Amerykanie wybierają dziś wszystkich członków Izby Reprezentantów i 35 senatorów. Stawką jest kontrola nad Kongresem w drugiej połowie kadencji Donalda Trumpa. Rynki predykcyjne dają przewagę Demokratom, wyraźniejszą w Izbie Reprezentantów niż w Senacie. Z perspektywy inwestorów wynik głosowania może mieć znaczenie przede wszystkim dla podatków, wydatków publicznych i negocjacji dotyczących limitu zadłużenia.
Według prognozy przywołanej 3 listopada przez Axios szanse Demokratów na zdobycie większości w Izbie Reprezentantów wynosiły 95 proc., a w Senacie 80 proc. Z kolei obliczenia Polling Forecast wskazywały odpowiednio na 90 i 83 proc. Do większości w Izbie potrzeba 218 mandatów. W Senacie Demokraci potrzebują 51 miejsc, ponieważ przy remisie 50 do 50 głos rozstrzygający należy do republikańskiego wiceprezydenta. Republikanie mają w tej chwili 53 miejsca w Senacie, jednak w niekorzystnym dla nich scenariuszu mogą stracić trzy mandaty, a kontrola nad całym Kongresem może przejść w ręce Demokratów. Na ostateczny wynik trzeba będzie być może poczekać kilka dni, tyle bowiem może potrwać liczenie głosów.
Podzielona władza może sprzyjać obligacjom, ale niesie też ryzyko
Przejęcie choć jednej izby przez Demokratów utrudniłoby administracji uchwalanie nowych ustaw podatkowych i dużych pakietów wydatków. Słabszy impuls fiskalny mógłby sprzyjać obligacjom, a jednocześnie ciążyć dolarowi. Podzielony Kongres oznacza jednak również ryzyko sporów o finansowanie administracji i limit zadłużenia, którego temat ma powrócić w 2027 r. Przeciągające się negocjacje mogłyby podnieść premię za ryzyko amerykańskich obligacji i ponownie ograniczyć płynność dolarową w związku ze spadkiem salda rachunku TGA. W odróżnieniu od poprzednich przedłużających się negocjacji dotyczących limitu długu w amerykańskim systemie finansowym nie ma już bowiem nadwyżki płynności zgromadzonej w operacjach reverse repo.
Gdyby jednak Republikanie utrzymali kontrolę nad obiema izbami, inwestorzy mogliby ponownie uwzględnić w wycenach większe możliwości zmian podatkowych i zwiększenia wydatków obronnych. Według analityków cytowanych przez Reutersa mogłoby to nasilić obawy o deficyt i podnieść rentowności obligacji, początkowo wspierając dolara. Nie jest to jednak dziś scenariusz bazowy. Bardziej prawdopodobny pozostaje podział kontroli nad Kongresem — z demokratyczną Izbą Reprezentantów i republikańskim Senatem — lub przejęcie obu izb przez Demokratów. choćby w tym drugim przypadku uchwalanie ustaw nie byłoby proste, ponieważ Trump mógłby wetować ustawy przyjęte przez Kongres.
Historia sprzyja wzrostom na Wall Street
W 19 przypadkach w latach 1950–2022 S&P 500 znajdował się 12 miesięcy po wyborach połówkowych wyżej niż w dniu głosowania, a średni wzrost wynosił 15,1 proc. Po trzech miesiącach indeks zyskiwał przeciętnie 7,7 proc., natomiast po sześciu — 14,1 proc. Dane te dotyczą zmian wartości samego indeksu i nie uwzględniają dywidend.

Historycznie okres po wyborach połówkowych był więc wyjątkowo korzystny dla inwestorów liczących na wzrosty S&P 500. W najbliższym czasie tę prawidłowość mogą jednak wystawić na próbę korekta w sektorze technologicznym, podwyżki stóp procentowych Fed czy trwające wojny. Z kolei zakończenie wojny, powrót zainteresowania akcjami największych spółek technologicznych lub porzucenie przez inwestorów oczekiwań na dalsze podwyżki stóp Fed mogłyby przynieść tzw. rajd ulgi. Taki scenariusz sprzyjałby utrzymaniu stóp zwrotu zbliżonych do historycznych wyników tego okresu.

8 godzin temu








