Publiczny portfel z rekordem: +240% zysku. Co kupuję na I kwartał 2026?

5 godzin temu

Plus 240%! Tyle w ciągu prawie 6 lat (bez jednego kwartału) wygenerował dla was publiczny portfel. W tym kwartale? +4,4% w trzy miesiące, a przez wszystkie te lata tlyko JEDEN stratny kwartał. JEDEN na sześć lat. Wszystko publicznie. Wszystko do odtworzenia przez każdego. Bez magicznych sygnałów i bez handlowania emocjami.

Ten kwartał nie był łatwy kwartał. Kryptowaluty pociągnęły wynik w dół, Nasdaq stał w miejscu, a kilka decyzji timingowo było podjętych ciut za wcześnie. I właśnie dlatego ten format ma sens, bo tu nie liczy się perfekcja, tylko konsekwencja i statystyka, które w długim terminie jak widać robią robotę i jak widać… biją solidnie indeksy.

Dziś nie będzie zgadywania rynku ani reagowania na nagłówki. Podejmujemy decyzje o alokacji na pierwszy kwartał 2026 roku. Pokażę wam dokładnie jak wygląda nowa alokacja i dlaczego.

Jeśli szukasz inwestowania, które bije indeksy, ale nie wymaga życia przed wykresami, to jesteś dokładnie tam, gdzie trzeba. Zaczynamy pierwszy kwartał 2026. Zapraszam!

Publiczny portfel z rekordem: +240% zysku. Co kupuję na I kwartał 2026?

Załóż konto na Freedom24 i odbierz od 3 do 20 darmowych akcji o wartości choćby 800 USD każda!

Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Czym jest portfel kwartalny?

Zacznijmy od rzeczy, która może nie jest najbardziej ekscytująca, ale jest absolutnie kluczowa. Portfel kwartalny to bardzo konkretna i dość wymagająca formuła, która wiąże się z odpowiedzialnością. Dlatego każdy materiał z tej serii trzeba rozpocząć od jasnego wytłumaczenia, czym ten portfel jest i według jakich zasad funkcjonuje.

Jeżeli śledzisz te aktualizacje od dawna, możesz spokojnie przewinąć wideo do kolejnego rozdziału i oszczędzić sobie kilka minut. Natomiast jeżeli trafiasz na ten format po raz pierwszy, to naprawdę warto obejrzeć ten fragment uważnie i w całości. Bez tego trudno będzie dobrze zrozumieć, o co tu chodzi i wyciągnąć z tej serii realną wartość dla siebie.

Publiczny portfel wystartował pod koniec marca 2020 roku i od samego początku miał jeden, bardzo prosty cel: na realnym, w pełni transparentnym przykładzie pokazać, iż na rynkach finansowych da się zarabiać w sposób regularny, bez konieczności poświęcania na to całych dni i bez życia od wykresu do wykresu.

Da się inwestować spokojnie, bez ciągłego napięcia i emocjonalnej huśtawki.

Kluczowa zasada jest taka, iż decyzje podejmowane na początku kwartału obowiązują przez całe trzy miesiące. W trakcie kwartału niczego nie zmieniamy. Bez wyjątków. Nie ma znaczenia, czy trwa wojna handlowa, prawdziwa wojna, czy akurat politycy postanowili podpalić rynki jednym wpisem w mediach społecznościowych. To wszystko w tym okresie mnie nie interesuje i jeżeli śledzicie ten portfel, to Was również nie powinno.

Dzięki temu można skutecznie odciąć się od medialnego hałasu, który bardzo często prowadzi wyłącznie do impulsywnych, nietrafionych decyzji inwestycyjnych.

Cel portfela też jest jasno określony: w długim terminie chcemy pobijać szerokie, globalne indeksy, ale przy zachowaniu rozsądnej relacji potencjalnego zysku do ponoszonego ryzyka.

Oczywiście – ktoś, kto pięć lat temu wrzucił wszystko w Bitcoina i trzymał do dziś, zarobiłby procentowo znacznie więcej. Tylko iż jest jedno „ale”. Zdecydowana większość osób nie byłaby w stanie psychicznie wytrzymać takiej zmienności. Po drodze, przestraszona ogromnymi spadkami, wielokrotnie wychodziłaby z rynku. To nie jest strategia, którą da się konsekwentnie stosować w praktyce. Portfel kwartalny, w mojej ocenie, już tak.

W inwestowaniu sama wysokość stopy zwrotu to za mało. Równie istotne jest ryzyko, jakie ponosimy po drodze. Wiele osób kompletnie o tym zapomina, wpadając w pułapkę „mądrości po fakcie” i powtarzając dziś, iż „trzeba było coś tam zrobić”. No dobrze, tylko skoro to było takie oczywiste, to dlaczego wtedy tego nie zrobiłeś?

Zasady działania – przejrzystość i powtarzalność

Mechanizm działania portfela kwartalnego jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Na początku każdego kwartału podsumowuję poprzedni okres i, jeżeli jest taka potrzeba, wprowadzam zmiany w składzie portfela. Wszystko odbywa się w jednym, dedykowanym materiale.
Do momentu kolejnej aktualizacji nie ma żadnych ruchów. Zero transakcji, zero wyjątków.

Dokonujesz zakupów raz i przez trzy miesiące nie robisz absolutnie nic. Wyniki liczymy zawsze od jednej publikacji do kolejnej, tak aby każdy mógł ten portfel bez problemu odtworzyć u siebie. Przykładowo: skoro ten materiał pojawia się w niedzielę 11 stycznia, a poprzedni był publikowany 12 października, to dokładnie za ten okres liczymy stopy zwrotu poszczególnych instrumentów. Dzięki temu każdy z Was miał możliwość osiągnięcia identycznego wyniku. Wystarczyło sobie w poniedziałek na otwarcie złożyć odpowiednie zlecenia.

Wszystkie instrumenty wykorzystywane w portfelu charakteryzują się bardzo wysoką płynnością. To też celowe i niezwykle istotne. Chodzi o to, aby materiał oglądany przez dziesiątki tysięcy osób nie miał żadnego wpływu na rynkowe ceny. Odpowiedzialność polega również na tym, by nie doprowadzić do sytuacji, w której masowe naśladowanie portfela powoduje sztuczne windowanie lub zaniżanie cen jakiejś małej spółki.

Owszem, w takim scenariuszu ja, jako pierwszy mógłbym pochwalić się lepszym wynikiem, ale byłby to wynik całkowicie niemożliwy do powtórzenia przez kogokolwiek innego. Takie praktyki, niestety, w tej branży się zdarzają. Dla mnie to zwykłe wprowadzanie w błąd i nie ma na to mojej zgody.

W tym portfelu sytuacja wygląda inaczej. o ile ktoś z Was złoży zlecenia po cenach otwarcia w poniedziałek 12 stycznia, to na koniec kwartału osiągnie dokładnie taki sam wynik jak ja. choćby jeśli, czysto teoretycznie, te zlecenia wpłynęłyby na ceny otwarcia, to i tak wszyscy rozliczamy się po tych samych poziomach. Wynik zawsze będzie więc identyczny.

Dlatego portfel opiera się na szerokich tematach inwestycyjnych i ekspozycji realizowanej dzięki płynnych, ogólnodostępnych ETF-ów. Można to nazwać inwestowaniem pasywnym, ale z aktywną, kwartalną alokacją.

Na sam koniec jeszcze jedno, bardzo ważne zastrzeżenie. Nie znam Waszej sytuacji finansowej, Waszej tolerancji na ryzyko, celów ani horyzontu inwestycyjnego. Wszelkie decyzje, które podejmujecie na podstawie tego materiału, są wyłącznie Waszą odpowiedzialnością. Dokładnie tak samo, jak ja ponoszę pełną odpowiedzialność za swoje własne decyzje inwestycyjne. Tutaj dzielę się jedynie swoim doświadczeniem i próbuję w ten sposób promować świadome, przemyślane podejście do inwestowania.

Podsumowanie ostatniego kwartału – dobry wynik, ale z niedosytem

Dobra, przechodzimy do konkretów i podsumujmy ostatni kwartał. Od samego początku, czyli od 13 października 2025 roku, do 11 stycznia, portfel wygenerował stopę zwrotu na poziomie +4,4%. Jak na kwartał to jest wynik dobry. Może nie spektakularny, może nie taki, na jaki po cichu liczyliśmy, ale przez cały czas dodatni i przez cały czas zgodny z długoterminowymi założeniami tej strategii.

Najlepiej w portfelu poradził sobie ETF na rynek brazylijski, który wygenerował ponad 16,5% stopy zwrotu i był zdecydowanie najmocniejszym kontrybutorem. Bardzo solidnie zachował się również ETF na mWIG40, który dał ponad 11%, co dobrze pokazuje, iż utrzymanie GPW w portfelu miało sens.

Całkiem przyzwoicie poradziły sobie też elementy amerykańskie. Small Cap Value dołożył wzrósł 9%, podobnie jak sektor ochrony zdrowia, który również zakończył kwartał w okolicach +9%. Co istotne, to wszystkie te segmenty miały relatywnie duży udział w portfelu już na starcie kwartału, więc przełożyło się to bezpośrednio na końcowy wynik.

Z drugiej strony nie wszystko zagrało tak, jak byśmy chcieli. Bardzo mocno w dół pociągnęły nas kryptowaluty. Bitcoin spadł o około 22,5%, Ethereum o blisko 27%. W praktyce oznaczało to obniżenie wyniku portfela o niemal 2 punkty procentowe łącznie – po około jednym punkcie procentowym z każdej z tych pozycji. Tutaj faktycznie dostaliśmy solidnie po głowie.

Negatywną kontrybucję miał też ETF na Emerging Markets Internet & E-Commerce, który spadł o około 6,5%, co przełożyło się na minus 0,6% dla całego portfela.
Z kolei Nasdaq 100, który miał jedną z największych wag w portfelu, zachowywał się w zasadzie płasko. Czwarty kwartał był po prostu słaby dla największych spółek technologicznych. Kapitał rozlewał się bardziej po mniejszych podmiotach, więc Nasdaq nie był w stanie pociągnąć wyniku w górę.

Patrząc szerzej, od samego startu portfela, czyli od końcówki marca 2020 roku, skumulowana stopa zwrotu wynosi już 238%, liczone w złotych. To jest wynik wyraźnie lepszy niż dowolny szeroki indeks i potwierdza, iż w długim terminie ta strategia po prostu działa.

Mam jednocześnie poczucie, iż był to kwartał, w którym decyzje były w dużej mierze słuszne, ale częściowo nietrafione timingowo. Nie dotyczy to Brazylii, bo tam wszystko zagrało wzorcowo, ale na przykład zmiana WIG20 na mWIG40 była prawdopodobnie wykonana odrobinę za wcześnie. Gdybyśmy zostali jeszcze jeden kwartał przy WIG20, wynik byłby lepszy.

Podobnie z kryptowalutami – standardowo ich udział w portfelu wynosiłby około 6%, a zwiększyliśmy go do 10%. Gdybyśmy tego nie zrobili, spadki w całym portfelu byłyby wyraźnie mniejsze. To nie jest więc kwartał, z którego jestem niezadowolony, ale raczej taki, po którym zostaje lekki niedosyt.

W historii tego portfela mieliśmy już podobne sytuacje. Decyzje były sensowne, tylko wykonane o jeden kwartał za wcześnie. I bardzo możliwe, iż właśnie to doświadczenie będzie miało wpływ na alokację w kolejnym kwartale, czyli w pierwszym kwartale 2026 roku.

Najważniejsze jednak jest to, iż to kolejny zyskowny kwartał z rzędu. Przez ponad 5,5 roku, a zaraz będzie 6 lat funkcjonowania portfela, mieliśmy tylko jeden stratny kwartał. Po drodze była wojna, była bessa w 2022 roku trwająca dłużej niż jeden kwartał, było szaleństwo celne Donalda Trumpa, a mimo to portfel pozostał stabilny i konsekwentnie budował przewagę.

I to bardzo dobrze pokazuje, iż da się budować portfel w formule quasi pasywnej, z delikatnym elementem aktywnej alokacji. Oczywiście, na pojedynczych spółkach w tym czasie można było zarobić znacznie więcej. Tylko iż to nie jest celem tego portfela.

Tutaj chodzi o to, iż podejmujemy decyzję raz na kwartał i potem nic nie zmieniamy. To ma być rozwiązanie dla osób, które nie chcą codziennie śledzić rynków. To jest nasz wkład w darmową edukację inwestycyjną i dowód na to, iż przy odpowiednim podejściu da się w długim terminie zarabiać więcej niż szerokie indeksy.

No dobrze – to był miniony kwartał. Wyniki są policzone, wnioski wyciągnięte, a emocje zostawiamy za sobą. Tego etapu już nie zmienimy. Teraz najważniejsze pytanie brzmi: co dalej?

Dołącz do nas na Twitterze oraz YouTube i bądź na bieżąco!


Co nas czeka w 1 kwartale 2026?

Polska dalej silna

W poprzednim kwartale mWIG40 zachował się bardzo solidnie, ale to nie jest argument w stylu „rosło, więc będzie rosnąć dalej”. Argument jest głębszy: średnie spółki są w Polsce często najlepszym miejscem do zarabiania w fazie ożywienia. Duże, ciężkie podmioty z WIG20 bywają częściej zakładnikami jednej narracji. mWIG40 jest bardziej „gospodarczy” – bliżej realnej koniunktury, bliżej popytu krajowego, bliżej poprawy marż, bliżej cyklu inwestycyjnego, a jednocześnie dalej realny do inwestycji przez kapitał zagraniczny.

Uważam, iż Polska dalej jest w fazie ożywienia, a nie w fazie schyłkowej cyklu. To nie jest czas, żeby uciekać z rynku, tylko raczej czas, żeby przez cały czas mieć ekspozycję na to, co z ożywienia korzysta najbardziej. Zresztą to jest spójne z tym, co od dłuższego czasu sygnalizuje Wskaźnik Koniunktury DNA Rynków i to jest jeden z powodów, dla których GPW tak konsekwentnie trzymam w portfelu kwartalnym, choćby gdy większość inwestorów wzrusza ramionami.

Druga rzecz to wyceny i pozycjonowanie. GPW przez lata była rynkiem na uboczu. W praktyce oznacza to, iż w portfelach globalnych inwestorów wciąż mamy niedoważenie Polski. I to jest sytuacja, która w trendzie działa na Twoją korzyść: kiedy coś rośnie, a i tak nikt tego nie ma, to wzrosty często potrafią trwać dłużej, niż „powinny”, bo kapitał dopiero nadrabia zaległości. To nie jest rynek, na którym czuję euforię. A brak euforii jest często najlepszym paliwem dla kontynuacji trendu. Realnie nasz rynek rosnąc na razie jedynie dyskontował re-rating wskaźnika, do sytuacji zbliżonej do innych rynków regionu. Nie jesteśmy ani przesadnie drodzy, ani tani. Wzrosty zeszłoroczne się w efekcie nie powtórzą, ale to alej powinien być rok zadowalających plusów.

Trzecia rzecz – i to łączy się z Twoją autorefleksją o „timingu”: w Q4 2025 mogło być tak, iż przejście z WIG20 na mWIG40 było odrobinę za szybkie. Zgoda. Tylko iż z tego nie wynika, iż teza o mWIG40 była błędna. Z tego wynika, iż cykle rotacji nie chodzą jak w zegarku, a portfel kwartalny jest brutalnie prosty: nie dostosowujesz się codziennie, tylko bierzesz ryzyko, iż czasem wejdziesz trochę za wcześnie. Dlatego w Q1 2026 ja nie chcę teraz „karać” tej tezy i wracać nerwowo do WIG20. Chcę ją utrzymać, ale już z pełną świadomością, iż to jest gra o relatywną siłę w czasie, nie o idealny punkt wejścia.

Niemcy wychodzą z dołka

Moją uwagę zwróciły też ostatnio Niemcy i od razu zaznaczę jedną rzecz: to nie jest historia o dynamicznym odbiciu w stylu „V”. o ile ktoś oczekuje, iż niemiecka gospodarka nagle wystrzeli, to raczej się rozczaruje. Natomiast to, co zaczyna się tam dziać, wygląda jak klasyczne, bardzo powolne wychodzenie z dołka przemysłowego i z perspektywy inwestycyjnej właśnie takie momenty bywają najciekawsze.

Od kilku miesięcy widzimy pierwsze oznaki stabilizacji w przemyśle. Nowe zamówienia przemysłowe zaczęły rosnąć już kolejny miesiąc z rzędu.

Oczywiście część tego wzrostu to efekt zamówień jednorazowych. Tylko iż rynek rzadko reaguje na jeden odczyt. Rynek zaczyna reagować wtedy, gdy pojawia się ciągłość, a ta ciągłość zaczyna być widoczna.

To ożywienie jest wolne, wręcz ślamazarne, ale ono trwa. I to jest dokładnie ten moment cyklu, w którym wyceny często jeszcze nie nadążają za zmianą narracji makro. Niemcy przez długi czas były „chorym człowiekiem Europy”, więc poprzeczka oczekiwań została ustawiona ekstremalnie nisko.

Drugim bardzo ważnym elementem są pakiety fiskalne, które w ostatnim czasie zostały uchwalone. Niemcy przez lata były symbolem fiskalnej wstrzemięźliwości, a dziś, w obliczu problemów strukturalnych, transformacji energetycznej i presji geopolitycznej, zaczynają luzować ten gorset. Fiskalne pobudzenie w gospodarce tak mocno opartej na przemyśle i eksporcie nie działa z dnia na dzień, ale działa długofalowo, poprawiając warunki dla inwestycji, modernizacji i zamówień publicznych.

Do tego dochodzi fakt, iż DAX nie jest klasycznym, szerokim indeksem. To indeks mocno skoncentrowany, w którym jedną z absolutnie kluczowych ról odgrywa SAP. I tu, moim zdaniem, rynek popełnia błąd interpretacyjny.

Obecnie dominuje narracja, iż spółki z obszaru klasycznego systemu typu SaaS będą miały strukturalny problem przez rozwój AI. Że AI „zjada” software, iż modele językowe zastąpią tradycyjne systemy i iż cała warstwa aplikacyjna stanie się mniej wartościowa. Ja się z tą hipotezą nie zgadzam.

W praktyce AI nie eliminuje takich firm jak SAP. AI takich kolosów wzmacnia. SAP sprzedaje kręgosłupy operacyjne przedsiębiorstw: ERP, systemy finansowe, logistyczne, HR-owe, compliance, integrację danych. AI bez tych danych i bez tej infrastruktury jest bezużyteczna. To nie są konkurencyjne światy, tylko światy komplementarne.

Niemcy pełnią w portfelu konkretną rolę. To nie jest defensywa, tylko cykliczny komponent oparty na asymetrii ryzyka.

Ameryk Łacińska dalej silna przez polityczny re-rating

Przejdźmy teraz na zachodnią półkulę – do Ameryki Łacińskiej. Mój optymizm, wobec tego regionu nie jest nowy i nie wynika z chwilowej mody; powtarzam tę tezę od kilku edycji, bo stoi za nią bardzo konkretny układ makro i przepływów kapitału. Jak na razie rynek gra dokładnie ten scenariusz, a co ważniejsze: nie widzę sygnałów, iż paliwo pod tę historię ma się nagle skończyć. Rozłóżmy więc tę tezę na czynniki pierwsze, krok po kroku.

Ekspozycję na Amerykę Łacińską utrzymujemy dlatego, iż to region, który przechodzi i naszym zdaniem będzie dalej przechodził klasyczny re-rating. Nie chodzi tu o cykl surowcowy czy chwilowe odbicie sentymentu, tylko o zmianę polityczną, która w rynkach wschodzących niemal zawsze jest najważniejszym katalizatorem zmiany wycen – a te są na historyczie niskich poziomach.

Po kilkunastu latach dominacji lewicowej narracji – tzw. pink tide – wahadło polityczne w Ameryce Łacińskiej zaczęło się wyraźnie przesuwać w prawo. Argentyna, Chile, Ekwador, Boliwia to nie są odosobnione przypadki, tylko element szerszego trendu. W efekcie coraz częściej wybierają rządy bardziej rynkowe, pragmatyczne gospodarczo i mniej antagonistycznie nastawione wobec Ameryki. To w obecnych czasach szczególnie ważne, a latynoamerykańska prawica jest bliska politycznie Donaldowi Trumpowi.

Z punktu widzenia inwestora to jest dokładnie ten moment, w którym rynek zaczyna zmieniać sposób wyceny całego regionu. Spada premia za ryzyko polityczne i poprawiają się relacje z USA i perspektywy gospodarcze. A to automatycznie oznacza niższy koszt kapitału i wyższe mnożniki.

Ten proces wcale się nie kończy. Wręcz przeciwnie. Przed nami dwa bardzo duże polityczne katalizatory. W 2026 roku wybory prezydenckie odbędą się w Brazylii i Kolumbii. Zwłaszcza Kolumbia jest kluczowa, bo tam realna jest wygrana opozycji wyraźnie bardziej pro-amerykańskiej i bliższej administracji Trumpa niż obecny obóz władzy.

Wenezuela, wybory i nowy porządek handlowy

Drugim elementem, który wzmacnia tę tezę, jest Wenezuela. Tydzień temu doszło do bezprecedensowej interwencji USA, w wyniku której Nicolás Maduro został schwytany przez amerykańskie siły i wywieziony do Nowego Jorku, gdzie ma stawić się przed sądem federalnym pod zarzutami m.in. narkoterroryzmu. W efekcie w zeszłym tygodniu akcje z państw na całym kontynencie latynoamerykańskim poszybowały w górę. ETF na region wzrósł blisko 4%.

Uwolnienie kraju spod wieloletniej opresji reżimu Maduro to wydarzenie bardzo bycze dla całego regionu. Przez lata Wenezuela była czynnikiem destabilizującym: migracje, napięcia polityczne, ryzyko geopolityczne, wspieranie grup przestępczych na całym kontynencie. Jej normalizacja poprawia otoczenie dla całego kontynentu – Kolumbii, Brazylii, Peru. Jedynym naturalnym przegranym tej zmiany pozostaje Kuba, ale jej znaczenie gospodarcze dla regionu jest dziś zerowe.

Na to wszystko nakłada się trzeci element: nowy porządek handlowy. Decoupling od Chin, wojny celne i skracanie łańcuchów dostaw działają na korzyść Ameryki Łacińskiej. Meksyk jest tu najlepszym przykładem już dziś wygrywa na nearshoringu i przenoszeniu produkcji do zachodniej hemisfery. Geografia znów ma znaczenie, a region oferuje dokładnie to, czego dziś szukają globalne firmy: bliskość USA, niższe koszty pracy i dostęp do surowców. Dlatego ekspozycja stricte na ten kontynent zostaje utrzymana.

EMQQ i kontrariańska teza na Chiny

Drugim ETF-em na rynki wschodzące w portfelu to EMQQ, czyli taki Nasdaq rynków wschodzących. Dlaczego EMQQ teraz? Poza ekspozycją na Amerykę łacińską (która również ma miejsce w tym ETF-ie) uzupełnia on portfel o dużą ekspozycję na Chiny i resztę państw Azjatyckich. A te podobnie jak Ameryka Łacińska ma gdzie rosnąć pod względem mnożników w ujęciu relatywnym do rynków Rozwiniętych.

Słaby dolar to klasyczny katalizator dla rynków wschodzących. Długi tych państw są w dużej mierze w dolarze, surowce są w dolarze. Kiedy dolar rósł, koszty obsługi długu eksplodowały, a lokalne banki centralne musiały dusić gospodarki wysokimi stopami, żeby bronić walut.

Teraz ten gorset się trochę rozluźni i wiele banków centralnych ma przestrzeń do zmniejszania stóp procentowych w 2026 roku, jak np. Brazylia.

EMQQ daje na to ekspozycję w najbardziej „wrażliwym” segmencie – technologii i internetowym wzroście. To właśnie tam kapitał reaguje najszybciej, gdy globalne warunki finansowe się luzują. EMQQ jest zakładem na cyfrową konsumpcję, e-commerce, AI, fintech i platformy internetowe w krajach, które wciąż mają strukturalny potencjał wzrostu.

Fundusz jest mocno zdominowany przez Chiny i to dziś nie jest wada, tylko asymetria. Pozycjonowanie globalnych inwestorów w chińskich akcjach pozostaje niskie, mimo poprawy wyników spółek i wyraźnej zmiany jakościowej – od wzrostu „za wszelką cenę” do koncentracji na rentowności, technologii i przewagach konkurencyjnych. Alibaba, Tencent czy BYD to dziś znacznie lepsze biznesy niż kilka lat temu, a rynek dopiero zaczyna to dyskontować. Mimo wszechobecnego pesymizmu akcje pobiły indeksy amerykańskie w 2025 roku i… moim zdaniem zrobią to ponownie. Mimo świetnego performance’u w 2025 nie przykuo dużej uwagi ani nowego kapitału.

I właśnie mimo tego pesymizmu chińskie akcje dominują w danych o napływach kapitału na rynki wschodzące z grudnia.

Co również interesujące inwestorzy z Chin kontynentalnych kupujący akcje notowane w Hongkongu) zaczęli rok bardzo mocno, z napływami rzędu +4,2 mld USD.

Wyceny przestały być ekstremalnie tanie, ale przez cały czas są rozsądne względem potencjału wzrostu zysków. Prognozy dla MSCI China na 2026 wskazują na dwucyfrowy wzrost EPS, a jednocześnie alokacje funduszy są daleko poniżej poziomów z lat 2017–2021. To klasyczny układ: fundamenty się poprawiają, sentyment dopiero nadrabia zaległości.

Według statystyk Goldman Sachs, globalny udział funduszy hedgingowych w chińskich akcjach wynosi 7,6%, czyli mniej niż poprzedni szczyt na poziomie 11–13%.

To jest więc ekspozycja na dalszy outperformance rynków wschodzących nad amerykańskie indeksy z dużym przeważeniem Chin, które wciąż moim zdaniem pozostają kontrariańsko bardzo niedocenianym rynkiem.

Co istotne, w ostatnich tygodniach wyraźna większość sektorów w Chinach notuje dodatnie rewizje prognoz zysków, co oznacza, iż analitycy systematycznie podnoszą swoje oczekiwania na 2026 rok. Na tym tle szczególnie mocno wyróżnia się sektor consumer discretionary, gdzie skala upgrade’ów jest największa. To nie wygląda na przypadkowe odbicie, ale raczej na sygnał poprawy realnej kondycji chińskiego konsumenta i rosnącej wiary rynku w trwałość ożywienia popytu wewnętrznego.

USA – polityka, konsument i Small Caps

Przechodząc do Stanów Zjednoczonych, chcę od razu podkreślić jedną rzecz: to nie jest klasyczny zakład na „amerykański rynek akcji jako całość”. To jest bardzo konkretna teza, oparta na polityce, cyklu monetarnym i tym, gdzie realnie trafią pieniądze w najbliższych kwartałach.

Jeżeli spojrzymy na to, co dzieje się dziś w USA, to coraz wyraźniej widać, iż administracja USA z Donaldem Trumpem gra dziś pod wyborców, a dokładniej: pod klasę bo to ona decyduje o wyniku midtermów w 2026 roku.

I najlepszym, najszybszym oraz najbardziej sprawdzonym sposobem na poprawę nastrojów społecznych są… pieniądze w kieszeni wyborców.

Jesteśmy w klasycznym momencie cyklu pre-midtermowego. Dlatego obserwujemy całą serię działań, które, choć na pierwszy rzut oka wyglądają jak oderwane pomysły, to w rzeczywistości składają się w jedną, spójną narrację.

Po pierwsze: luzowanie monetarne. Rynek ma bardzo jasno zakotwiczone oczekiwania co do obniżek stóp procentowych przez Fed. Niższe stopy to tańszy kredyt, mniejsza presja na budżety domowe i poprawa dostępności finansowania, szczególnie dla gospodarstw domowych i małych firm.

Po drugie: pomysły zwrot środków z ceł w formie bonów lub transferów do ludzi. To jest klasyczna forma stymulacji popytu. Pieniądz, który nie idzie do sektora finansowego, tylko bezpośrednio do konsumenta.

Po trzecie: ofensywa Trumpa w temacie kosztów kredytu. Ograniczenie oprocentowania kart kredytowych odgórnie, pomysł na zaangażowanie Fannie Mae i Freddie Mac w skup hipotek za około 200 miliardów dolarów. Wszystko to ma jeden cel: obniżyć koszt obsługi zadłużenia przeciętnego Amerykanina.

Po czwarte: One Big Beautiful Bill, czyli pakiet ulg podatkowych uchwalony wcześniej, który przez cały czas działa w tle. To są pieniądze, które już są w systemie i które stopniowo zwiększają przestrzeń konsumpcyjną gospodarstw domowych.

Z perspektywy politycznej to jest wręcz książkowy scenariusz: przed wyborami pompować realną gospodarkę, ile wlezie.

Kto na tym skorzysta najbardziej? Na pewno niegigantyczne spółki technologiczne. Big Tech jest dziś:

  • globalny,
  • silnie powiązany z gospodarką światową,
  • w dużej mierze oderwany od lokalnej konsumpcji w USA.

Jeżeli amerykański konsument dostanie dodatkowe pieniądze, to one nie trafią bezpośrednio do Apple, Microsoftu czy Google’a. One trafią do:

  • lokalnych firm,
  • mniejszych sieci handlowych,
  • usług,
  • producentów dóbr konsumpcyjnych,
  • firm działających blisko realnej gospodarki.

I dokładnie dlatego w portfelu będzie Small Caps Value.

Drugi filar tej tezy to Consumer Discretionary, czyli sektor dóbr i usług uznaniowych. I tu logika jest brutalnie prosta.

Jeżeli:

  • ludzie dostaną realnie więcej pieniędzy,
  • ich koszt obsługi długu spadnie,
  • a rynek pracy pozostanie stabilny,

to te pieniądze zostaną wydane. Nie na podstawowe rachunki, bo te i tak trzeba płacić, tylko na rzeczy, które można było odkładać w czasie: usługi, rozrywkę, podróże, sprzęt, ubrania, remonty, samochody.

Consumer Discretionary jest sektorem, który realnie korzysta z poprawy nastrojów w świecie poczucia bezpieczeństwa finansowego. To jest sektor cykliczny, ale właśnie dlatego najlepiej zachowuje się w fazie przyspieszającego ożywienia, a nie w jego schyłku.

Do całego koszyka USA dodamy jeszcze sektor robotyki, co do którego mamy pozytywne przeświadczenie na cały rok określając sobie wewnętrznie rok 2026 rokiem robotyki właśnie!

Całość doprawiamy też ekspozycją na krypto, o którym już nie będę więcej się rozwodzić. Ostatnio dostaliście 3 materiały o tym, dlaczego uważam, iż Bitcoin zrobi ATH w 2026 roku i w efekcie z ekspozycji na krypto rezygnować nie zamierzam

Polub nas na Facebook!

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.

DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach

Modelowy portfel na Q1 2026. W co inwestować w pierwszym kwartale 2026 roku?

Ok, przyszedł czas na ostateczny podział! W co dokładnie można zainwestować na początku pierwszego kwartału 2026 i jak mógłby wyglądać modelowy portfel inwestora na kolejne trzy miesiące tego roku?

Ekspozycje na prawie każdy instrument, który jest niezbędne do stworzenia takiego portfela przypominam jeszcze raz, iż możesz uzyskać dzięki Freedom24, którego ja sam również używam do własnych inwestycji!

Link do podejrzenia portfela znajdziecie tutaj: https://myfund.pl/index.php?raport=pokazPortfelPubliczny&portfel=36894. Większość obecnym w nich instrumentów możecie też bez problemu znaleźć na platformie Freedom24, a dodatkowo możecie sobie odebrać bezpłatne akcje za założenie konta.

Otwierając konto we Freedom24 z linka dostajecie do choćby 20 darmowych akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Jedną akcję możecie dostać już za depozyt zaledwie 1000 euro. Oczywiście możecie ją sobie potem sprzedać i albo wypłacić środki albo kupić coś innego.

Może akurat będziecie mieli w efekcie więcej kasy do użycia na portfel publiczny. Na końcu znajdziesz również kody ISIN, dzięki którymi dokładnie zidentyfikujesz każdy instrument, który wchodzi w skład kwartalnego portfela oraz dokładny procentowy podział.

Pamiętaj również, iż to tylko jeden z pokazywanych przeze mnie portfeli. jeżeli interesuje Cię podejście bardziej długoterminowe i inwestowanie w pojedyncze spółki albo szukasz sposobu na bezpieczniejsze inwestowanie własnej poduszki finansowej, to o wiele więcej przemyśleń znajdziesz w zamkniętej wersji premium portalu dnarynkow.pl.

Tam też pokazuję, jak sam inwestuję na rynkach ponad 6,5 miliona złotych. Są duże pieniądze, są duże emocje, ale jest też bardzo dużo nauki dla wszystkich.

Z tego rozwiązania korzysta już na co dzień ponad 4 500 inwestorów i jeżeli chciałbyś do nich dołączyć, to więcej szczegółów znajdziesz na stronie premium.dnarynkow.pl

A oto jak sam widzę modelową alokację portfela publicznego na pierwszy kwartał 2026.

Fundamentem portfela pozostaje Polska, a konkretnie segment średnich spółek. mWIG40 dostaje 20% udziału, czyli największą pojedynczą wagę w portfelu. Zakładam, jednak szersze rozejście się hossy po naszym rynku i podtrzymuje w portfelu średniaki vs wielkie spółki.

Drugim filarem rynku jest paradoksalnie USA, ale rozdzielone na 3 sektorowe ETF-y.

Po pierwsze small capy, czyli SP600 Small Cap Value, z wagą 10%. To kontynuacja tezy o potencjalnej rotacji w stronę mniejszych spółek w środowisku łagodniejszej polityki monetarnej.

Po drugie sektor konsumencki, a dokładniej Consumer Discretionary, również z wagą 10%. To zakład pod relatywną siłę amerykańskiego konsumenta i poprawę realnych dochodów, jeżeli inflacja będzie dalej hamować.

Po trzecie robotyka i automatyzacjaiShares Automation & Robotics – także 10% portfela. To ekspozycja strukturalna, długoterminowa, oparta na trendach demograficznych, reindustrializacji i presji kosztowej na pracę.

Do portfela wjeżdżają też Niemcy z wyraźną wagą 15% poprzez ETF na DAX. To zagranie pod potencjalne w końcu ożywienie gospodarcze i scenariusz, w którym Europa po słabym okresie zacznie wreszcie dyskontować poprawę aktywności gospodarczej u siebie. To również element dywersyfikacji względem USA.

Kolejny filarem są rynki Ameryki Łacińskiej, ale już w szerszym ujęciu niż sama Brazylia. ETF na EM Latin America dostaje 15% udziału. To ekspozycja zarówno na Brazylię, jak i Meksyk czy Chile, czyli regiony, które korzystają na cyklu surowcowym, poprawie warunków finansowych i relatywnie atrakcyjnych wycenach.

Segment rynków wschodzących w technologii pozostaje w portfelu, ale z bardziej umiarkowaną wagą. EMQQ odpowiada teraz za 10% portfela. Traktuję to jako ekspozycję długoterminową, przy jednoczesnym uwzględnieniu, iż zmienność w tym obszarze potrafi być wysoka.

Całość uzupełniają kryptowaluty, klasycznie w kontrolowanej proporcji. Bitcoin 5% i Ethereum 5%, łącznie 10% portfela. Podtrzymuję swoją hipotezę o nowym ATH Bitcoina w 2026 roku

Podsumowując, struktura portfela na Q1 2026 wygląda następująco:

  1. 20% Beta ETF mWIG40TR, ISIN: PLBETF400025
  2. 15% Amundi MSCI EM Latin America UCITS ETF (Acc) USD, ISIN: LU1681045297
  3. 15% iShares Core DAX UCITS ETF (Acc), ISIN: DE0005933931
  4. 10% EMQQ Emerging Markets Internet UCITS ETF, ISIN: IE00BFYN8Y92
  5. 10% SPDR MSCI USA Small Cap Value Weighted UCITS ETF, ISIN: IE00BSPLC413
  6. 10% iShares S&P 500 Consumer Discretionary Sector UCITS ETF, ISIN: IE00B4MCHD36
  7. 10% iShares Automation & Robotics UCITS ETF, ISIN: IE00BYZK4552
  8. 5% Bitcoin
  9. 5% Ethereum

Jak zawsze – decyzje podejmujemy teraz, na starcie kwartału i nie ruszamy niczego przez kolejne trzy miesiące, niezależnie od tego, co wydarzy się na rynkach i w nagłówkach. Za trzy miesiące wracamy, liczymy wynik i sprawdzamy, czy ta alokacja dowiozła to, co miała dowieźć.

Załóż konto na Freedom24 i odbierz od 3 do 20 darmowych akcji o wartości choćby 800 USD każda!

Szczegółowy opis promocji znajdziesz na: https://freedom24.club/dnarynkow_welcome

Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

Porcja informacji o rynku prosto na Twoją skrzynkę w każdą niedzielę o 19:00
68
5
Idź do oryginalnego materiału