Bank Rezerw Australii (RBA) podniósł we wtorek stopę procentową o 25 punktów bazowych, do 4,60 proc. To czwarta podwyżka w tym roku, a stopy są najwyższe od listopada 2011 r. Bank nie zamyka drogi do kolejnych ruchów, choć gospodarka wyraźnie zwalnia. W drugiej części dnia uwagę rynku przejmą dane z USA i wystąpienia przedstawicieli Fed, EBC i Banku Anglii.
Decyzja zgodna z oczekiwaniami, ale z jastrzębim przesłaniem
Sama podwyżka nikogo nie zaskoczyła. Wszystkie cztery największe australijskie banki (CBA, Westpac, NAB i ANZ) prognozowały ruch do 4,60 proc. Podobnie wszyscy ekonomiści ankietowani przez Bloomberga. Według ASX rynek terminowy wyceniał prawdopodobieństwo podwyżki na około 90 proc. Najważniejsze było więc to, co bank powie o dalszych krokach.
W komunikacie po posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej RBA napisała, iż inflacja pozostaje podwyższona, a część ryzyk sygnalizowanych w sierpniu „się materializuje”. Bank wymienił kilka źródeł presji cenowej. Konflikt na Bliskim Wschodzie rozszerzył się, a ceny energii są „znacznie wyższe” niż zakładały sierpniowe prognozy. Popyt związany ze sztuczną inteligencją gwałtownie podnosi światowe ceny sprzętu technologicznego. Firmy sygnalizują rosnące koszty i podnoszą ceny lub planują to zrobić. Krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne wciąż są wysokie.
Najważniejsze dla rynku było jedno zdanie: RBA zrobi to, co uzna za konieczne, by trwale sprowadzić inflację do celu, „w tym dalej podniesie stopy, jeżeli będzie to potrzebne”. Decyzję podjęto jednogłośnie. Część ekonomistów, m.in. Shane Oliver z AMP, spodziewała się wcześniej głosów sprzeciwu.
Od początku roku RBA podniósł stopy łącznie o 100 punktów bazowych. Na sierpniowym posiedzeniu utrzymał stopę na poziomie 4,35 proc., więc wtorkowa decyzja oznacza powrót do zacieśniania po jednomiesięcznej przerwie.
Bullock: to nie tylko wojna
Na konferencji prasowej prezes RBA Michele Bullock przyznała, iż zarząd rozważał dwa warianty: podwyżkę albo pozostawienie stóp bez zmian. Za wstrzymaniem się przemawiała przede wszystkim niepewność co do skali napięć w krajowej gospodarce. Bullock przyznała, iż trudno ocenić lukę popytową i to, jak napięty jest rynek pracy.
Bullock podkreśliła, iż podwyżka nie wynika wyłącznie z konfliktu na Bliskim Wschodzie, choć ten „bardzo pogarsza sytuację”.
„Kiedy konflikt się zaczynał, wszyscy myśleli, iż nie potrwa długo. To okazało się nieprawdą” – mówiła.
Jej zdaniem ceny paliw, nawozów i transportu są teraz „trwale wyższe”, a im dłużej trwa wojna, tym częściej firmy przerzucają koszty na klientów. Utrudnia to utrzymanie oczekiwań inflacyjnych pod kontrolą.
Prezes zapytano, czy stopy mogą przekroczyć 5 proc., czego spodziewa się rynek. Odpowiedziała, iż wyceny rynkowe odzwierciedlają interpretację danych przez inwestorów. Zaznaczyła też, iż jeżeli dotychczasowe podwyżki wystarczą do ograniczenia presji cenowej, „być może kolejne nie będą potrzebne”. Za „spójny wzorzec” uznała utrzymywanie się inflacji bazowej w okolicach 3,5 proc. od sześciu miesięcy. Dodała, iż recesja nie jest scenariuszem bazowym banku.
Gospodarka hamuje, inflacja nie
Rodzi to pytanie: czy RBA nie zacieśnia polityki zbyt mocno w słabnącej gospodarce? Dane są niejednoznaczne.
Stopa bezrobocia wzrosła w sierpniu do 4,6 proc., najwyżej od końca 2021 r. Dzieje się to jednak przy rekordowej aktywności zawodowej, około 67 proc., i przyspieszeniu tworzenia miejsc pracy. Średnia trzymiesięczna wynosi około 34 tys. etatów. Rynek pracy nie słabnie więc tak wyraźnie, jak mogłaby sugerować sama stopa bezrobocia.
Najsłabszym punktem jest konsumpcja. Opublikowane dziś rano dane urzędu statystycznego ABS pokazały, iż wydatki gospodarstw domowych w sierpniu nie zmieniły się w ujęciu miesięcznym. Konsensus zakładał wzrost o 0,3 proc., a w lipcu wydatki wzrosły o 1,1 proc. Jak podaje Dow Jones, bez rosnących wydatków na paliwo wydatki spadłyby o 0,3 proc. m/m. Mniej pieniędzy trafiało na rekreację i kulturę, odzież, żywność i meble. W ujęciu rocznym wydatki są wyższe o 6,8 proc., ale w dużej mierze wynika to z inflacji.
Hamuje też rynek mieszkaniowy. RBA sam przyznał w komunikacie, iż ceny domów spadły w większości stolic stanów, a liczba nowych kredytów hipotecznych „wyraźnie” zmalała. Według Canstar zdolność kredytowa przeciętnego kredytobiorcy spadła od początku roku o około 9 proc.
Inflacja pozostaje jednak zbyt wysoka. W lipcu CPI wzrósł o 3,5 proc. r/r, przy celu RBA na poziomie 2-3 proc. ING spodziewa się, iż inflacja bazowa mierzona średnią obciętą utrzyma się w sierpniu na poziomie 3,6 proc. r/r, trzeci miesiąc z rzędu. Byłoby to wyraźnie powyżej ścieżki zakładanej przez RBA, czyli spadku do 3,3 proc. na koniec roku. Z szacunków RBA cytowanych przez ING wynika, iż wzrost cen paliw o 10 proc. dodaje ponad 0,3 pkt proc. do inflacji w horyzoncie 1-2 kwartałów, a efekty pośrednie kolejne 0,2-0,25 pkt proc. Przy ropie powyżej 105 USD za baryłkę bank ma powody do obaw.
Pierwszy sprawdzian nastąpi już w środę. ABS opublikuje miesięczny wskaźnik CPI za sierpień o 11:30 czasu w Sydney, czyli o 3:30 czasu polskiego.
Co z listopadem?
Ekonomiści są podzieleni. Przed decyzją większość analityków, w tym trzy z czterech największych banków, zakładała, iż wrześniowa podwyżka zakończy cykl. Z wielkiej czwórki tylko ANZ prognozował kolejną podwyżkę w listopadzie. Według Bloomberga podobnego zdania były HSBC i UBS. Rynek jest bardziej jastrzębi. Wyceny pokazują co najmniej dwie kolejne podwyżki i ponad 50 proc. szans na trzecią, co oznaczałoby stopę powyżej 5 proc. do połowy 2027 r.
Kluczowe może być listopadowe posiedzenie. Wtedy zarząd dostanie pełną, kwartalną aktualizację prognoz ekonomicznych (Statement on Monetary Policy). Na wrześniowym posiedzeniu nowych prognoz nie było, dlatego część analityków spodziewała się, iż RBA poczeka z ruchem do listopada.
Banki już reagują. Macquarie zapowiedział, iż w całości przerzuci podwyżkę na klientów i od 15 października podniesie zmienne oprocentowanie kredytów hipotecznych o 0,25 pkt proc. We wrześniu 18 instytucji podniosło co najmniej jedną stawkę kredytów o stałym oprocentowaniu. To sygnał, iż sektor przygotowuje się na scenariusz „wyżej na dłużej”.
AUD/USD: podwyżka nie wystarczyła
Reakcja dolara australijskiego była umiarkowana, bo decyzja była w pełni zdyskontowana. Kurs AUD/USD osunął się do poziomu 0,6980. Jeszcze na początku września przekraczał 0,72. W ostatnich dniach mocno spadał: szkodziły mu pogorszenie nastrojów i globalna wyprzedaż obligacji.
ING ocenia, iż AUD/USD jest niedowartościowany. Mimo to bank obniżył prognozę na koniec roku z 0,73 do 0,72. O kierunku kursu w dużej mierze zdecyduje strona amerykańska. Fed podniósł stopy 16 września do przedziału 3,75-4,00 proc. jeżeli dołoży kolejną podwyżkę już w październiku, dolar amerykański może pozostać mocny.

9 godzin temu








