UE i Indie o krok od historycznego porozumienia. Czy polscy rolnicy mają się czego obawiać?

2 godzin temu
Zdjęcie: Umowa handlowa UE-Indie


Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła przełom: Unia Europejska i Indie są „o krok” od podpisania umowy o wolnym handlu (FTA). Po niemal dwóch dekadach impasu, negocjacje mają zostać sfinalizowane 27 stycznia 2026 roku w New Delhi. Analizujemy, co ta „matka wszystkich umów” oznacza dla polskiego sektora agro.

Zaledwie kilka dni po podpisaniu kontrowersyjnej umowy z krajami Mercosur, Bruksela domyka kolejny gigantyczny projekt handlowy. Tym razem jednak narracja jest inna. Podczas gdy Mercosur budzi przerażenie wśród producentów wołowiny i drobiu, porozumienie z Indiami – krajem o populacji 1,4 miliarda ludzi – jest przedstawiane jako wielka szansa dla eksporterów technologii i produktów premium.

Przeczytaj również – Rekordowe zasiewy pszenicy w Indiach – dlaczego tam uprawa opłaca się najbardziej na świecie?

Strategiczne wyłączenia: Rolnictwo pod ochroną

Kluczową wiadomością dla europejskich farmerów jest fakt, iż sektor rolny został uznany przez obie strony za „wyjątkowo wrażliwy”. Indie, gdzie rolnictwo daje utrzymanie prawie połowie ludności, nie zgodziły się na pełną liberalizację.

Dzięki temu:

  • Brak zalewu tanim towarem: Najbardziej wrażliwe rynki, takie jak nabiał, cukier oraz najważniejsze gatunki zbóż, mają pozostać chronione wysokimi cłami lub ścisłymi kontyngentami.
  • Bezpieczeństwo polskiego cukru i mleka: Polska branża cukrownicza i mleczarska, obawiająca się konkurencji ze strony indyjskich gigantów, może odetchnąć – na ten moment nie przewiduje się bezcłowego otwarcia granic dla tych produktów.

Szanse dla Polski: Jabłka i technologie

Polska strona od początku negocjacji kładła nacisk na kilka priorytetowych obszarów, w których upatruje szans na ekspansję:

  1. Ekspansja sadownicza: Polscy sadownicy liczą na zniesienie barier fitosanitarnych. jeżeli umowa uprości procedury kwarantanny, polskie jabłka mogą stać się hitem na indyjskim rynku, zastępując tam owoce z USA czy Chile.
  2. Produkty Premium i GI: Umowa zapewni ochronę Oznaczeń Geograficznych. To szansa dla producentów regionalnych specjałów, którzy zyskają narzędzia do walki z podróbkami na tamtejszym rynku.
  3. Maszyny i Agri-Tech: Indie modernizują swoje rolnictwo. Polscy producenci maszyn rolniczych i systemów nawadniania zyskają preferencyjne warunki eksportowe, co może być silnym impulsem dla krajowego przemysłu maszynowego.

Ciemna strona: Pestycydy i „lustrzane klauzule”

Mimo optymizmu Brukseli, polskie organizacje rolnicze (m.in. KRIR) pozostają czujne. Głównym punktem zapalnym są standardy produkcji.

„Nie możemy pozwolić na import produktów z Indii, które nie spełniają surowych norm Zielonego Ładu, podczas gdy nasi rolnicy są nimi obciążeni” – to najczęstszy argument podnoszony w kuluarach.

Problemem pozostaje kwestia pozostałości pestycydów (szczególnie w indyjskim ryżu i przyprawach) oraz tzw. podatek węglowy (CBAM). Indie domagają się ulg w opłatach emisyjnych, co według polskich rolników może prowadzić do nieuczciwej konkurencji kosztowej.

Co dalej?

Harmonogram jest napięty. W dniach 25–27 stycznia 2026 r. delegacja UE z Ursulą von der Leyen na czele odwiedzi New Delhi. jeżeli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, 27 stycznia poznamy ostateczny tekst porozumienia.

Źródło: Komisja Europejska, Reuters, opracowanie własne Agroprofil

Idź do oryginalnego materiału