Technologia jako nowa geopolityka

7 godzin temu

Jeszcze nie dawno patrzyliśmy na siłę państw poprzez ich możliwości obronny terytorium, a choćby poprzez zdolności zawładnięcia nowych. To na tym polu budowali swoje strefy wpływów, kształtowali rozwój gospodarek oraz pokazywali swoją siłę na arenie międzynarodowej. Oczywiście ta kwestia zostaje przez cały czas istotna, ale w tej chwili bez wątpienia nową siłę stanowi rozwój nowych technologii, sztucznej inteligencji, wirtualnego pieniądza. Nowe rozdanie w geopolityce wychodzi już poza ramy terytorium, a nowi budowniczy świata idą dziś o krok dalej i przy udziale kapitału mierzą się z nowym globalnym rozdaniem. Ten, kto będzie kontrolował nowe technologie, będzie kreował świat.

Bruno Maçães zachęca do poszukania nowych budowniczych tego świata, świata nowego układu geopolitycznego, który będzie kreowany w przyszłości. Autor w pierwszej części sięga do historycznego spojrzenia na tworzenie się mocarstw. W umiejętny sposób pokazuje czytelnikom, jak na kartach historii podejmowane były próby budowy świata. Niezmiennie od wieków władza przypada tym, którzy projektują system i układają puzzle według własnej kompozycji, a nie tym, którzy są bacznymi obserwatorami. Bitwy wygrywają bowiem hegemoni, którzy wiedzą jak to robić i potrafią narzucić swoją „architekturę” reszcie świata.

Cofając się do kart historii, Maçães ukazuje, jak układy międzynarodowe kształtowały się w ciągu wieków, przywołując metafory z technicznego świata, które w szczególny sposób odnosiły się do przełomowych wydarzeń historycznych. W XVIII i XIX wieku świat postrzegany był jako precyzyjnie działający mechanizm zegarowy, w którym równowaga sił miała być osiągnięta przez wzajemne balansowanie państw-trybów. Jednak Pierwsza Wojna Światowa ukazała, iż taki mechaniczny porządek jest nietrwały, ponieważ mocarstwa nie mogą zadowolić się statycznym układem i zawsze będą dążyć do przewagi nad innymi. Po II wojnie światowej – co stanowi jeden z kluczowych punktów przedstawionych przez autora – Stany Zjednoczone, będąc wówczas „światowym budowniczym”, stworzyły porządek, który był nam dobrze znany aż do niedawna.

Siła dolara, strefy wpływów USA w Europie i na świecie, infrastruktura dla globalnego handlu i przepływu kapitału to niejako „uprawnienia Administratora” systemu – nic bez nas nie może się wydarzyć, a wy – jako „użytkownicy” – funkcjonujecie według mojego schematu. Świat zaakceptował tę dominację i przez długie lata dążył do utrzymania liberalnego porządku wytyczonego przez Stany Zjednoczone. Tutaj Bruno Maçães stawia celnie diagnozę, iż właśnie te reguły zapisane przez Amerykę stały się początkiem tego, co obserwujemy obecnie, czyli podejścia Chin i Rosji, które desperacko chcą się odłączyć od systemy stworzonego 70 lat temu, a choćby więcej – iż to właśnie Chiny chcą przejąć rolę administratora i kreatora tego świata.

Wiodąca rola Chin staje się faktem. Przejście od „montowni” świata do gracza, budowniczego nowej rzeczywistość przyświeca Xi Jinpingowi w tworzeniu nowej strategii tego supermocarstwa. Chce on nadawać kształt nowemu rozdaniu i mocno oddziaływać na kształtujący się układ geopolityczny już nie z wiodącą rolą jednego mocarstwa Ameryki, ale mocnej siły innowacyjności idącej ze Wschodu. Chiny chcą zarządzać całymi łańcuchami wartości przy maksymalnym wykorzystaniu technologii. Znana marka BYD, według raportów, ma 25-procentową przewagę kosztową nad markami północnoamerykańskimi i europejskimi. Stąd nie dziwmy się, iż w Polsce w roku 2025 było ok. 20 chińskich marek samochodów, a ich sprzedaż wzrosła o 10 procent. Konkurencja cenowa już ma wpływ na decyzje polskiego konsumenta. Oprócz motoryzacji autor wskazuje na kolejny aspekt, czyli transport morski: budowa statków i kontrola portów. Chiny dominują w sektorach kluczowych już nie tylko w taniej produkcji. Cel Chin jest jeden: uczynienie świata zależnym od ich kraju, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa własnej gospodarki na sytuacje zewnętrzne.

Mówiąc o hegemonach, nie sposób pominąć także Rosji, która wciąż dąży do utrzymania swojej władzy głównie poprzez konflikty zbrojne. Dziś jednak te starcia toczą się na nowych frontach, gdzie wojna przybiera formę technologicznego konfliktu, w którym kluczową rolę odgrywają globalne systemy energetyczne, finansowe i handlowe.

Osobiście zgadzam się z Maçãesem, iż tradycyjna geopolityka ustępuje dzisiaj miejsca technologii. Przedrostek „geo” nie odnosi się już tylko do ziemi, ale także do wirtualnych światów, które mamy zdolność tworzyć i kontrolować. Dziś stajemy przed faktem nowych wartości cyfrowego pieniądza, dostępu do energii i wreszcie technologicznej układanki w wydaniu AI.

Kryptowaluty stają się odpowiedzią na kryzysy współczesnego świata i pozwalają wychodzić poza politykę wewnętrzną banków centralnych, tym samym mogą kreować nowe rozdanie w systemach finansowych. Efektem jest i będzie globalna transformacja i poczucie niezależności społeczeństw. Pytanie, które sobie stawiam, nie będąc aż takim optymistą, to czy jest to na pewno dobra droga i czy faktycznie nie przechodzimy z jednego świata sterowanego globalnie przez globalne instytucje finansowe w drugi, a nasza niezależność jest złudna.

Nie do końca podzielam jednak pogląd Maçãesa w kwestii energii odnawialnej, która – jak twierdzi autor – jest lepsza, ponieważ jest technologicznie nowocześniejsza, strategicznie bezpieczniejsza i daje większą kontrolę nad przyszłością geopolityczną niż węgiel czy ropa. Trudno z tym polemizować, jednak czy dzisiejsze działania USA w Wenezueli oraz decyzje kolejnych państw o rezygnacji z zielonych źródeł energii nie wskazują na to, iż toczy się walka o konkurencyjność rynków? Wygląda na to, iż jednym ze sposobów zwiększenia tej konkurencyjności jest zapewnienie większej dostępności zasobów energetycznych, na przykład dla centrów danych i potrzeb nowych technologii, które, niestety, są niezwykle energochłonne.

I ostatni punkt, który autor opisuje w swojej książce, to świat wirtualny Metaversum. Wspomniany przez Maçãesa film „Matrix” staje się faktem. Cyfrowa, wirtualna rzeczywistość i możliwości, jakie niesie za sobą technologia, bardzo gwałtownie wprowadzają nas w nową rzeczywistość, która jest kreowana przez globalnych liderów technologicznych, ale nie zapominajmy o tym, iż są to liderzy, którzy mają swoje pochodzenie w danych państwach, mocarstwach. Modele takie jak GPT czy Sora to nie wyszukiwarki, ale „wirtualne silniki” kreujące rzeczywistość zgodnie z zadanymi regułami. Ten, kto trenuje modele, ustala zasady gry „prawdy” w wirtualnym świecie. Przykładem jest chiński model AI wytrenowany w „myśl Xi Jimpinga” czy kontrowersje wokół stronniczości modelu Gemini.

Maçães w swojej książce bardzo trafnie wskazuje na skalę dynamiki zmian, która następuje w świecie, a nowe rozdanie w globalnej rzeczywistości geopolitycznej kreują nowe supermocarstwa. Obecna władza coraz mniej zależy od państw, a coraz bardziej od tych, którzy projektują i kontrolują systemy już nie tylko te realne, ale też i wirtualne, finansowe czy energetyczne. Jako Europejczyk po lekturze książki Maçãesa zastanawiam, gdzie w tym wszystkim odnajdzie się Unia Europejska? Zaniechania wydatków technologicznych i nowe wyzwania opisane m.in. w raporcie Draghiego pokazują, iż UE już ma problem w odnalezieniu się w układzie kreowanym przez USA i Chiny. Co będzie dalej? Zobaczymy…

Tomasz Mrysz

Członek Zarządu Ipopema Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A., menadżer z wieloletnim doświadczenie w sektorze finansowym i inwestycyjnym

Idź do oryginalnego materiału