Henryk Orfinger o kulisach budowy marki Dr Irena Eris, sukcesji rodzinnej i powodach rezygnacji z wejścia na giełdę. W szczerej rozmowie zdradza, jak wygląda walka polskich marek kosmetycznych o miejsce na światowych rynkach i dlaczego Polska wciąż nie stworzyła własnego „K-Beauty”.
Dopóki nie jest się spółką giełdową, to adekwatnie wycena jest bardzo słaba. Trudno strasznie to wykonać. Można wyceniać. Są metody wyceny udziału, ale one są sztuczne. Tak naprawdę, dopóki ktoś nie zaoferuje pieniędzy, to to nie ma prawdziwej wyceny. Ponieważ warunki były niesprzyjające do tego, żeby wejść na giełdę, a jednocześnie powstała ustawa o fundacji rodzinnej i my się na to zdecydowaliśmy, więc uznałem, iż giełda traci dla nas sens, w tej chwili nie jest nam potrzebna. Tym bardziej, iż w naszej branży jedynym powodem pozyskanie kapitału może być przejęcie jakiejś innej firmy – jakaś akwizycja. Dzisiaj ja mogę robić duże akwizycje z pomocą banków, nie potrzebuję do tego giełdy, a giełda dzisiaj jest bardzo skomplikowanym narzędziem, które strasznie utrudnia normalne funkcjonowanie firmy
mówi Henryk Orfinger, Dr Irena Eris podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EEC2026)W materiale informacje dotyczące:
- powodów rezygnacji Dr Irena Eris z wejścia na giełdę,
- fundacji rodzinnych i sukcesji w polskich firmach,
- problemów z wykorzystywaniem fundacji do optymalizacji podatkowej,
- przejęć i możliwych akwizycji zagranicznych marek kosmetycznych,
- ekspansji marki Dr Irena Eris na rynki azjatyckie i amerykańskie,
- fenomenu koreańskiego K-Beauty i promocji branży kosmetycznej przez państwo,
- różnic między segmentem premium, dermokosmetykami i mass marketem,
- strategii budowania wielu marek kosmetycznych w jednej grupie.

52 minut temu






