Rolnictwo w czasach geopolitycznych kryzysów: Jak zachować konkurencyjność?

6 godzin temu

Konsekwencje niestabilnej sytuacji politycznej nie omijają rolników. Wręcz przeciwnie, stanowią one kolejne obciążenie dla sektora zmagającego się ze zmianami klimatu, problemami demograficznymi i niepewnością w kwestii dalszego finansowania. Jak kształtować Wspólną Politykę Rolną po 2027 r. tak, aby dobrze służyła i producentom, i konsumentom europejskiej żywności?

Rolnictwo w czasach geopolitycznych kryzysów: Jak zachować konkurencyjność? Fot. Focuseurope.pl

Trwa gorący okres negocjacji nowego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej. Pierwsza propozycja, zaproponowana niespełna rok temu przez Komisję Europejską, wywołała wśród rolników duże kontrowersje. Sektor obawia się, iż będzie musiał rywalizować o środki z innymi priorytetami, wśród których bezpieczeństwo militarne wysuwa się na pierwszy plan – a bezpieczeństwo żywnościowe pozostaje na drugim.

Już od trzech lat Unia Europejska wdraża nową, zreformowaną Wspólną Politykę Rolną, opartą w większym stopniu na celach środowiskowych i społecznych. Ta zmiana kierunku, której kontynuacji można spodziewać się wraz z nowym wieloletnim budżetem, również wywołuje wątpliwości wielu producentów. Pokazały to choćby spory wokół ugorowania oraz ograniczenia o połowę stosowania pestycydów, z którego ostatecznie się wycofano.

Sytuację rolników utrudnia też sytuacja geopolityczna. Nie chodzi już wyłącznie o wojnę za naszą wschodnią granicą i zakłócenia na rynku, jakie w ostatnich latach wywołał gwałtowny wzrost importu żywności z Ukrainy, ale również o konsekwencje konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wywołał on nie tylko wzrost cen oleju napędowego, potrzebnego do napędzania ciągników i innych maszyn, ale i kryzys związany ze wzrostem cen nawozów, na który Komisja Europejska stara się odpowiedzieć poprzez nowy pakiet nawozowy.

Do tego dochodzą klęski żywiołowe, nasilane przez zmiany klimatu. Jednym z ostatnich przykładów z naszego polskiego podwórka są przymrozki, które wiosną spowodowały ogromne, dochodzące w niektórych regionach do stu procent straty w uprawach sadowniczych.

Jak w sytuacji, gdy unijne rolnictwo mierzy się z tyloma różnorodnymi wyzwaniami, kształtować politykę rolną w taki sposób, aby skutecznie bronić interesu rolników, a zarazem bezpieczeństwa żywnościowego kraju? O tym rozmawiali uczestnicy debaty zorganizowanej przez FocusEurope.pl „Miliardy, Rolnicy, Geopolityka: Przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej”.

Zmiany w WPR, ale jakie?

– Przez ponad siedemdziesiąt lat Wspólna Polityka Rolna była odpowiedzią na jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed Europą – zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego. Można powiedzieć, iż Europa skutecznie wypracowała odpowiedź na to wyzwanie – oceniła Małgorzata Bojańczyk, dyrektorka generalna Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

Jak podkreśliła, dzisiaj mamy dostęp do bezpiecznej, różnorodnej i – jak na światowe standardy – relatywnie przystępnej cenowo żywności. – To nie jest przypadek, ale efekt konsekwentnie realizowanej Wspólnej Polityki Rolnej – stwierdziła.

Paneliści zauważyli jednak, iż dotychczasowy model WPR staje się przestarzały i należy zastanowić się nad kierunkiem jego zmiany.

Były Dyrektor Generalny ds. rolnictwa w Komisji Europejskiej, a w tej chwili ekspert Team Europe Direct prof. Jerzy Plewa zwrócił uwagę, iż dopłaty bezpośrednie powiązane są z powierzchnią gospodarstwa, co oznacza, iż największe korzyści odnoszą właściciele dużych gospodarstw.

– W Polsce funkcjonuje pewna grupa gospodarstw otrzymująca choćby ponad milion złotych rocznie w ramach dopłat bezpośrednich. Jednocześnie większość gospodarstw otrzymuje kwoty wielokrotnie niższe – od kilku do kilkunastu tysięcy złotych – wskazał.

– Ten model zaczyna się jednak wyczerpywać – zaznaczył.

Podkreślił, iż Komisja Europejska proponuje szereg reform, w tym odejście od obecnego systemu płatności opartych głównie na powierzchni gruntów na rzecz bardziej ukierunkowanego wsparcia dochodowego, związanego np. z osiąganiem celów klimatycznych i środowiskowych.

– Nowa koncepcja Wspólnej Polityki Rolnej zakłada większe wsparcie dla działań wzmacniających odporność gospodarstw na zmiany klimatu oraz poprawiających ich konkurencyjność – mówił ekspert.

Z koniecznością odejścia od płatności opartych przede wszystkim na wielkości gospodarstw zgodziła się Katarzyna Maciąg, prezeska Kooperatywy Spożywczej „Dobrze”.

– WPR powinna przestać być polityką wspierającą przede wszystkim rynki hurtowe i wielkie agrokorporacje, a stać się polityką budowania suwerenności żywnościowej. Powinna wynagradzać dostarczanie dóbr publicznych, takich jak regeneracja gleby, retencja wody czy ochrona bioróżnorodności – oceniła.

Więcej pieniędzy nie będzie, ale jak wydać dobrze te, które będą?

Jerzy Plewa zauważył jednak, iż każda polityka, aby mogła być skutecznie realizowana, musi dysponować odpowiednim budżetem.

– Najłatwiej byłoby oczywiście powiedzieć, iż potrzebujemy po prostu większych pieniędzy. Problem polega na tym, iż tych środków prawdopodobnie nie będzie znacząco więcej – wskazał.

Podkreślił, iż beneficjenci netto budżetu Unii Europejskiej chętnie mówią o zwiększeniu finansowania Wspólnej Polityki Rolnej. – Ale zgodę muszą wyrazić także kraje, które do budżetu najwięcej dopłacają, a na razie takiej zgody nie ma – wskazał.

– Można więc zakładać, iż budżet pozostanie mniej więcej na obecnym poziomie. To oznacza, iż jedynym sposobem realizacji tych postulatów będzie bardziej racjonalne rozdysponowanie dostępnych środków – zaznaczył.

Propozycja wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034, przedstawiona przez Komisję Europejską w lipcu ubiegłego roku, przewiduje likwidację dwufilarowej struktury Wspólnej Polityki Rolnej.

Środki, które dotychczas należały do pierwszego filaru, czyli do Europejskiego Funduszu Rolniczego Gwarancji (EFRG), który finansuje wsparcie bezpośrednie i środki rynkowe, mają zostać zagwarantowane. Na ten cel według propozycji KE ma trafić ok. 300 mld euro, czyli mniej więcej tyle, ile w obecnej perspektywie budżetowej.

Podwojeniu ma ulec natomiast tzw. rezerwa rolna, z której wypłacane są środki w przypadku sytuacji kryzysowych – takich jak choćby klęski żywiołowe czy tak jak w tej chwili gwałtowny wzrost cen nawozów. W obecnej perspektywie budżetowej na rezerwę przeznaczono ok. 450 mln euro. W nowym budżecie będzie to 900 mln euro.

Największa zmiana dotyczy jednak dotychczasowego drugiego filaru WPR, czyli Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (EFRROW), który zostanie „wchłonięty” przez nowy instrument – tzw. plany partnerstwa krajowego i regionalnego (PKR).

Po raz pierwszy łączy on w jednym planie politykę spójności, politykę rolną, rybołówstwo, a także fundusze na rzecz klimatu, migracji i obronności. Państwa będą miały stosunkowo dużą dowolność w podziale środków między poszczególne cele, co wywołuje obawy rolników, iż będą musieli „bić się” o fundusze z polityką spójności czy bezpieczeństwem.

– Polska stoi przed dużą szansą, ale i dużym wyzwaniem – ocenił Jerzy Plewa, zauważając, iż poza środkami na dopłaty bezpośrednie, w ramach NRPF (National and Regional Partnership Fund – Narodowych i Regionalnych Funduszy Partnerstwa) Polska wg. propozycji KE ma otrzymać około 123 miliardy euro między innymi na realizację polityki regionalnej, polityki spójności i rozwoju wsi.

– Gdyby choć dziesięć procent tej kwoty przeznaczono na rozwój obszarów wiejskich, oznaczałoby to znaczne zwiększenie dostępnych środków w porównaniu do obecnego okresu. Nie wiemy jednak, czy tak się stanie, a decyzja należeć będzie do władz krajowych– podkreślił.

Odnosząc się do obaw rolników dotyczących tego, w jaki sposób państwa wydadzą pieniądze z NRPF, wskazał, iż Komisja Europejska mówi dziś rządom: „sprawdzam”.

– Trzeba pokazać, iż potrafimy wykorzystać te pieniądze w sposób rzeczywiście służący rolnictwu i rozwojowi wsi – wskazał, dodając, iż problemem może być brak spójnej, krajowej koncepcji wykorzystania tych środków, jak i niewystarczające zaufanie polityków do własnych możliwości.

Zdaniem Małgorzaty Bojańczyk kontrowersje wokół podziału środków w nowym wieloletnim budżecie wywołują pytanie, czy Wspólna Polityka Rolna pozostanie wspólna.

– Im więcej decyzji przenosimy na poziom krajowy, a środki rolne trafiają do jednego wspólnego funduszu z innymi priorytetami, tym bardziej osłabia się wspólnota zasad – wskazała.

– Dla polskich rolników wspólne reguły przez ostatnie dwadzieścia lat były gwarancją względnie równych warunków konkurencji. Nie powinniśmy z tego rezygnować wyłącznie w imię większej elastyczności – oceniła.

– Połączenie interesów reprezentowanych przez Ministerstwo Rolnictwa, skoncentrowanych przede wszystkim na sektorze rolnym, z koncepcją stworzenia jednego funduszu obejmującego również dotychczasowe instrumenty drugiego filaru Wspólnej Polityki Rolnej będzie dużym wyzwaniem – przyznała dr hab. Monika Stanny, była dyrektor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.

Jej zdaniem, jeżeli rzeczywiście dojdzie do likwidacji dwufilarowej struktury WPR, konieczne będzie stworzenie odpowiednich mechanizmów zabezpieczających, które zagwarantują obszarom wiejskim dostęp do środków nie tylko na rolnictwo.

– Oczywiście rolnictwo pozostaje najważniejsze dla rozwoju wsi, ale rozwija się najlepiej tam, gdzie funkcjonuje w otoczeniu wielofunkcyjnych i dobrze rozwiniętych obszarów wiejskich – wskazała ekspertka.

Rolnicy „zakładnikami systemu”

Wątpliwości producentów wywołuje jednak nie tylko sama wielkość i kształt przyszłego budżetu na rolnictwo, ale także „proekologiczny” kierunek zmian we Wspólnej Polityce Rolnej.

Rolnicy obawiają się, iż ścisłe powiązanie ich sektora z Europejskim Zielonym Ładem podważy jego konkurencyjność i wiązać się będzie z wprowadzeniem arbitralnych i niemożliwych do wprowadzenia standardów w imię ekologii.

Małgorzata Bojańczyk wyraziła przekonanie, iż rolnicy „mogą i powinni być partnerami w realizacji celów klimatycznych oraz środowiskowych”, ale są pewne warunki.

– Wszystkie wymagania środowiskowe muszą być realne, uwzględniać lokalne warunki i iść w parze z dostępem do skutecznych narzędzi. Nie możemy jednocześnie podnosić ambicji środowiskowych i ograniczać rolnikom dostępu do technologii czy środków, które pozwalają te cele osiągać. To byłoby po prostu nieuczciwe – ostrzegła.

Według niej nowa Wspólna Polityka Rolna powinna przede wszystkim stawiać rolnika w centrum – „nie jako obiekt regulacji, ale jako partnera”.

– Powinna zapewniać przewidywalność, bo bez niej nie ma inwestycji, planowania i rozwoju. Potrzebne są także zachęty dla mniejszych, rodzinnych gospodarstw – między innymi do współpracy, spółdzielczości i organizowania się. najważniejsze będą również innowacje, ponieważ rolnicy potrzebują dziś nowoczesnych narzędzi do pracy – wymieniła.

Zdaniem Katarzyny Maciąg z punktu widzenia zarówno celów klimatycznych, jak i dostępu do wysokiej jakości żywności najważniejsze jest także wsparcie dla krótkich łańcuchów dostaw. – Bezpieczeństwo żywnościowe buduje się właśnie poprzez bezpośrednią relację między lokalnym rolnikiem a lokalną społecznością – stwierdziła.

– Ekologia i ekonomia przestaną się wykluczać dopiero wtedy, gdy skrócimy drogę „od pola do stołu”. o ile rolnik otrzymuje godną zapłatę bezpośrednio od konsumentów, ma kontakt z osobami kupującymi jego produkty i dostaje od nich bezpośrednią informację zwrotną, wtedy choćby niewielkie rodzinne gospodarstwo może stać się opłacalne – podkreśliła.

Dodała, iż rolnictwo ekologiczne czy regeneratywne nie powinno być wyłącznie biznesem. – Dla wielu osób staje się również formą działania na rzecz klimatu i społeczeństwa – zauważyła.

Obie panelistki odniosły się także do sporu wokół pestycydów i coraz bardziej rygorystycznych zasad dotyczących dozwolonego poziomu ich pozostałości w żywności. Rolnicy zwracają uwagę na brak alternatyw dla środków wycofanych, dla istniejących biologiczne środki ochrony roślin to jeszcze przez cały czas uzupełnienie a nie alternatywa.

– o ile chodzi o poziomy pozostałości, do tej pory oceny opierały się przede wszystkim na analizie ryzyka. w tej chwili Komisja Europejska proponuje podejście oparte na tak zwanym „technicznym zerze”, czyli na samym zagrożeniu – zwróciła uwagę Małgorzata Bojańczyk, dodając, iż jest to nie tylko debata o zdrowiu publicznym, ale również o ekonomii, konkurencyjności i handlu międzynarodowym.

– Europa posiada jedne z najwyższych standardów bezpieczeństwa żywności na świecie. Z drugiej strony należy wsłuchiwać się w głosy różnych środowisk i szukać kompromisu – oceniła.

Zdaniem Katarzyny Maciąg debatę o środkach ochrony roślin nie należy sprowadzać do wojny ideologicznej między ekologami a rolnikami.

– Fakty naukowe są raczej jednoznaczne: pestycydy mają negatywny wpływ na ekosystemy i zdrowie ludzi. Nie oznacza to jednak, iż rolnicy stosują je z własnej woli czy złośliwie. Rolnicy stali się w pewnym sensie zakładnikami systemu, który wymaga od nich idealnych warzyw i owoców – takich, które spełniają standardy sieci handlowych i rynku hurtowego – zaznaczyła.

– Sam zakaz nie jest więc rozwiązaniem, ponieważ uderzyłby przede wszystkim w produkcję żywności – oceniła.

Według niej są nim natomiast instrumenty wsparcia, takie jak doradztwo ekologiczne, ubezpieczenia od ryzyka w okresie przechodzenia na produkcję ekologiczną oraz budowanie alternatywnych kanałów sprzedaży.

Społeczna legitymizacja i brak następców

Wyzwania, przed jakimi stoi dzisiaj europejskie rolnictwo, mają charakter nie tylko polityczny czy gospodarczy, ale również społeczny, zgodzili się paneliści. – Wyzwania społeczne zaskakująco rzadko pojawiają się w debacie publicznej na temat rolnictwa – wskazała Monika Stanny, wskazując na problem stopniowej utraty społecznej legitymizacji rolnictwa.

– W literaturze naukowej funkcjonuje pojęcie social licence to operate, czyli społecznej licencji na działanie. Przez dziesięciolecia rolnictwo nie musiało takiej licencji zdobywać. Było oczywiste, iż produkuje żywność, utrzymuje wieś i pełni fundamentalną funkcję społeczną. Dziś sytuacja się zmienia – zwróciła uwagę.

Wskazała, iż co drugie gospodarstwo domowe na obszarach wiejskich w Polsce posiada ziemię rolną , ale jedynie około 22 proc. takich gospodarstw uzyskuje jakikolwiek dochód z rolnictwa.

– o ile zaś spojrzymy na gospodarstwa, które czerpią z rolnictwa ponad połowę swoich dochodów, okaże się, iż stanowią one niespełna siedem procent wszystkich gospodarstw domowych na wsi. To zasadniczo zmienia postrzeganie rolnictwa – zauważyła.

Jak wyjaśniła, społeczeństwo nie kwestionuje potrzeby istnienia rolnictwa, ale coraz częściej podważa sposób funkcjonowania sektora oraz skalę publicznego wsparcia, jakie otrzymuje.

Według niej przejawia się to między innymi w podważaniu zasadności dopłat bezpośrednich, krytyce wpływu rolnictwa na środowisko i klimat, sporach wokół stosowania środków ochrony roślin, protestach przeciwko dużym fermom czy rosnących oczekiwaniach dotyczących dobrostanu zwierząt, jakości żywności i ochrony krajobrazu.

– Innymi słowy, obywatele oczekują dziś od rolnictwa nie tylko produkcji żywności, ale również dostarczania dóbr publicznych. o ile społeczeństwo nie będzie dostrzegało korzyści wynikających z finansowania rolnictwa, coraz trudniej będzie politycznie uzasadniać wysokie wydatki na ten sektor – zaznaczyła panelistka.

Nie mniej poważnym problemem z perspektywy przyszłości rolnictwa jest zdaniem panelistów demografia – a konkretnie sukcesja w gospodarstwach rolnych.

– Dyskusja o przyszłości rolnictwa zbyt często koncentruje się na hektarach, a zbyt rzadko na ludziach – oceniła Monika Stanny.

Według niej najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: ile gospodarstw będziemy mieć za dziesięć lat. – Znacznie ważniejsze jest pytanie, kto będzie nimi zarządzał – wskazała ekspertka.

Zauważyła ona, iż niska dzietność stała się trwałą cechą polskiego społeczeństwa. – Zarówno na wsi, jak i w miastach wynosi w tej chwili około jednego dziecka na kobietę – zwróciła uwagę.

W jej opinii przyszłość rolnictwa „nie rozstrzygnie się na rynku ziemi, ale na rynku następców”.

– Dlatego przyszła Wspólna Polityka Rolna nie może być wyłącznie polityką wspierania produkcji rolnej. Musi stać się polityką budowania odporności sektora rolnego i obszarów wiejskich – odporności na zmiany klimatyczne, geopolityczne oraz demograficzne – zaznaczyła Stanny.

Katarzyna Maciąg powołała się w tym aspekcie na działalność współprowadzonej przez nią kooperatywy spożywczej. – Współpracujemy głównie z małymi gospodarstwami, często prowadzonymi przez jedną lub dwie osoby. Większość naszych dostawców ma ponad 55 lat, choć współpracujemy także z młodszymi rolnikami – powiedziała.

Jak podkreśliła, z rozmów prowadzonych przez nią i jej współpracowników wynika, „że młodzi ludzie nie wejdą do rolnictwa, jeżeli jedyną perspektywą będzie dla nich wieloletnie zadłużenie związane z zakupem maszyn czy środków ochrony roślin”.

Jerzy Plewa zwrócił uwagę, iż problemy związane z utrzymaniem młodych ludzi w rolnictwie nie są specyficzne dla Polski.

– Występują w całej Unii Europejskiej, a także poza nią. Co więcej, Polska w tej chwili na tle wielu państw członkowskich wypada pod tym względem relatywnie dobrze. Statystycznie mamy więcej młodych rolników niż wiele innych krajów, choć oczywiście przez cały czas nie jest to poziom satysfakcjonujący – zauważył,

Dodał, iż w propozycjach Komisji Europejskiej dotyczących nowej perspektywy finansowej przewidziano dalsze zachęty dla młodych rolników. Utrzymane zostanie wsparcie inwestycyjne, a środki przeznaczone dla młodych gospodarzy nie będą objęte ograniczeniami wynikającymi z mechanizmu limitowania dopłat (capping).

– Widać więc wyraźnie, iż ten problem został dostrzeżony – zaznaczył Plewa.

Kobiety na traktory, czyli wsparcie dla rolniczek

Monika Stanny wskazała jednak, iż demografia to nie tylko wiek, ale także płeć. – W debacie o sukcesji wciąż bardzo często zakładamy, iż gospodarstwo przejmie syn. Tymczasem badania IRWiR PAN przeprowadzone wspólnie z Fundacją AgroWoman pokazują rosnącą rolę kobiet na obszarach wiejskich – zwróciła uwagę.

Wskazała na dane KRUS, z których wynika, iż kobiety stanowią około 46 proc. ubezpieczonych i 32 proc. beneficjentów dopłat bezpośrednich.

– Kobiety coraz częściej współzarządzają gospodarstwami, prowadzą działalność gospodarczą, angażują się społecznie i budują lokalne sieci współpracy. To właśnie one bardzo często stają się pomostem między rolnictwem a społeczeństwem – wskazała panelistka.

Jak powiedziała, najwyższy udział młodych rolniczek obserwujemy w regionach o silnym rolnictwie towarowym – w Wielkopolsce, na Kujawach, Podlasiu czy Pomorzu. Najtrudniejsza sytuacja występuje natomiast w południowej części kraju.

– W niektórych regionach Małopolski czy Podkarpacia udział młodych rolniczek poniżej 34. roku życia wynosi zaledwie 5 proc. Oznacza to, iż na 100 kobiet pracujących w rolnictwie tylko pięć należy do najmłodszej grupy wiekowej. To pokazuje skalę wyzwań związanych z sukcesją i przyszłością rozdrobnionego rolnictwa – zaznaczyła Stanny.

Małgorzata Bojańczyk powołała się w tym aspekcie na swoje doświadczenie jako wiceprezeski fundacji AgroWoman. – Widzę ogromne znaczenie lokalnej solidarności i współpracy – wskazała.

– W Fundacji prowadzimy program mentoringowy dla kobiet związanych z rolnictwem. To nie tylko okazja do zdobywania kompetencji liderskich, ale także przestrzeń do wymiany doświadczeń i wzajemnego wsparcia – powiedziała.

Wyraziła nadzieję, iż przyszła Wspólna Polityka Rolna będzie uwzględniała również ten wymiar – nie tylko inwestycje i technologie, ale także kwestie związane z płcią, przywództwem i rozwojem kompetencji.

Silne i odporne na kryzysy rolnictwo – jak to osiągnąć?

W jaki sposób Unia Europejska może i powinna zatem zadbać o swój sektor rolniczy oraz bezpieczeństwo żywnościowe w dzisiejszym niestabilnym świecie?

– Funkcjonujemy w świecie, w którym stabilna globalizacja przestała istnieć – zauważył Jerzy Plewa, dodając, iż pierwszym sygnałem ostrzegawczym była pandemia COVID–19, która ujawniła kruchość globalnych łańcuchów dostaw. Następnie przyszła rosyjska agresja na Ukrainę, która jeszcze bardziej zwiększyła niepewność na rynkach.

– Rolnictwo jest szczególnie narażone na takie zjawiska. Jest zależne od czynników trudnych do przewidzenia, takich jak pogoda. Dziś dochodzą do tego wojny, napięcia handlowe i zakłócenia dostaw – podkreślił.

Częścią rozwiązania problemu są według niego umowy handlowe, bo mimo wszelkich kontrowersji, z jakimi się one wiążą, ich rolą jest właśnie zwiększanie przewidywalności w coraz bardziej niestabilnym świecie.

Jako przykład podał umowę z blokiem Mercosur. – Towarzyszyły jej ogromne emocje i liczne protesty. Tymczasem coraz więcej analiz pokazuje, iż nie doprowadzi ona do zniszczenia europejskiego, a tym bardziej polskiego rolnictwa – wskazał.

Drugim wielkim wyzwaniem geopolitycznym, które jednak może zarazem okazać się szansą, jest przyszła integracja Ukrainy z Unią Europejską, podkreślił.

– Moim zdaniem strategiczny cel, jakim jest członkostwo Ukrainy w UE, nie powinien być kwestionowany. Mimo to w Polsce obecne są się narracje antyukraińskie i obawy związane z konkurencją ze strony rolnictwa Ukrainy. Jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego przyjęcie kraju dysponującego ogromnym potencjałem rolnym może być dobre dla całej Unii – ocenił.

Dlaczego? Ponieważ „import surowców wysokobiałkowych z Ukrainy mógłby częściowo zastąpić importowane w olbrzymich ilościach surowce z Mercosur, poprawiając w ten sposób konkurencyjność polskiego sektora produkcji zwierzęcej, zwłaszcza drobiu”, wskazał.

„Ponadto, przy dobrej współpracy, niewykorzystane dotychczas w pełni moce przerobowe naszych zakładów przetwórczych mogłyby być lepiej wykorzystane, umożliwiając przetwarzanie importowanych surowców z Ukrainy. Dodatkowe korzyści dla obu stron to nowe miejsca pracy i opłacalny eksport towarów o wysokiej wartości dodanej”, uważa Plewa.

Dodał, iż polski eksport rolno–spożywczy osiąga wartość około 55 miliardów euro rocznie, podczas gdy cały eksport rolno–spożywczy Ukrainy kilka przekracza 20 miliardów euro rocznie. – Polska jest więc znacznie silniejszym graczem na rynku rolno-spożywczym, niż często się uważa – wskazał.

– W świecie, w którym coraz mniej jest stabilnych reguł międzynarodowych, umowy handlowe stają się ważnym narzędziem zapewniania przewidywalności. jeżeli integracja Ukrainy będzie przeprowadzana stopniowo i odpowiedzialnie, może okazać się korzystna zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla Polski i Ukrainy– podsumował.

Katarzyna Maciąg stwierdziła z kolei, iż zwłaszcza po doświadczeniach pandemii, to małe gospodarstwa, które dominują w polskim i europejskim rolnictwie, mogą odgrywać istotną rolę w zapewnianiu lokalnego bezpieczeństwa żywnościowego.

Panelistka wskazała na przykład gospodarstwa położonego około 90 kilometrów od Warszawy, z którym współpracuje kooperatywa Dobrze.

– Ma ono zaledwie pięć hektarów, ale funkcjonuje w modelu market gardening, czyli produkuje dużą różnorodność produktów na niewielkiej powierzchni i zaopatruje warszawskie kooperatywy spożywcze – powiedziała.

Jak zaznaczyła, takie gospodarstwa są również mniej podatne na część szoków geopolitycznych – między innymi ze względu na mniejsze uzależnienie od środków ochrony roślin czy globalnych łańcuchów dostaw.

Cła nie wystarczą. Azoty domagają się zamrożenia Zielonego Ładu

Zgodziła się jednak z potrzebą wzmocnienia współpracy pomiędzy samymi gospodarstwami, która według niej pomoże w skróceniu łańcuchów dostaw między rolnikiem a konsumentem.

– We Francji systemy współpracy producentów są znacznie bardziej rozwinięte. Rolnicy specjalizują się w różnych produktach – warzywach, nabiale, mięsie czy owocach – a następnie wspólnie dostarczają żywność odbiorcom. Dzięki temu konsumenci mogą wygodnie kupować wysokiej jakości produkty bez konieczności odwiedzania wielu różnych gospodarstw – wyjaśniła.

Małgorzata Bojańczyk wskazała natomiast na rolę innowacji, w tym sztucznej inteligencji i rolnictwa precyzyjnego, Wskazała przy tym na opublikowany w 2024 r. raport Maria Draghiego o konkurencyjności Europy, z którego wynika, iż bez przyspieszenia innowacji Unia Europejska będzie tracić pozycję względem Stanów Zjednoczonych czy Chin.

– Dlatego przyszła Wspólna Polityka Rolna powinna wspierać inwestycje w nowe technologie. Nie tylko duże projekty infrastrukturalne, ale także konkretne narzędzia cyfrowe, z których rolnicy korzystają na co dzień – oceniła panelistka.

Zdaniem Moniki Stanny przyszła Wspólna Polityka Rolna powinna w większym stopniu koncentrować się nie na gospodarstwie jako jednostce produkcyjnej, ale na ludziach, którzy za nim stoją: na ich wieku, kompetencjach, możliwościach sukcesji i zdolności wdrażania innowacji.

– W przeciwnym razie demografia i tak zrobi swoje – ostrzegła panelistka.

Według niej potrzeba większej wielofunkcyjności wsi i większej dywersyfikacji źródeł dochodów gospodarstw.

Ekspertka powołała się na badania na północnym Mazowszu, z których wynikło, iż bardzo trudno znaleźć gospodarstwa, w których ponad połowa dochodów przez cały czas pochodzi z rolnictwa.

– Jeszcze kilka lat temu rolnicy deklarowali, iż utrzymują się głównie z działalności rolnej. Dziś coraz częściej zarówno kobiety, jak i mężczyźni pracują poza rolnictwem, łącząc tę aktywność z prowadzeniem gospodarstwa – wyjaśniła.

– Dlatego uznanie kurczenia się zasobów ludności za nową rzeczywistość jest równie ważne, jak uznanie dezagraryzacji za proces konieczny. Naszym zadaniem nie jest zatrzymywanie tych zmian, ale takie ich kształtowanie, aby zachować rolnictwo tam, gdzie ma ono największą wartość, i wspierać jego transformację w sposób odpowiedzialny – zaapelowała.

Aleksandra Krzysztoszek FocusEurope.pl

Idź do oryginalnego materiału