W historii polskiej motoryzacji rolniczej nie brakuje projektów, które mogły zmienić bieg wydarzeń. Jedne zakończyły się sukcesem, inne przepadły w szufladach konstruktorów. Do tej drugiej kategorii należy bez wątpienia prototypowa seria ciągników Ursus U, nad którą pracowano na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Do czasu.
To jedna z tych historii, po których człowiek zadaje sobie pytanie: „co by było, gdyby?”.
Bo gdy konstruktorzy Ursusa kończyli prace nad nowoczesną rodziną ciągników, gotową zastąpić starzejące się konstrukcje krajowe, z góry zapadła decyzja, iż przyszłość polskiego rolnictwa pojedzie inną drogą. Drogą prowadzącą do Wielkiej Brytanii i licencji Massey Fergusona.
Polscy konstruktorzy chcieli zbudować ciągnik na miarę przyszłości
Pod koniec lat 60. w Ursusie doskonale zdawano sobie sprawę, iż ciągniki wywodzące się jeszcze z wcześniejszych dekad nie będą wieczne. Potrzebna była nowa generacja maszyn.
Tak narodził się projekt zunifikowanej rodziny ciągników oznaczonej literą U.
Założenia były bardzo nowoczesne. Zamiast projektować każdy model osobno, postanowiono stworzyć całą rodzinę maszyn wykorzystujących maksymalnie dużo wspólnych podzespołów. Dzisiaj taki sposób projektowania jest czymś oczywistym, ale pół wieku temu należał do rozwiązań stosowanych przez najbardziej rozwiniętych producentów.
Plan obejmował kilka modeli:
- U-310 o mocy około 30 KM,
- U-510 rozwijający około 45 KM,
- U-610 o mocy około 60 KM,
- U-710 osiągający około 75 KM.
Typoszereg prototypowej serii Ursus U, tab. Adam ŁadowskiDzięki wspólnym podzespołom produkcja miała być tańsza, serwis prostszy, a rozwój kolejnych wersji znacznie łatwiejszy.
Brzmi rozsądnie? Bo było rozsądne.
Ursus U-710, fot. dr inz. Michał JanulinWyglądały jak ciągniki z przyszłości
Kiedy dziś ogląda się zachowane egzemplarze serii U, trudno uwierzyć, iż powstały jeszcze przed pierwszym kryzysem naftowym. Szczególnie większe modele U-610 i U-710 sprawiają wrażenie maszyn zaprojektowanych raczej pod koniec lat 70. niż na ich początku.
Konstruktorzy przewidzieli przestronne kabiny, dużą powierzchnię szyb, nowoczesne stanowisko pracy oraz półramową konstrukcję nośną. W planach były również własne rodziny silników dostosowane do różnych wariantów mocy.
Krótko mówiąc – nie była to kosmetyczna modernizacja istniejących Ursusów “by Zetor”, ale całkowicie nowa generacja ciągników.
Gdy prototypy były gotowe, przyszła decyzja z góry
I właśnie wtedy historia wykonała gwałtowny zwrot.
W pierwszej połowie lat 70. kierownictwo państwa zdecydowało o zakupie licencji Massey Ferguson. Dla władz był to ruch logiczny. Zachodnia konstrukcja była sprawdzona, gotowa do natychmiastowego wdrożenia i dawała szansę na szybkie unowocześnienie krajowej produkcji.
W efekcie prace nad serią U praktycznie zatrzymano.
- Nie dlatego, iż projekt był nieudany.
- Nie dlatego, iż ciągniki nie działały.
Po prostu uznano, iż szybciej i bezpieczniej będzie kupić gotową technologię.
Tak zakończyła się historia jednej z najbardziej ambitnych polskich rodzin ciągników, zanim zdążyła trafić do seryjnej produkcji.
Czy byliśmy gotowi na tak szeroką pod względem technologii licencję?, fot. Mateusz WasakSeria U kontra Massey Ferguson – starcie dwóch światów
Porównanie Ursusów U z późniejszymi licencyjnymi MF 235 i MF 255 to w rzeczywistości porównanie dwóch zupełnie różnych filozofii konstrukcyjnych.
- Z jednej strony mieliśmy polski projekt tworzony od podstaw dla krajowych warunków i możliwości rozwojowych.
- Z drugiej – światowy bestseller, który zdążył już udowodnić swoją wartość na wielu rynkach.
Ursus U kontra Massey Ferguson – moc i przeznaczenie
Pod względem mocy U-510 byłby bezpośrednim konkurentem MF 255.
Natomiast U-610 i U-710 wchodziły już do wyższej klasy, oferując od 60 do 75 KM. Oznaczało to możliwość stworzenia własnej rodziny średnich i cięższych ciągników bez konieczności szukania zagranicznych partnerów. Choć mieliśmy już z Czechami na spółkę C-385 – przypomnę.
Prototypowy model ciągnika Ursus U-710, fot. Michał JanulinUrsus U kontra Massey Ferguson – kto był nowocześniejszy?
Tu odpowiedź nie jest oczywista.
Massey Ferguson oferował dopracowaną hydraulikę, sprawdzone silniki Perkins i konstrukcję przetestowaną przez tysiące użytkowników.
Jednak seria U była bardziej perspektywiczna.
Zunifikowana budowa, wspólne podzespoły i możliwość rozwijania całej rodziny modeli dawały Ursusowi duże pole do dalszego rozwoju.
Można wręcz powiedzieć, iż Polacy próbowali projektować tak, jak dziś projektują największe światowe koncerny.
Ursus U kontra Massey Ferguson – koncepcja i różnice, tab. Adam ŁadowskiUrsus U kontra Massey Ferguson – komfort pracy
Tutaj przewagę mogła mieć seria U.
Kabiny MF-ów, szczególnie tych produkowanych w Polsce, nigdy nie należały do wzorców komfortu. Tymczasem konstruktorzy Ursusa od początku przewidywali znacznie nowocześniejsze stanowisko operatora.
Ursus U kontra Massey Ferguson – hydraulika i niezawodność
Tu punkt dla Masseya.
Brytyjczycy dysponowali znakomitym systemem Fergusona i wieloletnim doświadczeniem eksploatacyjnym. Perkinsy były oszczędne, trwałe i dobrze znane mechanikom na Zachodzie, a o kasę z eksportu tu chodziło.
Seria U takich atutów jeszcze nie posiadała, bo nie zdążyła przejść najważniejszego testu – wieloletniej pracy w tysiącach gospodarstw.
Prototypowy Ursus U-710, fot. dr Piotr MarkowskiUrsus U kontra Massey Ferguson – licencja miała też swoją ciemną stronę
Dziś rzadko się o tym wspomina, ale wraz z licencją Massey Fergusona do Polski przyjechały również rozwiązania konstrukcyjne oparte na standardach brytyjskich.
W praktyce oznaczało to między innymi wykorzystanie wymiarów calowych, nietypowych gwintów oraz elementów, które przez lata sprawiały problemy krajowym producentom części i warsztatom naprawczym.
Był to koszt szybkiego skoku technologicznego.
Z kolei seria U powstawała od początku z myślą o krajowym zapleczu produkcyjnym i lokalnych realiach eksploatacyjnych. Nie zawsze wysokiej kultury technicznej.
Licencja MF. Fanaberia władz PRL, czy przemyślane działanie mające unowocześnić polskie rolnictwo? oto Ursus/Massey Ferguson 235, Fot. Mateusz WasakUrsus U kontra Massey Ferguson – werdykt techniczny
Gdyby seria U weszła do produkcji, polskie rolnictwo otrzymałoby ciągniki silniejsze, lepiej przystosowane do głębokiej orki, nowocześniejsze technologicznie (skrzynia Trimat, hydrauliczny WOM) i znacznie łatwiejsze w naprawach warsztatowych ze względu na system metryczny i modułowość.
Wybór licencji Massey Ferguson dał Polsce ciągniki bardzo oszczędne pod względem zużycia paliwa, ale technologicznie uproszczone (wersje bez zaawansowanych przekładni) i przysparzające wielu problemów logistycznych (wdrażanie calowych gwintów w polskich fabrykach trwało latami).
Ursus U kontra Massey Ferguson – która droga była lepsza?
Po ponad pół wieku trudno wyrokować.
Łatwo dziś powiedzieć, iż należało postawić na własne konstrukcje i rozwijać serię U. Równie łatwo wskazać sukces licencyjnych MF-ów, które do dziś cieszą się opinią jednych z najlepszych ciągników produkowanych w Ursusie.
Prawda jest jednak bardziej skomplikowana
Na początku lat 70. polska gospodarka zaczynała wchodzić na drogę kosztownej modernizacji finansowanej zagranicznymi kredytami. Kilka lat później miał nadejść kryzys gospodarczy, który zachwiał fundamentami całego systemu.
W takich realiach wdrożenie całkowicie nowej rodziny ciągników mogło okazać się równie trudne, jak rozwijanie produkcji licencyjnej.
Dlatego dziś nie sposób jednoznacznie stwierdzić, co byłoby lepsze dla polskiego rolnictwa – własna seria U czy licencyjne Massey Fergusony.
- Jedna i druga droga miała swoje zalety.
- Jedna dawała niezależność i perspektywy rozwoju.
- Druga oferowała sprawdzoną technologię i szybki skok jakościowy.
Pewne jest tylko jedno: gdzieś w historii polskiej techniki rolniczej pozostało kilka prototypowych Ursusów, które do dziś przypominają o tym, iż czasami o losach całych gałęzi przemysłu decydują nie konstruktorzy, ale urzędnicy.
No i na koniec wasze zdanie – Ursus U kontra Massey Ferguson, co sądzicie?

3 godzin temu
















