W Białymstoku o dronach

2 godzin temu

Technodron 2026 – dwudniowa ogólnopolska konferencja poświęcona systemom bezzałogowym oraz przyporządkowanym do nich technologiom dual use, czyli do zastosowań cywilnych i wojskowych, rozpoczęta 14 maja w Białymstoku zebrała doświadczenia zarówno z wojny na Ukrainie, jak i ze współpracy firm małych i średnich z kontraktorami wojskowymi i cywilnymi. Wśród wniosków znalazły się stwierdzenia nie tylko o potrzebie „uczenia się od Ukrainy”, ale także „wyprostowania” mechanizmów, które w tej chwili utrudniają współpracę startupów dronowych z głównie z wojskowymi zamawiającymi.

W ciągu ostatnich kilku lat drony stały się jednym z najważniejszych narzędzi na poziomie zarówno taktycznym, jak i operacyjnym na wojnie na Ukrainie. Jak zauważył w trakcie konferencji prof. Daniel Boćkowski z Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku, problem polega na tym, iż ich ewolucja jest w tej chwili niesłychanie szybka, w efekcie czego „rozwiązania dronowe, które my, jako Polska, mieliśmy jeszcze przed 2022 rokiem, a posiadaliśmy własne drony rozpoznania czy uderzeniowe, stały się w tej chwili po kilku latach wojny przestarzałe”.

„Nie da się ukryć, iż Ukraina nas wyprzedziła, podobnie, niestety, jak Rosja. A to drugie jest już bardzo niebezpieczne” – dodał.

Zorganizowana przez klaster Dualtec oraz Wydział Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku konferencja zajmowała się technologiami systemów bezzałogowych stosowanych w ochronie granic, energetyce, transporcie oraz logistyce a także w badaniach naukowych czy zadaniach zbierania danych wykonywanych przez instytucje publiczne czy służby, jak choćby Państwowa Straż Pożarna. W przypadku zastosowań wojskowych jednak kwestia zastosowań wygląda już inaczej niż kilka lat temu, a przyczyną jest wojna na Ukrainie.

„Drony się zmieniają, różnicują. Mamy już drony myśliwskie polujące na inne drony, mamy drony bombowe, szturmowe, rozpoznania, retranslatory czy translatory. To już nie są tylko proste drony FPV, to jest w tej chwili cały system” – stwierdził jeden z panelistów na konferencji, oficer armii Ukrainy, dowódca jednostki dronowej w 3. batalionie 3. Brygady Szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy.

Rozwój dronów bezpośrednio oddziaływujących na pole walki – nie tylko w tzw. strefie śmierci, w tej chwili obejmującej 20-40 km od linii styku wojsk, ale też i dalekie zaplecze do 150 km od tej linii, wymaga także stworzenia sprawnego systemu wykrywania i neutralizacji dronów (counter-drone). Taki system jest niezbędny nie tylko na polu walki, ale także do neutralizacji zagrożeń infrastruktury krytycznej, którą przeciwnik, jak udowodniła to wojna na Ukrainie, bardzo lubi atakować. Jak zauważył dr Tomasz Darmoliński, prezes Fundacji Żelazny, działający w tej chwili jako instruktor na Ukrainie, konieczne jest stworzenie nie tylko systemu ochrony przed obecnymi zagrożeniami, ale także uważne obserwowanie, w którą stronę idzie ewolucja dronów u potencjalnego przeciwnika, by móc jak najszybciej wprowadzić rozwiązania stanowiące taką odpowiedź, która zablokuje jego działania.

Tego typu analizy prowadzi ppłk rez. Maciej Korowaj, zaś jednym z rozwiązań jest „SMART SenSky – System Monitoringu Akustyczno-Radiowego i Telemetrycznego SenSky” – system inteligentnej sieci sensorów akustycznych i radiowych rozmieszczonych w terenie, służącej do detekcji i śledzenia dronów oraz innych bezzałogowych statków powietrznych, stworzony przez zespół pod kierownictwem dr Kamila Gorynia.

Według analiz ppłk. Korowaja enuncjacje rosyjskie o wyprodukowaniu 7,3 mln dronów wszystkich typów w 2025 roku są wyraźnie zawyżone, co nie znaczy, iż należy lekceważyć rosyjskie zdolności produkcyjne oceniane przez niego na 4,3-4,5 mln dornów wszystkich typów i rodzajów rocznie. Jak stwierdził, w pełnoskalowej wojnie z Zachodem, Rosja by dokonać odcinkowej izolacji pola walki musiałby użyć 69 tys. dronów.

Przy tego typu wyzwaniach jasne jest, iż potrzebne są „na wczoraj” gotowe rozwiązania. Co istotne, istnieje już środowisko startupowe, które gotowe jest dostarczyć. Na Technodronie obecnych było ponad 70 polskich firm, czyli blisko połowa wszystkich przedsiębiorstw zaangażowanych w przemysł dronowy w Polsce, część z nich miała już za sobą pierwsze wdrożenia dla klientów cywilnych. Konferencja miała w założeniu stworzyć platformę współpracy biznesu ze startupami, instytucjami naukowymi, wojskiem, ale jak się w jej trakcie okazało, istnieje tu wiele barier i przeszkód niekiedy irracjonalnych. Jak powiedział płk. Mariusz Zieja, kierujący nowoutworzonym Ośrodkiem Systemów Autonomicznych (OSA), ważne jest dokładne rozpoznanie potrzeb klienta wojskowego i określenie jak opracowane technologie czy sprzęt może do nich pasować. Dotyczy to nie tylko dronów przewagi powietrznej, ale coraz szybciej rozwijających się dronów lądowych, które obecny na konferencji w panelu polski oficer „Bober”, walczący w Legionie Międzynarodowym na Ukrainie, nazwał „w obecnej sytuacji podstawą logistyki frontowej”.

Jak zauważył kpt. rez. Maciej Lisowski, współorganizator konferencji i wiceprezes Klastera Dualtec, „technologicznie nie mamy się czego wstydzić”.

„Coraz więcej naszych dronów jest testowanych zarówno w polskich jednostkach wojskowych, jak i na Ukrainie, i tam w rzeczywistych warunkach wojennych zdobywają dobre opinie” – dodał.

Przyznał jednak, iż przez cały czas istnieją duże problemy dla polskich firm w dostępie do klienta wojskowego i we współdziałaniu z nim czy przyjmowaniu przez wojsko krajowych rozwiązań. Z wyjątkiem bowiem kilku największych wytwórców, zwłaszcza Grupy WB, polskie rozwiązania dronowe tworzone są przez niewielkie startupy, które potrzebują kapitału i czasu w rozwój konstrukcji. Tymczasem wojsko woli działać zachowawczo – zamiast wspierać gotowe rozwiązania, kupować od największych producentów, niejednokrotnie za granicą, systemy, które co prawda nie do końca odpowiadają potrzebom, ale „są już na półce”, choć kiedy już zostaną wdrożone mogą okazać się bardzo gwałtownie przestarzałe.

Idź do oryginalnego materiału