Krakowski Rynek pozostaje zamknięty po ataku, do którego doszło w sobotę. Kobieta sprzedająca precle na ul. Grodzkiej opisała, jak przeżyła te chwile – uciekała bez telefonu i portfela, bojąc się strzału w plecy. – Miałam śmierć w oczach, nie było czasu w zastanawianie się – przyznała w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim".