
Lotniska, rejsowe maszyny pasażerskie i choćby statki. Trwa druga fala ataków sabotażowych na gospodarkę państw Europy wspomagających Ukrainę w walce przeciw rosyjskiej inwazji. Niemal pewnym podejrzanym jest Rosja, która oczywiście neguje wszelki swój udział. Eksperci ze służb i cyberbezpieczeństwa mówią, iż różne rodzaje „ataków hybrydowych” – często tanich, łatwych do zanegowania będą teraz codziennością, mają bowiem złamać społeczeństwa europejskie i zmusić je do wystąpienia przeciw pomocy Ukrainie w wojnie z Rosją.
„Chodzi o zwycięstwo w nowej wojnie – wojnie niewypowiedzianej, narzuconej Europie. Celem jest kapitulacja społeczeństw i poddanie się woli Kremla, który chce decydować o polityce europejskiej” – tak miał powiedzieć francuski ekspert bezpieczeństwa, doradca prezydenta Macrona.
Obecnie następuje kulminacja drugiej fali ataków sabotażowych na Europę po cyberatakach skierowanych na supermarkety i francuski bank krwi.
6 listopada policja w Danii i Czechach otrzymała anonimowe informacje o możliwym podłożeniu bomb na lotniskach, a rumuński samolot z podobną o bombie na pokładzie. Lot z Pragi do Bukaresztu obsługiwany przez rumuńską linię lotniczą Tarom otrzymał groźbę podłożenia bomby. Samolot wylądował w Bukareszcie, po przeszukaniu maszyny groźba na szczęście okazała się fałszywa.
Czeska policja stwierdziła, iż także otrzymano groźby podłożenia bomb w samolotach. Poinformowała, iż we współpracy z portem lotniczym im. Václava Havla w Pradze podjęto niezbędne środki bezpieczeństwa, które „minimalnie wpływają na normalne funkcjonowanie lotniska”.
W stolicy Danii, Kopenhadze, policja po raz drugi z rzędu była obecna na lotnisku „w związku z zagrożeniami skierowanymi przeciwko ruchowi lotniczemu”. Jednak „ruch lotniczy odbywa się bezpiecznie i bez zakłóceń, bowiem nie stwierdzono zagrożenia dla pasażerów ani innych osób na lotnisku”.
5 listopada z kolei odnotowano ataki związane z groźbami przeciw 27 maszynom rejsowym w Europie. W efekcie niektóre maszyny musiały lądować w nieplanowanych miejscach, a do innych wysłano myśliwce w celu ich eskortowania lub przechwycenia. Początek tej fali ataków miał miejsce 4 listopada, kiedy to odnotowano fałszywe alarmy dotyczące co najmniej siedmiu lotów oraz statku wycieczkowego.
W czwartek ataki objęły wielu przewoźników – od tanich linii EasyJet po fińskiego narodowego przewoźnika Finnair Oyj – co doprowadziło do chaosu w ruchu lotniczym w regionie. Łącznie 12 samolotów musiało zmienić trasę lub zostało przeszukanych przez służby po wylądowaniu w miejscu docelowym. Jednak dotknęły one głównie lotnisk i linii lotniczych Danii, Polski i Rumunii oraz Francji. W tym ostatnim kraju biuro szefa MON Sébastiena Lecornu poinformowało, iż wysłano myśliwce w celu przechwycenia samolotu linii Aer Lingus, lecącego z Dublina do Rzymu, i skierowania go do bazy sił powietrznych w Évreux. Stało się tak, ponieważ „pilot maszyny nie współpracował z władzami zgodnie z oczekiwaniami” – prawdopodobnie chciał lecieć zgodnie z rozkładem na co francuski MON, po otrzymaniu komunikatu o możliwej bombie na pokładzie, nie wyraził zgody.
W Rumunii wyspecjalizowani technicy policyjni na lotnisku Bukareszt-Otopeni przeszukali samolot linii Wizz Air, który przyleciał z Mediolanu ze 182 pasażerami na pokładzie. Bomby nie znaleziono, zaś przedstawiciele lotniska poinformowali o wdrożeniu procedur bezpieczeństwa, zaznaczając jednocześnie, iż pozostałe loty realizowane są zgodnie z planem.
Linie Finnair poinformowały, iż otrzymały groźby dotyczące dwóch rejsów – z Helsinek do Rzymu oraz do Wiednia – które okazały się fałszywe. Wśród innych przewoźników, którzy stali się celem ataków, znalazły się LOT Warszawa–Bruksela i Wizz Air Mediolan–Warszawa, który odesłano do Wiednia. Czeska policja przekazała, iż otrzymała informacje o podłożeniu ładunków wybuchowych w czterech samolotach lecących do Pragi. Po wylądowaniu maszyny zostały przeszukane, niczego nie znaleziono.
Rzecznik bułgarskiego Ministerstwa Transportu poinformował z kolei, iż celem działań stały się również trzy loty linii Ryanair Holdings zmierzające do Sofii z Madrytu, Kopenhagi i Londynu. Jak podano w komunikacie Ministerstwa Obrony, bułgarskie myśliwce MiG-29 eskortowały te maszyny w przestrzeni powietrznej Bułgarii, a jeden z samolotów został skierowany do Płowdiw.
Rzeczniczka linii EasyJet przekazała mediom, iż incydenty dotknęły także dwa samoloty tego przewoźnika lecące z Glasgow i Newcastle do Pragi. W ich przypadku nie było jednak konieczności zmiany trasy. W tym przypadku rzecznik brytyjskiego Departamentu Transportu poinformował media, iż „zagrożenia dotyczące lotów do Wielkiej Brytanii zostały już wyjaśnione”, a Metropolitan Police Aviation Policing Command, czyli „jednostka policji metropolitalnej odpowiedzialna za bezpieczeństwo w lotnictwie” analizuje zaistniałą sytuację.
Z kolei, jak dowiedział się Reuters, na adresy linii lotniczych, operatorów portów lotniczych oraz firm obsługujących lotniska w Rzymie – Fiumicino i Mediolanie – Malpensa wysłano wiadomość e-mail zatytułowaną „Raport o zagrożeniu”.
Organizacja Eurocontrol, koordynująca ruch lotniczy w Europie, poinformowała, iż „monitoruje sytuację i ściśle współpracuje z liniami lotniczymi, portami lotniczymi oraz instytucjami zapewniającymi służby żeglugi powietrznej”.
„Nie przypominam sobie, abyśmy mieli wcześniej do czynienia z tak skoordynowanymi działaniami. To niefortunna sytuacja; mamy nadzieję, iż nie zniechęci ona naszych klientów do podróżowania ani nie skłoni ich do zmiany planów” – stwierdził Ben Smith, dyrektor generalny Air France-KLM, podczas rozmowy z dziennikarzami i analitykami poświęconej wynikom finansowym za trzeci kwartał.
Żaden kraj nie wskazał dotąd sprawców tych gróźb. Jednak są pewne tropy wskazujące na osoby lub organizacje zaangażowane lub wręcz prowadzące takie działania. Dania, Polska i Rumunia – kraje najbardziej dotknięte ostatnimi – już wcześniej bezpośrednio oskarżały Moskwę o prowadzenie działań hybrydowych. Z kolei Niemcy przypisały Rosji odpowiedzialność za sierpniowy atak na lotnisko w Lipsku. Wlk. Brytania, która miała z nimi do czynienia w przeszłości również wskazywała na Rosję, zaś w sprawie przypuszczalnego ataku wymierzonego w amerykańską bazę lotniczą, zresztą „prowadzonego przez kompletnych amatorów”, wskazała na udział Iranu.
Oczywiście zarówno Rosja, jak i Iran zaprzeczają swojemu udziałowi w sabotażach. Jednak Eric Schouten, szef grupy ds. bezpieczeństwa lotniczego Dyami, zauważył, iż większość państw dotkniętych incydentami wspiera Ukrainę w wojnie przeciwko rosyjskiej agresji. Z kolei „przedstawiciel jednej europejskich służb wywiadowczych” – prawdopodobnie chodzi o jedną ze służb niemieckich –powiedział Bloombergowi, iż prawdopodobieństwo, iż alarmy bombowe stanowią element rosyjskiej wojny hybrydowej jest niskie. Wywiad ten ma powoływać się na analizę, według której nie udało się ustalić żadnego konkretnego wzorca – ani w odniesieniu do przewoźników, ani do tras, których dotyczyły incydenty. Jednak służby wywiadowcze Danii, Polski i Francji wskazują, choć nieoficjalnie, na Rosjan. Podobnie analitycy z firmy doradczej Osprey Flight Solutions, zajmującej się ryzykiem w lotnictwie, ocenili, iż powiązanie z rosyjską kampanią hybrydową w Europie jest „realnie prawdopodobne”. Jak dodali, oczywiście jest możliwe, iż mogą to być „działania osób kierujących się osobistymi urazami lub próby naśladowania wcześniejszych incydentów”.
Mimo wszystko w przypadku tych ataków udział Rosji jest nader prawdopodobny. Mail do lotnisk w Rzymie i Sofii podpisali bojownicy „Państwa Mężczyzn”, którzy grożą, iż „feministyczny reżim zapamięta to na zawsze”, a niebo „zabarwi się na czerwono”. Ta sama organizacja miała grozić Rumunom.
„„Państwo Mężczyzn” Мужское государство to rosyjski ruch założony w 2016 r. przez blogera i trenera fitness Władisława Pozdniakowa. Głosi „narodowy patriarchat”, a jego zwolennicy na Telegramie i VK nękali kobiety za związki z cudzoziemcami. W 2021 r. Rosja uznała go za ekstremistyczny, a Pozdniakow od lat jest za granicą. Nikt nie potwierdził, iż mail wysłał ktoś z ruchu ani iż stoi on za całą falą. Dla Moskwy to wygodny szyld: zakazany w Rosji, z liderem na emigracji, więc łatwo zrzucić winę na „ekstremistów”. Wysłanie maila kosztuje grosze, a eskorta myśliwców i zamknięte lotniska Europę już nie” – napisał na X analityk bezpieczeństwa Denis Salnikow. Według nieoficjalnych informacji Pozdniakow był związany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.
Eliran Almog, dyrektor generalny firmy Cyviation zajmującej się cyberbezpieczeństwem w lotnictwie, zauważył, iż fałszywe alarmy mogą służyć nie tylko zakłóceniu operacji lotniczych, ale być elementem większej operacji służącej sprawdzeniu na potrzeby wywiadu czy rozpoznania wojskowego jak na takie sytuacje reagują linie lotnicze, porty lotnicze oraz odpowiednie organy władzy.
„Te zagrożenia w sektorze lotniczym pojawiają się w tym samym czasie, co cyberataki na systemy chłodnicze w supermarketach w całej Europie. Różne najważniejsze usługi borykają się z zakłóceniami, które generują koszty ekonomiczne i mogą podważać zaufanie społeczne” – dodał.
Jak stwierdzili analitycy bezpieczeństwa groźby podłożenia ładunku wybuchowego zdarzają się rzadko i niemal zawsze okazują się fałszywymi alarmami lub działaniami osób naśladujących innych sprawców. Ze względu bowiem na wcześniejsze zamachy, zwłaszcza w latach 80. i 90 XX wieku, w tej chwili przemycenie bomby na pokład samolotu jest bardzo trudne biorąc pod uwagę ścisłe zabezpieczenia lotnisk oraz coraz bardziej zaawansowane procedury kontroli pasażerów. Każdego dnia w europejskiej przestrzeni powietrznej odbywa się średnio ponad 30 tys. lotów.
Najbardziej znane katastrofy lotnicze spowodowane wybuchem bomby to: lot 182 linii Air India z Toronto do Mumbaju 23 czerwca 1985 roku, kiedy to maszyna eksplodowała nad Atlantykiem wskutek wybuchu bomby podłożonej przez terrorystów sikhijskich z Babbar Khalsa, kiedy zginęło 329 osób, katastrofa lotu Pan Am 103 nad Lockerbie w Szkocji w 1988 roku, w której zginęły wszystkie 259 osób znajdujące się na pokładzie i był to pierwszy przypadek zamachu z udziałem „aktora państwowego”, bowiem bombę podłożył agent libijskiego wywiadu Abdel Basset Ali al-Megrahi oraz zniszczenie rosyjskiego samolotu pasażerskiego przez ładunek wybuchowy na półwyspie Synaj w Egipcie w 2015 roku – wówczas śmierć poniosły wszystkie 224 osoby obecne w maszynie.
„W obecnej sytuacji bardzo bym się zdziwił, gdyby to nie byli Rosjanie lub zasilane przez nich proxy z Hamassu lub Hezbollahu, bo tam też mają speców od cyberterroryzmu. Wzór jest – to z pozoru chaotyczne ataki, które mają wykończyć społeczeństwa europejskie, spowodować by skapitulowały, zażądały, by w imię świętego spokoju odciąć się od wojny na Ukrainie, dać Rosji czego zechce. Pozytyw jest taki, iż rządy państw Europy Zachodniej wiedzą, iż byłaby to faktyczna kapitulacja przed Moskwą, zupełnie jak przegrana wojna konwencjonalna. Bo to właśnie jest wojna i takie wojny teraz będą – ataki mające doprowadzić do zniszczenia odporności społecznej prowadzone bez żadnych granic ani świętości – bo jak nazwać atak na bank krwi? Wszystko to razem z działaniami rosyjskich agentów wpływu. To niestety będzie teraz nowa normalność w całej Europie, także i w Polsce i podejrzewam, iż nie zakończy się razem rozejmem na Ukrainie. Będzie takich ataków więcej i będą one cykliczne” – stwierdził w wypowiedzi dla ISBiznes.pl analityk jednej ze służb wywiadu.

2 godzin temu












