Umowa handlowa z Australią stała się faktem – we wtorek, 24 marca 2026 roku, w Canberze ogłoszono zakończenie trwających osiem lat negocjacji. Zaledwie kilka dni temu informowaliśmy o kontrowersyjnym wejściu w życie części handlowej umowy z Mercosurem, która ma zacząć obowiązywać tymczasowo od 1 maja, a już teraz Bruksela otwiera kolejny front. Wszystko wskazuje na to, iż umowa handlowa z Australią pójdzie tą samą ścieżką: mimo konieczności ratyfikacji przez parlamenty narodowe, jej najważniejsze zapisy handlowe zostaną wprowadzone w życie w trybie tymczasowym, drastycznie skracając czas oczekiwania na tanią żywność z antypodów.
Co zmienia umowa handlowa z Australią? (Limity i kwoty)
Dla europejskiego sektora rolnego najważniejsze są konkretne liczby, które po latach oporu Brukseli zostały ostatecznie klepnięte:
- Wołowina: Australia uzyskała dostęp do rynku w ramach kontyngentu 30 600 ton (z czego 55% będzie całkowicie bezcłowe). To bezpośrednie uderzenie w segment premium, w którym dotąd dominowali producenci z UE.
- Baranina: Limit importowy ustalono na poziomie 25 000 ton, co budzi szczególny niepokój producentów z Irlandii i Francji.
- Rzepak i zboża: Australia, będąca jednym z największych eksporterów rzepaku (canola) na świecie, umacnia swoją pozycję na unijnym rynku. W obliczu rekordowych zbiorów w Australii, zwiększony import może wywrzeć dodatkową presję na ceny w skupach.
Ratyfikacja pod znakiem zapytania, ale handel ruszy
Choć formalnie jest to umowa mieszana, wymagająca zgody parlamentów wszystkich 27 państw członkowskich (co może trwać latami), Komisja Europejska nie zamierza czekać. Podobnie jak w przypadku Mercosuru, planowane jest tzw. tymczasowe stosowanie (provisional application) części handlowej.
Przy obecnym układzie sił w Radzie UE, zebranie mniejszości blokującej przeciwko Australii jest znacznie trudniejsze niż w przypadku państw Ameryki Południowej, co oznacza, iż cła mogą zacząć znikać już w nadchodzących miesiącach.
Wniosek: Najpierw konkurencyjność, potem otwieranie granic
Dzisiejszy podpis Ursuli von der Leyen w Canberze stawia europejskich rolników pod ścianą. najważniejszy wniosek, który płynie z tej sytuacji, jest jasny: Komisja Europejska powinna w pierwszej kolejności zadbać o poprawę konkurencyjności własnych sektorów produkcji, a dopiero potem podpisywać kolejne umowy o wolnym handlu.
Zamiast kolejnych „kroplówek” w postaci dotacji, rolnicy potrzebują systemowych rozwiązań obniżających koszty produkcji:
- Tania energia i paliwo: Redukcja podatków i obciążeń wynikających z polityki klimatycznej (ETS).
- Tanie nawozy: Uproszczenie dostępu do surowców i obniżenie marż narzuconych przez biurokrację.
- Realne cięcie biurokracji: Zmniejszenie kosztów administracyjnych, które w UE są najwyższe na świecie.
Dopiero gdy unijni producenci będą mieli koszty produkcji porównywalne do reszty świata, każda nowa umowa handlowa z Australią będzie mogła być postrzegana jako szansa, a nie wyrok na rentowność gospodarstw.

2 godzin temu

















