Fintokei, firma prop tradingowa z Czech, opublikowała dwa wywiady ze swoimi traderami – Miłoszem z Polski i Benjaminem z Ghany. Po lekturze obu rozmów, nie można oprzeć się wrażeniu, iż są to materiały marketingowe firmy, która promuje swoich najlepszych traderów. Ale choćby w takich tekstach, jeżeli się dobrze popatrzy, jest sporo prawdy o tym, jak naprawdę wygląda prop trading. Spróbujmy zatem wyciągnąć z nich samą esencję.
Obaj zaczęli od straty. I dobrze, iż o tym mówią
Miłosz pytany o pierwszą transakcję mówi wprost: „wynik nie był dobry, bądźmy szczerzy.” Za duży lewar, za duża pozycja, pieniądze zniknęły szybciej niż zdążył zareagować. Klasyka.
Benjamin? Ten zaczął od 20 dolarów w 2019 roku, od sygnałów z grupy na WhatsApp. Kiedy zobaczył, iż moderator grupy zarabia na tej samej transakcji kilkaset razy więcej, zwiększył lot, żeby dorównać. Konto wyparowało „w ułamku sekundy” – to jego słowa.
I tu jest coś, o czym się rzadko mówi otwarcie w materiałach prop firmów. Obaj traderzy, zanim doszli do jakichkolwiek wypłat, przeszli przez to, przez co przechodzi praktycznie każdy – stracili pieniądze, bo nie rozumieli, co robią. Nie ma w tym nic wstydliwego. Problem zaczyna się, kiedy ktoś trafia na reklamę propu, wpłaca za challenge i myśli, iż ominie tę fazę. Nie ominie.
Miłosz – daytrader, który przestał gonić wielkie ruchy
Miłosz handluje na DAX, S&P500 i złocie. Korzysta z MT5 i cTradera. Jego ewolucja jest dość typowa dla traderów, którzy w końcu zaczynają zarabiać – przeszedł od „czekam na wielki ruch” do „zamykam zysk szybciej niż bym chciał”. Każdy dzień tradingowy zaczyna bez otwartych pozycji. Celuje w RR 2:1 lub 3:1, ale sam przyznaje, iż w praktyce zamyka większość pozycji wcześniej.
Jego najlepsza transakcja w Fintokei to short na DAX z 28 maja. Dała mu wypłatę rzędu 9% konta w dwa tygodnie. Ale okoliczności tej transakcji są bardziej przyziemne niż mogłoby się wydawać – musiał wstać wcześnie rano z powodów domowych, usiadł przed ekranem i „transakcja po prostu się pojawiła.” Nie było żadnej genialnej analizy o 4 nad ranem. Było przygotowanie z poprzedniego dnia i trochę szczęścia. Miłosz zresztą tego nie ukrywa.
Co jest tutaj interesujące? Dwie rzeczy. Po pierwsze – buduje scenariusze, a nie prognozy. Przed sesją europejską i amerykańską sprawdza, co się działo wcześniej, i przygotowuje się na kilka wariantów. To może brzmieć banalnie, ale wielu traderów przez cały czas podchodzi do rynku z jednym „przekonaniem” i potem się dziwi, kiedy rynek robi coś innego.
Po drugie – jego uwaga o „tanim” i „drogim” instrumentach.
„Nigdy nie mów, iż coś jest tanie lub drogie, bo zawsze może być tańsze albo droższe.”
Trafiona obserwacja, szczególnie dla ludzi, którzy lubią łapać spadające noże, bo im się wydaje, iż „już tyle spadło, musi zawrócić.”
Benjamin – nauczyciel z Ghany, który handluje telefonem
Historia Benjamina jest interesująca z innego powodu. To facet, który na co dzień jest nauczycielem, handluje dosłownie na telefonie między lekcjami, a do Fintokei trafił, bo wygrał konto 100k w konkursie na X. Nie kupił challenge’u – wygrał go. To istotny szczegół, bo pokazuje, iż jego droga do fundingu była niestandardowa i praktycznie pozbawiona ryzyka finansowego.
Przez lata cierpiał na to, co sam nazywa „syndromem błyszczącego obiektu” – skakał od strategii do strategii, szukał tej jednej idealnej. Przełom nastąpił dopiero w tym roku, gdy przestał szukać i zaczął łączyć rzeczy, które już znał. Teraz łączy elementy SMC, ICT i własne obserwacje. Ryzykuje 0,5-1% konta na transakcję.
Jego najlepsza transakcja – short na USDJPY z 6 maja – ma dość zabawną historię. Benjamin otworzył pozycję w czasie sesji azjatyckiej, u niego była noc, i po prostu zasnął. Obudził się z ponad 2 000 dolarów zysku. To oczywiście nie jest metodologia, którą warto polecić – ale pokazuje, iż miał ustawiony sensowny stop i take profit, więc pozycja mogła pracować bez niego.
Bardziej wartościowa pod kątem nauki jest jego transakcja na ropie. Benjamin widział napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie, wiedział, iż mają tendencję do eskalacji w weekendy, i otworzył pozycję przed zamknięciem piątkowej sesji. Rynek otworzył się z luką na jego korzyść. Plan zakładał RR 1:5. Zamknął na 1:2, bo nie wytrzymał psychicznie. Cena poszła dalej, znacznie powyżej jego celu. Czy było to ryzykowne? Owszem. Ale finalnie – bardzo trafne.
Każdy trader, który to czyta, zna ten ból. Wiesz, iż plan był dobry. Widzisz, iż rynek robi dokładnie to, co przewidziałeś. Ale siedzisz i patrzysz na niezrealizowany zysk, i w głowie masz tylko „a co jeżeli zawróci”. I zamykasz. To nie jest problem analityczny – to problem psychologiczny. Benjamin przynajmniej ma tego świadomość, co już go stawia wyżej niż wielu innych.
Czego tu nie ma i co warto dopowiedzieć
To historie traderów, którym się udało. Nie dowiemy się z nich, ilu ludziom się nie udało, ilu opłaciło challenge i go nie przeszło, ilu zrezygnowało po miesiącu. A statystyki branżowe są dość jednoznaczne – według raportu Track360 rynek detalicznego prop tradingu generuje rocznie ponad 12 milionów prób podejścia do challenge’ów. Liczba traderów, którzy faktycznie dochodzą do regularnych wypłat, to ułamek tej liczby.
Jeśli czytasz ten tekst, bo rozważasz współpracę z Fintokei albo innym propem – historie Miłosza i Benjamina powinny ci uświadomić kilka rzeczy:
- Nikt nie zaczął od wygrywania. Obaj palili konta, uczyli się latami, popełniali podstawowe błędy. Miłosz handluje od 2020 roku, Benjamin od 2019. To nie jest biznes na trzy miesiące.
- Zarządzanie ryzykiem to nie slogan z kursu – to dosłownie jedyna rzecz, która pozwala zostać w grze wystarczająco długo, żeby się czegoś nauczyć. Miłosz z RR 2:1, Benjamin z ryzykiem poniżej 1% na transakcję. Nic spektakularnego. Właśnie o to chodzi.
- Psychologia zjada strategię na śniadanie. Benjamin miał plan na 1:5 RR na ropie – zamknął na 1:2, bo nie wytrzymał. Miłosz radzi po prostu odejść od komputera po serii strat. Obaj mówią mniej więcej to samo – musisz najpierw ogarnąć siebie, a potem wykres.
- I ostatnia rzecz – trochę szczęścia zawsze jest potrzebne. Miłosz złapał świetnego shorta na DAX, bo musiał wstać o piątej. Benjamin zasnął na otwartej pozycji i obudził się z zyskiem.
Można to oczywiście ubrać w historię o „przygotowaniu spotykającym okazję”, ale bądźmy szczerzy – element losowości w tradingu jest większy, niż większość ludzi chce przyznać. Dobry trader to nie ten, który eliminuje przypadek, tylko ten, który jest przygotowany, kiedy przypadek zadziała na jego korzyść.

8 godzin temu







