Kiedy na rynku zaczęły pojawiać się pierwsze zmotoryzowane taczki, wielu patrzyło na to zjawisko z niedowierzaniem i pytało, komu to potrzebne? Czasy się jednak zmieniły i pogłębiający się problem braku rąk do pracy jak i chęć podnoszenia wydajności w obliczu takich trudności sprawiły, iż owe mikrowozidła, zaczęły zyskiwać na popularności. W końcu spora część wysiłku zostawała zastąpiona przez konie mechaniczne.
Wprawdzie wymagało to wyłożenia na stół większych pieniędzy niż za ręczną taczkę oraz zakup dodatkowego paliwa, ale prace na budowach faktycznie mogły przyśpieszyć bez zatrudniania dodatkowych ludzi. Analogicznie gdy ludzi brakowało, okrojona brygada była w stanie wykonać taką samą pracę. Z czasem konstrukcje zaczęły stawać się coraz bardziej profesjonalne i dopracowane. Pojawiły się maszyny z silnikami diesla, które oferowały znacznie niższy koszt pracy, choć oczywiście kosztowały więcej niż modele z silnikami benzynowymi. W końcu za tego typu maszyny wzięły się firmy z czołówki branży, jak np. JCB.
Wozidła JCB serii HTD
W chwili gdy segmentem zainteresowały się naprawdę duże firmy, znaczenie i rozpoznawalność tych maszyn wzrosły drastycznie. Skoro taki podmiot jak JCB decyduje się na firmowanie maszyny swoim logo i inwestuje w rozwój, to czemu by nie spróbować? Popyt na tego typu sprzęt zaczął się oczywiście na zachodzie, gdzie wspomnianej siły ludzkiej zaczęło brakować znacznie wcześniej niż u nas, jednak trend nas dogonił bardzo gwałtownie i dziś wielu polskich przedsiębiorców rozgląda się za tego typu mikrowozidłami.
Po podniesieniu kipra mamy dostęp do zbiornika oleju oraz zespołu pomp. Trochę szkoda, iż nie jest to osłonięte (nawet gumą), niemniej serwis nie powinien sprawiać problemów, fot. GSSeria HTD powstała właśnie z myślą o zaspokojeniu potrzeb w najmniejszym z profesjonalnych segmentów, bowiem wciąż istnieją także maszyny jeszcze mniejsze, które pozostały taczkami z napędem spalinowym, często bazujące na jednym kole i wymagające od operatora uniesienia częściowego ładunku, czasem już na pełnym podwoziu, zwykle kołowym, które wymagają jedynie kierowania. Przy ładowności na poziomie 500 kg i masie własnej poniżej 1 t, JCB HTD-5 to startowe optimum. Maszynę cechuje moc od 5 do 8 KM, co jest uwarunkowane zastosowanym silnikiem. Pod pokrywą możemy znaleźć zarówno silnik benzynowy Hondy – model GX270 o mocy 8 KM znany z zagęszczarek czy generatorów, a także jednostkę Yanmara L70, czyli jednocylindrowy diesel o pojemności 0,32 l i mocy 5 KM chłodzony powietrzem lub też Lombardini I5LD350S o mocy 5 KM. W maszynach produkowanych w tej chwili będzie on występował pod nazwą REHLKO, w nieco starszych Kohler, a w najstarszych właśnie jako Lombardini.
Sterowanie jest proste, intuicyjne i może być prowadzone albo z podestu maszyny, albo z poziomu gruntu, fot. GSNapęd przekazywany jest bezpośrednio dzięki sprzęgła podatnego na zespół trzech pomp zębatych. Standardowo dla takich konstrukcji układ wygląda tak, iż po jednej pompie przypada na każdy hydromotor gąsienicy, zaś trzecia pompa służy do napędu osprzętu. Co daje taki układ? Płynność wszystkich ruchów, choćby podczas jazdy. Oczywiście większe znaczenie ma to w przypadku mikroładowarek, jednak choćby w takim wozidle odczujemy różnicę w pracy między trzema pompami a jedną lub tandemem. Maksymalny wydatek wynosi 27 l/min, zaś ciśnienie robocze 150 barów. JCB HTD-2 ma dwie prędkości jazdy uzyskiwane z chłonności silników: 0-2,5 km/h oraz 0-4 km/h. Co jest charakterystyczne dla HTD-5, wozidło oferuje podwyższoną wysokość wysypu dzięki zastosowaniu kinematyki z dodatkowymi ramionami, a zatem wysokość od podłoża do krawędzi skrzyni to aż 1450 mm. Ponadto maszyna jest bardzo zwarta: 1700 mm długości, 1100 mm wysokości oraz co najważniejsze 690 mm szerokości, co sprawia, iż mieści się w standardowy otwór drzwi ze sporym zapasem.
Elektryczne wozidło HTD-5E
Skoro mowa o wjeżdżaniu do pomieszczeń maszyną, to nie sposób nie wspomnieć o tym, iż seria HTD oferuje także model elektryczny. Co ważnie HTD-5E zabiera na pokład taki sam ładunek (500kg) i waży kilka więcej, bo 1,1 tony przy nieco większej szerokości 706 mm. Maszynę napędza silnik o mocy 4,5 kW (6 KM, moc szczytowa chwilowa 12 KM), który zasilany jest z baterii 4,9 kWh pracującej na napięciu 48 V. Czas ładowania od 20 do 80% wynosi około 75 minut przy ładowaniu z sieci ze standardowego gniazdka 230V/16A. Aby naładować całkowicie wyczerpaną baterię do maksimum, producent podaje czas około 2 godzin.
Wariant elektryczny jest tożsamy ze spalinowym, różnice polegają na zastosowaniu silnika elektrycznego i baterii, hydraulicznie są to takie same maszyny, fot. JCBCeny wozideł JCB i sytuacja rynkowa
Jeżeli chodzi o nowe maszyny, to za HTD-5 trzeba zapłacić około 10 tys. euro netto, oczywiście końcowa cena będzie zależała od zastosowanego silnika, standardowo maszyna z dieslem będzie znacznie droższa. Do elektryka dopłata będzie choćby dwukrotna, ale to maszyna dla tych, którym taki napęd będzie się opłacał z racji częstej pracy w pomieszczeniach lub strefach, gdzie występuje zakaz pracy maszynami spalinowymi.
Znacznie lepiej jest o ile spojrzeć na rynek maszyn używanych. Modele spalinowe, z roczników 2024-2025 ze skromnymi przebiegami poniżej 50 godzin można kupić już za 35-40 tys. zł i będą to maszyny z dieslem. Starsze maszyny z lat 2018-2023 często schodzą z ceną poniżej 30 tys., ale trzeba uważać. W tego typu maszynach bardzo łatwo jest o „korektę” licznika, czy też zwyczajnie licznik motogodzin jest uszkodzony. Większą uwagę trzeba zwrócić na pracę silnika, hydrauliki i stan podwozia niż na to, jakimi wartościami przebiegu kusić będzie sprzedający. O ile potencjalny remont jednostki napędowej można rozwiązać wymianą jej np. na stosunkowo tani silnik Hondy lub jego zamienniki, o tyle wymiana pomp może kosztować brakujące 10 tys. i więcej, które zaoszczędziliśmy wybierając maszynę starszą.

2 godzin temu















