
– Na krajowym podwórku wczorajsze dane z GUS pokazują, iż dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw wyraźnie hamuje. Średnie wynagrodzenie urosło w lutym o 6,1 proc. rok do roku, mniej niż oczekiwane 6,6 proc., przy około 4-procentowym realnym wzroście dzięki niskiej inflacji. Jednocześnie zatrudnienie w firmach praktycznie stoi w miejscu w ujęciu miesięcznym, a w ujęciu rocznym spada o około 0,8 proc. To potwierdza słabnący popyt na pracę i de facto ogranicza ryzyko spirali płacowo-cenowej. To są dane, które w normalnych warunkach bardzo dobrze budują narrację pod dalsze, delikatne obniżki stóp – mówi Czyżkowski w komunikacie.
Gospodarka rośnie umiarkowanie, rynek pracy się schładza, a inflacja bazowa w pierwszych miesiącach roku zeszła w okolice celu NBP. Na ten moment jednak Rada Polityki Pieniężnej (RPP) sygnalizuje, iż cykl jest bliski końca. To dlatego, iż decydujące stało się ryzyko wtórnego wzrostu inflacji przez ceny energii po irańskim szoku. Być może rozmowy o dalszym luzowaniu warunków pieniężnych w kraju wrócą na stół. Aby tak się stało, konflikt musi się względnie gwałtownie skończyć i nie podnieść trwale ryzyk wzrostu cen w gospodarce – uważa Czyżkowski.
– W efekcie rynek, który jeszcze pod koniec lutego grał pod kolejne cięcia w tym roku, po wybuchu wojny zaczął wyceniać choćby scenariusz podwyżek w horyzoncie 12 miesięcy. Na ten moment jednak szacunki te warto brać z dystansem. Wiele do czasu następnych posiedzeń może się jeszcze zmienić – dodaje analityk.
Kolejne cięcia? Raczej niezbyt szybko
W wypowiedziach członków RPP wybrzmiewa teraz jeden motyw. „Poczekajmy na koniec wojny w Iranie, obserwujmy, czy szok na paliwach przeleje się dalej, i dopiero wtedy wróćmy do dyskusji o ewentualnych cięciach”. Zarówno Dąbrowski, jak i Kotecki otwarcie sugerują, iż marcowa obniżka mogła być ostatnią w tym roku. Część rady, jak Janczyk, uważa obecny poziom stóp za „właściwy na kilka kwartałów”. Inni, jak Masłowska, dopuszczają kolejne ruchy w dół tylko przy wyraźnie trwałym, globalnym uspokojeniu inflacji, a nie przy jednorazowym odczycie.
Sam Dąbrowski wskazuje, iż optymalna realna stopa w Polsce to około 0,5-1 proc. To, przy inflacji w okolicach 2,5 proc., przekładałoby się na nominalny przedział 3,0-3,5 proc. Jednocześnie zastrzega, iż wojna może jedynie wydłużyć dochodzenie do tego poziomu.
– Dla złotego oznacza to, iż w krótkim terminie przewagę ma w tej chwili siła zewnętrzna, drogi dolar, droższa ropa, słabsze złoto i rynek globalny grający pod mniej cięć Fedu. jeżeli konflikt się przeciągnie lub dojdzie do kolejnej eskalacji, testy wyższych poziomów na USD/PLN są w takim układzie naturalne. Każde wybicie technicznych wsparć będzie wzmacniało narrację o trwałej zmianie długoterminowego trendu i przyspieszało wyprzedaż poprzez stoplossy i domykanie pozycji carry. o ile jednak scenariusz bazowy zakładający stopniową deeskalację i opadanie cen ropy się zmaterializuje, a Fed wróci do łagodniejszej retoryki, to złoty ma jeszcze szansę na powrót do dawnej ścieżki umocnienia – komentuje Czyżkowski.
Przeczytaj także:
- Ceny w sklepach jeszcze stabilne, ale paliwa mogą znów podbić inflację
- Gminy rozliczają system kaucyjny. Pierwsze dane o recyklingu już w raportach
- Polska wypłaca obcokrajowcom coraz mniej pieniędzy z programu 800+
- Polacy czują ryzyko podwyżek. Tak globalny konflikt może wpłynąć na ceny

2 godzin temu















