Finałowy tydzień kwietnia i pierwsze sesje maja na globalnych rynkach akcji zostały zagrane w kontekście piątkowego święta na większości rynków europejskich, gdy Wall Street mogła skupić się na reagowaniu na wyniki kwartalne spółki Apple i generalnie spółek z koszyka Magnificent Seven. W istocie, piątkowe święto spowodowało, iż rynki europejskie kończyły tydzień skupiając się na zamknięciu kwietnia, gdy rynki amerykańskie operowały już z pytaniem o ryzyko majowej korekty. W przypadku Europy w centrum uwagi była kontynuacja przecen, która przełożyła się na drugi tydzień spadków niemieckiego DAX-a i francuskiego CAC, gdy Wall Street oglądana przez pryzmat indeksów S&P500 i Nasdaqa Composite grała o piąty tydzień zwyżek w serii. Niezależnie, tydzień kończył też miesiąc kwiecień, w którym indeksy amerykańskie DJIA, Nasdaq Composite i S&P500 oraz europejskie DAX i CAC finiszowały zwyżkami. Niestety, również w tym układzie czasowym doszło do rozejścia się rynków europejskich z amerykańskimi. Pierwsze, finalnie nie zdołały odrobić strat z marca, gdy drugie z nawiązką odrobiły marcowe spadki i w przypadku Nasdaqa Composite i S&P500 wyznaczyły nowe rekordy hossy i nowe historyczne maksima. Szczególnie ciekawie prezentuje się tu Nasdaq Composite, który w marcu stracił niespełna 7 procent, gdy w kwietniu zyskał przeszło 15 procent. Inaczej mówiąc, marcowa przecena okazała się katapultą do skoku Nasdaqa Composite na północ, jakiej nie było od kwietnia 2020 roku.
Z perspektywy końca kwietnia widać, iż elementem różnicującym było zachowanie sektora technologicznego, który zagrał rolę lokomotywy kwietniowych zwyżek w USA. Na pierwszym planie był zestaw spółek związanych z sektorem półprzewodników, co najlepiej oddaje wzrost koszyka PHLX Semiconductor Sector Index – mierzonego ETF-em iShares Semiconductor – o przeszło 40 procent. Sektor okazał się znacząco lepszy od koszyka MAG7, który mierzony ETF-em Roundhill Magnificent Seven zyskał imponujące 14 procent, a więc mniej niż Nasdaq Composite. W przypadku S&P500 zwyżka o przeszło 10 procent okazała się największą od miesięcy. Również w przypadku szerokiej średniej wzrost trzeba uznać za imponujący, bo w przeszłości umocnienie indeksu o przeszło 10 procent była zjawiskiem rzadkim i ostatnio wymagało pojawienia się wydarzeń na miarę pandemii z 2020 roku. W istocie, choćby Wielki Kryzys Finansowy z pierwszej dekady XXI wieku – i odbudowanie się rynków po kryzysie – nie przyniosło miesięcznej zwyżki S&P500 o przeszło 10 procent. W praktyce, na kwietniowy wzrost na Wall Street można patrzeć przez pryzmat wydarzenia na tyle wyjątkowego, iż nie pozwala szukać analogii historycznych, ale też jak na ostrzeżenie, iż rynek mógł wyprzedzić fundamenty i nieco zbyt optymistycznie wycenić zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie jednocześnie odreagowując zaskoczenie, jakim był jej przebieg i konsekwencje gospodarcze, które dopiero zaczną materializować się na poziomie efektów ekonomicznych.
W tym kontekście warto odnotować czytelne różnicowanie się postaw inwestorów na rynkach amerykańskich i europejskich. Pierwsi mogli cieszyć się bezprecedensowym odbudowaniem się sektora technologicznego, gdy drudzy pozostali wrażliwi na zachowanie cen ropy, które w końcówce miesiąca znów szybowały na poziomach osiągniętych po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie i zamknięciu żeglugi w Cieśninie Ormuz. Z perspektywy zakończonego właśnie miesiąca doskonale widać, iż kwietniowy szczyt odbicia po marcowym spadku na rynkach europejskich zbiegł się z kwietniowym dołkiem przeceny ropy po odreagowaniu marcowych zwyżek. Tylko w przypadku niemieckiego DAX-a dało to serię ośmiu sesji przecen w serii, która przełożyła się na wspomniane wyżej dwa tygodnie spadków zagranych równolegle z dwoma tygodniami wzrostów cen ropy. Rozejście się rynków amerykańskich z europejskimi w kontekście zwyżek cen ropy stawia pytanie, które z giełd operują nieco bardziej racjonalnie, ale nie ma też wątpliwości, iż w krótkim terminie Europa jest znacznie wrażliwsza na szoki paliwowe od USA, gdy konsument amerykański jest znacznie wrażliwszy na ceny na stacjach paliw. Wspólnym mianownikiem jest ryzyko wzrostu inflacji i zmian w polityce banków centralnych. Można zakładać, iż w bliskim terminie rynki europejskie i amerykańskie znajdą jakiś wspólną reakcję wobec stale wzrastających cen ropy, ale na dziś każdy z regionów zdaje się szukać swojej własnej ścieżki rysując odmienne obrazy przyszłości indeksów.
Źródło: Adam Stańczak / Wydział Analiz Rynkowych, DM BOŚ

3 godzin temu





