Snapchat był pierwszy.
To on wprowadził format Stories. To on postawił kamerę w centrum aplikacji. To on pokazał, iż komunikacja w mediach społecznościowych może być chwilowa, wizualna i pozbawiona archiwum.
Mimo to dziś to nie Snap zgarnia największe pieniądze z formatów, które sam wymyślił.
Spółka technologiczna, która wyznaczała trendy w social media, ale nie zmonetyzowała ich tak skutecznie jak konkurencja. Firma, która ma prawie pół miliarda użytkowników dziennie, a jednocześnie od lat walczy o trwałą rentowność. Snapchat inwestuje w AR, AI i własny hardware, ale wciąż jest uzależniony od jednego źródła przychodów: reklamy cyfrowej.
W tym wpisie rozkładam Snapa na czynniki pierwsze. Sprawdzimy, gdzie realnie leży problem: w produkcie, w modelu biznesowym, w strukturze użytkowników czy w brutalnej konkurencji z Metą i TikTokiem. Zobaczymy też, czy AI i partnerstwo z Perplexity to faktyczna zmiana gry, czy tylko próba podbicia narracji wokół spółki.
Bo pytanie nie brzmi, czy Snapchat jest dobrym produktem. Pytanie brzmi: czy jest dobrym biznesem.
Snapchat najtańszy w historii. Dlaczego ten biznes wciąż nie umie zarabiać?
Jak Snapchat zmienił media społecznościowe
Snapchat był jedną z niewielu aplikacji, które realnie zmieniły sposób, w jaki ludzie komunikują się w Internecie. Zrewolucjonizował formaty treści, wyznaczył trendy w social media i został skopiowany przez cały rynek. Problem w tym, iż innowacja nie zawsze idzie w parze z trwałym modelem biznesowym. Historia Snapa to dziś opowieść o firmie, która z pozycji rewolucjonisty stopniowo przeszła do defensywy i wciąż szuka sposobu, by technologiczną przewagę zamienić w stabilny zysk.
Snapchat powstał w 2011 roku jako aplikacja o bardzo konkretnym, wąskim pomyśle. Nazywał się wtedy Picaboo i służył do wysyłania zdjęć, które po kilku sekundach znikały. W czasie, gdy media społecznościowe budowały trwałe profile, archiwa zdjęć i publiczne historie życia, Snapchat zaproponował coś odwrotnego: komunikację chwilową i pozbawioną konsekwencji. Nie chodziło o tworzenie wizerunku, tylko o szybkie i prywatne porozumiewanie się obrazem.

W pierwszych latach Snapchat funkcjonował przede wszystkim jako komunikator. Użytkownicy wysyłali sobie zdjęcia i krótkie wideo bez intencji ich zachowywania. To odróżniało aplikację od Facebooka czy Instagrama i sprawiło, iż szczególnie gwałtownie przyjęła się wśród młodszych użytkowników do wysyłania sobie nagich fotek. Snapchat nie był miejscem do publikowania, ale do rozmowy – bardziej przypominał czat niż klasyczne social media.
Zmiana charakteru aplikacji nastąpiła w 2013 roku wraz z wprowadzeniem Stories. Funkcja ta pozwalała publikować zdjęcia i wideo widoczne przez 24 godziny dla szerszego grona znajomych. Od tego momentu Snapchat przestał być wyłącznie narzędziem komunikacji jeden do jednego. Stał się miejscem codziennej relacji z życia, krótkiej narracji wizualnej. Ten ruch znacząco zwiększył czas spędzany w aplikacji i otworzył przestrzeń pod przyszłą monetyzację.
Kolejnym krokiem było uruchomienie sekcji Discover, w której zaczęły pojawiać się treści od wydawców, mediów i marek. Snapchat zaczął pełnić rolę platformy treści, a nie tylko aplikacji do komunikacji. W tym momencie firma wyraźnie skierowała się w stronę modelu reklamowego opartego na sprzedaży uwagi użytkowników. Pionowe wideo, pełnoekranowy format i młoda grupa odbiorców uczyniły z aplikacji atrakcyjne środowisko dla marketerów, choć jednocześnie zwiększyły złożoność całego produktu.
W odróżnieniu od głównej części Snapchata, gdzie dominują prywatne Snaps i Stories znajomych, Discover pokazuje treści tworzone przez wydawców, studia kreatywne, influencerów oraz samego Snapa. Discover nie jest więc miejscem relacji społecznych, ale miejscem oglądania i konsumpcji treści.
Równolegle Snapchat rozwijał technologie związane z kamerą i rozszerzoną rzeczywistością (AR). Filtry i soczewki AR stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów aplikacji i wyróżnikiem na tle konkurencji. To właśnie wokół kamery firma zaczęła budować swoją długoterminową strategię, podkreślając, iż nie chce być postrzegana wyłącznie jako kolejne medium społecznościowe.
Symbolicznym potwierdzeniem tej zmiany był rebranding firmy na Snap w 2016 roku. Snapchat pozostał głównym produktem, ale spółka zaczęła komunikować się jako „camera company”, inwestując także w fizyczny sprzęt i rozwój technologii rozszerzonej rzeczywistości. Przesunięto tutaj ambicję z prostego komunikatora w stronę platformy technologicznej.
W efekcie Snapchat przeszedł drogę od niszowej aplikacji do prywatnych wiadomości do rozbudowanej platformy łączącej komunikację, treści, reklamę i technologie obrazu. Ta ewolucja pozwoliła firmie utrzymać znaczenie kulturowe, ale jednocześnie sprawiła, iż produkt stał się trudniejszy do jednoznacznego zdefiniowania. To napięcie między pierwotną prostotą a obecnymi ambicjami do dziś wpływa na sposób, w jaki rynek postrzega Snapchata jako biznes.
Model biznesowy Snapchata – reklama jako jedyny silnik
Model biznesowy Snapchata jest jednocześnie prosty i strukturalnie ograniczony. Przychody spółki w zdecydowanej większości pochodzą z reklamy cyfrowej – rynku, który rośnie kilkanaście procent rocznie. Oznacza to, iż cała ekonomika firmy opiera się na jednym silniku wzrostu: sprzedaży uwagi użytkowników reklamodawcom. W przeciwieństwie do części konkurentów Snap nie zbudował istotnych, alternatywnych strumieni przychodów, które mogłyby amortyzować wahania rynku reklamowego.

Kluczowym problemem jest pozycja Snapchata w ekosystemie reklamy internetowej. Platforma generuje wysokie zaangażowanie, ale znajduje się raczej w środkowej części lejka marketingowego (dół lejka to konwersja i decyzja o zakupie). Chodzi o to, iż użytkownicy konsumują treści i wchodzą w interakcje, jednak rzadziej dokonują realnych zakupów. Dla reklamodawców oznacza to trudniejszy pomiar efektów i mniejszą przewidywalność zwrotu z inwestycji w porównaniu z wyszukiwarkami czy platformami, które bardziej skłaniają użytkownika do transakcji.
Snap dodatkowo mocno odczuł zmiany w zasadach prywatności, w szczególności ograniczenia w śledzeniu użytkowników na urządzeniach mobilnych. Uderzyło to bezpośrednio w efektywność targetowania reklam i osłabiło atrakcyjność platformy dla części marketerów. Spółka została zmuszona do przebudowy narzędzi reklamowych w momencie, gdy jej model biznesowy był już silnie uzależniony od precyzyjnych danych. jeżeli aplikacja wie, gdzie się aktualnie znajdujesz, to dobiera Ci skuteczniejsze reklamy, bo wie, jak dane środowisko wpływa na człowieka. jeżeli nie wie, to musi strzelać i pokazywać Ci bardziej losowe reklamy, które będą mniej trafne.
W praktyce Snap konkuruje o te same budżety reklamowe co znacznie więksi gracze, oferując mniej danych, mniejszą skalę i słabsze możliwości performance marketingu, czyli reklamy w oparciu o efekty (kliknięcie czy zakup produktu). Reklama w Snapchacie jest kreatywna i angażująca, ale często postrzegana jako eksperymentalna lub wizerunkowa, a nie jako podstawowe narzędzie sprzedażowe. To ogranicza zdolność platformy do przejmowania większych i bardziej stabilnych budżetów. W efekcie model biznesowy Snapchata działa, ale nie zapewnia wyraźnego mechanizmu wzrostu.
Wynika to z faktu, iż Snap funkcjonuje w segmencie reklamy cyfrowej, w którym o sukcesie decydują skala, dane i przewidywalność efektów. Platforma oferuje atrakcyjne i angażujące formaty, ale dysponuje mniejszą ilością danych o użytkownikach, słabszymi narzędziami mierzenia efektów i mniejszą skalą niż najwięksi gracze.
Produkt świetny dla użytkownika, trudny dla reklamodawcy
Produkt Snapchata od początku był projektowany z myślą o użytkowniku, a nie o reklamodawcy. Aplikacja jest szybka, intuicyjna i oparta na obrazie, co sprawia, iż korzystanie z niej nie wymaga „uczenia się” interfejsu. Kamera jest pierwszym ekranem, a nie dodatkiem. To decyzja produktowa, która buduje naturalność i wysoką częstotliwość użycia, ale jednocześnie ogranicza przestrzeń reklamową dostępną w aplikacji. Co więcej, użytkownik wchodzi naturalnie w tryb twórcy, zamiast w tryb konsumenta. Aplikacja musi na siłę zachęcać użytkownika do odwiedzania innych sekcji, gdzie są reklamy. To wszystko utrudnia zadanie aplikacji, jakim jest bycie efektywnym kanałem marketingowym. Jednak sam w sobie produkt nie jest zły.
Największą siłą Snapchata są narzędzia kreatywne: filtry, soczewki rozszerzonej rzeczywistości, naklejki i interakcje oparte na obrazie. Użytkownicy nie tylko konsumują treści, ale aktywnie je tworzą. To przekłada się na wysokie zaangażowanie i silne przywiązanie do produktu, szczególnie wśród młodszych grup wiekowych. Problem polega na tym, iż ta kreatywność nie generuje proporcjonalnie wysokich przychodów – jest atrakcyjna społecznie, ale trudna do skalowania finansowo.
Snapchat nie jest aplikacją, w której użytkownik przychodzi z jasną intencją zakupową. Brakuje tu naturalnych momentów konwersji, takich jak wyszukiwanie produktu czy porównywanie ofert. Reklama musi wpasować się w strumień zabawy i komunikacji, co ogranicza jej intensywność i częstotliwość. W praktyce oznacza to niższy przychód na użytkownika (ARPU) w porównaniu z platformami, które lepiej integrują treści komercyjne z zachowaniami użytkowników.
Produkt Snapchata jest również kosztowny w utrzymaniu. Rozwój technologii AR, przetwarzanie obrazu i inwestycje w infrastrukturę wymagają wysokich nakładów, m.in. mocy obliczeniowej, które nie zawsze znajdują szybkie odzwierciedlenie w przychodach. Każde ulepszenie doświadczenia użytkownika poprawia jakość produktu, ale niekoniecznie poprawia jego rentowność.
W efekcie Snap stworzył jeden z najlepiej zaprojektowanych produktów w swojej kategorii, który jednak nie posiada silnej dźwigni operacyjnej. Wygląd i projekt aplikacji przyciągają i zatrzymują użytkowników, ale nie przekłada się to automatycznie na wzrost marż ani na trwałą przewagę ekonomiczną. To sprawia, iż produkt jest podziwiany, często kopiowany, ale wciąż trudny do zamienienia w stabilny i skalowalny biznes.
AI i partnerstwo z Perplexity – realna zmiana czy narracja?
Dochodzi do tego warstwa AI. Sztuczna inteligencja w Snapie nie pojawiła się jako nagły zwrot strategiczny pod wpływem mody na generatywne modele LLM. W dużej mierze była obecna w produkcie na długo przed tym, zanim rynek zaczął masowo używać skrótu „AI” w prezentacjach inwestorskich. Algorytmy od lat odpowiadają za rozpoznawanie obrazu, mapowanie twarzy, śledzenie ruchu i nakładanie efektów AR w czasie rzeczywistym. W tym sensie AI w Snapchacie jest elementem infrastruktury produktu, a nie dodatkiem doklejonym na potrzeby narracji pod inwestorów.
Zarząd spółki konsekwentnie pokazuje sztuczną inteligencję jako technologię, która ma przede wszystkim poprawiać doświadczenie użytkownika. W komunikacji Snapa AI nie jest przedstawiana jako narzędzie masowej automatyzacji treści, ale jako sposób na ułatwienie kreatywnej ekspresji i pracy z obrazem. Co to adekwatnie znaczy? AI nie jest od tego, żeby przyśpieszyć i zautomatyzować klepanie postów, ale od tego, żeby tworzyć ciekawsze i ładniejsze zdjęcia. W tym ujęciu sztuczna inteligencja ma obniżać próg wejścia w tworzenie treści, przyspieszać ich przygotowanie i sprawiać, iż kamera staje się bardziej intuicyjnym interfejsem dla użytkownika.
Praktyczne zastosowania AI widać dziś najdobitniej tam, gdzie w grę wchodzi obraz. Algorytmy „patrzą” przez kamerę telefona: rozpoznają twarz, mimikę i otoczenie, by w czasie rzeczywistym nałożyć filtry AR albo dopasować efekt do ruchu głowy i światła w pomieszczeniu. Gdy użytkownik unosi brwi, uśmiecha się lub odwraca telefon, system natychmiast reaguje – jakby aplikacja naprawdę rozumiała, co dzieje się po drugiej stronie ekranu. Ten sam mechanizm działa w tle rekomendacji i reklam: AI analizuje, na czym oko zatrzymuje się dłużej, które ujęcia przewija się szybciej, a które wywołują reakcję, po czym automatycznie dobiera treści i uczy się, które z nich przyciągają uwagę. Z perspektywy odbiorcy to po prostu „lepsza zabawa”, z perspektywy produktu – potężne narzędzie zwiększania zaangażowania i czasu spędzanego w aplikacji.
Nowym elementem tej układanki jest partnerstwo z Perplexity AI, które pokazuje, iż Snap zaczyna myśleć o AI także jako o warstwie „rozumienia” kontekstu, a nie wyłącznie o technologii wizualnej. W ramach umowy konwersacyjna wyszukiwarka Perplexity ma zostać zintegrowana bezpośrednio z Snapchatem, umożliwiając użytkownikom zadawanie pytań i uzyskiwanie odpowiedzi w naturalnym języku, osadzonych w kontekście rozmów i treści. Co istotne, Perplexity płaci Snapowi za dystrybucję tej funkcji łącznie 400 mln USD w gotówce i udziałach (około 7% rocznych przychodów Snapa), w kilku rozłożonych w czasie płatnościach. Jest to jedno z nielicznych przykładów, gdzie AI nie tylko poprawia produkt, ale generuje bezpośredni strumień przychodów.
Jednocześnie z komunikacji spółki wynika, iż AI nie jest traktowana jako natychmiastowy przełom biznesowy w skali całej organizacji, ale jako inwestycja rozpisana na dłuższy horyzont. Sztuczna inteligencja ma stopniowo poprawiać jakość produktu, efektywność operacyjną i skuteczność reklamy, a jej wpływ na przychody ma kumulować się w czasie. W obecnym modelu AI działa przede wszystkim po stronie doświadczenia użytkownika i efektywności, podczas gdy bezpośrednia monetyzacja pozostaje ograniczona i wciąż jest w fazie rozwoju. To potwierdza wcześniejsze wnioski o tym, iż Snapchat to nie jest aplikacja zoptymalizowana pod reklamodawców.
Problem w tym, iż rynek kapitałowy oczekuje od AI czegoś więcej niż efektownej technologicznej oprawy. Inwestorzy chcą prostej odpowiedzi na pytanie, jak sztuczna inteligencja ma przełożyć się na trwały wzrost przychodów i marż. W przypadku Snap ta odpowiedź wciąż brzmi niejednoznacznie. Partnerstwo z Perplexity to krok w stronę bardziej „zarabiającej” AI, ale na razie sztuczna inteligencja raczej wzmacnia istniejący model biznesowy niż go redefiniuje. Nadzieja inwestorów pozostaje taka, iż z czasem AI zacznie wyraźniej pracować nie tylko na zaangażowanie użytkowników, ale przede wszystkim na zyski, a tu jest kiepsko.
Użytkownicy rosną, ARPU nie nadąża
Pod względem skali biznesu Snap może wyglądać jak historia sukcesu. Liczba dziennych użytkowników (DAU) rośnie niemal nieprzerwanie od lat. W trzecim kwartale 2014 r. Snapchat miał 62 mln użytkowników, podczas gdy w trzecim kwartale 2025 r. było to już 477 mln. Oznacza to wzrost mierzony średnioroczną stopą CAGR na poziomie 20,4% – wynik, którego wiele spółek technologicznych mogłoby tylko pozazdrościć.

Problem polega jednak na tym, iż nie każdy użytkownik ma tę samą wartość biznesową. O ile Snap wciąż przyciąga nowych użytkowników, o tyle zmienia się ich struktura geograficzna. Spółka posiada dziś po około 100 mln użytkowników w Ameryce Północnej i Europie, czyli w regionach o najwyższej sile nabywczej i najlepszej monetyzacji reklam, oraz 280 mln użytkowników w pozostałych krajach. Jednocześnie od 2023 r. coraz wyraźniej widać odpływ użytkowników z rynku amerykańskiego, podczas gdy najszybszy przyrost bazy następuje w tzw. „reszcie świata”, czyli w krajach uboższych, słabiej monetyzowanych, gdzie trudniej komuś coś sprzedać dzięki reklamy.
To przesunięcie geograficzne ma bezpośrednie konsekwencje finansowe, bo właśnie tam poziom ARPU (średni przychód na użytkownika) jest znacząco niższy. Skala tej dysproporcji robi wrażenie. W trzecim kwartale 2025 r. ARPU w USA wynosiło 9,20 USD, w Europie 2,99 USD, a w pozostałych regionach zaledwie 1,11 USD. Oznacza to, iż wzrost liczby użytkowników coraz słabiej przekłada się na wzrost przychodów.

Mimo tego spowolnienia i słabej monetyzacji od strony przychodowej Snap wygląda przyzwoicie. Reklama cyfrowa, zwłaszcza w formacie mobilnym i krótkiego wideo, wciąż napędza sprzedaż. Znacznie gorzej prezentuje się jednak to, co zostaje po opłaceniu kosztów, czyli zysk. Na poziomie operacyjnym spółka pozostaje nierentowna.

Z tego powodu Snap w swoich raportach chętnie pokazuje miarę skorygowanej EBITDA, czyli wynik oczyszczony z niektórych kosztów, m.in. z kosztów wynagrodzeń opartych na akcjach (SBC). Problem w tym, iż to właśnie wynagradzanie akcjami stanowi relatywnie wysoki koszt spółki. W ujęciu księgowym SBC bezpośrednio obciąża wynik operacyjny i w dużej mierze tłumaczy, dlaczego Snap – mimo rosnących przychodów – nie potrafi trwale osiągnąć rentowności.

Snap próbuje częściowo ograniczać rozwodnienie akcjonariatu poprzez skupy akcji własnych, ale mechanizm ten ma charakter wyraźnie defensywny. Spółka odkupuje akcje z rynku głównie po to, by zasilać nimi programy motywacyjne dla pracowników i kadry zarządzającej. W teorii ma to stabilizować liczbę akcji w obrocie i zapobiegać jej gwałtownemu wzrostowi. Efekt pozostaje ten sam: liczba akcji rośnie, a udział dotychczasowych akcjonariuszy stopniowo się rozmywa.
Dla inwestorów to istotny problem, bo skup akcji nie przekłada się na wzrost ich udziału w spółce ani na poprawę zysku na jedną akcję, ale pełni rolę kosztu utrzymania zespołu, który finalnie obciąża właścicieli kapitału, czyli akcjonariuszy.
Konkurencja: Meta, TikTok i Google
Jedną z głównych barier na drodze do trwałej poprawy wyników finansowych Snapchata jest ogromna skala konkurencji.
Snap działa w jednym z najbardziej bezlitosnych segmentów technologii: tam, gdzie produkt można skopiować szybciej, niż da się go zmonetyzować. I widać to jak na dłoni w historii konkurencji. Snapchat był pionierem formatów, które później stały się standardem branży (np. krótkich pionowych wideo), ale nie on zebrał największe korzyści finansowe. Snap jest w niewygodnym położeniu: za mały, by mieć reklamową siłę Facebooka i Google, ale zbyt duży, by utrzymać się wyłącznie na specjalizacji i lojalności niszowej grupy.
Najbardziej oczywisty rywal to Meta. Facebook i Instagram dysponują przewagą, której Snap nie potrafi łatwo odrobić: ogromną skalą, dostępem do danych i reklamowym silnikiem, który bezpośrednio zamienia uwagę użytkowników w sprzedaż. Instagram nie musiał wymyślać Stories – wystarczyło je wdrożyć i podpiąć pod system reklamowy, który już działał na miliardach użytkowników. Dla reklamodawców to różnica między platformą „kreatywną” a platformą „pewną”. Meta sprzedaje nie tyle uwagę, co przewidywalność: duże zasięgi, dojrzałe narzędzia, dopracowane pomiary oraz łatwy retargeting, czyli możliwość ponownego dotarcia do osób, które wcześniej już kliknęły reklamę, odwiedziły stronę lub wykazały realne zainteresowanie produktem. Snap często przegrywa tu nie produktem, tylko ekonomiką całego ekosystemu reklamowego.
Z kolei TikTok podważył sens istnienia wielu platform, bo zmienił sposób, w jaki użytkownicy konsumują treści wideo. W TikToku też mamy do czynienia z krótkim wideo, ale nie wygrywa „sieć znajomych”, tylko algorytm dystrybucji. To oznacza, iż choćby nowy użytkownik wchodzi w natychmiastową pętlę atrakcyjnych treści i gwałtownie spędza w aplikacji dużo czasu. Snap ma mocną bazę komunikacji i AR, ale w starciu o czas i uwagę TikTok bywa bezwzględny. Co gorsza, TikTok stał się miejscem, gdzie rodzą się formaty i trendy, a Snap – mimo świetnych narzędzi kreatywnych – bywa sprowadzany do roli platformy, która „dowozi efekty”, ale nie dyktuje popkultury.
Do tego dochodzi konkurencja, której często nie traktuje się jak bezpośredniej, a która wysysa budżety reklamowe bardzo skutecznie: Google i YouTube. YouTube bierze pieniądze za wideo w skali masowej, a Google za intencję zakupową użytkownika. To dwa filary rynku reklamy internetowej i oba są trudne do podgryzienia, bo oferują coś, czego Snap ma mniej: albo ogromną skalę wideo, albo „moment decyzji” użytkownika. Snapchat jest bardziej „tu i teraz”, bardziej emocjonalny, ale często dalej od transakcji. A w czasach, gdy marketerzy rozliczani są z wyników, ta różnica robi się kluczowa.
W tym wszystkim pojawia się jeszcze jeden wymiar: infrastruktura danych i prywatności. Ograniczenia trackingowe – czyli zmiany, które utrudniają śledzenie użytkownika poza jedną aplikacją i dokładne powiązanie reklamy z późniejszym zakupem – uderzyły w Snap szczególnie mocno. Najwięksi gracze radzą sobie z nimi łatwiej, bo działają w zamkniętych ekosystemach i widzą użytkownika w wielu własnych usługach jednocześnie – od aplikacji, przez komunikatory, po logowanie do innych narzędzi. Snap ma znacznie mniej takich punktów styku, dlatego musi nadrabiać technologią i kreatywnością, ale gdy reklamodawca lokuje duże budżety, zwykle wybiera platformę, która minimalizuje ryzyko i daje większą kontrolę nad efektami kampanii.
W efekcie Snap konkuruje w trzech różnych wojnach naraz: z Metą o reklamę i narzędzia, z TikTokiem o uwagę i kulturę oraz z Google/YouTube o budżety, które „muszą się zwrócić”. I to tłumaczy, dlaczego Snap tak często wygląda jak spółka świetna produktowo, ale stale pod presją rynkową. Bo w tej lidze nie wystarczy mieć dobry produkt – trzeba jeszcze mieć pozycję, która daje siłę negocjacyjną wobec reklamodawców. A Snap, mimo rozpoznawalności, wciąż walczy o to, by nie być tylko dodatkiem do planu mediowego, ale jego fundamentem. Jaka więc przyszłość czeka Snapa?
Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
AR, AI i przyszłość Snapchata
Perspektywy Snapa coraz wyraźniej wykraczają poza klasyczne rozumienie „aplikacji społecznościowej”. Spółka próbuje budować swoją przyszłość wokół kamery, rozszerzonej rzeczywistości i AI jako interfejsu, a nie tylko dodatku do istniejącego produktu. Najbardziej widocznym symbolem tej strategii są okulary Spectacles – projekt wciąż niszowy i bez istotnej skali przychodowej, ale rozwijany konsekwentnie. Dla Snapa nie jest to produkt masowy „na dziś”, ale poligon doświadczalny dla świata, w którym AR staje się naturalnym przedłużeniem telefona. To długoterminowa gra, kosztowna i ryzykowna, ale spójna z komunikowaną od lat tożsamością firmy jako „camera company”.
Drugim ważnym elementem tej układanki jest zwrot w stronę sztucznej inteligencji rozumianej nie tylko jako narzędzie do tworzenia efektów, ale jako warstwa zwiększająca użyteczność aplikacji. Partnerstwo z Perplexity AI wpisuje się w tę logikę. To sygnał, iż Snap rozwija AI także jako funkcję „odkrywania” i pozyskiwania informacji w samym środowisku rozmowy, a nie wyłącznie jako algorytm rekomendacji czy reklamy. jeżeli ten kierunek się utrzyma, Snapchat może stopniowo poszerzać swoją rolę z platformy komunikacji i rozrywki w stronę bardziej użytkowego narzędzia opartego na interfejsie czatu.
Jednocześnie perspektywy Snapa pozostają obciążone tym samym pytaniem, które towarzyszy mu od lat: jak te ambitne technologie mają przełożyć się na trwały, skalowalny biznes. Okulary AR i partnerstwa AI budują narrację przyszłości, ale nie rozwiązują problemu monetyzacji. Dla rynku to wciąż zakład na cierpliwość – na to, iż Snap zdoła zamienić wizję interfejsu jutra w realną przewagę ekonomiczną, zanim presja konkurencji i reklamowych gigantów stanie się zbyt silna.

Mimo ambitnych planów i konsekwentnie rozwijanego produktu rynek zdaje się wyceniać Snapchata raczej w scenariuszu dalszych trudności z trwałą rentownością. Spółka pozostaje ważną, ale wyspecjalizowaną platformą, silną wśród młodszych użytkowników i w obszarze komunikacji wizualnej, ale bez narracji powrotu do roli dynamicznego lidera branży technologicznej. Przychody rosną umiarkowanie, produkt jest stabilny, jednak inwestorzy zakładają, iż ta stabilność nie przełoży się gwałtownie na istotną poprawę marż. W takiej wycenie pobrzmiewa obawa, iż choćby technologiczna sprawność w obszarze AR i AI nie wystarczy, by odwrócić strukturalne problemy biznesowe. Reklamodawcy wciąż koncentrują budżety u największych graczy, a Snap – choć podziwiany za wizję – pozostaje na drugim planie realnych decyzji marketingowych. To sprawia, iż rynek traktuje spółkę bardziej jako trwały, ale ograniczony element ekosystemu reklamy cyfrowej niż jako firmę stojącą u progu nowego etapu wzrostu.
Czy Snapchat może stać się trwałym biznesem?
Snap nie jest słabą spółką, ale jest spółką w trudnym miejscu.
Ma produkt, który użytkownicy naprawdę lubią. Ma technologię AR, która wyprzedza część rynku. Ma prawie 500 mln dziennych użytkowników. Mimo to nie ma czegoś, co w tej branży jest kluczowe: strukturalnej przewagi ekonomicznej.
Reklama pozostaje jedynym realnym silnikiem przychodów. AR i AI poprawiają doświadczenie, ale nie rozwiązują problemu marż. Wzrost użytkowników przesuwa się w kierunku regionów o niższym ARPU. Koszty, w tym wynagrodzenia w akcjach, wciąż zjadają operacyjną rentowność.
Snap wygląda dziś jak firma technologicznie ambitna, ale finansowo niedokończona.
Czy może to zmienić? Tak. jeżeli AI zacznie realnie zwiększać efektywność reklamy. jeżeli uda się stworzyć nowy, alternatywny strumień przychodów. jeżeli AR przestanie być tylko dodatkiem, a stanie się platformą.
Na razie jednak rynek wycenia Snapa jak spółkę, która nie stoi u progu przełomu, ale w fazie przedłużającej się próby udowodnienia, iż potrafi zamienić uwagę użytkowników w trwały zysk. Może ktoś dostrzeże ten potencjał, przejmując go, zanim nauczą się robić to sami.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

1 dzień temu
Obserwuj 


![Unijny zastrzyk gotówki dla gminy Czerwin: Ponad 4 mln zł na zdrowie i infrastrukturę! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/dsc05966.jpg)
