Resort Finansów w oparach nikotynowego absurdu. Setki milionów przechodzą koło nosa

2 godzin temu
Od zeszłego lata mamy nowe, wysokie stawki akcyzy na tzw. e-papierosy. Było wiadomo, iż branża będzie się starała uniknąć opłat. Tak się stało: wypuszczono nowe urządzenia. Było też wiadomo, iż resort finansów te przepisy uszczelni. Tak się dzieje, ale - co zaskakujące – planowane prawo uderza tylko w jedną firmę stosującą dość niszowe rozwiązanie. Reszta radośnie omija podatki i czerpie zyski garściami.


Jak to możliwe? Rzućmy okiem na planowane nowe przepisy. W dużym skrócie mają one uszczelnić pobór akcyzy od e-papierosów. W lipcu 2025 roku wprowadzono w Polsce nowy rodzaj akcyzy: 40 zł od e-papierosa i wysokie opłaty za płyn w nich używany. Chodzi o tzw. liquid, czyli roztwór zawierający nikotynę. Te płyny nie zawierają tytoniu.

Rozwiązanie znaleziono szybko


Branża chwilę pomyślała i na rynku pojawiły się nowe produkty. Dość gwałtownie okazało się, iż jeżeli osobno sprzeda się baterię, grzałkę i zbiornik z płynem, to w świetle prawa nie jest to e-papieros. Taki zestaw małego chemika wystarczy skręcić i wtedy dopiero staje się urządzeniem do podgrzewania. Ale tańszym, bo bez wspomnianej 40-złotowej akcyzy.

Resort finansów zauważył nowe produkty i opracował nowe przepisy, które nałożyłyby akcyzę na te dwa rodzaje urządzeń. Logika opuściła jednak budynek przy ulicy Świętokrzyskiej, bo powstały w nim dwa różne projekty ustaw. Różnice między tymi dokumentami są tak drastyczne, iż budzą pytania o to, komu tak naprawdę ma służyć nowe prawo.

Rzućmy okiem. Jednym z dokumentów jest tzw. druk UD363. To kompleksowa regulacja, która obejmuje całość rynku. W dużym skrócie: nakłada 40-złotową akcyzę na wszystkie rodzaje e-papierosów i uszczelnia system. Firmy dostają uczciwe pół roku na wyprzedaż starych zapasów.

Jest jeszcze drugi projekt. Druk UD308 dorobił się już choćby swojej potocznej nazwy: "Lex 1 procent". Dlaczego? Bo to regulacja kadłubowa. Skupia się wyłącznie na wkładach do e-papierosów indukcyjnych. Problem w tym, iż to zaledwie 1 proc. całego rynku, a sprzęt ten produkuje tylko jedna firma – Philip Morris. Co więcej, fiskus daje jej zaledwie 14 dni na wyprzedaż towaru i de facto nakłada podwójny podatek (40 zł od urządzenia i kolejne 40 zł od wkładu).

Rozsądek nakazywałby iść szeroko. Ale rozsądek najwyraźniej poszedł spać, bo resort pod kierownictwem Andrzeja Domańskiego i wiceministra Jarosława Nenemana forsuje druk UD308. Z kolei projekt UD363 ląduje w "zamrażarce"; prace nad nim zostały odłożone na II kwartał 2026 roku. Czyli biorąc pod uwagę zakładane pół roku na wyprzedaż zapasów, przepisy mają szansę wejść w życie najwcześniej w 2027 roku i to zakładając, iż projekt faktycznie zostanie odmrożony.

Miliony wyparowują z budżetu, fiskus patrzy w inną stronę


Fakt, iż urzędnicy skupili się wyłącznie na jednym rodzaju produktów, i to nie najpopularniejszym, może zaskakiwać. Bo na tym legislacyjnym chaosie traci budżet państwa, korzystają zaś giganci branży, którzy wypuszczają nowe produkty wolne od podatku.

Kiedy urzędnicy zajmują się 1 procentem rynku, pozostałe 99 procent radzi sobie świetnie. Rozłączne procedowanie tych projektów to wymarzony scenariusz dla liderów polskiego rynku e-papierosów – firm Evapify i Aroma King. To gracze, o których w mediach było już głośno w kontekście niepokojących powiązań ich pracowników z rosyjskimi oligarchami (Olegiem B. i Dmitrijem Sz.).

Wykorzystując opieszałość państwa, obie firmy właśnie zalewają rynek nowymi produktami. Wprowadzają e-papierosy z grzałką ceramiczną wbudowaną w bazę. Genialne w swojej prostocie: nowe urządzenia nie łapią się na wąskie przepisy z druku UD308 (bo nie są indukcyjne). Z kolei projekt UD363, który by je opodatkował, leży w ministerialnej szufladzie. W efekcie – firmy dalej nie płacą 40 zł akcyzy. Rynek po raz kolejny wyprzedził państwo o kilka długości.

Wybiórczy wzrok urzędnika


Jeszcze ciekawszy jest fakt, iż wspomniane indukcyjne e-papierosy (na tę chwilę produkuje je tylko jedna firma – Philip Morris) po wejściu w życie projektu z UD308 będą opodatkowane… podwójnie. Teraz trzeba zapłacić 40 zł akcyzy za urządzenie, a po wejściu w życie – 40 za wkład. Dodajmy do tego 14 dni na wyprzedaż zapasów i otrzymujemy ekspresowe wykoszenie konkurencji "zestawów małego chemika" z rynku.

Ale i to nie jest ostatnim zaskoczeniem. Rząd o sprawie sprzedaży e-papierosów na części wiedział od końcówki ubiegłego roku. A druk UD 363 powstał dopiero... w lutym tego roku. Problem e-papierosów sprzedawanych jako osobne elementy był więc znany fiskusowi od miesięcy. Mimo to Ministerstwo Finansów odsuwa go w czasie "na drugi kwartał tego roku".

Nie jest tajemnicą, iż już latem 2025 roku firmy z tej branży zasypywały resort finansów pytaniami typu "a co gdybyśmy sprzedawali to w częściach". I choć urzędnicy już wtedy powinni byli zacząć kojarzyć fakty, to zajęli się zupełnie innym produktem. W dodatku takim, który przynajmniej płaci 40-złotowy podatek za urządzenie.

Ile to potrwa?


Opóźnianie prac nad kompleksową regulacją UD 363 oznacza, iż dziura akcyzowa może utrzymać się realnie aż do 2027 roku. W tym czasie "akcyzowego bezkrólewia" na rynku e-papierosów – budżet straci ogromne wpływy z tytułu świadomego zaniechania poboru akcyzy, a zasada równego traktowania przedsiębiorców – pozostanie pustym frazesem.

Ministerstwo Finansów zapowiadało uważne monitorowanie rynku, ale najwyraźniej ten monitoring wyłączył się akurat wtedy, gdy na stole leżały setki milionów złotych. Pytanie brzmi: czy to tylko urzędnicza nieudolność, czy ktoś celowo naciska hamulec?

Idź do oryginalnego materiału