
Zdaniem ekspertów Instytutu Sobieskiego słaba pozycja Polski wynika z kilku nakładających się czynników. Najważniejsze? Przestarzały model gospodarki, brak spójnej strategii innowacyjnej oraz niewystarczająca komercjalizacja technologii powstających w ośrodkach naukowych.
– Mapa innowacji jest kształtowana przez różnego rodzaju indeksy, które pokazują, gdzie jest dany kraj względem innych. Jednym z nich jest European Innovation Scoreboard, a drugim Global Innovation Index. W pierwszym na 27 państw Polska znalazła się na 23. miejscu, czyli na piątym od końca. W globalnym indeksie na sto dwadzieścia parę państw jesteśmy na 39. miejscu, więc daleko za liderami – mówi Bartłomiej Pawlak z Instytutu Sobieskiego.
Model gospodarki oparty na tanich zasobach
Pozycja Polski w europejskim rankingu stopniowo się poprawia. W 2015 r. poziom innowacyjności wynosił około 52 proc. średniej unijnej. Po dekadzie wzrósł do 66 proc. Mimo poprawy Polska wciąż znajduje się w grupie tzw. „wschodzących innowatorów”.
Wyżej w klasyfikacji znajdują się „umiarkowani innowatorzy” (70-100 proc. średniej UE), następnie „silni innowatorzy” (100–125 proc.) oraz „liderzy innowacji”, których wynik przekracza 125 proc. średniej.
Zdaniem ekspertów jednym z powodów obecnej sytuacji jest model rozwoju gospodarczego oparty przez lata na tanich zasobach.
– Jest szereg czynników, które powodują, dlaczego tak słabo wypadamy w indeksach innowacji. To przede wszystkim model naszej gospodarki, która przez trzy czy cztery dekady była oparta na założeniu 3T: taniej siły roboczej, taniej energii i taniej ziemi. W związku z tym byliśmy podwykonawcą dużych koncernów albo podwykonawcą podwykonawców – tłumaczy Bartłomiej Pawlak.
W takim modelu liczyły się przede wszystkim niskie koszty produkcji, szybkość działania i elastyczność firm. Innowacje nie były jednak głównym źródłem przewagi konkurencyjnej.
Brak spójnego systemu wsparcia
Autorzy raportu Instytutu Sobieskiego „Innowacje albo dryf. Polska mapa wzrostu 2026-2035” wskazują, iż innowacyjność polskich przedsiębiorstw opiera się głównie na adaptacji rozwiązań i usprawnieniach procesowych. Znacznie rzadziej powstają przełomowe technologie.
Problemem jest również niski poziom współpracy nauki z biznesem oraz ograniczony dostęp do prywatnego kapitału. A ten mógłby finansować rozwój nowych technologii.
– Brakuje również odpowiednich instytucji wsparcia dla technologii, innowacji i tzw. local contentu, czyli tego, co tutaj wytwarzamy. Przede wszystkim jednak najsilniejsze i najlepsze ekosystemy mają swoją strategię rozwoju innowacji, a my jej po prostu nie mamy – mówi współautor raportu.
Eksperci zwracają też uwagę na rozproszenie instytucji odpowiedzialnych za politykę innowacyjną. W raporcie proponują skupienie najważniejszych agend państwowych – takich jak PFR, PARP, NCBR, PAIH, ABM czy nowa agencja innowacji obronnych ORION – w jednym pionie gospodarczym odpowiedzialnym za politykę rozwojową. Celem miałoby być odejście od dublowania instrumentów wsparcia oraz bardziej spójne zarządzanie polityką innowacyjną państwa.
Strategia potrzebna jak plan drogowy
Według ekspertów większość rozwiniętych gospodarek posiada jasną i długofalową strategię rozwoju innowacji.
– Strategia rozwoju innowacji to podstawowy dokument większości rozwiniętych państw Europy i świata, bo one muszą sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chcemy innowacji, jak je chcemy rozwijać, jak chcemy mierzyć efekty i co chcemy osiągnąć. o ile tego nie ma, to się działa po omacku – podkreśla Bartłomiej Pawlak.
W Polsce rolę takiego dokumentu częściowo pełniła Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przyjęta w 2017 r. Jej elementami były m.in. Konstytucja Biznesu, program Start in Poland czy stworzenie przyjaznego otoczenia prawnego dla przedsiębiorczości. Zdaniem ekspertów potrzebne są jednak kolejne działania oraz spójna strategia obejmująca cały system innowacji.
Lekcje z Europy
– Dla nas istotne jest to, co i komu się udaje w Europie. Wszyscy działamy w europejskim otoczeniu regulacyjnym, borykamy się z podobnymi problemami i wyzwaniami, więc warto popatrzeć, kto wybił się na czołowe pozycje i dlaczego – mówi ekspert Instytutu Sobieskiego.
Autorzy raportu analizują także doświadczenia krajów, które dziś należą do liderów innowacyjności. Wśród nich znalazły się m.in. Szwajcaria, Finlandia, Francja i Dania. Jeszcze kilkanaście lat temu część z tych państw nie była w czołówce rankingów innowacyjności. Dziś należą do liderów dzięki konsekwentnej polityce publicznej i długofalowym inwestycjom.
Wspólną cechą skutecznych ekosystemów jest jasno określona strategia innowacji oraz ograniczona liczba instytucji odpowiedzialnych za jej realizację. Większość instytucji odpowiedzialnych za rozwój innowacji powstała w Europie w ostatnich 10-15 latach i zachowuje ciągłość działania.
Ważną rolę odgrywa także kooperacja pomiędzy nauką, biznesem i państwem. Równie istotny jest prywatny kapitał, aktywizowany przez środki publiczne, oraz aktywna rola uczelni w procesie tworzenia nowych technologii.
Komercjalizacja – brakujące ogniwo
Eksperci zwracają uwagę, iż w Polsce słaby element systemu innowacji to komercjalizacja technologii.
– Komercjalizacja technologii i innowacji, zamiana nauki na efekt komercyjny jest niezwykle istotnym elementem całego ekosystemu innowacji i edukacji, który nas odróżnia od najlepszych systemów Europy Zachodniej – uważa Bartłomiej Pawlak.
W krajach o wysokiej innowacyjności uczelnie nie są wyłącznie ośrodkami naukowymi. Odgrywają również istotną rolę w tworzeniu firm technologicznych oraz w transferze wiedzy do gospodarki. Polskie uczelnie są słabym elementem systemu, bo mimo wysokiego poziomu wiedzy nie biorą udziału w rozpowszechnianiu opracowanych innowacji. A działalność badawcza ośrodków naukowych u liderów innowacyjności wiąże się z efektami gospodarczymi.
Jednym z narzędzi są spółki spin-off, powstające na bazie technologii rozwijanych w instytucjach badawczych. Są to niezależne spółki wyłonione z większej organizacji, np. uczelni, której celem jest komercjalizacja innowacyjnych technologii, wiedzy lub produktów opracowanych w ramach macierzystej instytucji. W Polsce stanowią one około 10 proc. start-upów, stąd nasuwa się wniosek, iż znaczna część start-upów powstaje poza uczelniami.
Zdaniem ekspertów konieczne jest stworzenie systemu zachęt, który będzie motywował naukowców do komercjalizacji wyników badań.
Uczelnie i biznes bliżej siebie
Na wielu polskich uczelniach działają już centra transferu technologii, które odpowiadają za przekazywanie wyników badań do gospodarki. Od 2015 r. funkcjonuje także Porozumienie Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT), zrzeszające ponad 100 przedstawicieli jednostek zajmujących się komercjalizacją własności intelektualnej polskich uczelni, instytutów badawczych i Polskiej Akademii Nauk.
Eksperci podkreślają jednak, iż system wymaga dalszego rozwoju.
– Powinniśmy tworzyć centra transferu technologii i łączyć sieci uczelniane między sobą, bo młodzi start-upowcy chcieliby wiedzieć, co się dzieje na innej uczelni, w innym kraju, mieć dostęp do wiedzy i do inwestorów – mówi Bartłomiej Pawlak.
Zdaniem ekspertów najważniejsze jest także tworzenie otoczenia instytucjonalnego wokół uczelni – centrów badawczo‑rozwojowych, firm technologicznych i inwestorów. Dopiero taka bliskość nauki i biznesu może przyspieszyć transfer wiedzy do gospodarki i pomóc Polsce przesunąć się w rankingach innowacyjności.
Polecamy także:
- Od „gwarantowanego zysku” do realnego ryzyka. Co dalej z rynkiem w Dubaju?
- Bioniczna trzustka Polskim Produktem Przyszłości. PARP szuka kolejnych innowacji
- Polski startup tworzy tarczę dla satelitów. ARES Shield AI rozwija system przeciw ASAT i dronom

2 godzin temu














