Rozmowy pokojowe legły w gruzach. Trump odpala blokadę Ormuz, ropa znów powyżej 100 dolarów

4 godzin temu

Wystarczył jeden weekend, żeby rynki finansowe straciły wszystko, co z takim trudem wypracowały w minionym tygodniu. Fiasko 21-godzinnych negocjacji USA-Iran w Islamabadzie i natychmiastowa zapowiedź blokady morskiej Cieśniny Ormuz przez prezydenta Trumpa wywróciły do góry nogami nastroje inwestorów. Ropa WTI skoczyła o 8 proc. powyżej 104 dolarów za baryłkę, kontrakty na S&P 500 zjechały o ponad procent, a dolar umocnił się na szerokim froncie jako waluta bezpiecznej przystani.

Jeszcze w piątek inwestorzy z optymizmem patrzyli na rozpoczynające się rozmowy w stolicy Pakistanu. Do Islamabadu poleciał wiceprezydent JD Vance w towarzystwie specjalnego wysłannika Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera. Po drugiej stronie stołu zasiadła irańska delegacja na najwyższym szczeblu. Negocjacje – mediowane przez Pakistan – trwały rekordowe 21 godzin. Zakończyły się w niedzielę rano bez jakiegokolwiek porozumienia.

Przepaść między stanowiskami obu stron okazała się nie do pokonania. Vance wskazał jako główną przyczynę fiaska odmowę Teheranu w kwestii złożenia „jednoznacznego zobowiązania” do rezygnacji z rozwoju broni jądrowej. Strona irańska stawiała jednak warunki daleko wykraczające poza atom. Teheran zażądał utrzymania kontroli nad Cieśniną Ormuz, wypłaty reparacji wojennych, uwolnienia zamrożonych aktywów szacowanych na 6 mld dolarów oraz rozszerzenia zawieszenia broni na cały region, łącznie z Libanem. Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad-Bagher Ghalibaf skomentował wynik rozmów lakonicznie – to Waszyngton, jego zdaniem, nie potrafił zbudować zaufania irańskiej delegacji.

Tym samym dwutygodniowy rozejm, ogłoszony zaledwie we wtorek i witany na parkietach najlepszym tygodniem S&P 500 od listopada (indeks zyskał 3,6 proc.), okazał się jedynie epizodem. Nadzieja na szybki koniec trwającej od 28 lutego wojny rozpłynęła się w ciągu jednej doby.

Trump: „Blokujemy Ormuz”. CENTCOM doprecyzowuje

Odpowiedź z Białego Domu nadeszła błyskawicznie. Kilka godzin po opuszczeniu Islamabadu przez Vance’a prezydent Trump opublikował na platformie Truth Social oświadczenie o natychmiastowym uruchomieniu blokady morskiej. Napisał, iż marynarka wojenna USA rozpocznie „blokowanie wszelkich statków próbujących wejść lub opuścić Cieśninę Ormuz” i polecił przechwytywanie na wodach międzynarodowych każdej jednostki, która zapłaciła Iranowi za tranzyt.

W praktyce zakres operacji jest węższy, niż sugerowała prezydencka retoryka. Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) doprecyzowało, iż blokada dotyczy wyłącznie ruchu morskiego w kierunku irańskich portów i z nich wychodzącego. Statki zmierzające do portów innych państw Zatoki Perskiej zachowują swobodę żeglugi. Operacja ruszy w poniedziałek o godzinie 16:00 czasu polskiego.

To rozróżnienie jest kluczowe, bo Cieśnina Ormuz to tętnica globalnego rynku energetycznego. Przed wojną codziennie przepływało przez nią ponad sto jednostek transportujących około jedną piątą światowych dostaw ropy. Dziś – jak wynika z danych S&P Global Market Intelligence – ruch spadł dramatycznie. W piątek cieśninę pokonały zaledwie dwa statki, żaden z nich nie był tankowcem.

Blef negocjacyjny czy nowa faza konfliktu?

Na rynkach trwa gorąca dyskusja o tym, czym tak naprawdę jest ogłoszona blokada. Część analityków traktuje ją jako zagrywkę negocjacyjną, a nie trwałą zmianę strategii, oceniając ruch Trumpa jako próbę „zresetowania warunków targów o dostęp do cieśniny”. Warto zwrócić uwagę także na wątek chiński – blokada irańskich portów może być kalkulacją obliczoną na zmuszenie Pekinu do aktywniejszego zaangażowania w mediację. Odcięcie irańskiej ropy od chińskich rafinerii byłoby dla Chin bolesnym ciosem.

Jest jednak i scenariusz znacznie bardziej niepokojący. Wall Street Journal poinformował w niedzielę, powołując się na źródła w administracji, iż Trump rozważa wznowienie ograniczonych uderzeń lotniczych na cele w Iranie. Z kolei doradca irańskiego Najwyższego Przywódcy Ali Akbar Velayati oznajmił za pośrednictwem państwowej agencji Press TV, iż „klucz do Cieśniny Ormuz” wciąż pozostaje w irańskich rękach.

Rynki w trybie risk-off. Ropa, waluty, giełdy…

Reakcja rynków finansowych na niedzielne wydarzenia była natychmiastowa i bardzo wyraźna. Ropa WTI podskoczyła o blisko 8 proc. do 104,20 dol. za baryłkę, a Brent przebił barierę 102 dolarów, zyskując ponad 7 proc. Hurtowe ceny benzyny wzrosły o 6 proc., a olej opałowy – będący wskaźnikiem cen paliwa lotniczego – zdrożał aż o 10 proc. w pierwszych godzinach handlu.

Na Wall Street kontrakty terminowe na S&P 500 straciły 1,1 proc., Nasdaq 100 zjechał o 1,2 proc., a Dow Jones cofnął się o 517 punktów. W Azji poniedziałkowa sesja otworzyła się pod presją – japoński Nikkei 225 spadł o 0,72 proc., hongkoński Hang Seng stracił 0,71 proc., australijski ASX 200 cofnął się o 0,38 proc.

Na rynku walutowym zapanował klasyczny scenariusz ucieczki do bezpiecznych przystani. Dolar umocnił się do najwyższego poziomu od tygodnia. Euro osłabiło się do 1,1684 wobec dolara, funt stracił 0,5 proc., a dolar australijski – 0,6 proc. Rentowność japońskich obligacji 10-letnich skoczyła o 5,5 punktu bazowego do 2,49 proc. – poziomu najwyższego od niemal trzydziestu lat.

Zegar tyka. Zapasy ropy na wyczerpaniu

Z perspektywy inwestorów najbardziej niepokojące są szacunki JPMorgan Chase dotyczące globalnych zapasów. Analitycy banku ostrzegają, iż ponowne otwarcie cieśniny stało się „najwyższym priorytetem rynków pod presją czasu”. Ostatni tankowiec, który przeszedł przez Ormuz 28 lutego – w dniu wybuchu wojny – dotrze do portu przeznaczenia około 20 kwietnia. To moment, w którym przedwojenne zapasy ropy w globalnym łańcuchu dostaw zostaną całkowicie wyczerpane.

Dla konsumentów perspektywy są równie ponure. Średnia cena benzyny w USA wynosi już 4,12 dol. za galon – o ponad 1,20 dol. więcej niż przed wojną. Analityk serwisu GasBuddy Patrick De Haan prognozuje, iż nowa fala podwyżek na stacjach może nadejść już w poniedziałek. Piątkowy raport CPI za marzec pokazał inflację na poziomie 3,3 proc. rok do roku – najwyżej od prawie dwóch lat – napędzaną rekordowym miesięcznym skokiem cen benzyny o 21 proc.

Do tego wszystkiego dokłada się sezon wyników na Wall Street. Dziś przed otwarciem rynku raport za pierwszy kwartał 2026 opublikuje Goldman Sachs, a w kolejnych dniach dołączą JPMorgan Chase, Citigroup, Wells Fargo, Morgan Stanley i Bank of America. Banki mogą pochwalić się mocnymi przychodami z handlu surowcami i bankowości inwestycyjnej, ale prognozy na dalszą część roku – w cieniu eskalacji na Bliskim Wschodzie – mogą okazać się znacznie ostrożniejsze.

Najbliższe dni pokażą, czy blokada Ormuz to karta przetargowa, która przyspieszy powrót do negocjacji, czy raczej początek nowej, jeszcze ostrzejszej fazy konfliktu. Rynki – po krótkim oddechu z minionego tygodnia – znów muszą wyceniać scenariusz przedłużającej się wojny. A każdy kolejny komunikat z Waszyngtonu lub Teheranu może w ułamku sekundy odwrócić kierunek notowań.

Źródła: Reuters, Bloomberg

Idź do oryginalnego materiału