Ursus 3512 za 93 tys. zł. Czy jest alternatywa dla drożyzny?

1 godzina temu

Ceny starych, poczciwych Ursusów potrafią zadziwiać i to wiadomo nie od dziś. Przeglądając ogłoszenia modelu 3512 byliśmy jednak w szoku, bowiem w przedziale 60-100 tys. zł znaleźliśmy co najmniej kilka egzemplarzy. Oczywiście takie stawki obowiązują w przypadku najładniejszych. Czy jednak chcąc zostać właścicielem ładnego 3512 bądź podobnego ciągnika jesteśmy skazani na wyłożenie tak dużych pieniędzy? I czy to w ogóle taka opcja ma sens?

Horrendalne ceny za Ursusa 3512

Ursus 3512 to przez cały czas poszukiwany na rynku ciągnik. Zdają sobie z tego sprawę także ich właściciele. Bo choć najtańsze egzemplarze da się kupić już od ok. 30 tys. zł, to nożyce cenowe są w przypadku tych modeli bardzo rozwarte. Najdroższy w tej chwili egzemplarz kosztuje… 93 tys. zł. Trzeba przyznać, iż to naprawdę ładny ciągnik od pierwszego właściciela i z 2009 roku i z przebiegiem zaledwie 798 motogodzin.

Fot. OLX

Kolejny egzemplarz pochodzi z 2003 roku, również od pierwszego właściciela. Przebieg nieco wyższy, choć przez cały czas niemalże symboliczny – 2441 motogodzin. Ciągnik wyceniono na 81 500 zł.

Kolejny egzemplarz wyprodukowano w 1996 roku. Stan określany jest jako idealny, bowiem ciągnik nigdy nie pracował w gospodarstwie; był wykorzystywany do nauki jazdy w szkole rolniczej. Cena? 63 800 zł.

Fot. OLX

To tylko kilka przykładów. Kiedy dodamy do puli Fergusony 255 czy nieco słabsze Ursusy 2812, ciągników w absurdalnych wręcz cenach jeszcze przybędzie.

Czy jest alternatywa?

Cena ciągnika to jedno. To, czy znajdzie on nabywcę to inna sprawa. Coraz bardziej zasadne staje się stwierdzenie, iż “ursusowa bańka cenowa” powoli zaczyna pękać. Dlaczego? Rolnicy w rozmowach coraz częściej stwierdzają, iż przy tak wysokich cenach starszych Ursusów lepszą opcją stają się dalekowschodnie nowe ciągniki. Nic dziwnego; za niecałe 100 tys. zł po negocjacjach można już myśleć o 40-50-konnym ciągniku z Korei czy Indii, a poniżej tej kwoty (brutto oczywiście) możemy już przebierać w ofertach chińskich producentów. Nie wspominając już o różnicach w możliwościach i wyposażeniu ciągników obejmujących czy to przedni napęd, inne możliwości hydrauliki czy komfortową, szczelną kabinę.

Jeżeli cenimy sobie klasyczne rozwiązania starego dobrego Masseya, do gry ostatnio wkroczył TAFE z modelem 240S, czyli nieco bardziej nowoczesna interpretacja Fergusona 255 za 69 tys. zł netto.

To bynajmniej nie ostatnie opcje; bardzo ciekawą propozycję ma w tym kontekście firma Krawiec Traktor, która skupuje i gruntownie odnawia tego typu ciągniki. W ten sposób można stać się właścicielem starego, ale jak nowego Ursusa 3512 lub Masseya Fergusona 255 choćby za niespełna 40 tys. zł.

Podsumowanie

Alternatyw dla poczciwych, ale drogich Ursusów 3512 jest coraz więcej. Oczywiście rolnicy przez cały czas cenią niezawodność i dostępność części dla produkowanych nad Wisłą ciągników, jednak dalekowschodnie konstrukcje kuszą rolników ceną, wyposażeniem i możliwościami. Oczywiście trzeba tu zwrócić uwagę na na dostępność części zamiennych, jednak w przypadku marek mających już oficjalnych dystrybutorów w Polsce nie stanowi to żadnego problemu. Równie dobrą i jeszcze tańszą opcją jest wybór odnowionego ciągnika, jednak tutaj, jak dowiedzieliśmy się w firmie Krawiec Traktor, podaż nie nadąża za popytem i trzeba odczekać swoje w kolejce, żeby taki ciągnik kupić.

Idź do oryginalnego materiału