UWAGA, UWAGA!! Oto wiadomość, która brzmi fatalnie, a być może jest jedną z najlepszych w najnowszej historii Polski. Przez trzydzieści lat to, co napędzało polską gospodarkę… właśnie się kończy. Era taniej siły roboczej, montowni dla Zachodu i wartkiego strumienia unijnych dotacji dobiega końca. Silnik, który wiózł nas przez trzy dekady, gaśnie.
Brzmi groźnie. Słusznie. Powinno. Tylko dlaczego w tym samym momencie Bank Światowy odcina Polsce pożyczki rozwojowe, bo już ich nie potrzebujemy, Trump zaprasza nas na szczyt G20, a agencja S&P rozważa przeniesienie Polski z rynków wschodzących do grona rynków rozwiniętych?
Dokładnie wtedy, gdy stary silnik gaśnie, świat zaczyna nas traktować jak kraj z zupełnie innej półki. Jak to się spina? Ano się spina, bo na miejsce starego modelu wchodzą trzy nowe motory wzrostu, o których jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał. Zbrojenia, energia i nowy przemysł. W tym materiale opowiem wam o każdym z nich i razem zastanowimy się, czy Polska nie tylko nie będzie musiała zbierać szparagów w Niemczech, ale może choćby zacznie sadzić szparagi, które będą zbierać u nas Niemcy.
Polska przestanie być tanią montownią? Przed nami trzy wielkie szanse!
Polska wyrasta z pomocy Banku Światowego
W czerwcu 2026 roku Bank Światowy zatwierdził nową strategię partnerstwa z Polską. Ostatnią, w ramach której Polska będzie korzystać z regularnych pożyczek rozwojowych. Po 2031 roku te pożyczki się skończą. Polska dołączy tym samym do elitarnego grona krajów, które „wyrosły” z pomocy Banku Światowego. Ostatnim krajem, który przeszedł tę samą drogę, była Korea Południowa w 2016 roku.
To nie jest przypadkowe porównanie. W latach 60. Korea Południowa była biedniejsza niż niejeden kraj afrykański. Żyła z pomocy, bez przemysłu, bez perspektyw. Sześćdziesiąt lat później to ojczyzna Samsunga, Hyundaia i LG, jedna z najbardziej zaawansowanych technologicznie gospodarek świata. Przeszła podobną drogę, na której progu stoi teraz Polska. Od kraju, który bierze pomoc, do kraju, który sam rozdaje karty. Trzydzieści pięć lat temu nikt normalny by nie uwierzył w to porównanie.
To już na starcie jest pewien wymowny symbol. Od 1990 roku polski PKB potroił się w ujęciu realnym. W 2026 roku polska gospodarka rośnie z kolei dalej o 3,5%, trzykrotnie szybciej niż średnia Unii Europejskiej.

Bezrobocie należy u nas do najniższych w UE, a S&P Dow Jones Indices umieścił Polskę na liście obserwacyjnej do potencjalnej reklasyfikacji z rynku wschodzącego na rozwinięty. Tak nie wygląda przecież obrazek kraju, który czeka zapaść gospodarcza.
Żeby zrozumieć, dlaczego Polska potrzebuje nowych motorów wzrostu gospodarczego, trzeba najpierw przyjrzeć się tym, które napędzały ją do tej pory.
Stary model wzrostu Polski działał, ale jego potencjał się kończy
Polski model wzrostu po 1990 roku opierał się na kilku filarach. Naszym wyróżnikiem była głównie tania i stosunkowo dobrze wykształcona siła robocza, która przyciągała zagraniczne firmy szukające miejsca do produkcji. Do tego dochodziła głęboka integracja z zachodnioeuropejskimi łańcuchami dostaw, przede wszystkim niemieckimi. Sporo też pomógł masowy napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, czyli sytuacji, w których zagraniczne firmy budują w Polsce fabryki, centra usług czy biura.

No i unijna kasa. Ogromne transfery pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej finansowały drogi, mosty, kolej, oczyszczalnie ścieków i tysiące innych inwestycji infrastrukturalnych.
Model działał znakomicie. W ciągu 30 lat udział Polski w światowym handlu wzrósł czterokrotnie, z 0,4% do 1,6%. Dla porównania, w Polsce mieszka mniej niż 0,5% światowej populacji. Polska stała się w efekcie jedną z najszybciej rosnących gospodarek w Europie.

Potencjał tego modelu się kurczy. To fakt i nic z tym nie zrobimy. Koszty pracy w Polsce rosną i to szybciej, niż rośnie produktywność. Komisja Europejska wprost to sygnalizuje w swoim najnowszym raporcie krajowym dla Polski.

Polska przestaje być „tanią fabryką Europy” i dobrze, bo to oznacza, iż gospodarka się rozwinęła. Chyba nie chcielibyście do końca życia być prostą montownią? Jednocześnie oznacza to jednak, iż sam niski koszt pracy przestaje wystarczać jako magnes na inwestycje zagraniczne. Coś za coś.
Era wolnego handlu, na której Polska zbudowała swoją pozycję eksportową, się zmienia. Rośnie protekcjonizm, mnożą się bariery handlowe, wielkie kraje prowadzą wojny celne. Zasady gry, w którą Polska nauczyła się doskonale grać, się zmieniają.
Niemiecka gospodarka, największy partner handlowy Polski, od kilku lat tkwi w stagnacji.

Do tego dochodzą słabości strukturalne, które ciągną się od lat. Polskie firmy wydają na badania i rozwój znacznie mniej niż ich europejscy konkurenci, a to, co wydają, słabo przekłada się na rynkowe innowacje.

Rynek kapitałowy jest płytki, giełda za mała, kredyt bankowy o połowę mniejszy niż w krajach o podobnym poziomie rozwoju, a finansowanie dla startupów jest trudno dostępne.
Te bariery są jak najbardziej realne. Nie musi to jednak oznaczać końca polskiej historii wzrostu. Na horyzoncie są nowe silniki, o których jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał.
Dynamikę polskiej gospodarki podtrzymują w tej chwili mocno inwestycje. Sama polityka spójności, czyli główny mechanizm, przez który UE finansuje rozwój słabiej rozwiniętych regionów, przewiduje dla Polski 75,5 miliarda euro alokacji na lata 2021-2027, z czego realnie większość trafi do gospodarki dopiero od tego roku. Tak już działa cykliczność funduszy unijnych. Z wkładem krajowym daje to ponad 90 miliardów euro, co odpowiada mniej więcej za 9% polskiego PKB z 2024 roku.
To pieniądze cały czas napędzają gospodarkę i widać to choćby w bieżących danych makro, choćby z ostatniego miesiąca. Produkcja przemysłowa wzrosła w maju o 4,1% r/r, podczas gdy konsensus oczekiwał 2,5% r/r. Skutki wojny w Zatoce nie miały żadnego w zasadzie negatywnego wpływu na produkcję przemysłową.

Sam ten impuls inwestycyjny wystarczyłby, żeby podtrzymać wzrost gospodarczy na przyzwoitym poziomie przez najbliższe lata, ale to nie jest w nim najważniejsze. Fundusze pełnią tu ważniejszą funkcję. Kupują nam czas na rozkręcenie nowych silników wzrostu.
Pierwszy nowy motor wzrostu: zbrojenia i sektor obronny
Są potencjalnie trzy. Pierwszy z nich wiąże się z wszechobecnym boomem na sektor obronny. Rok 2022 zmienił sporo w Europie i dla Polski ta zmiana ma wymiar szczególny.

W 2026 roku Polska przeznacza na obronność 4,5% PKB, to najwyższy wskaźnik w całym NATO, wyższy niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie wynosi 3,7%. Dla porównania, większość państw europejskich dopiero oscyluje w okolicy 2% PKB. Polska planuje utrzymać ten poziom wydatków i w przybliżeniu podwoić liczebność sił zbrojnych do 2035 roku.
Wydatki mają też coraz wyraźniejszy wymiar gospodarczy. Polska realizuje jednocześnie kilkanaście dużych programów zbrojeniowych: zakup czołgów Abrams i koreańskich K2, samolotów F-35, śmigłowców Apache, systemów obrony powietrznej Patriot, artylerii rakietowej. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, iż całe pieniądze pójdą za granicę i to słaby deal, ale jest tu coś ważniejszego. Każdy z tych kontraktów zawiera elementy transferu technologii, czyli zobowiązanie zagranicznego dostawcy do dzielenia się wiedzą techniczną i angażowania polskich firm w produkcję. To sprawia, iż Polska może w poszczególnych obszarach zacząć nadganiać braki w know-how, co pozwoli nam wskoczyć wyżej w łańcuchu wartości w niektórych sektorach. Innymi słowy, dostajemy dostęp do wiedzy i technologii, który pozwoli nam trochę wyjść poza rolę „taniej montowni”.
Efekty już zresztą widać. Polska firma Mesko gwałtownie zwiększa produkcję przenośnych zestawów przeciwlotniczych Piorun, które sprawdziły się na ukraińskim polu walki. WB Electronics i Advanced Protection Systems rozwijają systemy dronowe i antydronowe. Polsko-fińska firma ICEYE operuje jedną z największych na świecie komercyjnych konstelacji satelitów radarowych i ostatnio stała się kolejnym po ElevenLabs start-upem z polskimi korzeniami wycenionym na ponad 10 mld euro. Te przykłady to dopiero początek. W miarę jak zagraniczne kontrakty zbrojeniowe będą dojrzewać, coraz większa część produkcji będzie przenoszona do Polski.
Unia Europejska wspiera ten proces finansowo. W ramach pożyczki SAFE Polska ma otrzymać 43,7 miliarda euro, zdecydowanie najwięcej ze wszystkich państw UE.

89% tych środków jest przeznaczonych na zakupy od europejskich, w tym polskich, producentów. Całkiem niedawno pojawiła się choćby strona internetowa z polskimi firmami, które bezpośrednio skorzystają na SAFE. Były tam choćby trzy spółki notowane na GPW: Cognor, Creotech i Lubawa.
Z tym wątkiem bezpieczeństwa wiąże się jeszcze jedna szansa, o której sporo się mówi i to już od dawna. Odbudowa Ukrainy. Strategia Banku Światowego dla Polski wprost wskazuje, iż środki przeznaczone dla naszego kraju mogą wzrosnąć „w związku z zapotrzebowaniem wynikającym z odbudowy Ukrainy, w której Polska i polskie firmy mogą odegrać znaczącą rolę”. Polska jest naturalnym zapleczem logistycznym i przemysłowym tej odbudowy. Najbliższym sąsiadem z dużą bazą produkcyjną, doświadczeniem w projektach infrastrukturalnych i już istniejącymi więziami gospodarczymi z Ukrainą.
Drugi motor: energia, centra danych i boom na sztuczną inteligencję
Inny potencjalny silnik? Popyt na energię elektryczną w związku ze sztuczną inteligencją. Popyt na modele AI zmienił jedno z fundamentalnych założeń, na których opierała się europejska polityka energetyczna. Przez lata zakładano, iż zapotrzebowanie na energię elektryczną w krajach rozwiniętych będzie się wypłaszczać lub rosnąć bardzo powoli. Boom na AI i centra danych wywrócił te prognozy do góry nogami.
Centra danych, infrastruktura chmurowa i trenowanie modeli AI wymagają ogromnych ilości stabilnej energii elektrycznej. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej, IEA, globalne zużycie energii przez centra danych może wzrosnąć z około 200 TWh w 2020 roku do ponad 900 TWh w 2030 roku. Dla państw i regionów, które potrafią zapewnić firmom technologicznym dostęp do energii, otwiera się zupełnie nowa przestrzeń do przyciągania inwestycji.

Polska wchodzi w tę rywalizację z pozycji silniejszej, niż mogłoby się wydawać. Przez lata postrzegana była głównie przez pryzmat uzależnienia od węgla, i to uzależnienie rzeczywiście istnieje, ale dzięki temu uzależnieniu równolegle Polska stała się jednym z największych placów budowy energetycznej w Europie.
W tej chwili w Polsce buduje się elektrownie gazowe o łącznej mocy blisko 5 gigawatów, najwięcej na całym kontynencie. Kolejne 5 gigawatów mocy gazowej jest na zaawansowanym etapie przygotowań. Odnawialne źródła energii odpowiadają już za 31% produkcji prądu, a Polska zajmuje piąte miejsce w UE pod względem przyrostu mocy z OZE. Na Bałtyku budowane są farmy wiatrowe o mocy 4,5 gigawata, drugi co do wielkości program morskiej energetyki wiatrowej w Europie, zaraz po brytyjskim.
Pierwsza polska farma offshore, Baltic Power o mocy 1,2 GW, ruszyła w 2026 roku. W Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy liderem pod względem tempa przyrostu i skali mocy odnawialnych źródeł energii.

Polska przygotowuje się też do budowy elektrowni jądrowych. Trzy reaktory AP1000 firmy Westinghouse mają powstać z pomocą Bechtel. Budowa powinna ruszyć w 2028 roku, a pierwszy reaktor ma zacząć pracę w 2036 roku. Równolegle kilka polskich firm energochłonnych, Orlen i Synthos, pracuje nad wdrożeniem małych reaktorów modułowych, SMR, we współpracy z GE Hitachi. To jeden z najbardziej zaawansowanych projektów SMR na świecie.
Polska importuje relatywnie mniejszą część potrzebnej energii niż większość państw UE. To daje jej większe bezpieczeństwo energetyczne i mniejszą podatność na zakłócenia dostaw albo skoki cen surowców na rynkach globalnych.

Na razie Polska ma zaledwie 228 MW mocy zainstalowanej w kolokacyjnych centrach danych, czyli ułamek europejskiego rynku, zdominowanego przez Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin. W przygotowaniu jest aż 20 nowych inwestycji w centra danych. jeżeli Polska utrzyma tempo rozbudowy mocy wytwórczych, ma szansę stać się ważnym hubem cyfrowym Europy Środkowo-Wschodniej.
Trzeci motor: nowy przemysł, nearshoring i europejska odpowiedź na Chiny
Do tego dochodzi jeszcze jeden potencjalny silnik. Europa jako całość ma poważny problem przemysłowy. Przez lata europejscy producenci cieszyli się sporą nadwyżką handlową. Eksportowali więcej niż importowali. Ta nadwyżka zniknęła. jeżeli wyłączyć farmaceutyki, Unia Europejska ma dziś deficyt handlowy. Eksport UE do Chin, po wcześniejszym wzroście o 50%, został praktycznie wymazany, a jednocześnie import z Chin wzrósł o ponad połowę.

Zjawisko nazywane „drugim szokiem chińskim”. Pierwszy nastąpił po wejściu Chin do Światowej Organizacji Handlu w 2001 roku i uderzył głównie w prostszą produkcję. Tym razem chińska konkurencja dociera do branż, które do niedawna wydawały się bezpieczne i zarezerwowane dla Zachodu: samochodów, maszyn, sprzętu medycznego, chemii. Chiny wspierają swoich producentów subsydiami na skalę, która nie ma precedensu w historii. Według szacunków MFW średnio 4,5% PKB rocznie przez ostatnią dekadę. Dla porównania, pomoc publiczna w krajach UE to poniżej 1% PKB.
Europa odpowiada na to zmianą podejścia. Przez dekady dominowała wiara w wolny handel i minimalne interweniowanie państwa w gospodarkę. Teraz rośnie konsensus, iż UE potrzebuje aktywniejszej polityki przemysłowej: ochrony strategicznych łańcuchów dostaw, wspierania kluczowych sektorów, ograniczania zależności od Chin w newralgicznych technologiach. Ten zwrot przybiera konkretne formy. Od taryf na chińskie samochody elektryczne, przez wymogi „kupuj europejskie” w zamówieniach publicznych, po plany pogłębienia europejskich rynków kapitałowych, żeby mocniej wspierać lokalne firmy i start-upy. Polska jest dobrze ustawiona, żeby skorzystać na tej zmianie z kilku powodów.
Po pierwsze, Polska ma dużą i zdywersyfikowaną bazę przemysłową i ma silne pozycje w sektorach, które w nowym europejskim porządku stają się strategiczne: stal, miedź, transformatory elektryczne, kable, baterie, autobusy elektryczne i hybrydowe, części samochodowe, wagony kolejowe, tory.
Po drugie, polscy producenci od zawsze konkurowali z chińskimi. W odróżnieniu od Niemiec czy Włoch, które przez lata miały „bezpieczne nisze” w segmencie premium, polskie firmy nigdy nie miały takiego luksusu. Paradoksalnie to je wzmocniło. Są bardziej elastyczne i przyzwyczajone do ostrej rywalizacji cenowej.
Po trzecie, Polska ma wyjątkowo dynamiczny sektor prywatny. Wskaźnik tworzenia i zamykania firm, business churn rate, wynosi prawie 24%, czyli jeden z najwyższych w UE, gdzie średnia to 19%. To świadczy o żywej kulturze przedsiębiorczości, umiejętności szybkiego reagowania na zmiany rynkowe i gotowości do podejmowania ryzyka.
Jest jeszcze jeden wymiar, który wykracza poza samą politykę przemysłową — nearshoring. Kompromis pomiędzy produkcją we wrogich politycznie i oddalonych krajach, a całkowitym przenoszeniem produkcji do kraju rozwiniętego, który jest drogi. Polska, dzięki położeniu w centrum Europy, konkurencyjnym kosztom i kompetencjom w usługach IT i biznesowych, jest naturalnym beneficjentem tego trendu.
Jeśli nowa europejska polityka przemysłowa zadziała i europejski rdzeń gospodarczy, Niemcy i Francja, wróci na ścieżkę szybszego wzrostu, to Polska skorzysta podwójnie. Jako gospodarka silnie powiązana handlowo i kapitałowo z tym rdzeniem, automatycznie zyska na przyspieszeniu swoich największych partnerów handlowych.
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Bariery, które mogą ograniczyć polski wzrost
Te trzy nowe szanse nie materializują się oczywiście automatycznie. Polska musi zmierzyć się z kilkoma poważnymi barierami, które mogą ograniczyć zdolność do ich wykorzystania.
Polska starzeje się w superszybkim tempie. Niemal rekordowym w Europie. Niska dzietność i wydłużanie się życia sprawiają, iż siła robocza kurczy się, a obciążenie systemu emerytalnego rośnie. Problem nie jest teoretyczny, bo 62% firm przemysłowych wskazuje braki kadrowe jako czynnik ograniczający produkcję. W UE ten wskaźnik wynosi 17,5%. Polska ma go ponad trzykrotnie wyższy!
Czy da się to naprawić? W teorii tak. Głównie sensowną imigracją. Polska już stała się jednym z największych celów migracji w Unii Europejskiej. Liczba cudzoziemców opłacających składki na ubezpieczenia społeczne przekroczyła 1,2 miliona i rośnie. Napływ pracowników z Ukrainy i innych państw łagodzi te napięcia, ale sama imigracja nie rozwiązuje problemu w całości. Potrzebna jest też aktywizacja zawodowa kobiet i osób starszych.
Inny problem? Niedostosowana do nowych realiów edukacja. Wyniki polskich uczniów w badaniu PISA pogarszają się. Zapisy na kierunki inżynieryjne i przyrodnicze, czyli STEM, na uczelniach spadają, a tylko połowa dorosłych Polaków posiada podstawowe umiejętności cyfrowe, przy średniej unijnej powyżej 60%. Te nowe motory wzrostu, zbrojenia, energetyka, centra danych, nowoczesny przemysł, wymagają wykwalifikowanych kadr.
Do tego dochodzi niedorozwinięty dalej rynek kapitałowy. To też pewien hamulec. Jak wspominałem na początku, kredyt bankowy dla firm w Polsce jest o połowę mniejszy, niż powinien być przy polskim poziomie PKB na mieszkańca. Giełda jest za mała, fundusze venture capital zdominowane przez środki publiczne, a brak finansowania na wczesnym etapie wypycha innowacyjnych przedsiębiorców za granicę.
Spróbujmy to wszystko spiąć w całość. Stary silnik polskiej gospodarki gaśnie, ale nowe są na horyzoncie. Musimy tylko o nie powalczyć. Żaden z nich nie odpali sam z siebie, bo na drodze stoją bardzo realne hamulce. Dla inwestorów najważniejsze jest to, iż ta cała makroekonomiczna układanka przełoży się wprost na wyniki konkretnych spółek. Polska giełda ma szansę trwale wyrwać się w trend wzrostowy, podobnie jak każdy rynek rozwinięty przez kilkanaście lat po tym, jak realnie nim został.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

1 miesiąc temu
Obserwuj 







