Ktoś chce zbudować fabrykę. Fabrykę, która produkuje więcej mocy obliczeniowej dla AI niż cały świat dzisiaj.
Brzmi absurdalnie? Dokładnie taki plan ogłosił Elon Musk, no bo któż by inny? Projekt nazywa się TeraFab i według założeń ma wygenerować tyle mocy obliczeniowej, iż dzisiejsza globalna produkcja chipów AI to zaledwie kilka procent tego, co Musk chce osiągnąć.
To nie jest tylko kolejna inwestycja, ale próba przejęcia kontroli nad całym łańcuchem wartości AI.
Tylko iż żeby to zrobić, trzeba wydać biliony dolarów, zbudować coś, czego nikt wcześniej nie zbudował i wygrać z firmami, które robią to od dekad.
Genialny ruch, który wyniesie Teslę na zupełnie nowy poziom? Być może. Na pewno to ruch, który każdy powinien śledzić, bo jego sukces zdecyduje, kto będzie jednym z liderów świata AI za 10 lat.
Tesla chce przejąć kontrolę nad AI. TeraFab zmienia zasady gry!
Czym jest TeraFab i dlaczego ten projekt brzmi tak ekstremalnie
TeraFab to w założeniu coś znacznie większego niż kolejna fabryka półprzewodników. Musk opisuje ten projekt jako próbę zbudowania zaplecza, które pozwoli produkować moc obliczeniową na poziomie pobierającym jeden terawat rocznie. To 1000 gigawatów, a w praktyce coś wykraczającego poza normalne wyobrażenie. Żebyśmy ustawili sobie jakiś punkt odniesienia, to dzisiejsza globalna produkcja chipów dla AI zabiera jakieś 20 gigawatów rocznie, czyli zaledwie 2% tego, co chce osiągnąć Elon Musk.
Nie chodzi więc o wejście w istniejący rynek, tylko o jego całkowite przeskalowanie. Oczywiście to nie tak, iż Tesla wybuduje wszystko w rok. Poziom jednego terawata to cel długoterminowy, osiągalny według Muska realnie dopiero w przyszłej dekadzie.

Żeby zrozumieć, dlaczego to brzmi aż tak ekstremalnie, trzeba najpierw zobaczyć, jak działa obecna branża półprzewodników.
Budowa fabryki półprzewodników to nie jest projekt typu „wydajemy pieniądze i mamy efekt”. Najbardziej zaawansowane fabryki na świecie kosztują dziś 20–30 miliardów dolarów, a ich budowa trwa kilka lat. TSMC dochodziło do swojego obecnego poziomu przez ponad 30 lat, iterując procesy, poprawiając je i ucząc się na błędach.
W półprzewodnikach nie chodzi tylko o to, żeby coś wyprodukować, ale żeby zrobić to z odpowiednią jakością i powtarzalnością. choćby drobne błędy w procesie mogą sprawić, iż większość produkcji nadaje się do wyrzucenia.
To oznacza, iż choćby przy nieograniczonym budżecie nie wszystko da się przyspieszyć.
Proces jest jednak mocno rozproszony. Jedna firma projektuje chip, inna go produkuje, jeszcze inna zajmuje się pakowaniem i testami. Do tego dochodzą dostawcy litografii i reszty sprzętu. Każdy etap to osobna specjalizacja, osobne firmy i przede wszystkim masa czasu.
Jak TeraFab ma zmienić model produkcji chipów AI
TeraFab ma odwrócić ten model i tutaj Musk widzi przewagę. jeżeli logika, pamięć, litografia, pakowanie i testy znajdą się w jednym miejscu, to skraca się nie tylko fizyczny dystans między etapami, ale też czas podejmowania decyzji. Inżynier nie musi czekać, aż kolejny partner dostarczy wyniki, aż inna firma zwolni moce albo aż materiał wróci z testów. Cały cykl od pomysłu do poprawki może zostać mocno skrócony.
W pewnym sensie to powrót do korzeni branży, bo początkowo spółki półprzewodnikowe były bardziej zintegrowane, a dopiero potem zaczęły się specjalizować. Teraz Tesla chce ponownie odwrócić ten proces.
Ten element jest najważniejszy. W półprzewodnikach przewaga nie wynika tylko z tego, kto produkuje najwięcej i najtaniej, ale z tego, kto najszybciej poprawia swoje kolejne projekty. Musk zakłada, iż dzięki takiej strukturze Tesla będzie w stanie iterować kolejne rodzaje chipów choćby o rząd wielkości szybciej niż obecni liderzy rynku.
Jeśli to się sprawdzi, to przewaga Tesli nad konkurentami będzie ogromna, bo nikt inny nie będzie mógł konkurować z Teslą pod względem tempa ulepszania kolejnych generacji chipów. Postęp, który zajmuje konkurencji rok, Tesli powinien zajmować wtedy na przykład niecałe dwa miesiące. Oczywiście mówimy tutaj o wizji, w której wszystko idzie zgodnie z planem.
Kolejnym wyróżnikiem TeraFab ma być gotowość do eksperymentowania. Duzi gracze tacy jak TSMC czy Samsung obsługują wielu klientów i miliardy dolarów zamówień, więc ich priorytetem jest przewidywalność, stabilność i niezawodność procesu.
Taki model premiuje ostrożność. Nie testuje się tam chętnie dziwnych pomysłów tylko dlatego, iż brzmią ciekawie, bo koszt błędu jest gigantyczny. Musk sugeruje natomiast, iż TeraFab ma być miejscem, gdzie można szybciej sprawdzać bardziej ryzykowne koncepcje. Innymi słowy, nie fabryka jako konserwatywna maszyna do kopiowania sprawdzonych rozwiązań, tylko fabryka jako laboratorium przemysłowe.
Po co Muskowi własna fabryka półprzewodników
To podejście jest powiązane z celem, jaki stawia sobie TeraFab. Całość nie ma bowiem produkować uniwersalnych chipów dla wszystkich klientów, tak jak robią to TSMC czy Samsung. Celem jest tworzenie układów zoptymalizowanych pod bardzo konkretne zastosowania, stricte dla rozwiązań wewnętrznych Tesli, SpaceX i xAI. To nie będzie masowa produkcja dla wszystkich, ale wyspecjalizowana produkcja na potrzeby wewnętrzne. Na dziś znamy dwa najważniejsze zastosowania, w które celuje Musk. Z jednej strony mają to być chipy do samochodów autonomicznych Tesli i do robotów Optimus.
Z drugiej strony pojawia się zupełnie inny kierunek, czyli układy projektowane z myślą o pracy w kosmosie, odporne na promieniowanie i wysokie temperatury. Klasyczne chipy mają problem z odprowadzaniem ciepła w kosmosie. To generuje potrzebę instalowania ogromnych radiatorów, które będą odprowadzać ich ciepło. Tesla zamierza rozwiązać ten problem właśnie przez zaprojektowanie i wyprodukowanie odpowiednich chipów, które ten problem rozwiązują.
Musk przewiduje, iż w ciągu kolejnych lat umieszczanie chipów w kosmosie stanie się tańsze niż na Ziemi. Wynika to z braku ograniczeń gruntowych, braku konieczności stosowania baterii, bo słońce świeci tam zawsze, oraz kilkukrotnie większej efektywności paneli słonecznych niż na powierzchni planety.
W tym sensie TeraFab to kolejny klocek w tej układance. TeraFab ma dostarczyć moc obliczeniową niezbędną Muskowi do realizacji marzenia o kolonizacji Układu Słonecznego, a przynajmniej do kolonizacji Marsa.
W tym sensie projekt TeraFab zaczyna wychodzić poza standardową logikę biznesową. Własna produkcja chipów Tesli przestaje być po prostu dodatkiem do biznesu albo pomysłem biznesowym na rywalizację z TSMC. To pewnego rodzaju wizja nastawiona na potrzeby wewnętrzne.
Największe ryzyka projektu TeraFab
Problem polega na tym, iż to wszystko jest cholernie trudne do wdrożenia. Sama budowa fabryki półprzewodników to jeden z najbardziej kapitałochłonnych i technologicznie wymagających projektów na świecie. Próba zintegrowania wszystkiego w jednym miejscu i jednocześnie przyspieszenia iteracji to wyższy poziom trudności, którego nikt jeszcze nie osiągnął.
To jak rzucanie się na głęboką wodę z kieszeniami pełnymi kamieni. To nie jest projekt z wysokim ryzykiem, ale projekt, w którym porażka jest scenariuszem bazowym.
Nowe fabryki półprzewodników niemal zawsze mają opóźnienia i niemal zawsze przekraczają budżet, a tutaj mówimy o próbie zbudowania najbardziej zaawansowanej i jednocześnie najbardziej zintegrowanej fabryki na świecie.
Do tego dochodzi jeszcze jeden problem – ludzie. Inżynierowie od półprzewodników to absolutna elita i ich liczba jest ograniczona. Tesla będzie musiała konkurować o nich z TSMC, Intelem, Samsungiem i całym Big Techem.
Spójrzmy zresztą na liczby i wymagania niezbędne do realizacji tego projektu, który ma powstać w Austin w Teksasie.
Zgodnie z szacunkami analityków Bernstein, aby osiągnąć cel, czyli jeden terawat rocznej mocy obliczeniowej, projekt wymagałby wydania od 5 do 13 bilionów dolarów. Dla porównania hyperscalerzy tacy jak Microsoft, Meta, Google i Amazon w 2026 roku mają wydać na inwestycje 600 miliardów dolarów, a przypomnę, iż ich wydatki i tak są już uznawane za absurdalnie wysokie.

Dla wzrokowców można to porównać na wykresie. Pierwszy słupek od prawej to maksymalny oszacowany zakres wydatków na TeraFab, drugi to minimalny oszacowany zakres inwestycji w TeraFab, a trzeci słupek to planowana suma inwestycji największych Big Techów w 2026 roku, czyli właśnie ten najwyższy słupek z poprzedniego wykresu, który widzieliście. To silna przesłanka za tym, iż tak naprawdę dopiero wkraczamy w erę dużych inwestycji.

Skala sprawia, iż projekt TeraFab jest ponad możliwości samej Tesli, która i tak generuje dużo niższy cashflow niż choćby najwięksi giganci technologii. Podczas gdy Amazon wytworzył w 2025 roku około 140 miliardów dolarów operacyjnej gotówki, to Tesla w tym samym czasie zrobiła jakieś 15 miliardów dolarów.

Sama Tesla tego nie udźwignie. Jakie są więc możliwości? Partnerstwa z Big Techem. Firmy takie jak Microsoft, Amazon czy Google i tak wydają dziś setki miliardów dolarów na infrastrukturę AI. Dla nich wejście w taki projekt mogłoby oznaczać dostęp do mocy obliczeniowej na zupełnie innym poziomie.
Opcją w zasadzie pewną, jeżeli projekt miałby być realizowany, jest wsparcie rządowe. Stany Zjednoczone już dziś inwestują dziesiątki miliardów dolarów w rozwój produkcji chipów w ramach CHIPS Act, bo to kwestia bezpieczeństwa technologicznego i rywalizacji z Chinami.
Trzeci scenariusz to coś, co Musk robi bardzo często, czyli budowanie ekosystemu. Tesla, SpaceX i xAI jako jeden organizm, który wspólnie finansuje rozwój infrastruktury potrzebnej do realizacji ich własnych celów.
Jak TeraFab może zmienić tożsamość Tesli
W kontekście całego projektu TeraFab warto zobaczyć, jak zmienia się tożsamość Tesli jako spółki.
W najbardziej optymistycznym scenariuszu Tesla staje się czymś w rodzaju połączenia Nvidii i TSMC w jednym organizmie, który do tego dominuje w świecie autonomicznej robotyki. Mają własne chipy, własną produkcję i pełną kontrolę nad rozwojem AI.
To oznacza ogromną przewagę konkurencyjną, bo nie musi czekać na dostawy, nie musi konkurować o zasoby i może rozwijać swoje systemy szybciej niż reszta rynku.
Ale jest też drugi scenariusz. jeżeli TeraFab się nie uda, to mówimy o spaleniu setek miliardów dolarów, ogromnej presji na wyniki finansowe Tesli i ryzyku utraty zaufania inwestorów.
Jeszcze kilka lat temu narracja dookoła Tesli była paradoksalnie prostsza niż dziś. Tesla to producent samochodów elektrycznych, który ma przewagę technologiczną i rośnie szybciej niż reszta rynku. Dziś ta opowieść jest już niewystarczająca, zarówno dla samej spółki, jak i dla inwestorów.
Tesla coraz wyraźniej próbuje przesunąć punkt ciężkości w stronę tego, co nazywa „physical AI”, czyli sztucznej inteligencji działającej w świecie fizycznym.
Większość firm AI koncentruje się na modelach językowych, analizie danych czy software’owych produktach. Tesla chce budować systemy, które realnie działają w przestrzeni, poruszają się, podejmują decyzje i wykonują pracę. Samochody autonomiczne, roboty humanoidalne czy potencjalnie inne urządzenia to właśnie ta kategoria. Warto dodać, iż to też są produkty odporne na zastąpienie przez AI. W tym sensie Saasapokalipsa nie ma prawa dotknąć Tesli, bo ona po prostu produkuje „sprzęt”.
Robotaxi, Optimus i physical AI jako nowa oś wzrostu
Auta zaczynają pełnić tutaj trochę inną rolę niż wcześniej. przez cały czas są ważnym źródłem przychodów, ale przestają być jedynym produktem, wokół którego budowana jest cała spółka. Tesla wykorzystuje flotę samochodów jako narzędzie do trenowania modeli AI, zbierania danych, rozwijania systemów autonomicznych i generowania gotówki na inwestycje. Wartość auta nie kończy się więc dla Tesli na momencie sprzedaży, ale trwa dalej w postaci danych i możliwości rozwoju systemu oraz kolejnych produktów.
To wyższy poziom ucieczki do przodu. Kiedy wyniki finansowe Tesli zaczęły słabnąć, a sprzedaż samochodów znalazła się pod presją przez chińskich konkurentów, Elon Musk zamiast walczyć za wszelką cenę o ten konkretny rynek postanawia bez sentymentów wykorzystywać go jako zaplecze do rynku o wiele większego i bardziej perspektywicznego.

Kluczem jest w tym również Robotaxi. To próba zbudowania całego modelu biznesowego opartego na autonomii. Zamiast sprzedawać samochód jednemu właścicielowi, Tesla chce, żeby pojazd generował przychody w czasie, przewożąc pasażerów. Auto przestaje być produktem jednorazowym, a zaczyna działać jak aktywo choćby po sprzedaży. Tesla przedstawiła niedawno bardzo agresywną wizję rozwoju floty autonomicznej. Miesiąc temu liczyła ona około 500 pojazdów, a celem jest miesięczne podwajanie jej skali. Równolegle spółka planuje uruchomienie usług robotaxi w siedmiu nowych miastach w ciągu najbliższych pięciu miesięcy.
Pojawił się też pomysł „Airbnb dla aut”. To koncepcja, zgodnie z którą właściciel Tesli może oddelegować swoje auto do odbywania kursów w momencie, kiedy z niego nie korzysta. Na takiej zasadzie, iż skoro samochód jest autonomiczny i potrafi jeździć bez kierowcy, to może na siebie zarabiać, kiedy my go nie potrzebujemy. To zmienia ekonomikę posiadania samochodu, bo już nie tylko za niego płacimy, ale możemy też na nim zarabiać.
Jeszcze większą zmianą jest Optimus. Tutaj Tesla próbuje wejść w zupełnie nową kategorię, czyli robotykę humanoidalną. To już nie jest rozszerzenie istniejącego biznesu, tylko próba stworzenia nowego rynku.
Projekt przemysłowy, z własnym łańcuchem dostaw, własną dynamiką skalowania i zupełnie innymi wyzwaniami niż w automotive. Jednym z najbardziej konkretnych ruchów w tym kierunku jest zakończenie produkcji modeli pojazdów S i X. Musk wskazuje, iż linia produkcyjna we Fremont ma zostać zastąpiona produkcją Optimusa na skalę choćby 1 mln sztuk rocznie.
Jednocześnie zarówno robotaxi, jak i Optimusy mają działać na oprogramowaniu FSD, które już teraz jest szkolone i rozwijane na bazie danych zbieranych przez tysiące samochodów Tesli, które codziennie jeżdżą po ulicach na całym świecie.

Znajdziesz tam więcej wartościowych treści o inwestowani, giełdzie i rynkach.
DNA Rynków – merytorycznie o giełdach i gospodarkach
Energia, chipy i uniezależnienie się od Nvidii
Do tego dochodzi segment magazynów energii, który z roku na rok rośnie i zaczyna wyglądać jak coraz bardziej stabilny filar wzrostu. Megapacki i Powerwalle odpowiadają na rosnące zapotrzebowanie na magazynowanie energii, a jednocześnie wpisują się w szerszą wizję infrastruktury zasilającej systemy AI i centra danych.

Wszystkie te elementy łączy jedno. Tesla próbuje budować własny, zamknięty ekosystem technologiczny. Od energii, przez sprzęt, aż po oprogramowanie i usługi. W tym układzie TeraFab przestaje być egzotycznym projektem, a zaczyna wyglądać jak kolejny krok w stronę pełnej kontroli nad kluczowymi komponentami.
TeraFab to w praktyce częściowa próba uniezależnienia się od Nvidii. Dziś to Nvidia jest absolutnym centrum świata AI. Kontroluje dostęp do mocy obliczeniowej i narzuca warunki całemu rynkowi. Każda firma, która chce rozwijać AI na dużą skalę, jest od niej w jakimś stopniu zależna.
Tesla już wcześniej próbowała to obejść, budując własne chipy, takie jak Dojo. TeraFab to kolejny krok w tym kierunku, tylko na zupełnie innym poziomie.
Jeśli to się uda, Tesla przestanie być klientem Nvidii.
W czasach, gdy cały świat rzucił się na układy scalone jak oszalały, a fabryki po prostu nie wyrabiają z podażą i nie są w stanie obsłużyć wszystkich klientów, Musk stwierdził, iż musi samodzielnie zapewnić dostawy dla swojego imperium. Ma wiele ambitnych projektów i każdy z nich wymaga mocy obliczeniowej. Uznał więc, iż nie może opierać się na dostawcach z zewnątrz, którzy mają niedobory mocy produkcyjnych.
To trochę jak Amazon, który w pewnym momencie wysyłał już tyle paczek, iż zewnętrzni kurierzy nie dawali rady obsłużyć ich wszystkich wystarczająco szybko, więc Amazon musiał zadbać o własną logistykę. Co się stało później? Gigant zdominował rynek logistyczny.
Co TeraFab może oznaczać dla inwestorów Tesli
Tesla otwarcie komunikuje, iż wchodzi w okres intensywnych inwestycji, szczególnie w okolicach 2026 roku. To oznacza większe nakłady na rozwój, nowe linie produkcyjne, infrastrukturę AI i projekty, które jeszcze nie generują stabilnych przychodów. Z punktu widzenia wyników finansowych oznacza to większą zmienność i presję na marże w krótkim i średnim terminie.

Inwestorzy wydają się to akceptować i do pewnego stopnia muszą wierzyć w wizję Elona Muska, bo zysk operacyjny spółki w ujęciu rocznym spada od kilku lat, ale cena akcji mimo swojej ogromnej zmienności jednak w tym czasie rośnie.

Rynek po prostu wie, iż Tesli nie należy traktować jak spółki dojrzałej i nie ocenia się jej po bieżących wynikach finansowych. Z każdym kolejnym kwartałem Tesla coraz mocniej utwierdza inwestorów w tym przekonaniu. Projekt TeraFab to kolejny dowód na to, iż firma konsekwentnie odchodzi od prostej klasyfikacji jako spółki typu automotive.
Tak naprawdę TeraFab nie jest projektem o chipach, tylko o kontroli nad przyszłością AI. I jak w przypadku większości rzeczy związanych z Elonem Muskiem, problem nie polega na tym, iż to jest niemożliwe. Jest jednak ekstremalnie trudne.
Być może właśnie to jest najciekawsze w całej tej historii. TeraFab nie jest projektem, który ma działać za rok czy dwa, ale jest projektem, który ma działać wtedy, gdy świat będzie zdominowany przez AI.
Musk robi to samo, co robił już wielokrotnie wcześniej. Nie próbuje wygrać w grze, która istnieje, tylko tworzy własną grę na własnych zasadach, a wtedy dużo łatwiej jest wygrać.
Jeśli choć część jego wizji się zrealizuje, to sama Tesla nie będzie zwykłą spółką technologiczną, ale fundamentem całego globalnego ekosystemu AI pod rękę z Nvidią.
Dziś Tesla to tylko jedna z wielu ciekawych i ambitnych spółek, które chcą osiągnąć coś więcej. W Strefie Premium DNA Rynków możesz poznać ich znacznie więcej. Korzysta z niej już regularnie ponad 4900 osób. jeżeli chcesz mieć jeszcze bardziej bieżący wgląd w to, co naprawdę ważne na rynkach, to nie czekaj z dołączeniem. Wszyscy dostają tam codziennie różne analizy i przemyślenia o rynkach i gospodarce ode mnie i całego zespołu, a do tego możliwość obserwacji, jak sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości prawie 7 milionów złotych.
Duże pieniądze i dużo emocji, ale gwarantuję, iż jeszcze więcej nauki. Więcej na ten temat znajdziesz na stronie premium.dnarynkow.pl. Link oczywiście w opisie nagrania, a w tym materiale to już wszystko.
Do zarobienia,
Piotr Cymcyk

5 godzin temu
Obserwuj 





