Polscy sadownicy wchodzą w jeden z najtrudniejszych sezonów ostatnich lat. Po zimowych uszkodzeniach pąków przyszły kwietniowe przymrozki, które uderzyły w jabłonie w najgorszym możliwym momencie — podczas kwitnienia. Według wstępnych ocen straty mogą być bardzo wysokie, a tegoroczne zbiory jabłek w Polsce mogą spaść choćby o 50 proc.
Polskie sady po przymrozkach. Ekspert ostrzega przed spadkiem plonówO trudnej sytuacji mówi Jakub Krawczyk, kierownik ds. eksportu w firmie Appolonia, zajmującej się eksportem jabłek. Jego zdaniem skala problemu jest poważna, bo uszkodzenia dotyczą nie tylko pojedynczych sadów, ale wielu kluczowych regionów produkcji owoców w Polsce.
Zima osłabiła jabłonie. Najbardziej ucierpiały Jonagold, Mutsu i Ligol
Problemy zaczęły się jeszcze przed wiosną. Jak wskazuje Jakub Krawczyk, zimą temperatury spadały miejscami choćby do -20°C, co doprowadziło do poważnych uszkodzeń pąków jabłoni.
– Zimą temperatury spadły choćby do -20°C, co doprowadziło do znacznych uszkodzeń pąków jabłoni. Szczególnie ucierpiały odmiany Jonagold, Mutsu i Ligol. W rezultacie wiele drzew było w złym stanie, a niektóre musiały zostać całkowicie usunięte – wyjaśnia Krawczyk.
To oznacza, iż część sadów weszła w sezon wegetacyjny już osłabiona. Drzewa miały mniejszy potencjał plonowania, a jednocześnie były bardziej podatne na kolejne stresy pogodowe. Dla sadowników był to pierwszy sygnał, iż tegoroczny sezon może być wyjątkowo trudny.
Dwie fale przymrozków. Druga przyszła w najgorszym momencie
Największe szkody przyniosły jednak kwietniowe przymrozki. Jak relacjonuje ekspert, w sadach wystąpiły dwa silne epizody spadków temperatury.
Pierwsza fala pojawiła się między 16 a 18 kwietnia, kiedy jabłonie były w fazie zielonego pąka. Druga, znacznie groźniejsza, nadeszła między 26 a 29 kwietnia, czyli w czasie pełnego kwitnienia.
– W kwietniu miały miejsce dwa poważne epizody. Pierwsza fala wystąpiła między 16 a 18 kwietnia, gdy drzewa były w fazie zielonego pąka. Druga, znacznie groźniejsza, miała miejsce między 26 a 29 kwietnia, już w pełni kwitnienia – mówi Krawczyk.
Szczególnie dramatyczna była ostatnia noc drugiej fali przymrozków. Temperatura poniżej zera utrzymywała się od godziny 21:00 do 6:00 rano. Tak długi czas działania mrozu w okresie kwitnienia oznacza bardzo wysokie ryzyko zniszczenia kwiatów, a więc bezpośrednio przyszłego plonu.
Ochrona sadów była bardzo trudna. Brakowało wody i prądu
Sadownicy próbowali chronić uprawy, ale przy tak długich i silnych spadkach temperatury możliwości były ograniczone. Najskuteczniejsze okazało się nawadnianie nadkoronowe, czyli ochrona zraszaczami. Problem w tym, iż ta metoda wymaga ogromnych ilości wody.
Jak wyjaśnia Krawczyk, potrzeba około 30–35 tys. litrów wody na hektar na godzinę. W warunkach suszy i ograniczonych zasobów wodnych wielu sadowników nie było w stanie prowadzić takiej ochrony przez kilka kolejnych nocy.
– Nawadnianie zraszaczami okazało się najskuteczniejszą metodą, ale wymaga ogromnych ilości wody – około 30–35 tysięcy litrów na hektar na godzinę. W warunkach suszy było to niezwykle trudne do zapewnienia, szczególnie iż zapasy wody wystarczały często tylko na 1–2 dni, a ochrona była potrzebna choćby przez 4 dni – tłumaczy.
Do problemów z wodą doszły kłopoty z energią. Wysokie zapotrzebowanie na prąd w nocy prowadziło do przeciążeń i awarii transformatorów. W praktyce oznaczało to przerwy w dostawie energii właśnie wtedy, gdy ochrona sadów była najbardziej potrzebna.
Inne metody, takie jak zamgławianie, ogniska, siatki czy systemy niskowodne, dawały jedynie częściowy efekt. Według eksperta mogą podnieść temperaturę zaledwie o 1–2°C, co przy mrozach sięgających -6°C lub -7°C nie wystarcza do skutecznej ochrony kwiatów.
Straty objęły najważniejsze regiony sadownicze
Problem nie dotyczy jednego obszaru. Według Jakuba Krawczyka przymrozki uderzyły w niemal wszystkie najważniejsze regiony produkcji jabłek w Polsce.
Dotknięte zostały m.in. Sandomierz, Lubelszczyzna oraz Mazowsze, w tym okolice Warki i Grójca. To rejony o ogromnym znaczeniu dla krajowej produkcji jabłek, dlatego skala strat może mieć wpływ nie tylko na pojedynczych producentów, ale na cały rynek.
– Temperatury nocą spadały do -5°C w czasie pełnego kwitnienia, co było szczególnie niebezpieczne dla drzew – wskazuje Krawczyk.
Przy takich warunkach choćby dobrze prowadzone sady mogły ponieść bardzo poważne szkody. Ostateczny poziom strat będzie zależał od lokalizacji, odmiany, kondycji drzew oraz skuteczności zastosowanej ochrony.
Nawet 80–90 proc. kwiatów mogło zostać zniszczonych
Pełna ocena strat będzie możliwa dopiero po pewnym czasie, ale pierwsze obserwacje są bardzo niepokojące. Według eksperta 80–90 proc. kwiatów mogło zostać zniszczonych.
– Jest za wcześnie na pełną ocenę szkód, ale obserwacje wskazują, iż 80–90% kwiatów mogło zostać zniszczonych. Wstępne prognozy sugerują spadek plonów choćby o 50% – ocenia Krawczyk.
To nie oznacza jeszcze, iż każdy sad straci połowę produkcji, ale ryzyko dużego spadku zbiorów w skali kraju jest realne. Szczególnie zagrożone są odmiany i lokalizacje, w których drzewa były już wcześniej osłabione po zimie.
Ceny jabłek mogą wzrosnąć. Rynek będzie zależny od zapasów
Skutki przymrozków mogą odczuć nie tylko sadownicy, ale również konsumenci. jeżeli zbiory będą wyraźnie niższe, podaż jabłek na rynku może być ograniczona. To z kolei może przełożyć się na wyższe ceny.
Jak wskazuje Krawczyk, część producentów, którzy mają jeszcze jabłka w chłodniach ULO, może próbować sprzedawać je drożej. Dla wielu gospodarstw będzie to sposób na częściowe zrekompensowanie strat i utrzymanie płynności finansowej po dwóch trudnych sezonach.
Szczególnie istotna może być sytuacja odmian letnich, które ucierpiały w czasie kwitnienia. jeżeli ich podaż będzie niewielka, rynek będzie musiał dłużej opierać się na jabłkach przechowywanych w chłodniach. To może wydłużyć sprzedaż zapasów choćby do września.
Przymrozki uderzyły nie tylko w jabłka
Problemy nie kończą się na jabłoniach. Jak podkreśla ekspert, przymrozki uszkodziły również inne gatunki owoców. Ucierpiały m.in. śliwki, wiśnie, brzoskwinie i jagody.
To oznacza, iż presja na rynek owoców może być szersza. Mniejsza podaż kilku gatunków jednocześnie może w okresie przełożyć się na wyższe ceny i większą niepewność handlową.
Dla sadowników najbliższe tygodnie będą kluczowe. Dopiero wtedy będzie można dokładniej ocenić, ile zawiązków przetrwało i jaki realny potencjał plonowania mają sady po zimowych uszkodzeniach i kwietniowych przymrozkach. Już teraz jednak widać, iż tegoroczny sezon jabłkowy może być jednym z trudniejszych dla polskiej branży sadowniczej.

3 godzin temu













