Długo zastanawiałem się nad strukturalną manipulacją długością życia przez ZUS i GUS. Bo jak to możliwe, iż w ciągu roku ulega ono wydłużeniu np. o 4 miesiące? Jak się dzieje, iż 65-latek ma przed sobą 222,7 miesięcy, a 66-latek- 214,1, z kolei 70-latek 180,6 miesiąca. Czy im jesteśmy starsi, tym dłużej przeżyjemy:
- 65 lat+222,7 miesięcy = 83 i 6,7 miesiąca.
- 66 lat+214,1 = 83 lata i 10,1 miesiąca.
- 70 lat+180,6 =85 lat i 0,6 miesiąca?
Przecież to jest absurdalne. I faktycznie jest, tylko trzeba sięgnąć do źródła.
Publikacje GUS zawierają znacznie dokładniejsze dane niż tabele publikowane na potrzeby wyliczenia emerytur, które dodatkowo uśredniają dożycie kobiet i mężczyzn.
„Przeciętne dalsze trwanie życia osoby w wieku x lat oznaczane jest w literaturze przez ex i wyraża średnią liczbę lat jaką ma do przeżycia – przy danych warunkach umieralności populacji – osoba w wieku x ukończonych lat. Szczególnie często wykorzystywany jest parametr e0 nazywany przeciętnym oczekiwanym trwaniem życia w momencie urodzenia (lub krócej – przeciętnym trwaniem życia). Miernik ex wyliczany jest na podstawie danych dotyczących:
• liczby osób zmarłych w danym roku według ukończonego wieku,
• liczby ludności według roczników wieku zgodnie ze stanem na 30 czerwca danego roku.”
Z tego widzimy, iż średnia długość życia ma dwie postaci:
- e0 = średnia długość życia w momencie urodzenia,
- ex =średnia długość życia, w określonym wieku.
Druga jest wynikiem pierwszej, bo ex dla 65-latka = e65.
I teraz ważne skąd się je bierze? Liczba osób zmarłych w danym roku z kolejnych roczników. Czyli dla 65 latka, jego rówieśnicy, 66,67,68-latkowie itd., aż do 100 lat.
Czy taki wskaźnik jest miarodajny? Kompletnie nie – i już powiem z jakich powodów.
Powód 1. Dane historyczne nic nam nie mówią o przyszłości. Dokładnie tak jak w inwestycjach i ekonomii. Tegoroczna inflacja nie jest prognozą na następny rok. jeżeli w 2006 r. stopa zwrotu z akcji wyniosła 20%, wcale nie znaczy, iż taka sama będzie w 2007 r. Prawda? No prawda. To, iż w 2026 r. zmarło 2,2% 65-latków, nie oznacza, iż wynik za rok będzie identyczny.
ZUS odpowiada nam: Polacy żyją dłużej. I tak jest jeżeli porównamy rok 1990 i 2026. Ale na przestrzeni krótszych okresów, następują istotne wahania, o czym poniżej.
Powód 2. ZUS i GUS mają metodologie. Inne instytucje mają swoje analizy.
Popatrzcie w raport NIZP-PIB czyli instytucji podległej Ministrowi Zdrowia https://www.pzh.gov.pl/wp-content/uploads/2025/10/Prezentacja_Dlugosc-zycia-i-umieralnosc-Bogdan-Wojtyniak.pdf
Co z niego wyczytacie? Że,
- różnica pomiędzy kobietami i mężczyznami wynosi 7,5 roku,
- na odcinku 2014-2022 – zanotowano spadek długości życia, zarówno w grupie kobiet jak i mężczyzn.
- istnieją drastyczne różnice pomiędzy powiatami – w przypadku mężczyzn 8,7 lat. To jak różnica średniej pomiędzy rokiem 2023 a 1989, albo 1989 a 1953.
- różnice w zakresie wykształcenia dla dzisiejszych 30-latków są następujące: mężczyźni z wykształceniem wyższym przeżyją 80,8 roku, a z gimnazjalnym i podstawowym – 68 lat. 12.8 roku mniej. To jak różnica średniej pomiędzy rokiem 1955 a 2010. Różnica pomiędzy kobietą z wykształceniem wyższym, a mężczyzną z gimnazjalnym wynosi 18,4 roku. Dramat, jak czasy powojenne i obecne,
- kobiety ze „zdrowszych powiatów” żyją średnio dłużej niż „mężczyźni z chorych” o 13,9 roku,
- „za krótsze życie polskich mężczyzn (w stosunku do średniej UE) w największym stopniu odpowiada większa niż w innych krajach ich umieralność w wieku aktywności zawodowej, tzn. 25-64 lata” – to jest cytat, nie mój wniosek.
Jak widzicie średnia GUS-owska ma swoje znaczne minusy i ma się nijak do wieku emerytalnego. Chłopak spod Chełma, który zakończył edukację na podstawówce statystycznie emertytury nie dożyje. Góralka spod Zakopanego, przeżyje na niej prawie 25 lat.
Nowsze raporty (za 2025 r.) przynoszą dane zatrważające. Najczęstszą przyczyną zgonu w wieku 14-24 lata (20%) i 25-44 (12%) stało się samobójstwo, które mężczyźni popełniają znacznie częściej (2.5 raza częściej). Tu cytat: „Podkreślić należy fakt, iż samobójstwa były w 2023 r. odpowiedzialne za więcej utraconych potencjalnych lat życia mężczyzn niż rak płuca, choroby naczyń mózgowych, zawał serca, choroby układu oddechowego czy przewlekłe choroby wątroby.” Tak wygląda tzw. piekło kobiet.
Powód 3. Nagłe zdarzenie może załamać trend. Covid-19 cofnął wzrost średniej długość życia o kilkanaście lat. Wojny choćby sobie nie wyobrażam. I tu widać słabość danych historycznych. Tego nikt nie przewidział.
Powód 4. Nieuwzględnienie wszystkich danych statystycznych. GUS dysponuje znacznie szerszymi danymi. ZUS podobnie. Może np. ocenić, ile żyje przeciętny ubezpieczony mężczyzna, a ile kobieta. Jak przedstawia się pobieranie „rent wdowich” i tych z realnej pracy. Wie, jak na długość życia wpływa wypłata różnego rodzaju zasiłków (macierzyński, wychowawczy, 800+ skorelowane z liczbą dzieci) czyli faktycznie niepracowanie, a z drugiej strony dłuższa praca (np. śmiertelność 65-latków, którzy przepracowali 20 lat i studiowali, a kogoś, kto harował przy taśmie 45 lat). ZUS zna specyfikę zawodu (który żyje najdłużej). I nic z tym nie robi.
Powód 5. Życie nie równa się dożycie i „piekło mężczyzn”. Niezmiernie ważna uwaga. Czym innym jest średnia długość życia (ok.75 lat dla mężczyzn), a czym innym dożycie (które wg tabel emerytalnych wynosi prawie 84 lata dla obu płci).
Tym sposobem okrada się facetów z prawie 1/2 kapitału. Dla 65-latka czy pożyje średnio 10 lat (120 miesięcy), czy szacowane w tabeli 220 miesięcy (18,5 roku) daje różnicę 100 miesięcy (ponad 8 lat). Mógłby mieć o 90% wyższą emeryturę. Powinien mieć.
I tutaj dochodzimy do sedna manipulacji. Celem tabeli „dożycia” nie jest pokazanie faktycznych wartości, wskazówek dla obywateli, ale zbilansowanie systemu i założenia ideologiczne. Dlatego kobiety płacą nieproporcjonalnie krócej, a pobierają emerytury dłużej. Dlatego zrównano wiek niewykwalifikowanego robotnika spod Wałbrzycha (wiek śmierci pewnie 65 lat) i urzędniczki z Rzeszowa (wiek pewnie w okolicach 88 lat). Widać tu też, iż mężczyźni z rodzin o niskim wykształceniu, najbardziej zagrożeni ubóstwem (też dane z raportu z 2025 r.), w ramach tzw. „solidarności” de facto zarabiają na emerytury warstwy uprzywilejowanej, ponieważ to oni w znacznej części odpowiadają za „niedożycie” do emerytury, a ich składki przepadają. Kobiety z klasy wyższej, albo korzystają z renty rodzinnej po zmarłym mężu, albo mają swoje własne nieproporcjonalnie wysokie do składek świadczenia, zwłaszcza o ile weźmiemy pod uwagę wartość: wysokość emerytury x miesiące faktycznej wypłaty. Dzięki tym wszystkim powodom mogę powiedzieć wprost – manipulacja istnieje na wielu poziomach. Głównie poprzez zrównanie: wykształconych z niewykształconymi, kobiet z mężczyznami i mieszkańców „chorych powiatów” ze „zdrowymi”.
Co więcej, tylko bunt „płatników netto” może ją zmienić. A to jest niezbyt realne. Pozostaje im zatem optymalizacja.









