Są takie momenty na giełdzie, które wyglądają jak czysta księgowość, a w rzeczywistości potrafią tworzyć jedne z najlepszych okazji inwestycyjnych.
Dokładnie z czymś takim mamy teraz do czynienia na Synektiku. Spółka realizuje właśnie przez spin-off, czyli wydzielenie części swojego biznesu do nowej spółki Syn2bio.
Z jednej strony zostaje stabilna, przewidywalna maszyna do zarabiania pieniędzy. Z drugiej powstaje biotechnologiczny projekt, który może być globalnym hitem.
To historyczna zmiana dla jednej z perełek polskiej giełdy, która wygenerowała już ponad 2500% stopy zwrotu od czasu swojego debiutu w 2011 roku.

Dla wielu inwestorów to najważniejszy moment. Obecni inwestorzy Synektika dostaną z automatu akcje Syn2bio, o ile tylko będą mieć w portfelu akcje dzielonej spółki w konkretnym dniu, a Ci którzy jeszcze Synektika w portfelu nie mają, niedługo dostaną możliwość kupowania na rynku dodatkowej spółki, która przejmuje to, co w grupie najbardziej innowacyjne – projekt kardioznacznika.
Rozdzielenie tych dwóch światów, stabilnego biznesu Synektika i innowacyjnego potencjału Syn2bio, ma pozwolić na lepszą wycenę obu firm. Inwestorzy będą mogli teraz sami zdecydować, czy wolą przewidywalny biznes z bezpieczniejszymi zyskami tu i teraz, czy wizję globalnego sukcesu. Co warto zrobić? O tym opowiem wam w tym materiale.
Podział Synektik: okazja czy pułapka dla inwestorów?
Czym dziś zajmuje się Synektik
Przypomnijmy sobie na start krótko czym zajmuje się dziś sam Synektik. Spółka jest między innymi wyłącznym dystrybutorem systemów robotycznych dla medycyny, w tym robotów chirurgicznych da Vinci od amerykańskiego potentata Intuitive Surgical. Pozwalają one chirurgowi operować z dużo większą precyzją, a przez minimalne nacięcia pacjent wraca do domu znacznie szybciej.
Synektik w tym roku został również wyłącznym sprzedawcą w naszym regionie urządzeń Edison produkowanych przez Histosonics, a tu medycyna działa niemal jak magia, nowotwory wątroby mogą znikać w kilka minut, w ogóle bez żadnego nacięcia, dzięki ultradźwięków. Z punktu widzenia inwestorów najważniejsze jest to, iż Synektik nie tylko sprzedaje samą maszynę. Wtedy zyski kończyłyby się na prostym pośrednictwie.

Tutaj działa jednak model podobny do drukarek. Sprzedajesz raz urządzenie, ale kasa płynie przez wiele lat z „tuszu”. W tym przypadku tym „tuszem” są jednorazowe narzędzia i akcesoria, które muszą być użyte przy każdej operacji, oraz stały serwis tych maszyn. Im więcej operacji wykonują lekarze w Polsce i krajach naszego regionu, tym więcej zarabia Synektik. To stabilne i przewidywalne źródło gotówki.

Druga część biznesu to produkcja i sprzedaż radiofarmaceutyków, czyli substancji, które podaje się pacjentom przed badaniami takimi jak PET czy CT, czyli zaawansowanymi skanerami, które szukają np. zmian nowotworowych. Synektik ma własne centra produkcyjne, w których wytwarza takie preparaty. To biznes bardzo techniczny i wymagający, bo substancje te mają krótki termin ważności. Czasem trzeba je dostarczyć do szpitala w ciągu kilku godzin od wyprodukowania, bo inaczej przestaną działać. To właśnie w tej odnodze biznesu narodził się pomysł na kardioznacznik, który teraz trafi do nowej spółki.

Czym jest kardioznacznik rozwijany przez Syn2Bio
Żeby lepiej zrozumieć, czym jest kardioznacznik rozwijany przez Syn2bio, najlepiej wyobrazić sobie go jako substancję, która podświetla lekarzom serce od środka. Fachowo nazywamy to radiofarmaceutykiem.
Taka specjalna substancja chemiczna, którą podaje się pacjentowi dożylnie przed badaniem diagnostycznym. Przepływa przez serce razem z krwią i emituje przy tym bardzo słabe promieniowanie, które jest wychwytywane przez zaawansowany odpowiedni skaner.
Głównym zadaniem tego jest sprawdzenie, jak krew przepływa przez serce. Pomaga to przy diagnozowaniu choroby wieńcowej czy ogólnej ocenie stanu po zawale.
Obecnie „złotym standardem” pozostaje koronarografia – inwazyjne badanie naczyń wieńcowych. Ewentualnie lekarze muszą polegać na mniej precyzyjnych badaniach (np. tradycyjne próby wysiłkowe czy echo serca), które nie zawsze dają jasną odpowiedź, czy dany fragment serca jest niedokrwiony, czy może jest już martwą blizną po zatorze.
Tymczasem kardioznacznik od Syn2bio ma pozwolić na stworzenie trójwymiarowej, niezwykle dokładnej „mapy” przepływu krwi. Dzięki temu lekarz widzi czarno na białym: „tu krew nie dociera, musimy gwałtownie udrożnić tę tętnicę”.
Medycyna na świecie korzysta już z podobnych rozwiązań, ale produkt od Syn2bio ma kilka asów w rękawie, które czynią go produktem o potencjale globalnym:
Przede wszystkim jest bardziej precyzyjny i pozwala na dokładniejszy obraz niż starsze metody. Czyli mamy mniej błędnych diagnoz.
Po drugie badanie trwa krócej, a pacjent przyjmuje minimalną dawkę promieniowania. Oszczędza więc czas.
Do tego konstrukcja tej cząsteczki ma pozwalać na łatwiejszy transport i wykorzystanie w większej liczbie szpitali. Do tej pory logistyka była sporym problemem w branży radiofarmaceutyków.
Cały ten projekt to nie jest nowy pomysł z wczoraj. Ten maraton Synektika trwa już ponad dekadę i właśnie wchodzi w najbardziej wartościową fazę. Cała ścieżka zaczęła się w 2013 roku od selekcji odpowiedniej cząsteczki. Kamieniem milowym było uzyskanie dofinansowania z NCBR dwa lata później. Od tego czasu projekt przeszedł przez badania przedkliniczne i dwie pierwsze fazy badań klinicznych w Europie. Pierwsza faza potwierdziła, iż preparat jest bezpieczny dla ludzi, a druga udowodniła, iż faktycznie potrafi on skutecznie i powtarzalnie „pokazać” serce na skanerze.

Na jakim etapie są badania kliniczne SYN2
Obecnie SYN2 znajduje się w III fazie badań klinicznych, która jest ostatnim i najważniejszym sprawdzianem przed dopuszczeniem do obrotu. To etap, na którym badanie prowadzi się na dużej grupie, a cały proces toczy się dwutorowo, zarówno w Europie, m.in. w Polsce, Finlandii czy Włoszech, jak i w USA.
Dla inwestora III faza to moment najwyższego ryzyka, ale i czas, w którym wartość projektu rośnie najszybciej, bo z każdym kolejnym przebadanym pacjentem prawdopodobieństwo sukcesu staje się większe.
Spółka wskazuje, iż domknięcie III fazy badań klinicznych może zająć do około roku w Europie i do około 2 lat w USA. Trzeba jednak brać pod uwagę, iż te terminy mogą się przesunąć.
Samo zakończenie badań też jeszcze nic nie daje. Potem potrzebna jest rejestracja i dopuszczenie produktu do obrotu w odpowiednich jurysdykcjach. Dopiero potem można zacząć mówić o jakiejś sprzedaży.
To wprost oznacza, iż dziś samo Syn2bio nie będzie generować przychodów i każdy inwestor musi zdać sobie z tego sprawę.

Finansowanie Syn2Bio i ryzyko rozwodnienia akcji
No ale biotechnologii nie kupuje się pod w tej chwili generowane przychody, tylko pod potencjał przyszłych, a ten jest tutaj ogromny. Na razie projekt finansowany był głównie przez sam Synektik, a w przeszłości również z grantów od instytucji publicznych.
W przypadku takich firm kluczowym elementem do analizy jest więc stan gotówki na koncie oraz tempo jej „przepalania” w ciągu roku. W ostatnich dwóch latach obrotowych badania nad kardioznacznikiem kosztowały rocznie około 20 mln zł. Skąd Syn2bio zamierza wziąć pieniądze na ich kontynuację?
Jednym z głównych źródeł finansowania Syn2bio będą środki wydzielone wraz z całym biznesem. Synektik zarezerwował na tę działalność 50 mln zł, licząc od połowy ubiegłego roku, a niewykorzystana część tej kwoty, czyli ponad 25 mln zł, trafi na konto Syn2bio dokładnie w dniu wydzielenia spółki. To zastrzyk gotówki, który zapewnia spółce funkcjonowanie przez kolejne 12 do 14 miesięcy, czyli jeszcze przez dużą część badań klinicznych. W międzyczasie Syn2bio najpewniej będzie też pozyskiwać kolejne granty, które dodatkowo zasilą bilans.

Gdzie może pojawić się problem? Tam, gdzie u większości spółek tego typu. Scenariusz bywa tu często podobny i zaczyna się od opóźnienia. To z kolei sprawia, iż przychody przesuwają się w czasie, a skoro pieniądze nie wpływają, to trzeba jakoś załatać dziurę i sfinansować dodatkowe miesiące „palenia” gotówki. W takim momencie najczęściej dochodzi do nowej emisji akcji. Prosty schemat, którego ryzyko każdy powinien znać. Syn2bio mówi jednak, iż emisja akcji to najmniej preferowany sposób pozyskiwania finansowania, a po drodze są jeszcze inne, jak wspomniane dotacje czy finansowanie dłużne.
Żeby była jasność. To nie jest wróżba przyszłości dla Syn2bio. Patrząc na dotychczasowy rozwój Synektika i historię tamtego sukcesu prędzej spodziewałbym się pozytywnego zaskoczenia, ale muszę wam pokazać, jak działa branża i na co trzeba zwracać uwagę. To nie jest typowy biznes, w którym patrzymy na bieżące przychody czy marże i na tej podstawie oceniamy, czy „jest git”, czy nie.
Jak Syn2Bio chce zarabiać na kardioznaczniku
Dobra, wróćmy do samej komercjalizacji. Co się stanie, gdy kardioznacznik będzie gotowy sprzedaży? Kto adekwatnie za niego zapłaci?
Strategia Syn2bio nie zakłada, iż firma sama będzie budować globalną sieć sprzedaży czy własne fabryki na każdym kontynencie. Model biznesowy opiera się na tzw. out-licensingu, czyli sprzedaży licencji, co jest pomysłem relatywnie nisko kapitałochłonnym.
Plan jest taki: doprowadzić projekt do końca III fazy badań lub choćby do samej rejestracji w FDA i EMA, a następnie przekazać go w ręce „dużego brata”, który będzie płacić spółce za możliwość jego produkcji i sprzedaży.
Kto jest na celowniku? Naturalnymi partnerami są globalne koncerny farmaceutyczne, producenci aparatury medycznej oraz wielcy producenci radiofarmaceutyków, którzy mają już gotową infrastrukturę produkcyjną i logistyczną na całym świecie. Dla takiego giganta kupno gotowego, przebadanego i opatentowanego produktu to idealny sposób na uzupełnienie oferty. Spółka nie wyklucza jednak, iż jeżeli pojawi się atrakcyjna oferta, do komercjalizacji może dojść jeszcze w trakcie trwania obecnych badań.
Dzięki temu spółka może skupiać się na tym, co jest trzonem jej działalności, czyli na badaniach. Przemysłowy i logistyczny charakter biznesu, który wymaga masowej produkcji, transportu i marketingu, zostanie oddany w ręce dużej korporacji, która potem zapłaci Syn2Bio procent od sprzedaży.
Taki model można jednak ulepszyć, wprowadzając jego hybrydę zamiast ograniczać się do sprzedaży samej licencji. Syn2bio chce zachować dla siebie dodatkowe źródło stabilnych, powtarzalnych przychodów i pozostać dostawcą prekursora chemicznego oraz jednorazowych kaset, które są niezbędne do wytworzenia SYN2.
W świecie finansów nazywa się to modelem „maszynki i żyletki”. Partner może i kupuje licencję na technologię, ale to Syn2bio dostarcza część niezbędnych „wkładów” do każdego badania.
To pozwala spółce nie tylko kontrolować jakość końcowego produktu, ale przede wszystkim generować gotówkę długo po tym, jak główny patent zostanie skomercjalizowany.
Z punktu widzenia analizy taka dywersyfikacja przychodów znacznie poprawia profil bezpieczeństwa całej inwestycji, bo generuje naprawdę dłuuuugi ogon przyszłych przychodów.
Widać, iż Syn2bio chce korzystać z podobnych zależności jak Synektik, który generuje spore powtarzalne przychody z materiałów zużywalnych do robotów da Vinci, a w przyszłości także systemów Edison od Histosonics.
Bardzo fajny mix, który sprawia, iż spółka po ewentualnym sukcesie zapewnia sobie możliwości stałego finansowania własnymi środkami innych pomysłów i możliwości generowania cashflow pod ewentualne dzielenie się z akcjonariuszami.
Dlaczego Synektik wydziela Syn2Bio
Tylko po co w takim razie Synektik wydziela ten biznes? To nie jest zwykły zabieg księgowy, ale przemyślany ruch strategiczny, który ma rozwiązać jeden podstawowy problem: te dwa biznesy po prostu „mówią różnymi językami”. Synektik to dziś dywidendowa maszyna do zarabiania pieniędzy, która opiera się na stabilnej sprzedaży robotów i serwisie.
Z kolei projekt kardioznacznika to klasyczny biotechnologiczny startup, który wymaga wciąż ogromnych nakładów finansowych i niesie ze sobą spore ryzyko, ale za to obiecuje gigantyczny zwrot w przyszłości. Trzymanie ich pod jednym dachem powodowało, iż inwestorzy mieli problem z rzetelną oceną wartości jednej całej firmy.
Pierwszym powodem podziału jest tzw. „uwolnienie rentowności” Synektika. Do tej pory zyski, które firma wypracowywała na sprzedaży robotów da Vinci, były częściowo „zjadane” przez bardzo kosztowne badania kliniczne nad kardioznacznikiem. . Po wydzieleniu tego projektu do Syn2bio, Synektik stanie się spółką o bardzo przejrzystym profilu finansowym. Bez ciężaru wydatków na badania firma będzie mogła wykazać wyższą rentowność i przeznaczać w efekcie więcej pieniędzy na dywidendy, a te są w Synektiku istotne.

Z kolei biznes przenoszony do Syn2bio nigdy nie był w stanie być wyceniany należycie wysoko. Inwestorzy skupiali się przede wszystkim na głównej działalności Synektika, która przysłaniała potencjał kardioznacznika. Projekt był traktowany raczej jako dodatek, do którego rynkowo przykładano naturalnie pewne dyskonto.
Wydzielenie otwiera też klarowniejszy dostęp do finansowania. Badania kliniczne III fazy, to operacja na otwartym sercu, również pod względem finansowym. Potrzeby kapitałowe wciąż są istotne, a Syn2bio jako osobna spółka ma łatwiejszą ścieżkę do pozyskania inwestorów, którzy szukają właśnie takich innowacyjnych projektów „podwyższonego ryzyka”. Inwestor, który chce postawić na przełom w medycynie, może kupić akcje Syn2bio, nie musząc przy tym płacić za stabilny biznes dystrybucyjny Synektika.
To pozwala obu spółkom przyciągnąć zupełnie inne grupy kapitału. Wydzielona spółka zyska też nową ścieżkę pozyskiwania subsydiów i grantów na dalsze badania. Sam zarząd wskazuje, iż Syn2bio jako młoda spółka będzie mogło sięgać po dotacje dla sektora MŚP, czyli małych i średnich przedsiębiorstw, które dla dużego Synektika są niedostępne. Do tego dochodzi atrakcyjność dla funduszy tematycznych, łatwiejsza analiza każdej ze spółek, co zwiększa zainteresowanie inwestorów indywidualnych, czy bardziej klarowne cele dla zarządu. Spin-offy to często naprawdę sensowne operacje i ta też na taką wygląda.

Jak technicznie wygląda spin-off Synektik i Syn2Bio
Jak to wszystko przebiegnie od strony technicznej? Najważniejsza informacja dla obecnych akcjonariuszy Synektika jest taka, iż działa tu mechanizm „1 za 1”. Podział odbywa się w takim właśnie parytecie. Oznacza to, iż za każdą jedną akcję Synektika, którą będziesz posiadać w portfelu w konkretnym dniu, otrzymasz automatycznie jedną akcję nowej spółki – Syn2Bio.
Jako inwestor nie musisz z tym nic robić. Nigdzie dzwonić ani wypełniać żadnych formularzy. Twoje biuro maklerskie samo zaksięguje nowe walory na twoim rachunku. Nie musisz też do niczego nic dopłacać. Te akcje są ci przydzielane, bo wartość twojego „starego” Synektika zostanie technicznie pomniejszona o wartość nowej firmy. Czyli zamiast mieć akcje Synektika za 100 zł, będziesz mieć np. akcje Synektika za 80 zł i Syn2Bio za 20 zł.
Odcięcie nastąpi 2 kwietnia. Pierwszego kwietnia jest ostatni dzień na zakup akcji spółki Synektik, żeby stać się udziałowcem spółki Syn2bio poprzez samo wydzielenie.
Według wyceny przyjętej w planie podziału, wartość wydzielanego biznesu to 7,73%. Oznacza to, iż jeżeli 1 kwietnia akcje Synektika kosztowałyby na zamknięciu sesji – wyłącznie dla przykładu i równego rachunku – np. 100 zł, to następnego dnia rano (2 kwietnia) sesja zacznie się od ceny około 92,27 zł. Te „brakujące” 7,73 zł to właśnie wartość Twojej nowej akcji Syn2bio, która niedługo potem pojawi się w Twoim portfelu. W chwili, gdy nagrywam ten odcinek, akcje Synektika kosztują ponad 270 zł za sztukę. Sama spółka Syn2bio na giełdzie powinna pojawić się 16 kwietnia.

Teraz ważna uwaga dla wszystkich inwestorów zainteresowanych posiadaniem udziałów w Syn2bio. Warto być świadomym ważnego ryzyka krótkoterminowego.
Synektik to stabilny, dywidendowy biznes, a SynbBio to biotechnologiczny startup. Wyobraźcie sobie sytuację, gdzie stabilni inwestorzy Synektika nagle 16 kwietnia dostają na swoje rachunki maklerskie akcje biotechnologicznego startupu. Jak myślicie, co z nimi zrobią?
Powiem tak: nie wiem, co zrobią, ale istnieje spore ryzyko, iż po prostu zaczną je sprzedawać. Dlaczego? Bo to nie będzie spółka odpowiadająca ich profilowi. Inwestor, który trzyma Synektika jako defensywny, dywidendowy biznes, może nie chcieć mieć w portfelu startupu, który nie generuje jeszcze choćby przychodów i nie będzie w tym nic dziwnego.
Dlatego w krótkim terminie na akcjach Syn2bio może pojawić się podaż. Czy tak się wydarzy na 100%? Nie wiem, ale warto mieć to na uwadze, żeby nie spanikować.
W spin-offach bardzo często pojawia się tego typu podaż krótkoterminowa. Widać to choćby w statystykach i uśrednionym zachowaniu kursów zaraz po wydzieleniu. Jednocześnie jednak w długim terminie spin-offy co do zasady rosną kursem silniej niż spółka matka i pokazują, iż warto było odkryć wartość, wychodząc spod nadzoru rodzica.

Potencjał rynku dla kardioznacznika SYN2
Potencjał rynkowy kardioznacznika SYN2 opiera się na rozwiązaniu jednego z największych problemów współczesnej medycyny, bo choroba wieńcowa dotyka miliony ludzi, a w samej Polsce każdego roku dochodzi do około 100 tysięcy hospitalizacji z powodu zawału serca. w tej chwili lekarze w diagnostyce polegają głównie na metodzie SPECT, która jednak ma swoje wady: badanie trwa długo, pacjent przyjmuje sporą dawkę promieniowania, a uzyskany obraz jest mało precyzyjny. Kardioznacznik od Syn2Bio pozwala na przejście do znacznie nowocześniejszej technologii.
Sporym przełomem, który otwiera drzwi do globalnego rynku, jest też pokonanie pewnych barier logistycznych. Spora część dzisiejszych substancji używanych w badaniach tego typu „żyje” ekstremalnie krótko (często tylko kilka lub kilkanaście minut), co sprawia, iż szpital musi mieć własny, bardzo drogi akcelerator cząstek tuż obok gabinetu lekarskiego. SYN2 w sporej części rozwiązuje ten problem, bo można go transportować na większe odległości, również do słabiej wyposażonych placówek. To sprawia, iż najnowocześniejsza diagnostyka serca jeszcze bardziej się demokratyzuje.
Potencjał ten ma również wymiar bardzo praktyczny i finansowy dla systemów ochrony zdrowia. Lepsza, nieinwazyjna diagnostyka oznacza mniej niepotrzebnych koronarografii, które są drogie i obarczone ryzykiem powikłań. Szpitale i ubezpieczyciele chętniej płacą za badania, które pozwalają szybciej i taniej zdecydować, czy pacjent faktycznie potrzebuje operacji, czy wystarczy leczenie zachowawcze.
Warto też zwrócić uwagę na rosnącą grupę pacjentów, u których tradycyjne badania często zawodzą. Mowa tu o osobach z nadciśnieniem, cukrzycą, seniorach czy pacjentach otyłych, u których tkanka tłuszczowa często zniekształca obraz w starszych metodach. Kardioznacznik SYN2 świetnie radzi sobie w takich trudnych przypadkach, co czyni go produktem „pierwszego wyboru” dla lekarzy. Spółka zabezpieczyła te przewagi patentami w Polsce, Europie i Japonii, a proces ochrony w USA jest w toku, co buduje fundament pod globalną sprzedaż licencji wielkim koncernom farmaceutycznym.
Dla lepszego zobrazowania skali tego rynku w USA rocznie wykonuje się około 7 mln badań perfuzji mięśnia sercowego. Dziś większość badań wykonuje się jeszcze przestarzałą metodą SPECT. Nowocześniejsza metoda, w której wykorzystywany mógłby być kardioznacznik, aktualnie obsługuje około 7–8% badań oraz rośnie w tempie 8–10% rocznie. Według firmy badawczo-konsultingowej Future Market Insight rynek tych badań w USA miał w 2025 roku wartość około 550 mln USD. Do tego dochodzą rynki na innych kierunkach geograficznych.
Dla porównania: wycena Syn2bio, przy obecnej kapitalizacji Synektika na poziomie około 2,3 mld zł, będzie wynosić około 178 mln zł. Dużo to czy mało? Trudno powiedzieć. Na ten moment nie ma jednak możliwości wyceny spółki klasycznymi mnożnikami.

Co z tym wszystkim może zrobić inwestor
Tak naprawdę odpowiedź na pytanie, ile to wszystko jest warte, dziś jeszcze nie istnieje. Dowiemy się dopiero w przyszłości. To jest typ sytuacji, gdzie masz z jednej strony stabilny, przewidywalny biznes, który zaczyna być jeszcze bardziej czytelny po wydzieleniu, a z drugiej strony projekt, który może okazać się globalnym hitem.
Nie ma tu półśrodków, dlatego ja na to patrzę w bardzo prosty sposób. Synektik po podziale to dla mnie dalej biznes, który rozumiem i który generuje powtarzalną gotówkę.
Syn2bio to opcja. Taka, która może „odpalić”, ale dziś jeszcze niczego nie gwarantuje. Historia pokazuje jednak, iż spin-offy same w sobie to dobre pomysły i warto się nad nimi pochylić.
Rynek często ma kłopoty, żeby dobrze wycenić takie momenty przejściowe na starcie, więc woli „niedoważać” nowe podmioty, a tam, gdzie rynek nie jest pewny, tam najczęściej pojawiają się okazje.
Oby więcej takich świadomych ruchów na naszym GPW.
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

3 godzin temu
Obserwuj 





