Polski drób kontra Brazylia i Chiny. Walka o rynki będzie coraz ostrzejsza

5 godzin temu

Polska branża drobiarska pozostaje jednym z najmocniejszych sektorów krajowego rolnictwa i przetwórstwa spożywczego. To właśnie drób przez lata był przykładem dobrze zorganizowanej produkcji, silnego eksportu i skutecznego wykorzystania przewag kosztowych. Dziś jednak sektor wchodzi w okres, w którym sama skala produkcji może już nie wystarczyć.

Żywca brakuje, koszty rosną. Co dalej z polskim drobiarstwem? dr Magdalena Kowalewska, Dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego, Bank BNP Paribas

Na rynek drobiu jednocześnie oddziałują choroby zwierząt, rosnące koszty surowca i energii, problemy z dostępnością żywca oraz coraz ostrzejsza konkurencja na rynkach eksportowych. Jak wskazuje dr Magdalena Kowalewska, Dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego w Banku BNP Paribas, branża przez cały czas radzi sobie z wyzwaniami, ale presja wyraźnie narasta.

Polski drób to sukces, ale rynek nie jest wolny od ryzyka

Polska przez lata budowała mocną pozycję w produkcji drobiu. Sektor stał się jednym z filarów eksportu rolno-spożywczego, a krajowi producenci skutecznie konkurowali zarówno na rynku unijnym, jak i poza UE. Dziś jednak otoczenie rynkowe jest znacznie trudniejsze niż kilka lat temu.

Polski sektor drobiarski jest jednym z największych sektorów polskiej branży spożywczej i niewątpliwie jest to przykład doskonałego sukcesu tej branży – podkreśla dr Magdalena Kowalewska.

Ten sukces nie oznacza jednak spokoju. Z punktu widzenia ekonomicznego ostatnie miesiące przyniosły sektorowi silną presję chorób zwierząt, przede wszystkim grypy ptaków, ale także innych zagrożeń, takich jak rzekomy pomór drobiu. Dla hodowców i przetwórców są to nie tylko problemy weterynaryjne, ale również realne ryzyka finansowe i organizacyjne.

Choroby zwierząt ograniczają podaż żywca

Najbardziej bezpośrednim skutkiem chorób drobiu jest ograniczenie podaży żywca do uboju. o ile w gospodarstwie pojawia się ognisko choroby, produkcja zostaje przerwana, stado trafia do likwidacji, a cały plan produkcyjny musi zostać zmieniony.

Ostatnie kilkanaście miesięcy to duża presja chorób zwierząt, przede wszystkim grypy ptaków, a także rzekomego pomoru drobiu, co ma swoje określone konsekwencje ekonomiczne w postaci mniejszej podaży żywca do uboju – wskazuje dr Magdalena Kowalewska.

To szczególnie ważne dla przetwórni i ubojni, które potrzebują regularnych dostaw surowca. Każde ograniczenie podaży żywca wpływa na wykorzystanie mocy produkcyjnych, koszty jednostkowe i możliwość realizacji kontraktów.

Eksport wymaga drobiu ze zdrowych stref

Choroby zwierząt mają też bezpośredni wpływ na handel zagraniczny. Odbiorcy, szczególnie z państw trzecich, zwracają uwagę nie tylko na cenę i jakość mięsa, ale również na status zdrowotny regionu, z którego pochodzi produkt.

W eksporcie, szczególnie do państw trzecich, ale również unijnych, poszukiwany jest drób, który nie pochodzi ze stref objętych wirusem czy chorobami – zaznacza ekspertka Banku BNP Paribas.

Dla polskiej branży drobiarskiej to kluczowa sprawa. Eksport jest jednym z fundamentów sektora. o ile pojawiają się ograniczenia regionalne, część producentów i zakładów może mieć problem z kierowaniem towaru na najbardziej atrakcyjne rynki. W praktyce oznacza to większą presję na logistykę, sprzedaż i zarządzanie ryzykiem.

Rentowność się poprawiła, ale koszty mocno wzrosły

Sytuacja finansowa przetwórstwa drobiowego nie jest jednoznaczna. Z jednej strony w 2025 roku rentowność sektora poprawiła się względem 2024 roku. Z drugiej strony branża odczuwa silny wzrost kosztów, zwłaszcza po stronie surowca.

Widzimy, iż rentowność przetwórstwa mięsa drobiowego w 2025 roku poprawiła się w stosunku do 2024 roku, ale jednocześnie widzimy też ogromne wzrosty kosztów – mówi dr Magdalena Kowalewska.

Najmocniej uderzył koszt żywca. Według ekspertki koszt surowca do przetwórstwa drobiu wzrósł o 15 proc., a koszty energii o 4 proc.

To pokazuje, iż poprawa rentowności nie oznacza braku problemów. Przetwórcy funkcjonują w warunkach wyższych kosztów zakupu żywca, energii, pracy, transportu i utrzymania zakładów. o ile nie mogą w pełni przenieść tych kosztów na odbiorców, marże pozostają pod presją.

Żywca drobiowego systemowo brakuje

Jednym z najważniejszych problemów polskiego rynku drobiu jest strukturalna nierównowaga między możliwościami ubojni a produkcją żywca. Innymi słowy: zakłady mają większe moce przerobowe niż dostępny surowiec z hodowli.

Cały czas na rynku drobiu w Polsce jest dysproporcja pomiędzy mocami ubojowymi w przetwórniach i ubojniach a mocami hodowlanymi. Rzeczywiście cały czas tego żywca systemowo brakuje – podkreśla dr Magdalena Kowalewska.

Dla hodowców taka sytuacja może być korzystna, ponieważ ograniczona podaż żywca wzmacnia ich pozycję rynkową. Zakłady potrzebują surowca, więc konkurencja o dostawy może podbijać znaczenie producentów utrzymujących stabilną i zdrową produkcję.

Hodowcy mają przewagę, ale ponoszą największe ryzyko

Niedobór żywca daje hodowcom naturalną przewagę negocjacyjną, ale jednocześnie to właśnie oni są najbardziej narażeni na skutki chorób. W przypadku ogniska grypy ptaków straty nie ograniczają się do samej utylizacji stada. Problemem jest także przerwa produkcyjna i konieczność przebudowy całego harmonogramu gospodarstwa.

Z jednej strony to dobra sytuacja dla hodowców, dlatego iż tworzy naturalną przewagę konkurencyjną dla nich. Z drugiej strony to właśnie hodowcy są bezpośrednio narażeni na choroby zwierząt – mówi ekspertka.

W przypadku wystąpienia ogniska choroby konieczna jest likwidacja stada. Państwo wypłaca odszkodowania, które mają pokryć koszty utylizacji i straty ekonomiczne, ale to nie rozwiązuje całego problemu.

Są odszkodowania rządowe, które pokrywają koszty utylizacji i utraty strat ekonomicznych, ale z drugiej strony to też jest przerwa produkcyjna. To powoduje konieczność przekładania planu produkcyjnego – wyjaśnia dr Magdalena Kowalewska.

Dla hodowcy oznacza to utratę ciągłości pracy, zmianę terminów wstawień, opóźnienia i ryzyko niewykorzystania potencjału budynków. Przy dużej skali produkcji każdy tydzień przestoju ma znaczenie.

Bioasekuracja staje się warunkiem utrzymania produkcji

W obecnych warunkach bioasekuracja nie jest już wyłącznie formalnym wymogiem. To podstawowe narzędzie ochrony ekonomicznej gospodarstwa. Każde ognisko choroby może zatrzymać produkcję, odciąć część sprzedaży i wpłynąć na cały lokalny rynek.

Drobiarze muszą więc inwestować nie tylko w wydajność, ale również w bezpieczeństwo zdrowotne stad. Dotyczy to kontroli wjazdów, dezynfekcji, ograniczenia kontaktu z dzikim ptactwem, zabezpieczenia paszy, ruchu ludzi i sprzętu oraz ścisłego przestrzegania procedur.

W praktyce przewagę będą miały gospodarstwa, które potrafią utrzymać ciągłość produkcji w wysokim reżimie sanitarnym. W eksporcie status zdrowotny może być równie istotny jak cena.

Brazylia i Chiny coraz mocniej rozpychają się na rynkach

Polski drób konkuruje nie tylko w Unii Europejskiej. Coraz większe znaczenie mają także rynki trzecie, na których aktywnie działają globalni gracze. Jak wskazuje dr Magdalena Kowalewska, presja konkurencyjna będzie rosła.

Widzimy coraz większą konkurencję na rynkach docelowych, na rynkach eksportowych, zarówno w Unii, która jest dla nas największym i najważniejszym partnerem handlowym, ale również na rynkach trzecich, gdzie rozpycha się Brazylia i Chiny – mówi ekspertka.

To poważne wyzwanie. Brazylia jest jednym z największych eksporterów drobiu na świecie i konkuruje skalą oraz ceną. Chiny z kolei mają ogromny wpływ na światowy handel żywnością, zarówno jako importer, jak i coraz bardziej aktywny gracz w wybranych segmentach produkcji i handlu.

Dla Polski oznacza to, iż utrzymanie pozycji eksportowej będzie wymagało nie tylko wolumenu, ale również stabilnej jakości, bezpieczeństwa zdrowotnego, sprawnej logistyki i dostępu do rynków bez ograniczeń weterynaryjnych.

Branża radzi sobie dobrze, ale presja narasta

Ocena sytuacji sektora nie jest pesymistyczna, ale wymaga realizmu. Polski drób przez cały czas ma silne fundamenty: dużą skalę, rozwinięte przetwórstwo, doświadczenie eksportowe i mocną pozycję w UE. Jednocześnie rośnie liczba czynników, które mogą ograniczać opłacalność.

Można podsumować, iż przez cały czas polska branża drobiarska radzi sobie dobrze z wyzwaniami, które są. Natomiast widzimy coraz większą presję, jeżeli chodzi o wyzwania wewnętrzne związane ze strukturą rynku, a także wyzwania zewnętrzne – podsumowuje dr Magdalena Kowalewska.

Najbliższy okres będzie więc testem dla całego sektora. Hodowcy muszą pilnować zdrowotności stad i kosztów produkcji. Przetwórcy muszą zabezpieczać surowiec i marże. Eksporterzy muszą bronić pozycji na rynkach, gdzie konkurencja staje się coraz bardziej agresywna.

Buraki cukrowe opóźnione przez pogodę. Teraz liczy się dobra dawka azotu

Co dalej z polskim drobiarstwem?

Perspektywy dla branży pozostają dobre, ale warunki działania będą trudniejsze. Najważniejsze będą trzy obszary: zdrowotność stad, dostępność żywca i konkurencyjność eksportu.

Jeżeli choroby zwierząt będą przez cały czas ograniczać podaż, rynek może pozostać napięty. Dla hodowców oznacza to mocniejszą pozycję, ale także większą odpowiedzialność za bioasekurację. Dla przetwórców — konieczność walki o surowiec i utrzymanie rentowności mimo rosnących kosztów.

Polski sektor drobiarski nie traci znaczenia. Przeciwnie, przez cały czas jest jedną z najważniejszych gałęzi krajowej produkcji rolno-spożywczej. Ale wchodzimy w etap, w którym o przewadze nie będzie decydowała wyłącznie skala. Kluczowe będą bezpieczeństwo produkcji, odporność na choroby, stabilne dostawy żywca i zdolność utrzymania eksportu w warunkach rosnącej konkurencji.

Idź do oryginalnego materiału