Rynek ropy naftowej przestał wierzyć Trumpowi. Odbicie inflacji jest pewne

5 godzin temu

Kluczowym wydarzeniem w tym tygodniu nie będą dane z amerykańskiego rynku pracy, które opublikowane zostaną jutro, kiedy większość rynków finansowych będzie zamknięta tuż przed Świętami Wielkanocnymi. Najważniejsze wydarzenie jest już za nami i było nim wystąpienie Donalda Trumpa skierowane do narodu amerykańskiego, w którym miał zapowiedzieć wielkie zwycięstwo nad Iranem i powrót niskich cen paliw. W zasadzie nic takiego nie miało miejsca, a ceny ropy naftowej potencjalnie mogą zamknąć się na najwyższych poziomach od początku konfliktu. Wysokie ceny ropy to potencjalny powrót wysokiej inflacji, co ma ogromny wpływ na niższe notowania kruszców i indeksów giełdowych, ale jednocześnie pozytywnie wpływa na amerykańskiego dolara.

Jak widać, Trump nie był w stanie zakończyć wojny w Iranie przed Świętami Wielkanocnymi. Warto przypomnieć, iż podobne obietnice padały w zeszłym roku, kiedy wojna na Ukrainie miała zakończyć się właśnie przed świętami. Donald Trump rozpoczyna konflikty na różnych polach. W zeszłym roku skupił się na handlu międzynarodowym, w tym roku przeniósł się na pole wojenne. Trudno oczekiwać, żeby przy takich decyzjach miał liczyć kiedykolwiek na otrzymanie Pokojowej Nagrody Nobla, choć być może dla świata byłoby lepiej, gdyby taką nagrodę faktycznie otrzymał. Trump w swoim wystąpieniu nie wskazał na konkretny termin końca wojny, ale zapowiedział intensywne bombardowania Iranu w najbliższych 2-3 tygodniach. Nie mówił też o planie otwarcia Cieśniny Ormuz, która jest kluczowa dla bezpieczeństwa energetycznego całego świata.

Nie wrócimy już do niskich poziomów

W najbliższych dniach w różne rejony świata będą docierać ostatnie dostawy z państw Zatoki Perskiej, które zdążyły wypłynąć z ładunkiem jeszcze przed „nieoficjalnym” zamknięciem cieśniny. jeżeli wojna nie zakończy się do połowy kwietnia, rynek zacznie mieć kłopoty z niedoborem ropy naftowej czy gazu, co może wpłynąć na dalsze wzrosty, choćby do historycznych maksimów w okolicach 150 dolarów za baryłkę. Jednocześnie, jeżeli wojna miałaby się zakończyć dzisiaj, nie wrócimy już do niskich poziomów. W najbardziej optymistycznym scenariuszu rynek będzie względnie zbilansowany, a cena baryłki spadnie do poziomu ok. 80 dolarów. Taki poziom i tak wywoła wyraźny powrót inflacji na świecie.

Odbicie inflacji jest pewne; najważniejsze pytania dotyczą tego, jak mocno i na jak długo ponownie będziemy się z nią męczyć. To oczywiście trudne pytania, przede wszystkim dla banków centralnych. Część z nich nie osiągnęła jeszcze celu inflacyjnego po kryzysie energetycznym z 2022 roku, a teraz musi borykać się z kolejnym. Cała ta sytuacja zaczyna przypominać lata 70., kiedy pod ich koniec Stany Zjednoczone musiały zmierzyć się z jeszcze większym kryzysem inflacyjnym. Choć nadmiernie wysoka inflacja nie jest dobra choćby dla amerykańskiego dolara, w przypadku faktycznego kryzysu waluta ta nie będzie miała w zasadzie na rynku konkurencji. Stany Zjednoczone są w miarę zabezpieczone energetycznie, są odległe od konfliktu, a dodatkowo mają wciąż wysokie stopy procentowe, zachęcające kapitał do „zaparkowania” w bezpiecznych aktywach na chwilę niepewności. jeżeli inflacja odbije, dolar znów może stać się drogi, co oczywiście spotęguje efekt drożejących surowców energetycznych.

Chwilę po godzinie 10:00: za dolara 3,7186 zł, za euro 4,2880 zł, za franka 4,6531 zł, za funta 4,9105 zł.

Źródło: Michał Stajniak, CFA, XTB

Idź do oryginalnego materiału