Kolejne sygnały z europejskiego systemu bezpieczeństwa żywności wywołują poważne obawy w sektorze mięsnym. W wołowinie importowanej z Urugwaju i Argentyny wykryto progesteron, a wcześniej również estradiol w mięsie z państw Mercosur. Zdaniem branży to nie pojedynczy przypadek, ale sygnał głębszego problemu, który może podważyć zaufanie do importowanej żywności w Unii Europejskiej.
Progesteron w importowanej wołowinie! Branża mięsna żąda reakcji UETo nie incydent. Branża mówi o problemie systemowym
Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny nie ma wątpliwości – sytuacja wymaga natychmiastowej reakcji na poziomie unijnym.
„Kolejne przypadki stwierdzania obecności zakazanych substancji w mięsie trafiającym na rynek Unii Europejskiej potwierdzają, iż nie mamy do czynienia z incydentem, ale z problemem o charakterze systemowym” – podkreśla Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący organizacji.
Choć system RASFF oraz służby weterynaryjne działają skutecznie i wykrywają nieprawidłowości, nie są w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka, iż takie produkty trafią do obrotu.
Zakazane substancje choćby w śladowych ilościach
Eksperci zwracają uwagę, iż już samo wykrycie hormonów – choćby w niewielkich ilościach – jest sygnałem alarmowym.
„Wykrywanie przez służby UE niedozwolonych substancji choćby w ilościach śladowych w importowanej wołowinie jednoznacznie wskazuje na konieczność pełnego wdrożenia zasady wzajemności w produkcji żywności” – zaznacza Zarzecki.
Chodzi o fundamentalną zasadę: produkty trafiające na rynek UE powinny spełniać dokładnie te same standardy, które obowiązują europejskich rolników.
Nierówna konkurencja uderza w europejskich producentów
Sektor wołowiny od lat podnosi argument, iż unijni producenci funkcjonują w znacznie bardziej restrykcyjnym otoczeniu prawnym.
„Europejscy producenci funkcjonują w warunkach rygorystycznych regulacji, które generują konkretne koszty i zobowiązania. Nie można akceptować sytuacji, w której na rynek UE trafiają produkty wytwarzane według standardów niższych niż obowiązujące w Unii” – mówi Zarzecki.
W praktyce oznacza to nierówne warunki konkurencji, które mogą osłabiać opłacalność produkcji wołowiny w Europie, w tym w Polsce.
Mercosur pod presją. Branża ostrzegała wcześniej
Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny przypomina, iż już w trakcie negocjacji umowy UE–Mercosur zwracała uwagę na potencjalne zagrożenia.
„Sektor wołowiny konsekwentnie wskazywał na konieczność wprowadzenia skutecznych mechanizmów gwarantujących równe warunki konkurencji oraz utrzymanie najwyższych standardów bezpieczeństwa żywności” – podkreśla Zarzecki.
Wcześniejsze przypadki wykrycia estradiolu oraz obecne zgłoszenia dotyczące progesteronu potwierdzają, iż obawy branży nie były bezpodstawne.
Konkretne żądania wobec Komisji Europejskiej
Organizacja apeluje o zdecydowane działania. Wśród najważniejszych postulatów znajdują się:
- pilna weryfikacja systemów kontroli w krajach eksportujących,
- natychmiastowa reakcja w przypadku naruszeń,
- czasowe wstrzymanie importu wołowiny z krów i jałówek z państw Mercosur do UE.
Zdaniem branży tylko takie kroki mogą przywrócić zaufanie do rynku.
Bezpieczeństwo żywności bez kompromisów
Na końcu pozostaje kwestia najważniejsza – zdrowie konsumentów i wiarygodność całego systemu.
„Bezpieczeństwo konsumentów nie może być przedmiotem kompromisu” – podsumowuje Jacek Zarzecki.
Dla europejskiego rolnictwa to moment próby. Stawką jest nie tylko konkurencyjność produkcji, ale także zaufanie do żywności, która trafia na stoły milionów Europejczyków.

3 godzin temu












