Rekordowo droga wołowina stała się w Stanach Zjednoczonych nie tylko problemem konsumentów, ale również tematem politycznym. Administracja Donalda Trumpa zdecydowała się na czasowe zwiększenie dostępu zagranicznego mięsa do amerykańskiego rynku. Przez 90 dni USA mają dopuścić dodatkowy import do 300 tys. ton wołowiny po niższych stawkach celnych. Celem jest obniżenie cen, ale amerykańscy hodowcy ostrzegają, iż taki ruch może uderzyć w krajową produkcję.
Trump otwiera USA na tańszą wołowinę. Na rynek trafi dodatkowe 300 tys. ton z importuUSA otwierają rynek na dodatkowe 300 tys. ton wołowiny
Donald Trump zapowiedział zwiększenie o 300 tys. ton ilości wołowiny, która będzie mogła wejść na rynek USA bez uruchamiania wyższej stawki celnej obowiązującej po przekroczeniu kontyngentu taryfowego.
Rozwiązanie ma obowiązywać przez 90 dni. Biały Dom poinformował, iż odpowiednie rozporządzenie wykonawcze ma zostać podpisane w ciągu dwóch tygodni. Nie wskazano jeszcze oficjalnie, z których państw będzie pochodzić dodatkowe mięso.
Według zapowiedzi prezydenta importowana wołowina ma być oferowana po cenach około 25 proc. niższych od obecnych stawek rynkowych. Chodzi przede wszystkim o surowiec wykorzystywany do produkcji mięsa mielonego.
Wołowina w USA jest rekordowo droga
Powodem interwencji są bardzo wysokie ceny mięsa. W lipcu kilogram mielonej wołowiny kosztował w USA około 15,19 dolarów, czyli o około 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Ceny znalazły się na rekordowych poziomach.
Problem nie wynika jednak wyłącznie z inflacji. Amerykański rynek walczy przede wszystkim z ograniczoną podażą bydła.
Według Reutersa pogłowie bydła w USA znajduje się w tej chwili na najniższym poziomie od 75 lat. Przez kilka lat hodowcy ograniczali stada w związku z suszą, niedoborem pastwisk oraz wysokimi kosztami pasz. Jednocześnie popyt konsumentów na wołowinę pozostawał stosunkowo mocny.
Mało bydła, duży popyt i problemy z Meksykiem
Sytuację dodatkowo skomplikowały ograniczenia dotyczące przywozu bydła z Meksyku. Stany Zjednoczone wstrzymały wcześniej część importu z powodu zagrożenia pasożytem atakującym zwierzęta.
To kolejny element ograniczający dostępność surowca dla amerykańskich zakładów mięsnych. Wysokie ceny bydła zaczęły jednocześnie uderzać w przetwórców – część zakładów ogranicza działalność lub zamyka moce produkcyjne.
W efekcie USA znalazły się w sytuacji, w której krajowa produkcja nie jest w stanie gwałtownie zwiększyć podaży. Odbudowa stada bydła wymaga bowiem kilku lat, a nie kilku miesięcy.
Hodowcy: tani import może zahamować odbudowę stad
Decyzja administracji Trumpa spotkała się z ostrą reakcją organizacji producentów bydła.
National Cattlemen’s Beef Association wskazuje, iż sprowadzenie większej ilości wołowiny po cenach poniżej obecnych stawek rynkowych może obniżyć ceny uzyskiwane przez amerykańskich hodowców. To z kolei może zmniejszyć ich skłonność do odbudowy stad.
Podobne argumenty przedstawiają przedstawiciele United States Cattlemen’s Association oraz politycy z rolniczych stanów. Ich zdaniem próba szybkiego obniżenia cen detalicznych może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego w dłuższej perspektywie.
Jeżeli hodowcy otrzymają słabszy sygnał cenowy, mogą ograniczyć inwestycje w zwiększanie pogłowia. A właśnie niewielka liczba bydła jest w tej chwili podstawowym źródłem problemów z podażą.
300 tys. ton to dużo? Ekonomiści mają wątpliwości
Choć liczba 300 tys. ton robi wrażenie, ekonomiści zwracają uwagę, iż w skali amerykańskiego rynku nie jest to przełomowa ilość.
Według cytowanego przez Associated Press ekonomisty Glynna Tonsora dodatkowy import odpowiada mniej więcej 3 proc. rocznej konsumpcji wołowiny w USA. Z tego powodu wpływ na ceny detaliczne może być ograniczony.
Podobne wątpliwości pojawiają się wśród analityków rynku surowców. Ich zdaniem dodatkowy import może chwilowo zwiększyć dostępność mięsa, ale nie rozwiązuje podstawowego problemu – zbyt małego krajowego pogłowia bydła.
Pytaniem pozostaje również, czy w ciągu zaledwie 90 dni eksporterzy będą w stanie skierować na rynek USA pełne 300 tys. ton dodatkowego mięsa.
Rynek zareagował natychmiast
Zapowiedź administracji Trumpa nie pozostała bez wpływu na rynek terminowy. Po informacji o zwiększeniu importu kontrakty na bydło na giełdzie w Chicago mocno straciły, schodząc do najniższych poziomów od kilku miesięcy.
To pokazuje, iż rynek traktuje możliwość zwiększenia podaży importowanej wołowiny poważnie, choćby o ile ekonomiści kwestionują skalę jej wpływu na ceny w sklepach.
Krótkoterminowo tańsze mięso, długoterminowo trudniejsza sytuacja?
Administracja USA próbuje pogodzić dwa sprzeczne cele. Z jednej strony chce gwałtownie ograniczyć wydatki amerykańskich gospodarstw domowych na żywność. Z drugiej – deklaruje potrzebę odbudowania krajowego pogłowia bydła.
Problem polega na tym, iż zwiększenie importu może działać na korzyść konsumentów, ale jednocześnie osłabiać ceny uzyskiwane przez producentów.
Dlatego najważniejsze będzie to, jak długo utrzyma się dodatkowy import oraz jak mocno przełoży się on na rynek bydła.
Jeżeli ceny detaliczne spadną tylko nieznacznie, a jednocześnie pogorszy się opłacalność produkcji bydła, decyzja może jedynie odsunąć problem w czasie. W USA zasadniczą kwestią pozostaje bowiem nie brak importu, ale najmniejsze od dziesięcioleci krajowe stado bydła i ograniczone możliwości szybkiego zwiększenia produkcji wołowiny.

3 godzin temu



![Duże pieniądze dla rolników za oddanie ziemi naturze! [SZCZEGÓŁY]](https://agroprofil.pl/cms/wp-content/uploads/2026/08/doplaty-ekoschemat-gaec.png)






![Migrena w pracy - co robić? To pytanie do chorego, współpracowników i pracodawcy [Wywiad]](https://g.infor.pl/p/_files/39232000/migrena-w-pracy-miejsce-pracy-dostosowanie-inkluzywnosc-39231559.png)





