
Powód do ostrożności daje głównie inflacja. Według wstępnych danych GUS wskaźnik CPI wzrósł do 4 proc. rok do roku, choć w sierpniu utrzymywał się jeszcze w granicy dopuszczalnych odchyleń od celu. Stało się tak przede wszystkim za sprawą paliw. Tymczasem inflacja bazowa, liczona bez cen żywności i energii, prawdopodobnie nieco spadła. RPP nie dała więc w komunikacie wyraźnego sygnału, iż szykuje się do natychmiastowego zaostrzenia polityki pieniężnej.
Najbliższy istotny punkt w kalendarzu przypada na 3-4 listopada. Członkowie Rady poznają wtedy nową projekcję makroekonomiczną NBP – a to może mocniej wpłynąć na decyzję o dalszym poziomie stóp.
RPP czeka, a ekonomiści widzą różne scenariusze
Rozbieżność prognoz trzech banków pokazuje skalę niepewności. Erste Bank ocenia, iż październikowe zmiany w komunikacie RPP miały głównie techniczny charakter. Analitycy nie dostrzegają odejścia od strategii czekania na kolejne dane przed wykonaniem ruchu. Do listy ryzyk dla inflacji Rada dopisała decyzje regulacyjne dotyczące cen energii.
– Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, zgodnie z oczekiwaniami, w związku z czym główna stopa NBP przez cały czas wynosi 3,75 proc. W naszej ocenie zmiany w komunikacie po posiedzeniu Rady mają jedynie charakter techniczny i nie wskazują na odejście od trybu „wait and see” – komentuje Grzegorz Ogonek, ekonomista Erste Bank Polska.
Podobnie komunikat odczytują ekonomiści Credit Agricole, ale przez cały czas traktują listopadową podwyżkę jako scenariusz bazowy. Bank spodziewa się ruchu o 25 pkt bazowych, czyli 0,25 pkt proc., choć jednocześnie przyznaje, iż prawdopodobieństwo pozostawienia stóp bez zmian jest znaczące.
– przez cały czas oczekujemy jednorazowej podwyżki stopy referencyjnej o 25 pb w listopadzie, kiedy RPP zapozna się z nową projekcją inflacji NBP. Jednocześnie dzisiejszy komunikat nie zwiększa prawdopodobieństwa materializacji tego scenariusza. Spadek inflacji bazowej oraz brak zaostrzenia retoryki Rady mimo wzrostu inflacji ogółem do 4 proc. sugerują ograniczoną skłonność RPP do wyprzedzającego zacieśniania polityki pieniężnej – uważa Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole.
Millennium: stopy mogą stać długo
Znacznie spokojniejszy scenariusz kreślą ekonomiści Banku Millennium. Zakładają, iż stopa referencyjna nie zmieni się co najmniej do III kwartału 2027 r. Ich zdaniem popyt konsumpcyjny nie jest szczególnie silny, rynek pracy nie napędza gwałtownego wzrostu płac, a koniunktura w przyszłym roku może być słabsza niż w 2026 r.
Bank nie wyklucza jednak podwyżki. Nowa projekcja NBP może pokazać wyższą ścieżkę inflacji, a dodatkowe ryzyko przynoszą regulowane ceny energii oraz planowany wzrost akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe. Bez działań osłonowych splot tych czynników mógłby według Millennium podnieść inflację w okolice 5 proc. rok do roku.
– Na ten moment podtrzymujemy nasz scenariusz, w którym stopy procentowe NBP pozostają stabilne co najmniej do 3 kwartału 2027. Sądzimy, iż w obecnych uwarunkowaniach makroekonomicznych przestrzeń do wystąpienia silnych efektów drugiej rundy jest ograniczona. Popyt konsumpcyjny nie jest szczególnie mocny, sytuacja na rynku pracy pozostaje relatywnie stabilna i nie napędza wzrostu płac – piszą ekonomiści Biura Analiz Makroekonomicznych Banku Millennium.
Rynek kredytów już wycenia podwyżki
Kredytobiorcy nie muszą jednak czekać na kolejne posiedzenie RPP, żeby odczuć zmianę oczekiwań. Według Jarosława Sadowskiego, dyrektora Departamentu Analiz Rankomat.pl, średnie stałe oprocentowanie kredytów hipotecznych wzrosło do około 6,4 proc. Zmienne utrzymuje się w okolicach 5,7 proc.
Jeszcze w sierpniu różnica między nimi wynosiła około 0,3 pkt proc. Teraz zwiększyła się do około 0,7 pkt proc. Przy kredycie na 500 tys. zł na 30 lat miesięczna rata ze zmiennym oprocentowaniem wynosi, według wyliczeń Rankomat.pl, około 2902 zł, podczas gdy rata ze stałym wzrosła do 3128 zł. Różnica to 226 zł miesięcznie.
– Osoby planujące w najbliższym czasie zakup mieszkania czy budowę domu mają więc trudny dylemat. Oprocentowanie zmienne daje znacznie niższą ratę, ale naraża na ryzyko jej wzrostu, a historia już pokazała, iż niespodziewanie rata może choćby się podwoić. jeżeli chcą mieć pewność tego, iż ich rata nie wzrośnie, to już od samego początku będą płacić o 226 zł więcej niż w przypadku oprocentowania zmiennego – tłumaczy Jarosław Sadowski.
Jeśli przez pięć lat stopy procentowe ani by nie wzrosły, ani nie spadły, to wyższa rata przy stałym oprocentowaniu kosztowałaby w tym przykładzie około 13,5 tys. zł. To cena zabezpieczenia przed przyszłym wzrostem rat.
Rynek zakłada choćby 0,75 pkt proc.
Oprocentowanie stałe reaguje m.in. na kontrakty IRS, które odzwierciedlają oczekiwania rynku wobec kosztu pieniądza w kolejnych latach. Pięcioletni IRS wynosił pod koniec września ponad 5,1 proc., a później spadł do 4,99 proc. Jeszcze w sierpniu było to około 4,3 proc.
Jeszcze mocniejszy sygnał płynie z kontraktów FRA, używanych do wyceny przyszłych krótkoterminowych stóp procentowych. Według danych przywoływanych przez Rankomat.pl rynek wycenia możliwość wzrostu WIBOR 3M do 4,64 proc. w ciągu sześciu miesięcy. Taki poziom odpowiadałby podniesieniu stopy referencyjnej NBP z obecnych 3,75 do około 4,5 proc., czyli łącznie o 0,75 pkt proc.
Rynek spodziewa się więc bardziej zdecydowanego ruchu niż przytoczone prognozy bankowe. Nie przesądza to, iż RPP rzeczywiście aż tak podwyższy stopy procentowe. Kontrakty pokazują bieżące oczekiwania inwestorów, które mogą gwałtownie zmieniać się wraz z danymi o inflacji, gospodarce czy cenach paliw.
Rata może urosnąć o 255 zł
Rankomat.pl wylicza, jak zmiany na rynku wpłynęłyby na portfele kredytobiorców. Gdyby WIBOR 3M rzeczywiście wzrósł do 4,64 proc., osoba spłacająca stosunkowo nowy kredyt na 500 tys. zł i 30 lat zobaczyłaby wzrost raty z około 2902 do 3157 zł. To dodatkowe 255 zł miesięcznie. W starszych kredytach efekt byłby mniejszy, ponieważ część kapitału została już spłacona.
Podwyżki odbiłyby się również na zdolności osób dopiero starających się o finansowanie. Rodzina z jednym dzieckiem i dochodem 12 tys. zł netto może w tej chwili otrzymać około 837 tys. zł kredytu. jeżeli stopy procentowe wzrosłyby o 0,75 pkt proc., ta kwota obniżyłaby się do około 773 tys. zł, czyli o 64 tys. zł.
A już bez dodatkowych podwyżek polskie kredyty mieszkaniowe są drogie na tle Unii Europejskiej. Dane Europejskiego Banku Centralnego pokazują, iż średnie oprocentowanie nowych hipotek w Polsce wyniosło w sierpniu 5,99 proc. Gorszą sytuację mają jedynie kredytobiorcy na Węgrzech, gdzie wynosi ono 7,16 proc.
Na drugim końcu skali znajduje się Malta z oprocentowaniem na poziomie 1,94 proc. Nieco wyższe notują Szwedzi (2,78 proc.), Francuzi (3,2 proc.) i Niemcy (4 proc.). Przy kredycie na 500 tys. zł na 30 lat przeciętna rata w Polsce wynosiłaby według tych parametrów około 2995 zł. W Niemczech byłoby to około 2387 zł, a na Malcie 1833 zł.
Na razie RPP wysyła więc prosty komunikat: stopy zostają na poziomie 3,75 proc., a kolejne decyzje będą zależeć od danych.
Polecamy także:
- Polska ma 28 tys. robotów. Liczba wygląda dobrze, dopóki nie zajrzymy głębiej
- AI musi w końcu pokazać, iż się opłaca. IV kwartał będzie testem dla technologicznego boomu
- Firmy szykują odpowiedź na podwyżki pensji minimalnej. Zwolnienia nie są pierwszym wyborem

2 godzin temu














