Ropa wciąż w trendzie wzrostowym

2 godzin temu

Notowania ropy Brent osiągnęły 23 października najwyższy poziom od początku maja i przez cały czas się wahają w okolicach rekordu. To efekt ataków Houti na Arabię Saudyjską oraz niemal losowe ataki na tankowce w Cieśninie Ormuz, co wywołało obawy o kolejne zakłócenia w dostawach energii z Bliskiego Wschodu. Analitycy przyznają, iż mimo wahań ropa jest przez cały czas w trendzie wzrostowym.

23 października po południu kontrakty terminowe na ropę Brent zyskały 1,71 dolara, czyli 1,5%, osiągając cenę 114,99 dolara za baryłkę. Był to niewielki spadek, bo rano tego było to już 115,16 dolara – najwyższy poziom od 4 maja. Oznacza to trzeci tydzień marszu do góry cen baryłki Brent, zaś w skali tygodnia wzrost o 4,4%. Z kolei cena amerykańskiej ropy West Texas Intermediate WTI wzrosła o 1,80 dolara, czyli o 1,8%, do poziomu 101,27 dolara, co oznacza niewielki tygodniowy spadek o 0,4%.

Takie „rollercoastery” cenowe, jak piszą analitycy z Wall Street, spowodowane były ogłoszeniem 22 października, iż koncern Saudi Aramco zarządził ewakuację swojej siedziby głównej w Dhahranie nad Zatoką Perską w pobliżu Bahrajnu. Siedziba koncernu została zaatakowana dwukrotnie dronami i pociskami balistycznymi Houti bez wątpienia pochodzącymi z dostaw z Iranu. Także Ministerstwo Zmian Klimatu i Środowiska Zjednoczonych Emiratów Arabskich poinformowało w piątek o wykryciu wycieku ropy z tankowca u wybrzeży emiratu Umm al-Kuwajn. Portale transportu morskiego twierdzą, iż chodzi o tankowiec „Gem No. 2”, który został trafiony 9 października pociskiem rakietowym „nieznanego pochodzenia” w odległości 13 mil morskich na zachód od Al-Dżaziry w ZEA.

„Rynek pozostaje zaniepokojony możliwą eskalacją, która w najgorszym scenariuszu mogłaby doprowadzić do kolejnych zakłóceń w dostawach” – stwierdził w nocie analityk UBS, Giovanni Staunovo. Jak dodał, niestabilne przepływy ropy oraz wysokie stawki frachtowe sprawiają, iż na rynku odczuwalny jest niedobór surowca. Zarówno Staunovo, jak i analitycy z Wall Street przyznają, iż „mimo chwilowych spadków” ceny ropy są przez cały czas w trendzie wzrostowym.

Walki między koalicją wspomaganą przez Arabię Saudyjską a szyickim ruchem Houti stanowiącym wręcz proxy Iranu w Jemenie nasiliły się w zeszłym miesiącu, kiedy żołnierze Houti przeszli do natarcia w kierunku cieśniny Bab al-Mandab, kluczowego punktu żeglugowego u wejścia na Morze Czerwone. Z kolei, jak poinformowała Reuters libijska National Oil Corporation, w kraju tym z powodu sabotażu zamknięto zawór na rurociągu naftowym prowadzącym ze złóż Hamada i Tahara do portu Zawija, co doprowadziło do ograniczenia wydobycia w obu tych punktach.

Biały Dom chciał ograniczyć wzrost cen poprzez uwalnianie rezerw strategicznych oraz nakłanianie innych państw do podjęcia podobnych kroków. Rządy państw Grupy G7 zostały nakłonione do uwolnienia 100 mln baryłek ropy i jej destylatów z rezerw strategicznych. 23 października USA ogłosiły udostępnienie do 17 mln baryłek ropy ze swoich rezerw strategicznych Strategic Petroleum Reserve.

Jednak to nie pomogło, podobnie jak nie pomogło dotarcie do USA pierwszego transportu rosyjskiego oleju napędowego, co było efektem porozumienia eksportowego zawartego między Władimirem Putinem a prezydentem Donaldem Trumpem. Trump ogłosił to porozumienie w bieżącym miesiącu dążąc do obniżenia gwałtownie wzrastających cen oleju napędowego przed wyborami uzupełniającymi w USA, które odbędą się 3 listopada. Tymczasem analitycy przypomnieli, iż jest to ilość wystarczająca Amerykanom na niecałe 48 godzin zaopatrzenia.

W efekcie inwestorzy zaczęli zwiększać zakłady na wzrosty cen. Uprzednio osiągały już one rekordowy poziom – niemal 5 miesięcy temu, kiedy to paraliż w globalnym przepływie ropy i paliw wymusił zawarcie krótko trwającego porozumienia o otwarciu Cieśniny Ormuz dla żeglugi.

Teoretycznie w tej chwili nie istnieje aż tak wielkie zagrożenie – wolumeny ładunków przepływających przez tę kluczową drogę wodną zbliżają się do poziomów sprzed wojny przekraczając 100 mln baryłek ropy tygodniowo. Jednak są to transporty STS, czyli ship-to-ship, co oznacza ogromne ceny frachtu i ubezpieczenia, a to nie przyczynia się do ogólnego spadku cen ropy.

Dodatkowo 23 października kongresmani i senatorowie obu partii – Demokratycznej i Republikańskiej – przedstawili projekt ustawy mający zablokować porozumienie Trumpa z Moskwą, które zakłada zezwolenie Rosji na eksport kilkuset milionów baryłek oleju napędowego. Kongres jest bowiem przeciwny wszelkim działaniom, które pozwoliłyby Putinowi zasilić budżet wojenny.

Rosną także ceny kontraktów terminowych na olej napędowy i benzynę. W Nowym Jorku cena oleju napędowego na zamknięciu wyniosła 4,90 dolara za galon. Kontrakty na oba te surowce osiągają w tej chwili najwyższe poziomy w historii dla tej pory roku.

Rosyjski olej napędowy nie pojawi się raczej w większych ilościach na światowym rynku, a to znowu zmusza rafinerie w innych regionach do zwiększenia przerobu ropy, aby zaspokoić popyt. Moskwa co prawda robi dobrą minę do złej gry mówiąc o eksporcie 3,5 mln baryłek samego oleju napędowego, ale w te rządowe zapewnienia nie wierzą choćby rosyjscy eksperci, skoro w tamtejszych mediach pojawiły się informacje o „katastrofalnych brakach” zimowego oleju napędowego, co nie jest związane z wysyłaniem go na eksport, ale ze stanem rafinerii po ukraińskich atakach.

Tymczasem oświadczenia Białego Domu podgrzewają atmosferę. W wywiadzie dla stacji Newsmax Trump nie wykluczył użycia wobec Iranu „superbomby” GBU-43/B Massive Ordnance Air Blast (MOAB) o wadze 3 ton metrycznych, która daje efekt eksplozji 11 ton TNT. Z Pentagonu trafiły do mediów przecieki, według których USA opracowały plany uderzeń, które mogłyby zakładać użycie takiej bomby. Jednak eksperci wywodzący się z Air Force są sceptyczni – ich zdaniem celów dla GBU-43 jest w Iranie bardzo niewiele.

„Konflikt prawdopodobnie ulegnie eskalacji. Obecny stan impasu jest dla USA nie do utrzymania na dłuższą metę” – napisali w swojej analizie eksperci z Eurasia Group podnosząc prawdopodobieństwo takiego scenariusza z 35% do 65%.

W obecnym roku ceny ropy naftowej wzrosły o 75%, zaś ceny produktów ropopochodnych, takich jak olej napędowy, wzrosły jeszcze bardziej – w Europie kontrakty terminowe na ten surowiec podrożały w tym roku ponad dwukrotnie. Jak stwierdzają analitycy, na rynkach fizycznych sytuacja przez cały czas jest napięta i każda niesprawdzona informacja czy choćby pogłoska może spowodować nagły wzrost cen. Inwestorzy są ostrożni obawiając się zajęcia nietrafionych pozycji, bowiem widoczna jest wyraźna różnica między cenami kontraktów terminowych a gwałtownie rosnącymi cenami na rynku fizycznym. W efekcie na początku tego miesiąca liczba otwartych pozycji – open interest – dla globalnego instrumentu odniesienia spadła do najniższego poziomu od marca 2025 roku.

Ciekawa jest także rozbieżność cen pomiędzy ropą Brent a amerykańską WTI – ta druga drożeje w wyraźnie mniejszym stopniu. Przyczyną są niższe koszty transportu amerykańskiej ropy – według danych Baltic Exchange koszt wysyłki typowego ładunku z wybrzeża Zatoki Meksykańskiej do Rotterdamu spadł w ciągu ostatniego tygodnia o około 12%. Także traderzy grają na niższe ceny ropy amerykańskiej mimo trudności z jej destylatami na własnym rynku.

Idź do oryginalnego materiału