Ropa Brent przebiła dziś rano barierę 100 dolarów za baryłkę po tym, jak amerykańskie siły zniszczyły pięć irańskich tankowców, a Teheran odpowiedział atakami rakietowymi na bazę w Jordanii i uderzeniami na dziesięć statków w rejonie Cieśniny Ormuz. To już nie jest premia za ryzyko geopolityczne w klasycznym rozumieniu – to rynek wyceniający fizyczny brak surowca. Dla polskich kierowców przekłada się to na diesla zbliżającego się do 9 złotych za litr, a dla inwestorów na jedno z najtrudniejszych pytań roku: czy 100 dolarów to szczyt paniki, czy dopiero kolejna fala wzrostów?
Co dokładnie stało się w ostatnich dniach
Amerykańskie Dowództwo Centralne poinformowało, iż Gwardia Rewolucyjna dwukrotnie w ciągu dwóch dni próbowała trafić amerykański okręt wojenny, który uniknął ataków. W odpowiedzi USA zniszczyły cztery tankowce w Zatoce Omańskiej – M/T Kaviz, M/T Charminar, M/T Horizon 1 i M/T Riesco – oraz M/T Derya w okolicy wyspy Charg. CENTCOM podkreślił, iż załogom nakazano opuszczenie jednostek przed uderzeniem i iż nie zginął żaden Amerykanin.
Iran przyznał, iż celem było pięć tankowców, i odpowiedział ostrzałem bazy Al-Azraq w Jordanii. Jordańskie siły zbrojne podały, iż przechwyciły 18 z 20 rakiet balistycznych, a dwie spadły na terenach niezamieszkanych – bez ofiar. Gwardia Rewolucyjna twierdzi, iż zaatakowała dwa amerykańskie okręty i osiem tankowców, a także ostrzegła przed atakami na jednostki u granic Bahrajnu i Kuwejtu, nakazując natychmiastową ewakuację załóg. Ogłoszono też rozszerzenie strefy zakazanej od Czabaharu w głąb Zatoki Omańskiej i Morza Arabskiego. Brytyjska UKMTO odnotowała atak na statek towarowy 52 km od irackiego al-Faw.
To był drugi taki epizod w ciągu tygodnia – 5 września USA zaatakowały trzy irańskie tankowce, z których jeden zatonął. Sekretarz stanu Marco Rubio ujął amerykańskie stanowisko bez dyplomatycznych osłonek: za każdą próbę trafienia amerykańskich okrętów Iran będzie tracił tankowce. Teheran nazwał uderzenia zbrodnią wojenną i naruszeniem Karty Narodów Zjednoczonych.
Konflikt trwa już pół roku, a normalnie przez tę cieśninę przepływa około jednej piątej światowej ropy.
Ropa powyżej 100 USD za baryłkę
Cena ropy Brent przekroczyła dziś 100 USD za baryłkę. W ujęciu miesięcznym to wzrost o ponad 14 procent, a rocznym o blisko 50 procent. WTI notowany jest około 96 USD.
Motorem wzrostów nie jest surowiec, ale produkty rafineryjne, przede wszystkim diesel. Marże przetwórcze na średnich destylatach są w tej chwili wyższe niż cena samej ropy – sytuacja skrajnie nietypowa. Średnia cena diesla w USA sięgnęła 5,85 USD za galon, przebijając rekord z 2022 roku, przy sezonowo rekordowo niskich zapasach krajowych i historycznie najniższych na Wschodnim Wybrzeżu, mimo pracy rafinerii na maksimum możliwości. Nakłada się na to utrzymywany przez Rosję zakaz eksportu.
Obecny kryzys jest bardziej kryzysem przetwórstwa i logistyki niż wydobycia. Rynek nie ma problemu z ropą jako taką, ma problem z dostarczeniem paliwa tam, gdzie jest potrzebne.
OPEC+ bez amunicji
W normalnych warunkach odpowiedzią na ceny trzycyfrowe byłoby zwiększenie podaży przez kartel. Tym razem ten mechanizm nie działa, i to jest sedno problemu.
OPEC+ zatwierdził na początku sierpnia podwyżkę wydobycia o około 188 tysięcy baryłek dziennie od września, domykając tym stopniowe wycofywanie dobrowolnych cięć o 1,65 mln baryłek dziennie ustalonych w 2023 roku. W październiku grupa najprawdopodobniej utrzyma kwoty bez zmian na poziomie 31,01 mln baryłek dziennie, ponieważ wojna blokuje możliwość realnego zwiększenia dostaw przez producentów z Bliskiego Wschodu. Dalsze rozwijanie pozostałych cięć zostało odłożone co najmniej do 2027 roku.
Innymi słowy: kartel ma wolne moce na papierze, ale nie ma jak wyeksportować ropy przez zablokowaną cieśninę. Saudi Aramco utrzymało przy tym październikową cenę Arab Light dla Azji na poziomie 2 USD dyskonta wobec Omanu i Dubaju – najniżej od czerwca 2020 roku, wbrew oczekiwaniom podwyżki.
Prognoza EIA i skala niepewności
Amerykańska agencja EIA w krótkoterminowym przeglądzie rynku energii prognozuje średnią cenę Brent na około 85 USD za baryłkę w trzecim kwartale 2026 roku i 87 USD średnio w całym 2026 roku, a następnie stopniowy spadek do 69 USD w 2027 roku. Agencja założyła, iż większość produkcji w regionie wróci do poziomów sprzed konfliktu na początku 2027 roku, ale utrzymujące się zakłócenia rzędu 0,6 mln baryłek dziennie będą trwać do końca przyszłego roku.
Bieżące ceny są więc znacząco powyżej tej ścieżki, co oznacza jedną z dwóch rzeczy: albo rynek wycenia scenariusz gorszy niż bazowy EIA, albo mamy do czynienia z przestrzeleniem. Prognoza pochodzi z 11 sierpnia, sprzed najnowszej eskalacji, i już wtedy agencja podniosła przewidywaną hurtową cenę diesla o 8,5 procent. Amerykańskie komercyjne zapasy ropy mają pozostać poniżej pięcioletniego minimum do końca 2026 roku, a prognozę zrewidowano w dół o 8,6 procent, do 396 mln baryłek.
Warto też zauważyć szerszy efekt energetyczny w Europie. Ceny gazu TTF przekroczyły 72 euro za MWh, najwyżej od grudnia 2022 roku, wskutek wstrzymanego eksportu katarskiego LNG i rosnącej konkurencji z Azją. Bangladesz zapłacił za jeden ładunek LNG 28,03 USD za MMBtu – najwięcej od 2022 roku. Tajwan przeznaczył 13,3 mld USD na subsydia energetyczne i zakupy na rynku spot.
Na co patrzeć w najbliższych dniach
Trzy zmienne rozstrzygną, czy 100 dolarów okaże się szczytem.
Pierwsza to trwałość blokady Ormuz. Dopóki tranzyt pozostaje ograniczony, żadna decyzja OPEC+ nie przełoży się na realną podaż, a rynek pozostanie w strukturalnym deficycie. Iran zapowiedział, iż znalazł sposoby obchodzenia amerykańskiej blokady, co należy traktować jako deklarację, nie fakt.
Druga to zapasy średnich destylatów przed sezonem grzewczym na półkuli północnej. Rekordowo niskie stany przy maksymalnym wykorzystaniu rafinerii oznaczają brak buforu na zimę – to największe ryzyko wzrostowe dla cen w perspektywie kilku miesięcy.
Trzecia to popyt. Analitycy OilPrice wskazują, iż w krótkim terminie jedynym realnym czynnikiem obniżającym ceny pozostaje zniszczenie popytu, czyli sytuacja, w której konsumenci i przemysł ograniczają zużycie z powodu ceny. To mechanizm skuteczny, ale kosztowny dla wzrostu gospodarczego.
W tle działa jeszcze polityka pieniężna. Silne dane z amerykańskiego rynku pracy za sierpień – 162 tysiące nowych miejsc pracy przy bezrobociu 4,1 procent – podniosły prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki stóp Fed do około 60 procent, co przy trzycyfrowej ropie tworzy dla banków centralnych klasyczny dylemat między inflacją a wzrostem.

13 godzin temu







