Kandydat Trumpa na szefa Fed obiecuje niezależność, zapowiada rewolucję w polityce pieniężnej i krytykuje dotychczasowy model komunikacji banku centralnego. Tymczasem rentowności obligacji skarbowych idą w górę, a Wall Street kończy dzień pod kreską.
Przesłuchania konfirmacyjne szefów Rezerwy Federalnej zwykle są grzecznymi, niemal rytualnymi spotkaniami. Wtorkowe posiedzenie Komisji Bankowej Senatu do takich nie należało. Przez dwie i pół godziny Kevin Warsh – nominat Donalda Trumpa na następcę Jerome’a Powella – odpierał ataki Demokratów, lawirował między oczekiwaniami Białego Domu a wymogami senackiej sali, a przy okazji nakreślił wizję Fed, która w wielu miejscach zrywa z praktyką ostatniej dekady. Rynki słuchały uważnie – i wyciągnęły własne wnioski.
Jedno zdanie, które miało uspokoić rynki
Najważniejsza wymiana zdań tego dnia odbyła się paradoksalnie z republikaninem. Senator John Kennedy zapytał Warsha wprost, czy Trump naciskał na niego w sprawie obniżek stóp. Odpowiedź była jednoznaczna: prezydent „nigdy nie prosił go o przesądzenie, zobowiązanie się czy ustalenie jakiejkolwiek decyzji dotyczącej stóp procentowych” – i Warsh zapewnił, iż nigdy by się na coś takiego nie zgodził.
To zdanie było potrzebne. Problem w tym, iż trudno je oderwać od kontekstu. Sam Trump zaledwie kilka godzin wcześniej, na antenie CNBC, stwierdził, iż będzie „rozczarowany”, jeżeli nowy szef Fed nie obniży stóp tuż po zaprzysiężeniu. A pod koniec ubiegłego roku w rozmowie z Wall Street Journal prezydent wprost powiedział, iż rozmawiał z Warshem o cięciach – i iż ten „uważa, iż trzeba obniżyć stopy procentowe”. Trudno o bardziej kłopotliwe tło dla deklaracji o niezależności.
„Nie wierzę w forward guidance”
Warsh nie ograniczył się do zapewnień o apolityczności. Przedstawił coś, co w istocie jest programem głębokiej przebudowy sposobu działania Fedu. I tu zaczyna się najciekawsza część z perspektywy inwestorów.
Po pierwsze – otwarty atak na forward guidance, czyli praktykę sygnalizowania przez Fed przyszłej ścieżki stóp procentowych. Warsh uważa, iż publiczne deklarowanie zamiarów ogranicza elastyczność banku centralnego i generuje błędne oczekiwania rynkowe. To stanowisko konsekwentne – mówił o tym już lata temu – ale w ustach przyszłego szefa Fed brzmi jak zapowiedź rewolucji w komunikacji z rynkami. Inwestorzy przyzwyczajeni do czytania między wierszami komunikatów FOMC mogą niedługo stracić swoją mapę.
Po drugie – zapowiedź „nowych ram inflacyjnych”. Warsh nie przedstawił szczegółów, ale dał wyraźnie do zrozumienia, iż obecne narzędzia pomiaru inflacji uważa za niedoskonałe. Mówił o preferencji wobec tzw. średnich obciętych, które eliminują ekstremalne wartości z danych cenowych i pozwalają lepiej uchwycić trend bazowy. Podkreślił też, iż Fed zbyt często reaguje na jednorazowe szoki cenowe, zamiast koncentrować się na trwałych tendencjach. „Potrzebujemy zmiany reżimu w prowadzeniu polityki” – powiedział, używając sformułowania, które w obecnym kontekście geopolitycznym – przy trwającej wojnie z Iranem – zabrzmiało szczególnie ciężko.
Po trzecie – wyraźna krytyka rozmiaru bilansu Fed, który Warsh chce zmniejszyć, argumentując, iż rozdęty portfel aktywów zaburza transmisję polityki pieniężnej i „nieproporcjonalnie pomaga tym, którzy posiadają aktywa finansowe”. Woli działać przez stopy procentowe niż przez skup obligacji. Jednocześnie wspomniał o potrzebie „nowych narzędzi” – nie precyzując jednak, jakie miałyby to być instrumenty.
Mniej posiedzeń, być może mniej konferencji prasowych
Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na jeszcze jeden wątek – organizacyjny, ale mający realne przełożenie na wyceny aktywów. Warsh zasugerował, iż FOMC nie musi spotykać się aż osiem razy w roku, przypominając, iż prawo wymaga jedynie czterech posiedzeń. Nie zobowiązał się też do kontynuowania konferencji prasowych po każdym posiedzeniu – praktyki, którą Powell wprowadził w 2018 roku i która od tego czasu stała się dla rynków podstawowym źródłem informacji o myśleniu banku centralnego. „Szukanie prawdy jest ważniejsze niż powtarzanie” – ujął to Warsh, dając do zrozumienia, iż przejrzystość Fed pod jego kierownictwem może wyglądać zupełnie inaczej niż dotychczas.
Cyfrowe aktywa i rewolucja technologiczna
Na uwagę zasługuje też fragment przesłuchania poświęcony szerszym zmianom strukturalnym w gospodarce. Warsh stwierdził, iż „aktywa cyfrowe są już trwałym elementem systemu finansowego” i nie można ich ignorować – co w ustach potencjalnego szefa Fed ma niebagatelne znaczenie dla branży kryptowalutowej. Mówił również o dramatycznej transformacji po stronie podażowej gospodarki, napędzanej przez sztuczną inteligencję. Przyznał, iż AI może z czasem ułatwić Fedowi walkę z inflacją, ale zastrzegł, iż wpływ na rynek pracy jest znacznie trudniejszy do przewidzenia. „Jestem bardziej przekonany co do poprawy produktywności niż co do tego, kiedy przełoży się to na zatrudnienie” – powiedział, dystansując się od optymistycznych zapowiedzi administracji Trumpa, iż zyski z AI gwałtownie pozwolą na obniżki stóp.
130 milionów dolarów i problem z przejrzystością
Osobny – i wyraźnie niewygodny dla Warsha – front otworzyła kwestia jego majątku. Ujawnione aktywa finansowe przekraczają 130 milionów dolarów. Wraz z majątkiem żony Jane Lauder, dziedziczki imperium Estée Lauder (Forbes szacuje jej fortunę na 1,9 mld dolarów), mowa o jednym z najbogatszych kandydatów na szefa Fed w historii. W portfelu znalazły się udziały w SpaceX Elona Muska i platformie Polymarket. Warsh zobowiązał się do zbycia „praktycznie wszystkich” pozycji i konwersji w instrumenty, które określił jako „zwykłą wanilię” – ale odmówił podania jakichkolwiek szczegółów.
Elizabeth Warren nie kryła irytacji. „Następny przewodniczący nie może mieć żadnych konfliktów interesów – żadnych” – podkreśliła, przypominając serię skandali etycznych w Fed, łącznie z ubiegłoroczną rezygnacją gubernator Adriany Kugler. Warsh w jednym z nielicznych momentów zgody z Warren przyznał, iż instytucja „musi odbudować swoją wiarygodność, bo prowadzenie polityki od tego zależy”.
Blokada z własnych szeregów
Najbardziej zaskakującą przeszkodę na drodze do zatwierdzenia Warsha zgotował mu jednak republikanin. Senator Thom Tillis z Karoliny Północnej oświadczył, iż zablokuje głosowanie, dopóki Departament Sprawiedliwości nie zakończy kontrowersyjnego dochodzenia karnego wobec Jerome’a Powella – dotyczącego przekroczenia kosztów renowacji siedziby Fed. Tillis nazwał śledztwo „pomysłem jakiegoś zastępcy prokuratora, który uznał, iż będzie fajnie” i dodał, iż gdyby DOJ karało każdego urzędnika federalnego za przekroczenie budżetu, musiałby „zarezerwować obszar wielkości Teksasu na kolonię karną”.
To tworzy realny problem. Kadencja Powella jako przewodniczącego wygasa 15 maja. Powell zapowiedział, iż będzie pełnił obowiązki tymczasowo, jeżeli sukcesor nie zdąży zostać zatwierdzony. Warsh nie chciał się odnieść do tego scenariusza, mówiąc, iż nie jest w stanie ocenić, czy ustawa o wakatach ma zastosowanie do Rezerwy Federalnej. Nie stanął też w obronie gubernator Lisy Cook, którą Trump próbuje usunąć – ograniczył się do stwierdzenia, iż zastosuje się do orzeczenia Sądu Najwyższego.
Reformator, nie kontynuator – i co z tego wynika dla portfela
Jeśli czytać wtorkowe przesłuchanie jako całość, wyłania się obraz kandydata, który świadomie pozycjonuje się jako reformator, a nie kontynuator linii Powella. Mniejszy bilans, mniej forward guidance, nowe ramy inflacyjne, większa elastyczność – to agenda, która w dłuższej perspektywie może oznaczać mniej przewidywalny Fed, trudniejszy do odczytania przez rynki. Na krótką metę sygnały są jednak czytelne i wyraźnie jastrzębie. Rentowności krótkoterminowych obligacji skarbowych skoczyły we wtorek w górę, prawdopodobieństwo obniżki stóp przed końcem roku spadło do około 30 procent, a indeks S&P 500 – po porannym odbiciu – zakończył sesję spadkiem o 0,61 proc. Dow Jones stracił 293 punkty.
W środę rano kontrakty na S&P 500 w handlu azjatyckim rosły o 0,4 proc., ale to raczej efekt przedłużenia przez Trumpa zawieszenia broni z Iranem niż entuzjazmu wobec nowego kursu Fedu. Rynki dopiero zaczynają wyceniać erę Warsha. I robią to z daleko posuniętą ostrożnością – bo między deklaracjami o niezależności a codzienną presją z Białego Domu rozciąga się przestrzeń, w której zmieści się jeszcze bardzo wiele niespodzianek.
Źródła: Reuters, CNN, CNBC

5 godzin temu







