Kiedy słyszymy „Kałasznikow”, raczej nie myślimy o monitoringu rzepaku czy liczeniu kłosów pszenicy. A jednak rosyjski koncern rozpoczął dostawy nowego drona SKAT 220, który ma służyć między innymi rolnictwu. Podkreślmy — między innymi, bo to słowo ma różne znaczenie.
Maszyna waży około 12 kg, ma 2,2 m rozpiętości skrzydeł i potrafi latać ponad 2,5 godziny. Do tego rozpędza się do 160 km/h, co jest niezwykle istotne przy monitoringu pszenicy albo ucieczce z pól.
Kałach ze spadochronem?
Najbardziej uroczy jest jednak fakt, iż dron wyposażono w spadochron. Tak, Kałasznikow stworzył urządzenie, które nie tylko lata, ale też potrafi elegancko spaść. Postęp techniczny nie zna granic.
Producent twierdzi, iż SKAT 220 nadaje się do monitoringu pól, infrastruktury energetycznej, sieci transportowych i ochrony środowiska. Czyli sprzęt do wszystkiego. A jak wiadomo — jeżeli coś jest do wszystkiego, to zwykle oznacza, iż rolnik będzie się zastanawiał, czy to jeszcze dron rolniczy, czy już patrol (za)graniczny.
Jedno trzeba jednak przyznać. Jeszcze chwilę temu elektryczny ciągnik na kablu wydawał się szczytem radzieckiej fantazji technicznej. Dziś mamy elektrycznego drona ze spadochronem od firmy kojarzonej raczej z innym rodzajem „sprzętu polowego”.
Czekamy tylko na autonomiczny kombajn z systemem katapultowania hedera po zapchaniu. Bo dlaczego nie?

1 godzina temu

![Bydła brakuje, ceny mogą ruszyć w górę. Ile dziś płacą za byki, krowy i jałówki? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/06/02/h_588340_1280.webp)












