Spór handlowy między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wszedł w nowy, znacznie bardziej złożony etap. Po miesiącach gwałtownej eskalacji ceł, politycznych deklaracji i wzajemnych retorsji inwestorzy obserwują dziś przede wszystkim dyplomatyczne przygotowania do majowego spotkania Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Pekinie. Dla rynków może to być jedno z najważniejszych wydarzeń 2026 roku. Majowy szczyt w Pekinie może wyznaczyć kierunek dla giełd, walut i surowców.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu relacje gospodarcze dwóch największych potęg świata przypominały otwartą wojnę pozycyjną. Efektywna stawka amerykańskich ceł na chiński import sięgnęła momentami blisko 48 proc., a odpowiedzią Pekinu były nie tylko taryfy odwetowe, ale także ograniczenia w eksporcie surowców strategicznych. Dziś zamiast niekontrolowanej eskalacji mamy serię negocjacji, tymczasowych porozumień i ostrożnych gestów pojednawczych. To jednak wciąż kruchy rozejm, a nie trwałe rozwiązanie.
Od „Liberation Day” do dyplomatycznego resetu
Punktem zwrotnym obecnej fazy konfliktu był kwiecień 2025 roku, gdy Donald Trump ogłosił tzw. „Liberation Day” i objął szerokimi cłami import z wielu kierunków, w tym szczególnie mocno towary z Chin. Pekin odpowiedział błyskawicznie. W kolejnych miesiącach obie strony przebiły poziom 100 proc. wzajemnych taryf, a napięcie przeniosło się także na obszar surowców i technologii.
Szczególnie istotne było ograniczenie przez Chiny eksportu metali ziem rzadkich, kluczowych dla przemysłu obronnego, motoryzacyjnego i nowoczesnych technologii. To pokazało, iż konflikt nie dotyczy już wyłącznie bilansu handlowego, ale coraz bardziej kontroli nad strategicznymi ogniwami globalnych łańcuchów dostaw.
Rozejm w Busan poprawił nastroje, ale tylko na chwilę
Pierwszy wyraźny sygnał deeskalacji pojawił się w październiku 2025 roku podczas spotkania Trumpa i Xi w Busan. Uzgodniono wówczas tymczasowy rozejm handlowy. Waszyngton obniżył część ceł na chińskie towary, a Pekin zadeklarował powrót do zakupów amerykańskiej soi, działania ograniczające handel fentanylem oraz zawieszenie części restrykcji eksportowych dotyczących ziem rzadkich.
Rynki przyjęły te informacje z wyraźną ulgą. W ciągu miesiąca indeks S&P 500 wzrósł o ponad 6 proc., a inwestorzy zaczęli wyceniać scenariusz stopniowej normalizacji relacji między obiema gospodarkami. gwałtownie okazało się jednak, iż ten optymizm był przedwczesny.
Wyrok Sądu Najwyższego USA zmienił układ sił
Nowy zwrot przyniósł luty 2026 roku. W historycznym orzeczeniu, zapadłym stosunkiem głosów 6 do 3, Sąd Najwyższy USA uznał, iż ustawa IEEPA nie daje prezydentowi podstaw do jednostronnego nakładania ceł. W praktyce oznaczało to unieważnienie taryf ogłoszonych podczas „Liberation Day”.
Skutki były natychmiastowe. Efektywna stawka ceł na chiński import spadła z ponad 47 proc. do około 26 proc. Nie oznaczało to jednak końca presji handlowej. W mocy pozostały bowiem taryfy wprowadzone na innych podstawach prawnych, m.in. w oparciu o Sekcję 232 i Sekcję 301.
Donald Trump zapowiadał, iż gwałtownie znajdzie sposób na obejście wyroku, i rzeczywiście tak się stało. Już w marcu przedstawiciel handlowy USA Jamieson Greer uruchomił nowe postępowania w ramach Sekcji 301 wobec 16 partnerów handlowych, w tym Chin i Unii Europejskiej. Głównym celem miało być ograniczenie skutków nadmiernych mocy produkcyjnych chińskiego przemysłu.
Paryż bez przełomu, ale z kanałem dalszych rozmów
Równolegle trwała ofensywa dyplomatyczna. W połowie marca w Paryżu odbyła się szósta runda rozmów handlowych. Po stronie amerykańskiej uczestniczyli sekretarz skarbu Scott Bessent i Jamieson Greer, po stronie chińskiej – wicepremier He Lifeng oraz główny negocjator Li Chengang.
Oficjalne komunikaty mówiły o rozmowach „pogłębionych, szczerych i konstruktywnych”. W praktyce oznacza to, iż udało się uniknąć otwartego zaostrzenia sporu, ale do przełomu wciąż daleko. Najważniejszym rezultatem było uzgodnienie mechanizmu współpracy mającego wspierać handel i inwestycje między oboma krajami. To może być zalążek szerszego porozumienia, ale na razie pozostaje bardziej obietnicą niż realnym przełomem.
Pekin spotka się w trudnym momencie dla światowej gospodarki
Majowy szczyt Trump-Xi odbędzie się w wyjątkowo wymagającym otoczeniu makroekonomicznym. Chiny zakończyły 2025 rok rekordową nadwyżką handlową na poziomie 1,2 bln dolarów, skutecznie przekierowując eksport do Azji Południowo-Wschodniej, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Jednocześnie sprzedaż do USA spadła o jedną piątą.
Stany Zjednoczone mierzą się z zupełnie innym zestawem problemów. Na gospodarkę coraz mocniej oddziałują skutki wojny z Iranem. Cena ropy WTI utrzymuje się powyżej 113 dolarów za baryłkę, benzyna kosztuje ponad 4 dolary za galon, a presja inflacyjna wyraźnie rośnie. OECD prognozuje, iż inflacja w USA wyniesie w 2026 roku 4,2 proc., czyli więcej, niż jeszcze niedawno zakładał rynek i sam Fed.
Nic dziwnego, iż Rezerwa Federalna na marcowym posiedzeniu utrzymała stopy procentowe w przedziale 3,50-3,75 proc. i dała do zrozumienia, iż przestrzeń do luzowania polityki pieniężnej jest bardzo ograniczona. W praktyce rynek może liczyć najwyżej na jedną obniżkę w tym roku.
Dwa scenariusze dla inwestorów
Dla rynków finansowych majowe spotkanie w Pekinie może stać się silnym impulsem w obu kierunkach. W wariancie optymistycznym doszłoby do dalszego ograniczania ceł, odblokowania eksportu ziem rzadkich oraz wznowienia większych zakupów amerykańskich produktów rolnych przez Chiny. Taki scenariusz mógłby wyraźnie poprawić globalny apetyt na ryzyko, zwłaszcza w czasie, gdy inwestorzy szukają pozytywnych impulsów poza geopolityką Bliskiego Wschodu.
Wariant pesymistyczny wygląda zupełnie inaczej. Brak porozumienia i równoczesna eskalacja postępowań w ramach Sekcji 301 mogłyby ponownie uruchomić spiralę napięć. W takim układzie wróciłoby ryzyko wzrostu ceł powyżej 50 proc. oraz dalszego rozrywania powiązań między chińskim przemysłem a amerykańskimi łańcuchami dostaw. Najmocniej odczułyby to sektor technologiczny i motoryzacyjny – po obu stronach Pacyfiku.
Waluty już wyceniają niepewność
Część ryzyka jest już widoczna na rynku walutowym. Dolar pozostaje mocny, a indeks DXY utrzymuje się w pobliżu 100 pkt. Amerykańska waluta korzysta dziś podwójnie: z jednej strony wspiera ją status bezpiecznej przystani w związku z napięciem wokół Iranu, z drugiej – niepewność dotycząca przyszłości relacji handlowych USA-Chiny.
Pod presją pozostaje natomiast chiński juan. Kurs USD/CNH testuje okolice 7,35, co pokazuje, iż rynek przez cały czas z rezerwą podchodzi do perspektyw trwałego porozumienia.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla rynków będzie publikacja nowych rozdziałów analitycznych „World Economic Outlook” przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jeśli, zgodnie z wcześniejszymi sygnałami, MFW zdecyduje się obniżyć prognozy globalnego wzrostu z powodu utrzymujących się barier handlowych, presja na polityków w Pekinie jeszcze wzrośnie.
To ważne, bo ewentualne pogorszenie perspektyw światowej gospodarki może zmusić zarówno Waszyngton, jak i Pekin do większej elastyczności. Jednocześnie może też zwiększyć nerwowość inwestorów, jeżeli okaże się, iż polityka wciąż wyprzedza ekonomię.
Maj może przesądzić o nastrojach na resztę roku
Jedno nie ulega wątpliwości: w maju 2026 roku relacje handlowe między USA a Chinami znów znajdą się w centrum uwagi globalnych rynków. Obok cen ropy i sytuacji na Bliskim Wschodzie to właśnie wynik rozmów Trumpa z Xi może stać się kluczowym czynnikiem dla rynku akcji, walut i surowców.
Dla inwestorów oznacza to jedno – trzeba przygotować się na podwyższoną zmienność. Dzisiejsza wojna handlowa nie przypomina już prostego sporu o cła. To gra o wpływy, bezpieczeństwo dostaw, technologię i przewagę strategiczną. A w takiej rzeczywistości jedyną stałą pozostaje zmiana reguł gry.

3 tygodni temu







