Rzepaku zaczyna brakować! Tłocznie alarmują: przemysł olejarski na skraju kryzysu

1 godzina temu

Polski przemysł olejarski wchodzi w coraz trudniejszy okres. Najnowsze dane Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju (PSPO) pokazują wyraźnie: w 2025 roku przerób rzepaku spadł, jakość nasion pogorszyła się, a branża zaczyna odczuwać chroniczny brak surowca.

Rzepaku zaczyna brakować! Tłocznie alarmują: przemysł olejarski na skraju kryzysu

Choć końcówka roku przyniosła chwilowe odbicie, to cały bilans sezonu jest słabszy niż rekordowy 2024 rok. I – jak podkreślają przedstawiciele PSPO – to dopiero początek problemów.

Przerób niższy mimo dużych mocy produkcyjnych

W 2025 roku tłocznie zrzeszone w PSPO przerobiły łącznie 3,55 mln ton rzepaku, czyli o 95 tys. ton mniej niż rok wcześniej.

Najlepszy był IV kwartał – blisko 958 tys. ton, niemal dorównując historycznym rekordom. Jednak słaby początek sezonu 2025/2026 oraz wyjątkowo trudny II kwartał 2025 roku przesądziły o gorszym wyniku całorocznym.

To szczególnie niepokoi branżę, bo potencjał przetwórczy w Polsce przekracza dziś 4 mln ton rocznie.

– Dane za 2025 rok niestety potwierdzają trudną sytuację w branży olejarskiej. Mamy możliwości przerobu ponad 4 mln ton, a tymczasem przetworzyliśmy mniej niż w poprzednim roku. Wchodzimy jako kraj w chroniczny niedobór surowca – mówi Radosław Stasiuk, wiceprezes PSPO.

Mniej oleju z tony rzepaku. Spadek zaolejenia pogłębia problem

Jeszcze większym ciosem dla przetwórców okazała się jakość surowca.

Produkcja oleju surowego wyniosła w 2025 roku 1,5 mln ton, czyli o około 80 tys. ton mniej niż w 2024 roku.

Przy zestawieniu z ilością przerobionych nasion oznacza to, iż średnie zaolejenie rzepaku spadło choćby o 2 punkty procentowe.

To bardzo wyraźny sygnał pogarszającej się jakości plonów.

Dodatkowo pierwsza część sezonu 2025/2026 przyniosła jeszcze gorsze parametry niż wiosną i latem, co – zdaniem branży – może prowadzić do kolejnych strat, zwłaszcza przy długim przechowywaniu nasion zbieranych w trudnych warunkach pogodowych.

Rolnicy wstrzymują sprzedaż. Import zablokowany

Mimo stosunkowo stabilnych cen rzepaku i korzystnej relacji do ceny pszenicy, przetwórcy obserwują bardzo ograniczone zainteresowanie sprzedażą ze strony rolników.

Jednocześnie rynek walczy z niedoborem surowca szacowanym już dziś na około 0,5 mln ton.

Problem w tym, iż – jak wskazuje PSPO – uzupełnienie braków importem jest w tej chwili formalnie niemożliwe ze względu na obowiązujące blokady.

– Taka sytuacja jest skrajnie niekorzystna dla przetwórców, ale w dłuższej perspektywie również dla polskich rolników. Decyzje polityczne zmuszają branżę do przygotowania się do importu i przerobu alternatywnego surowca, jak szeroko dostępna na świecie soja – podkreśla Mariusz Szeliga, prezes PSPO.

Co to oznacza dla producentów rzepaku?

Choć dziś ograniczona podaż może sprzyjać utrzymaniu cen, branża ostrzega przed długofalowymi skutkami:

• możliwe ograniczanie mocy produkcyjnych tłoczni w Polsce
• rosnące zainteresowanie surowcami alternatywnymi zamiast rzepaku
• osłabienie krajowego rynku zbytu w kolejnych latach

Jeśli niedobór rzepaku utrzyma się na stałe, część zakładów może przestawić się na importowaną soję lub inne rośliny oleiste, co w przyszłości może oznaczać mniejsze zapotrzebowanie na krajowy rzepak.

Ceny tuczników drgnęły, ale to wciąż za mało, by wyjść na zero

Branża ostrzega: bez surowca przemysł nie przetrwa

Komunikat PSPO jasno pokazuje, iż polski przemysł olejarski wchodzi w bardzo trudny okres. Spada przerób, pogarsza się jakość nasion, a rynek zaczyna odczuwać strukturalny brak rzepaku.

Dla rolników to sygnał, iż sytuacja – choć dziś jeszcze stabilna cenowo – może w kolejnych sezonach przynieść poważne zmiany w popycie i strukturze rynku.

Jedno jest pewne: rzepak w Polsce staje się surowcem coraz bardziej deficytowym, a konsekwencje tego odczują zarówno przetwórcy, jak i producenci rolni.

Idź do oryginalnego materiału