oparte na spółkach wydobywczych lub surowcowych zawsze będą bardziej niestabilne – i nie da się tego uniknąć.
Różne ETF-y, które dziś przedstawiłem mają różną ekspozycję na wymienione ryzyka. Każdy z nich ma też inny charakter, o czym wspominałem w trakcie materiału. Jedne są bardziej zmienne inne mniej.
Megatrend energii – gdzie chcesz być inwestorem?
Jednak świat energii zmienia się na naszych oczach. Przechodzimy z ery ropy i gazu do epoki prądu i magazynów energii. Ale wbrew popularnym narracjom ta transformacja nie ma jednego bohatera. Nie wygra jej ani sam wiatr, ani atom, ani energia słoneczna. Wygrają ci, którzy zrozumieją, iż rewolucja energetyczna to ekosystem, w którym każde ogniwo ma swoją rolę.
Każdy z funduszy dziś wymienionych łapie inny wymiar tej samej megatransformacji. Od wytwarzania energii, przez technologię, po fizyczne materiały. Razem pokazują, iż inwestowanie w przyszłość nie musi oznaczać obstawiania jednej wizji świata. Można budować zrównoważony portfel tematyczny.
Rewolucja energetyczna nie wydarzy się z dnia na dzień, ale już dziś przesądza o tym, kto będzie wygrywał w kolejnych dekadach – od firm budujących sieci po producentów miedzi i turbin. Pytanie nie brzmi więc „czy warto się nią zainteresować”, tylko w którym miejscu tego łańcucha wartości chcesz być inwestorem.
Transformacja energetyczna nie wydarzy się z dnia na dzień. Ale nie wydarzy się też bez inwestycji – gigantycznych, wieloletnich, globalnych.
Właśnie dlatego to nie jest chwilowy temat. To megatrend, który będzie kształtował rynki, politykę i technologie przez kolejne dekady.
Fundusze ETF, które dziś pokazałem, nie gwarantują szybkich zysków. Ale dają coś cenniejszego: ekspozycję na zmianę, która dzieje się niezależnie od nastrojów rynkowych.
Bo energię trzeba będzie wytwarzać, magazynować i dostarczać niezależnie od tego, kto wygra wybory i ile będzie kosztował Bitcoin czy Nvidia.
Inwestuj w ETF-y bez prowizji z OANDA TMS!
Załóż konto i korzystaj z 10 darmowych transakcji miesięcznie – aż do 100 000 euro obrotu. Idealna okazja, by budować portfel bez zbędnych kosztów!
Więcej informacji i rejestracja: https://go.tms.pl/DNARynkowETF
Do zarobienia!
Piotr Cymcyk

3 godzin temu








