Ujawniono pełną treść umowy PKOl z Zondacrypto. Skala podporządkowania polskiego sportu giełdzie kryptowalut szokuje

2 godzin temu

Sprawa Zondacrypto nie zwalnia tempa. 1 września dziennikarze Szymon Jadczak i Michał Fuja z Wirtualnej Polski, we współpracy z TVN24, opublikowali wyniki nowego śledztwa, w którym dotarli do pełnej treści umowy sponsorskiej między Polskim Komitetem Olimpijskim a giełdą kryptowalut Zondacrypto. Dokument, podpisany 28 października 2025 roku w Bergamo, rzuca nowe światło na skalę podporządkowania polskiego ruchu olimpijskiego interesom platformy, której klienci stracili – według szacunków prokuratury – co najmniej 2,4 miliarda złotych.

SPRZEDANI. Jak Radosław Piesiewicz przekazał dane polskich kibiców i wizerunki sportowców firmie powiązanej z mafią.

Dotarliśmy do pełnej umowy PKOl z Zondacrypto. I jest grubo.

wizerunki i głosy olimpijczyków dla giełdy powiązanej z gangsterami
także byłych… pic.twitter.com/U7kdK3seim

— Szymon Jadczak (@SzJadczak) September 1, 2026

Nie umowa sponsorska, ale komercjalizacja olimpijskiego ekosystemu

Fundamentalnym wnioskiem z lektury dokumentu jest to, iż umowa daleko wykraczała poza standardowy sponsoring sportowy. Mecenas Jarosław Chałas, radca prawny z kancelarii Chałas i Wspólnicy, poproszony przez dziennikarzy o analizę prawną, ocenił ją jednoznacznie:

„Nie jest to zwykła umowa sponsorska. W mojej ocenie jest to znacznie dalej idąca umowa komercjalizacji aktywów PKOl i polskiego ruchu olimpijskiego, połączona z projektem kryptowalutowym.”

Co istotne – stroną umowy po stronie sponsora nie była bezpośrednio spółka Zondacrypto, ale czeska firma Expofer Servis House s.r.o. z Ostrawy, reprezentowana przez Przemysława Krala i działająca „w imieniu i na rzecz” giełdy. To kolejna warstwa struktury korporacyjnej, która utrudnia dochodzenie roszczeń.

Wizerunki olimpijczyków – od Londynu 2012, bez ograniczeń terytorialnych

Paragraf 14 umowy przyznawał sponsorowi prawo do „rozpowszechniania i przetwarzania” wizerunków polskich reprezentantów olimpijskich – w tym ich twarzy, sylwetek i głosów. Prawo to obejmowało wszystkie media, bez ograniczeń terytorialnych, z możliwością „przekształcania, modyfikacji i innych zmian” materiałów oraz łączenia ich z dowolnym tekstem i grafiką.

Zakres czasowy jest równie szokujący. Umowa obejmowała wizerunki zawodników z ośmiu kolejnych igrzysk: Londynu 2012, Soczi 2014, Rio 2016, Pjongczangu 2018, Tokio 2020, Pekinu 2022, Paryża 2024 i Mediolanu-Cortiny 2026. To 14 lat polskiego sportu olimpijskiego i setki nazwisk.

PKOl powoływał się na artykuł 14 ustawy o sporcie, który rzeczywiście uprawnia komitet do korzystania z wizerunku powołanego sportowca. Jednak – jak wskazuje mec. Chałas – ustawa wiąże to prawo z momentem powołania i zakresem wyznaczonym przepisami PKOl i MKOl. Daleko jej do tego, co znalazło się w umowie: prawa do przerabiania materiałów i udostępniania ich agencjom reklamowym pracującym na zlecenie giełdy kryptowalut.

Najbardziej ryzykowny jest ustęp czwarty tego samego paragrafu. PKOl „zapewnia, iż Członkowie Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej nie będą podnosić względem Sponsora jakichkolwiek roszczeń” związanych z wykorzystaniem ich wizerunków. Gdyby jednak podnieśli – komitet „zobowiązuje się do zwrotu na rzecz Sponsora wszelkich kwot poniesionych w związku z ewentualnymi roszczeniami”. Innymi słowy: gdyby olimpijczyk wygrał w sądzie sprawę o bezprawne użycie jego wizerunku w reklamie giełdy, odszkodowanie płaciłby PKOl.

Dodajmy: po rozwiązaniu umowy sponsor nie musiał usuwać żadnych opublikowanych materiałów z wizerunkami sportowców.

Dane kibiców z Facebooka

Jednym z najbardziej niepokojących zapisów jest punkt 26 załącznika nr 1. PKOl zobowiązał się „w każdym miesiącu obowiązywania umowy udostępnić dane wszystkich osób obserwujących serwis internetowy prowadzony pod adresem facebook.com/teampl” – w formie Facebook Custom Audiences. To narzędzie pozwalające kierować precyzyjnie targetowane reklamy do konkretnej, wskazanej grupy użytkowników.

Giełda kryptowalut, której klienci stracili miliardy, miała więc regularnie otrzymywać bazę internautów obserwujących oficjalny profil polskiej reprezentacji olimpijskiej. Mecenas Chałas ocenia ten zapis jako „zdecydowanie zbyt szeroki”, wskazując na niejasną podstawę prawną i brak informacji o tym, kto pełni funkcję administratora tych danych. Dziennikarze zapytali PKOl, czy przed podpisaniem umowy ktokolwiek zbadał zgodność tego zapisu z RODO i regulaminem Facebooka. Odpowiedzi nie otrzymali.

Premie medalowe w tokenach i 50% ze sprzedaży tokena

Umowa przesądzała, iż olimpijczycy mieli otrzymywać „wynagrodzenie w Tokenach TMPL (lub tokenach ZND do czasu wdrożenia TMPL)”. Publicznie prezentowano to jako innowacyjny system nagród: 500 tys. zł za złoto, 400 tys. za srebro, 300 tys. za brąz – połowa w tokenach olimpijskich.

Token TMPL wszedł na giełdę 6 lutego 2026 roku. Igrzyska zimowe w Mediolanie zakończyły się 22 lutego. Giełda upadła w kwietniu. Według serwisu xyz.pl token ZND stracił od początku 2026 roku 98% wartości. Trójce medalistów zimowych, którym obiecano premie w tokenach o łącznej wartości 950 tys. zł, nagrody nie zostały w pełni rozliczone – przyznała rzeczniczka komitetu w maju.

Szczególnie istotny jest jednak inny zapis. PKOl miał otrzymywać 50% przychodów netto ze sprzedaży tokena TMPL. Komitet olimpijski stawał się więc bezpośrednio zainteresowany tym, ilu Polaków kupi kryptowalutę firmowaną godłem olimpijskim. Jak ujął to mecenas Chałas:

„PKOl przestaje być wyłącznie podmiotem sponsorowanym. Staje się jednocześnie ekonomicznie zainteresowany powodzeniem samego tokena.”

Sam Piesiewicz przyznał na platformie X, iż kupił tokeny TMPL „na kwotę 200 tys. euro” jako osoba prywatna. Dodał, iż w grudniu 2025 pracownicy PKOl, on w tym gronie, dostali premię świąteczną w tokenach. Tymczasem pytany w RMF24 w kwietniu 2026, czy dostał od Zondacrypto jakiekolwiek wynagrodzenie, odpowiedział: „Nie.”

Klauzula milczenia z karą 50 tys. euro

Paragraf 7 umowy nakładał na PKOl zakaz „wszelkich publicznych i prywatnych wypowiedzi, które mogłyby w jakikolwiek sposób zaszkodzić reputacji, wiarygodności lub wartości Projektu Tokenizacji, Tokena TMPL, Sponsora lub Emitenta”. Zakaz obejmował zarówno czas trwania umowy, jak i okres po jej wygaśnięciu. Za każde naruszenie groziła kara 50 tys. euro.

Kluczowe: klauzula nie była ograniczona do wypowiedzi nieprawdziwych. W ocenie mecenasa Chałasa „może więc obejmować również wypowiedź prawdziwą, o ile sponsor uzna, iż może ona negatywnie wpłynąć na wartość projektu”. Gdyby którykolwiek członek organów PKOl złamał zakaz, komitet miał w ciągu trzech dni roboczych – na wezwanie sponsora – wydać publiczne oświadczenie odcinające się od własnego pracownika.

Wyjście z umowy bez przyczyny wskazanej w kontrakcie kosztowało milion euro. Wypowiedzenie z powodu złamania prawa przez sponsora wymagało prawomocnego wyroku sądu – a postępowania sądowe mogą trwać latami.

Olimpijski lejek sprzedażowy

Poskładane w całość zapisy załączników tworzą obraz, który wykracza daleko poza budowanie rozpoznawalności marki sponsora. Kody QR w Centrum Olimpijskim odsyłające na platformę ZND. Bonus 10 dolarów w kryptowalucie z kodem promocyjnym „PKOl”. Reklamy emitowane z oficjalnego fanpage’a reprezentacji. Piksel Facebooka i kod śledzący Adform wpięte w materiały komitetu.

To nie jest sponsoring. To – jak trafnie zauważają autorzy śledztwa – klasyczny lejek sprzedażowy: przyciągnąć ruch godłem olimpijskim, zebrać odbiorców, oznaczyć ich pikselem, dowieźć na platformę kodem QR i bonusem, a potem retargetować reklamami giełdy kryptowalut. Wszystko to pod szyldem polskiej reprezentacji olimpijskiej.

Gdzie jesteśmy dziś

Nowe ustalenia dotyczące umowy wpisują się w dynamicznie rozwijające się postępowanie prokuratorskie. Przypomnijmy najważniejsze wydarzenia ostatnich tygodni. Przemysław Kral, prezes Zondacrypto, który w kwietniu uciekł z Monako do Izraela, podjął współpracę z prokuraturą. Według ustaleń Polsat News i Onetu ubiega się o status małego świadka koronnego. Reprezentują go mecenasi Roman Giertych i Jacek Dubois.

27 sierpnia Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymało Radosława Piesiewicza. Następnego dnia usłyszał zarzuty płatnej protekcji (art. 230 §1 k.k.) oraz faworyzowania wierzycieli w związku z groźbą niewypłacalności (art. 302 §1 k.k.). Sąd w Katowicach orzekł trzymiesięczny areszt. Według prokuratury Piesiewicz zdołał odzyskać 100% zainwestowanego na giełdzie kapitału w momencie, gdy tysiące innych klientów miały zablokowane wypłaty.

Śledztwo prowadzone przez śląski wydział Prokuratury Krajowej – po połączeniu z postępowaniem dotyczącym zaginięcia założyciela BitBay/Zondacrypto Sylwestra Suszka – obejmuje zarzuty oszustwa znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. Dotychczas wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwie. Na poczet odszkodowań zabezpieczono ponad 100 milionów złotych majątku podejrzanych.

Idź do oryginalnego materiału