
Oszustwa finansowe coraz częściej przenoszą się do sektorów, które dynamicznie rosną: kryptoaktywów, e-commerce, OZE, budownictwa czy usług opartych na płatnościach cyfrowych.
Jednak fraudy, czyli różne formy oszustw finansowych i gospodarczych, nie zniknęły z tradycyjnych branż. Zmienił się jednak ich charakter. Obok klasycznej przestępczości gospodarczej rozwija się fala oszustw cyfrowych, związanych z tożsamością, płatnościami internetowymi i narzędziami wspieranymi przez sztuczną inteligencję.
Eksperci TransactionLink tłumaczą, iż ryzyko nie zależy wyłącznie od tego, czy dana branża ma złą reputację. Liczy się przede wszystkim struktura rynku, tempo wzrostu, sposób płatności i łatwość ukrycia prawdziwego właściciela firmy.
Kiedy branża staje się ryzykowna?
Za bardziej ryzykowne uznaje się te sektory, w których łatwiej o pranie pieniędzy albo ukrywanie nieuczciwej działalności. Według TransactionLink o podwyższonym ryzyku decydują cztery główne cechy.
Pierwszą jest wysoki udział gotówki w transakcjach, bo gotówka utrudnia śledzenie przepływu pieniędzy i ustalenie, skąd pochodzą środki.
Drugim czynnikiem jest złożona albo nieprzejrzysta struktura właścicielska. Chodzi np. o firmy z wielopoziomowymi holdingami, szybką rotacją właścicieli albo udziałowcami zarejestrowanymi w krajach, które nie wymagają ujawniania rzeczywistych właścicieli.
Taka struktura nie oznacza automatycznie oszustwa. Wiele legalnych firm korzysta z niej z powodów podatkowych lub regulacyjnych. Problem polega na tym, iż podobny mechanizm może dawać przestępcom niewidzialność.
Profil działalności może zmienić się po starcie współpracy
Trzecim elementem ryzyka jest łatwość zmiany profilu działalności po onboardingu, czyli po rozpoczęciu współpracy i uzyskaniu np. konta lub bramki płatniczej. jeżeli sklep deklaruje sprzedaż elektroniki, a po kilku tygodniach zaczyna oferować zupełnie inne produkty, powinno to wzbudzać czujność.
Czwartym czynnikiem jest ekspozycja na sankcjonowane lub ryzykowne jurysdykcje. jeżeli firma ma powiązania z krajem o słabym systemie przeciwdziałania przestępczości finansowej, jej transakcje mogą wymagać szczególnej kontroli.
Eksperci zwracają uwagę, iż takie powiązania rzadko są widoczne od razu. Mogą być ukryte kilka poziomów głębiej w strukturze właścicielskiej. To właśnie dlatego sama weryfikacja podstawowych danych firmy może nie wystarczyć.
– Widzimy, iż sporo firm nie radzi sobie samodzielnie z kombinacją dwóch warunków – ich kontrahent ma zarówno skomplikowaną strukturę, jak i zarejestrowany jest za granicą, szczególnie w kraju, w którym prawo nie wymaga ujawniania właścicieli. Wówczas łatwiej oszustom ukryć mechanizm prania pieniędzy. Aby nie zostać podejrzanym o współudział, trzeba szukać jak najskuteczniejszych metod weryfikacji partnerów – mówi Mateusz Pniewski, CEO i współzałożyciel TransactionLink, europejskiej platformy do automatyzacji weryfikacji podmiotów biznesowych i zarządzania procesami compliance.
Compliance oznacza działania, które mają zapewnić zgodność firmy z przepisami i wewnętrznymi procedurami. W praktyce chodzi m.in. o sprawdzanie kontrahentów, identyfikowanie ryzyk i dokumentowanie decyzji biznesowych.
Kryptoaktywa przez cały czas są wysoko na liście ryzyka
Które branże są najbardziej narażone na oszustwa? WEdług TransactionLink w czołówce znajdują się kryptowaluty i dostawcy usług aktywów wirtualnych. W Unii Europejskiej takie podmioty podlegają już nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Globalnie sektor przez cały czas wiąże się jednak z wysokim ryzykiem prania pieniędzy.
Przestępcy korzystają m.in. z giełd i kantorów zarejestrowanych w egzotycznych albo sankcjonowanych jurysdykcjach. Chodzi tu o miejsca takie jak Kajmany, Iran, Korea Północna i Nigeria.
Wyzwaniem są także skomplikowane, wielopoziomowe struktury właścicielskie firm z tego sektora. Dochodzą do tego próby omijania europejskich regulacji przez podmioty offshore, czyli zarejestrowane poza głównym rynkiem działalności.
Gotówka przez cały czas pomaga ukrywać nielegalne środki
Drugą grupą ryzyka są gastronomia, rozrywka i podmioty określane jako mixed-use. Chodzi o biznesy, w których mieszają się różne rodzaje działalności albo różne formy płatności. Przykładem mogą być restauracje, sklepy detaliczne, myjnie samochodowe czy salony fryzjerskie.
To klasyczny obszar fraudu transakcyjnego. Mieszanie płatności gotówkowych i kartowych może utrudniać odróżnienie legalnych przychodów od pieniędzy pochodzących z niepewnych źródeł. W takim modelu łatwiej „wtapiać” nielegalne środki w legalny obrót firmy.
Gotówka nie jest więc jedynym problemem, ale przez cały czas zwiększa ryzyko. Im trudniej prześledzić źródło pieniędzy, tym większe znaczenie ma dokładna weryfikacja działalności i właścicieli firmy.
Budownictwo i deweloperka przyciągają oszustów
Na liście ryzykownych sektorów znalazły się też budownictwo i branża deweloperska. Pojawiają się tam znikający podwykonawcy i wyłudzenia materiałów na tzw. firmy-słupy – to podmioty wykorzystywane do ukrycia rzeczywistego organizatora oszustwa. Mogą formalnie istnieć, ale nie prowadzić działalności albo nie mieć zaplecza potrzebnego do wykonania zlecenia. Sektor cierpi też z powodu fraudów faktoringowych.
W budownictwie częstym zjawiskiem są fałszywe faktury za usługi podwykonawcze. Problemem są też firmy, które zgłaszają się po zaliczki, mimo iż nie mają ani sprzętu, ani ludzi do realizacji prac. Po otrzymaniu pieniędzy mogą ogłaszać upadłość.
E-commerce może zmienić asortyment po uzyskaniu płatności
Czwartym sektorem podwyższonego ryzyka jest handel internetowy i marketplace’y, zwłaszcza te działające transgranicznie, bo ryzyko rośnie, gdy sprzedaż odbywa się przez granice państw, a sprzedawcy są trudniejsi do zweryfikowania.
Eksperci opisują ten obszar jako cyfrową wersję klasycznego schematu, w którym firma handluje czymś innym, niż wcześniej deklarowała. Przykład to podmiot, który po uzyskaniu bramki płatniczej zaczyna sprzedawać produkty regulowane prawnie zamiast bezpiecznego asortymentu.
Chodzi tu m.in. o suplementy diety, „cudowne kuracje”, produkty CBD i e-papierosy. Takie produkty mogą wiązać się z dodatkowymi regulacjami oraz większym ryzykiem nadużyć.
OZE rosną szybko, więc rośnie też ryzyko
Piątą branżą na liście ryzyka TransactionLink są odnawialne źródła energii i sektor energetyczny. Zielone technologie się gwałtownie rozwijają, ceny są zmienne, pojawiają się nowe generacje sprzętu. Przykładowo konsumentom może być trudno ocenić, czym różnią się poszczególne typy pomp ciepła.
Na ten rynek wpływają też państwowe systemy dotacji. jeżeli zasady wsparcia nie są jasne dla odbiorców, pojawia się miejsce dla firm działających krótkoterminowo albo oportunistycznie. Te podmioty próbują wykorzystać boom, zanim rynek i klienci zdążą dobrze zrozumieć nowe rozwiązania.
To nie oznacza, iż sama branża OZE jest nieuczciwa. Problem polega na tym, iż szybki wzrost i duże pieniądze przyciągają także graczy, którzy chcą wykorzystać lukę informacyjną po stronie klientów.
Oszustwa finansowe rosną tam, gdzie firmy gwałtownie zdobywają klientów
Według Mateusza Pniewskiego podwyższone ryzyko fraudu pojawia się szczególnie tam, gdzie rynek gwałtownie rośnie. Firmy są wtedy skoncentrowane na zdobywaniu nowych kontrahentów i wykorzystywaniu popytu. W takiej sytuacji łatwiej o błędy przy weryfikacji partnerów.
– Ponadprzeciętne ryzyko fraudu pojawia się tam, gdzie pojawia się szybki wzrost. Mechanizm jest prosty: w fazie boomu – jak w tej chwili w OZE, kryptoaktywach, czy na rynku nieruchomości – firmy pozyskują nowych kontrahentów szybciej, niż są w stanie je sprawdzić. Wszyscy są skupieni na wzroście, marże są wysokie, nikt nie zadaje trudnych pytań. To idealne środowisko dla nieuczciwych graczy, którzy wiedzą, iż w takim klimacie łatwiej wejść do łańcucha dostaw bez bycia dokładnie sprawdzonym – tłumaczy CEO TransactionLink.
Radzi firmom z branż szybkiego wzrostu, aby zmieniły podejście do weryfikacji partnerów biznesowych. Przedsiębiorcy powinni zastąpić jednorazowe sprawdzenie przy podpisaniu umowy ciągłym monitoringiem działającym w tle przez cały okres współpracy. Jak dodaje, tego niedługo będzie wymagało od nowe prawo, które wejdzie w życie w lipcu 2027 roku.
AMLR to unijne rozporządzenie dotyczące przeciwdziałania praniu pieniędzy. Firmy będą musiały odchodzić od modelu jednorazowej kontroli kontrahenta. Coraz większe znaczenie będzie mieć ciągły monitoring, czyli sprawdzanie ryzyka także po podpisaniu umowy.
Cyfrowe oszustwa wymagają stałego monitoringu partnerów
Wnioski TransactionLink są istotne nie tylko dla banków czy instytucji finansowych. Ryzyko dotyczy też firm, które współpracują z wieloma partnerami, działają transgranicznie albo funkcjonują w branżach szybkiego wzrostu.
Jeśli kontrahent zmienia profil działalności, ma niejasną strukturę właścicielską albo powiązania z ryzykowną jurysdykcją, firma może narazić się nie tylko na straty finansowe. Może też zostać wciągnięta w transakcje, które później będą wymagały wyjaśnień przed instytucjami nadzoru.
Dlatego cyfryzacja fraudów oznacza, iż oszustwa stają się trudniejsze do wykrycia prostymi metodami. Nie wystarczy już sprawdzić, czy firma istnieje w rejestrze. Coraz ważniejsze jest to, kto naprawdę za nią stoi, jak działa i czy jej profil nie zmienia się w trakcie współpracy.
Polecamy również:
- Polscy eksporterzy szukają planu B. USA i Bliski Wschód już nie wystarczą
- Drugi próg podatkowy łapie klasę średnią. Fiskus korzysta na zamrożonym limicie
- Geotermia wychodzi z niszy. Polskie silniki pomogą zasilić projekt dla Google

6 godzin temu








