Od 18 marca 2026 r. obowiązują nowe regulacje dotyczące zdrowia zwierząt, które realnie zmieniają codzienne funkcjonowanie ferm drobiu, trzody chlewnej i wylęgarni. W praktyce oznacza to jedno: więcej obowiązków, większa odpowiedzialność i znacznie ostrzejsze podejście do bioasekuracji.
Nowe zasady bioasekuracji już obowiązują. Kto nie nadąży, wypadnie z rynkuNowe przepisy łączą dotychczasowe zasady dotyczące wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI) oraz rzekomego pomoru drobiu (ND), tworząc spójny system walki z chorobami zakaźnymi. To odpowiedź na rosnącą presję epizootyczną, która w ostatnich latach mocno uderzyła w produkcję zwierzęcą.
Bioasekuracja przestaje być dodatkiem – staje się podstawą
Nowe regulacje nie wprowadzają rewolucji w każdym obszarze, ale znacząco podnoszą standardy i egzekwowanie zasad. Hodowcy muszą liczyć się z:
- obowiązkiem prowadzenia szczegółowej dokumentacji dezynfekcji,
- rozszerzeniem procedur sanitarnych,
- koniecznością opracowania i wdrożenia planu bioasekuracji,
- wyższymi karami za uchybienia.
W praktyce oznacza to przejście z podejścia reaktywnego na systemowe zarządzanie ryzykiem chorób w gospodarstwie.
Choroby nie odpuszczają – presja rośnie
Lata 2024–2025 pokazały, iż zagrożenie chorobami zakaźnymi nie maleje. Ogniska HPAI i przypadki ND potwierdziły, iż choćby dobrze funkcjonujące gospodarstwa mogą w krótkim czasie znaleźć się w kryzysie.
Dla Polski – jednego z największych producentów i eksporterów drobiu w Europie – oznacza to konieczność utrzymania najwyższych standardów zdrowotnych, bo stawką jest nie tylko produkcja, ale także dostęp do rynków eksportowych.
Technologia wchodzi do obór i kurników
Wraz z rosnącymi wymaganiami zmienia się także podejście do bioasekuracji. Coraz większe znaczenie zyskują rozwiązania, które działają stale, a nie tylko interwencyjnie.
Jednym z przykładów jest technologia dezynfekcji oparta na promieniowaniu UV 222 nm, rozwijana m.in. przez firmę DeconLine. To rozwiązanie, które pozwala na ciągłą dezynfekcję powietrza i powierzchni w obecności zwierząt i ludzi.
W praktyce oznacza to:
- eliminację do 99,9% drobnoustrojów, w tym wirusów takich jak PRRS czy ptasia grypa,
- działanie bez przerywania produkcji,
- brak konieczności opuszczania budynków inwentarskich,
- możliwość pracy w trybie ciągłym – 24 godziny na dobę.
To istotna różnica względem tradycyjnych systemów UV, które wymagają wyłączenia pomieszczeń z użytkowania.
Co zyskuje hodowca?
Nowoczesne technologie nie zastępują bioasekuracji – ale mogą ją znacząco wzmocnić. W praktyce oznacza to:
- stałą redukcję patogenów w środowisku,
- niższe ryzyko infekcji w stadzie,
- poprawę dobrostanu zwierząt,
- ograniczenie strat produkcyjnych,
- automatyzację procesów dezynfekcji.
Dodatkowo systemy tego typu są łatwe w instalacji i nie wymagają przebudowy budynków, co ma znaczenie w istniejących gospodarstwach.
Nowe przepisy to także nowe koszty – ale i mniejsze ryzyko
Zaostrzenie wymagań bioasekuracyjnych oznacza dla wielu gospodarstw dodatkowe nakłady – zarówno organizacyjne, jak i finansowe. Jednak w dłuższej perspektywie koszt braku zabezpieczeń może być znacznie wyższy.
Jedno ognisko choroby to nie tylko straty w stadzie, ale także:
- blokada sprzedaży,
- ograniczenia transportowe,
- utrata kontraktów,
- koszty likwidacji i odtworzenia produkcji.
Bioasekuracja przyszłości zaczyna się dziś
Nowe przepisy jasno pokazują kierunek: bioasekuracja przestaje być formalnością, a staje się fundamentem produkcji zwierzęcej.
W kolejnych latach to właśnie gospodarstwa, które:
- wdrożą systemowe podejście,
- wykorzystają nowe technologie,
- i ograniczą ryzyko chorób
będą w stanie utrzymać stabilną produkcję i pozycję na rynku.
Dla hodowców to moment decyzji – czy dostosować się do nowych realiów, czy ryzykować w coraz bardziej wymagającym środowisku.

2 godzin temu















