Pług, bezorka, no-till i 8 ciągników w jednym gospodarstwie. Jakie maszyny wybrał i dlaczego?

6 godzin temu

Ciągnik na gąsienicach był marzeniem

Jedną z najbardziej charakterystycznych maszyn w gospodarstwie jest John Deere 8345RT. Jak przyznaje Robert Szymczak, zakup był w dużej mierze spełnieniem marzenia.

Początkowo rozważał zakup używanego ciągnika gąsienicowego, jednak po analizie kosztów remontu okazało się, iż różnica w cenie względem nowej maszyny była niewielka. Ostatecznie zdecydował się na nowy ciągnik.

Reportaż wideo znajduje się poniżej:

Jednocześnie podkreśla, iż maszyny dwugąsienicowe nie są rozwiązaniem idealnym. Przy bardzo zmiennych warunkach glebowych mogą sprawiać problemy z trakcją.

– Przy dobrych warunkach wilgotnościowych to bardzo dobry kompromis między ceną maszyny a kołami bliźniaczymi. Poślizg jest mniejszy, spalanie niższe, a ciągnik mieści się w dopuszczalnej szerokości transportowej – ocenia rolnik.

O wyborze marki często decydują ludzie

Zapytany o dominację maszyn John Deere w gospodarstwie, nie wskazuje przewagi technicznej konkretnej marki.

Jak podkreśla, o zakupach często decydują relacje z dealerem i jakość obsługi.

– Najlepiej nas potraktował sprzedawca, zyskał nasze zaufanie i zrobiło się interes. Podejrzewam, iż gdyby wtedy sprzedawano mi New Hollanda czy Fergusona, dziś miałbym właśnie takie ciągniki – mówi.

Jednocześnie zwraca uwagę, iż choćby najlepsze maszyny ulegają awariom.

– Nie ma sprzętu, który się nie psuje. Problem polega na tym, iż awarie zwykle zdarzają się wtedy, gdy maszyna jest najbardziej potrzebna. Dlatego przy zakupie warto patrzeć nie tylko na markę, ale również na zaplecze serwisowe.

Maszyny mają pracować, ale nie zawsze więcej znaczy lepiej

W gospodarstwie Roberta Szymczaka można znaleźć ciągniki mające ponad 20 lat, które przez cały czas mają stosunkowo niewielkie przebiegi. Rolnik przyznaje, iż niektórzy uznają taki model za nieekonomiczny, jednak jego zdaniem warto patrzeć szerzej na koszty produkcji.

– Ciągnik powinien pracować, ale praca też kosztuje. Czasem lepiej zastanowić się nad zmianą technologii albo ograniczeniem liczby przejazdów niż dokładać kolejne godziny pracy maszyn.

Jako przykład podaje minioną wiosnę, kiedy część gospodarstw wykonywała zbyt wiele zabiegów uprawowych, co przy silnym wietrze doprowadziło do przesuszenia gleby.

Dlaczego od lat stawia na maszyny Horsch?

Drugą marką maszyn dominującą w gospodarstwie jest Horsch.

Pierwszym zakupem był siewnik Pronto, później dołączyły kolejne maszyny: Terano FM, Joker HD, Focus i Cruiser. Rolnik podkreśla, iż najważniejsze znaczenie miała nie sama marka, ale koncepcja poszczególnych rozwiązań. Szczególnie wysoko ocenia siewnik Focus, który pozwolił połączyć siew zbóż i kukurydzy w jednej platformie technologicznej.

– Lubię maszyny, które dają uniwersalność i możliwość rozwoju technologii. Dlatego często wybieram rozwiązania, które pozwalają zrobić coś więcej niż standardowy sprzęt.

Pług zostaje. Nie ma jednej idealnej technologii

Mimo zainteresowania nowoczesnymi systemami uprawy, Robert Szymczak nie zamierza sprzedać pługa, choć nie jest on w tej chwili wykorzystywany w uprawie.

– Nie ma idealnego sposobu uprawy. Pług ma swoje zalety i wady. Bezorka ma swoje zalety i wady. No-till ma swoje zalety i wady. Tak samo uprawa pasowa.

Jak podkreśla, wiele decyzji podejmuje na podstawie własnych doświadczeń, obserwacji gospodarstw z różnych państw oraz wieloletnich prób prowadzonych na własnych polach.

Eksperymenty dla wiedzy, nie tylko dla zysku

W gospodarstwie znajduje się także 12-metrowa brona chwastownikowa Hatzenbichler. Choć w tej chwili jest wykorzystywana sporadycznie, rolnik nie żałuje jej zakupu.

Przyznaje, iż mechaniczne zwalczanie chwastów jest dziś często droższe od zabiegów chemicznych, jednak doświadczenia zdobyte podczas pracy mogą okazać się cenne w przyszłości.

– Lubię mieć różne maszyny i porównywać rozwiązania. Najbardziej zależy mi na zdobywaniu wiedzy i sprawdzaniu wszystkiego w praktyce.

Jego zdaniem przyszłe wymagania rynku lub programy wsparcia mogą zwiększyć znaczenie technologii ograniczających stosowanie środków ochrony roślin.

Sentyment do Ursusa przez cały czas jest silny

Choć w gospodarstwie pracują nowoczesne maszyny, Robert Szymczak nie zamierza rozstawać się ze starszymi Ursusami. Szczególne miejsce w gospodarstwie zajmuje Ursus 1212, którego rodzina kupiła i wyremontowała własnymi siłami.

– Chyba poza pierwszym John Deerem z żadnego ciągnika nie było większej radości. Dlatego ten Ursus zostaje u nas ze względów sentymentalnych.

Dziś starsze ciągniki wykonują głównie prace pomocnicze, ale przez cały czas pozostają ważnym elementem historii gospodarstwa.

Wiedza jest ważniejsza niż sprzęt

Choć park maszynowy Roberta Szymczaka robi ogromne wrażenie, sam właściciel uważa, iż najcenniejszą inwestycją nie są maszyny.

– Chciałbym, żeby ludzie podziwiali mnie przede wszystkim za wiedzę. Lubię zdobywać doświadczenia i sprawdzać rozwiązania w praktyce.

To właśnie ta ciekawość sprawia, iż w jednym gospodarstwie można znaleźć zarówno pług, no-till, bezorkę, ciągnik gąsienicowy, jak i maszyny do mechanicznej pielęgnacji upraw.

Idź do oryginalnego materiału