Turcja urosła do roli istotnego centrum tranzytowego dla rosyjskiej ropy, co podważa skuteczność zachodnich sankcji nałożonych na Rosję. Tankowce dostarczają surowiec do tureckich portów, skąd znaczące ilości trafiają potem dalej do państw Unii Europejskiej.
Przykładem takich działań jest firma Turkis Enerji, która odebrała w tym roku 5,5 milionów baryłek rosyjskiej ropy i według doniesień amerykańskiego dziennika Wall Street Journal wyeksportowała 4,4 milionów baryłek do UE.
Tufan Ayrik, prezes i współwłaściciel Turkis Enerji, zapewnił, iż instalacje należące do spółki nigdy nie służyły do magazynowania paliw z Rosji. Zapytany o dane według których w tym roku do jednego z terminali Turkis Enerji trafiła rosyjska ropa, odmówił jednak szczegółowego komentarza, wskazując, iż nie wypowiada się na temat działań klientów swojej firmy.
Mechanizm działania
Eksperci z think tanków Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA) oraz Center for the Study of Democracy (CSD) wskazywali, iż tureckie porty, w szczególności Mersin, Ceyhan i Marmara Ereğlisi pełniły rolę punktów tranzytowych dla rosyjskich produktów naftowych kierowanych na rynki europejskie. Zwracali przy tym uwagę, iż po samym przeładunku surowce te bywały formalnie kwalifikowane jako pochodzące z Turcji, mimo iż nie podlegały znaczącemu przetworzeniu.
Od wprowadzenia sankcji związanych z atakiem Rosji na Ukrainę, rosyjskie rafinerie sprzedały do Turcji olej napędowy oraz inne paliwa o wartości sięgającej około 50 miliardów dolarów. Z analiz think tanku Centre for Research on Energy and Clean Air wynika, iż stanowiło to jedno ze źródeł dochodów Kremla — odpowiadało za blisko jedną dziesiątą wszystkich wpływów z eksportu ropy naftowej oraz około 7 procent całkowitych przychodów Rosji z sektora energetycznego w tym czasie.
Z kolei wysyłki z tureckich terminali do Unii Europejskiej wzrosły w tym samym czasie ponad dwukrotnie, osiągając wartość około 24 miliardów dolarów.
Trudna walka
Analityk CREA, Isaac Levi podkreślił minionej jesieni, iż import rosyjskich surowców nieobjętych sankcjami — takich jak LNG, gaz przesyłany gazociągiem TurkStream oraz ropa transportowana rurociągiem Przyjaźń do Węgier i Słowacji — nie tylko się utrzymał, ale w części przypadków choćby wzrósł. Jak zaznaczył, pozwoliło to Rosji przez cały czas generować znaczące dochody z eksportu surowców energetycznych.
Bruksela zacieśnia nadzór nad działalnością tureckich portów i analizuje możliwość wprowadzenia kolejnych sankcji, jednak rozległa sieć pośredników, terminali magazynowych i punktów przeładunkowych w krajach trzecich wciąż poważnie utrudnia skuteczne egzekwowanie nałożonych restrykcji.
– Śledczy musieliby prześledzić przepływ produktów naftowych przez różne zbiorniki magazynowe, co oczywiście wymagałoby znacznych zasobów oraz koordynacji po stronie Turcji – powiedział Pablo Tedo Murua, szef zespołu ds. handlu w unijnym urzędzie ds. zwalczania nadużyć finansowych (OLAF).
Bruksela podejmuje działanie
Unia Europejska konsekwentnie realizuje strategię ograniczania zależności energetycznej od Rosji, której celem jest całkowite wyeliminowanie importu rosyjskiego gazu i ropy do państw Wspólnoty do końca 2027 roku.
W grudniu Rada Unii Europejskiej oraz Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie regulacji przewidującej stopniowe wprowadzenie zakazu importu rosyjskiego gazu — zarówno w postaci skroplonej (LNG), jak i przesyłanej rurociągami. Zgodnie z tymi ustaleniami LNG ma zostać wycofane do końca 2026 roku, natomiast import gazu rurociągowego ma zakończyć się jesienią 2027 roku.
Tomasz Winiarski

8 godzin temu