Powstał parlamentarny zespół ds. ochrony praw osób poszkodowanych przez syndyków, który ma pilnować porządku na polskim rynku postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych. Celem nadrzędnym tego ponadpartyjnego projektu jest ukrócenie procederu, w którym masa upadłościowa firm staje się prywatnym biznesem zarządców, a wierzyciele zostają z niczym. W skład zespołu weszli politycy z niemal każdej strony sceny politycznej: Michał Połuboczek i Witold Tumanowicz (Konfederacja), Michał Cieślak (PiS), Alicja Łepkowska-Gołaś (KO) oraz Jacek Tomczak (PSL). Ta ponadpartyjna koalicja chce wypracować zmiany systemowe, które zwiększą transparentność i ukrócą przewlekłość postępowań. „Celem jest zwiększenie ochrony wierzycieli przed nadużyciami oraz nieuzasadnioną utratą majątku” – czytamy w oficjalnym komunikacie. Sejm bierze się za „aferę upadłościową” Powołanie tego zespołu jest reakcją parlamentarzystów na narastającą falę skarg i publikacji (m.in. Biznes Alert)(, dotyczących największych postępowaniach restrukturyzacyjnych i upadłościowych ostatnich lat. Na liście kontrowersyjnych przypadków, które przeanalizują posłowie, znalazły się m.in. sprawy Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (z udziałem Krzysztofa Gołębia), czy postępowanie GetBack (prowadzone przez Marcina Kubiczka), zaliczane przez media (m.in. tygodnik „Polityka”, czy „Gazetę Wyborczą”) do wydarzeń związanych z tzw. aferą upadłościową. Jednym z pierwszych punktów zainteresowania parlamentarzystów stała się właśnie postać Marcina Kubiczka, licencjonowanego doradcy restrukturyzacyjnego odpowiedzialnego, którego działania wielokrotnie opisywaliśmy w portalu Biznes Alert. Więcej na temat Marcina Kubiczka, przeczytasz TUTAJ: Na Kubiczka. Restrukturyzacje najsłynniejszego doradcy w Polsce Układy Sprawy prowadzone przez Kubiczka, choć najgłośniejsze, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Polski system restrukturyzacji i upadłości od lat boryka się z głębokimi, systemowymi patologiami, które podważają zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Przykłady kontrowersyjnych upadków GO Sport, czy gigantycznej afery GetBack pokazały, iż w obliczu wielomilionowych długów nadzór nad syndykami często okazuje się całkowicie iluzoryczny. W kuluarach sejmowych oraz w środowisku prawniczym od dawna mówi się o zjawisku „układów zamkniętych”, w których sędziowie-komisarze zbyt rzadko i zbyt pobieżnie kwestionują astronomiczne koszty obsługi prawnej generowane przez zarządców. Wierzyciele, zamiast odzyskiwać swoje ciężko zarobione środki, z rosnącą frustracją obserwują, jak majątek upadłych spółek topnieje na pokrycie bieżących wydatków zaprzyjaźnionych z syndykiem podmiotów. Więcej na ten temat, czytaj TUTAJ: Cudowny Sąd Rejonowy w Warszawie, czyli jak przejąć 300 mln zł w 36 godzin Potrzebne zmiany Brak realnej transparentności w wyborze podwykonawców oraz niemal martwa odpowiedzialność dyscyplinarna sprawiły, iż zawód doradcy restrukturyzacyjnego stał się dla niektórych grup sposobem na budowanie prywatnych fortun kosztem pokrzywdzonych obywateli. Przewlekłość postępowań, trwających niekiedy – jak w przypadku Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej – ponad dekadę, to kolejna zmora, która skutecznie niszczy resztki wartości rynkowej likwidowanych podmiotów. Dlatego prześladowani przedsiębiorcy od dawna postulują głębokie zmiany ustawowe, uderzające w samo serce tej patologii – mechanizm wynagradzania oraz arbitralność w dysponowaniu środkami z masy upadłości. Wśród postulatów, które kierowane są do nowopowstałego zespołu parlamentarnego znajduje się m.in. wniosek o wprowadzenie sztywnych limitów na doradztwo zewnętrzne oraz pełną cyfryzację procesów, która uniemożliwiłaby manualne sterowanie kolejnością zaspokajania wierzycieli. Zdaniem właścicieli, często niesłusznie upadłych firm, polski system wymaga również pilnego wzmocnienia roli rad wierzycieli, które w tej chwili często pełnią jedynie funkcję fasadową, nie mając realnego wpływu na najważniejsze decyzje finansowe zarządcy. Bez radykalnego zaostrzenia nadzoru ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, postępowania upadłościowe w Polsce przez cały czas będą postrzegane nie jako proces naprawczy, ale jako „legalna grabież” majątku pod osłoną sądowych pieczątek. Prace nowo powołanego zespołu parlamentarnego to ostatni dzwonek, by zatrzymać postępującą erozję standardów etycznych w wydziałach gospodarczych, zanim model ten ostatecznie pogrąży wiarygodność inwestycyjną kraju. Czy zainteresowanie posłów wywoła zmiany w legislacji? Czy to początek wielkiego sprzątania w środowisku syndyków i doradców restrukturyzacyjnych? Niebawem się okaże. Może presja społeczna sprawi, iż czasy bezkarnych „czyścicieli firm” wreszcie się skończą… WUS/BA