Ponad 50 lat temu gospodarstwo rodziny Rojków miało 36 ha i prowadziło produkcję trzody chlewnej. Dziś areał przekracza 400 ha, a do pracy wyjeżdżają ciągniki o mocy sięgającej około 425 KM. Co ciekawe, tak dużą powierzchnię obsługują zaledwie trzy osoby. Historia gospodarstwa pokazuje, jak przez kilka dekad zmieniła się nie tylko skala produkcji, ale przede wszystkim technika wykorzystywana przez rolników.
Zmiana, jaka zaszła w gospodarstwie, wymagała wielu lat pracy i gruntownej odbudowy zabudowań, przy jednoczesnym zachowaniu ich pierwotnego charakteru i architektury. Fot. D. TomaszewskiZaczęło się od 36 hektarów
Rolnictwo towarzyszy Ryszardowi Rojkowi praktycznie przez całe zawodowe życie. W latach 70. ukończył technikum rolnicze w Mokrzeszowie. W tym samym okresie rodzinne gospodarstwo zaczęło stopniowo zwiększać powierzchnię. Rodzice dokupywali ziemię, aż areał osiągnął 36 ha – w ówczesnych realiach była to adekwatnie górna granica możliwości rozwoju indywidualnego gospodarstwa.
Zmiany nie ograniczały się do ziemi. Powstała również chlewnia przygotowana na 500 sztuk trzody chlewnej, choć produkcję zakończono pod koniec lat 70. Kolejny okres intensywnego rozwoju przypadł na lata 80. Powierzchnia gospodarstwa zwiększyła się najpierw do około 90–100 ha, a pod koniec dekady osiągnęła już około 130 ha.
W budynkach rosły drzewa. Gospodarstwo trzeba było odbudować
Duże wyzwanie pojawiło się w latach 90., gdy rodzina trafiła do gospodarstwa, w którym pracuje obecnie. Jego stan daleko odbiegał od tego, co można zobaczyć dzisiaj.
Zabudowania były zaniedbane, brakowało szyb i drzwi. Ryszard Rojek obrazowo wspomina również stan dachów – rosły w nich drzewa. Obiekt wymagał więc gruntownej odbudowy.
Efekty wieloletniej pracy zostały docenione m.in. w 2019 roku, kiedy gospodarstwo zajęło pierwsze miejsce na szczeblu wojewódzkim w konkursie Bezpieczne Gospodarstwo Rolne organizowanym przez KRUS.
Z 36 zrobiło się ponad 400 ha
Następny etap rozpoczął się wraz z wejściem do gospodarstwa kolejnego pokolenia. Obaj synowie Ryszarda Rojka zdobyli wykształcenie rolnicze i stopniowo włączali się w prowadzenie produkcji.
Pierwsze około 60 ha w obecnej lokalizacji Ryszard Rojek kupował jeszcze wspólnie z żoną. Następne grunty nabywano już wraz z rozwojem gospodarstw synów. Ostatecznie rodzinie udało się zwiększyć powierzchnię do ponad 400 ha.
Tak duża zmiana areału wymagała jednak czegoś więcej niż kolejnych hektarów. Wraz ze wzrostem gospodarstwa coraz większego znaczenia nabierała wydajność pracy. Konieczna była więc modernizacja parku maszynowego.
Ponad 400 ha obsługują tylko trzy osoby
To właśnie jedna z liczb, która najlepiej pokazuje skalę zmian zachodzących przez ostatnie kilkadziesiąt lat. w tej chwili ponad 400 ha gospodarstwa obsługują trzy osoby. Jednocześnie w parku maszynowym pracują ciągniki rozwijające od około 245 do ponad 420 KM.
Mechanizacja i automatyzacja pozwalają więc wykonywać pracę na powierzchni wielokrotnie większej niż ta, od której zaczynała rodzina Rojków. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wzrost mocy ciągników. Znaczenie mają również systemy sterowania i rozwiązania rolnictwa precyzyjnego.
Syn, kiedy studiował na Akademii Rolniczej, przyprowadzał studentów, żeby uczyli się na tym nowym sprzęcie i poznawali go w naszym gospodarstwie. Nie staraliśmy się zostać z tym sami, tylko też przekazać i pokazać, iż tak można
– wspomina Ryszard Rojek.
Największy ciągnik ma około 425 KM
Jedną z ostatnich większych zmian była decyzja dotycząca całego parku maszynowego. Rodzina zaczęła stopniowo ujednolicać flotę, koncentrując się na ciągnikach Massey Ferguson. Wcześniej przez wiele lat w gospodarstwie pracowały m.in. maszyny Fendt.
Obecnie pozostaje w nim starszy Massey Ferguson 8730. Największą maszyną jest jednak ciągnik serii 9S rozwijający około 424–425 KM. Do niego dołączyły dwa ciągniki serii 8S Xtra o mocach około 245 i 265 KM.
Mniejsze z nowych ciągników przejęły m.in. współpracę z rozsiewaczem nawozów i opryskiwaczem, a jeden został wyposażony w ładowacz czołowy.
Mimo katalogowego zapotrzebowania na moc wynoszącego 300 KM, z broną talerzową Kuhn Optimer XL 7500 dobrze radzi sobie Massey Ferguson 8S Xtra o mocy 265 KM, co doceniają użytkownicy gospodarstwa. Fot. D. TomaszewskiZakup to dopiero początek
Ryszard Rojek
– Wybraliśmy markę Massey Ferguson, ponieważ znaleźliśmy w tej marce duże oszczędności. Już na wstępie jako produkt gotowy jest tańszy, a w eksploatacji również zauważyliśmy ekonomię, która nas do tego skłoniła.
Jednym z powodów wybrania marki było to, kto jest dilerem, kto jest sprzedawcą i kto później obsługuje te maszyny. W dzisiejszych czasach nie jest najważniejsze kupić maszynę. Później liczy się serwis, jego dostępność, umiejętności i czas reakcji.
Dlaczego po latach zmienili markę ciągników?
W przypadku nowoczesnego ciągnika cena zakupu jest tylko jednym z elementów kalkulacji. Podczas intensywnych prac polowych równie ważna staje się dostępność serwisu, jego przygotowanie techniczne i przede wszystkim czas reakcji.
Za obsługę ciągników Massey Ferguson w tym rejonie odpowiada firma Agropol Jarych. Według użytkowników właśnie jakość współpracy z dealerem była jednym z argumentów przemawiających za zmianą marki po wielu latach korzystania z innych ciągników.
Przy kilkuset hektarach awaria maszyny w czasie najważniejszych prac może oznaczać poważny problem organizacyjny. Sam zakup mocnego ciągnika nie rozwiązuje więc wszystkiego – maszyna musi być również sprawnie obsługiwana.
265 KM z ładowaczem
Michał Rojek
– Często pojawia się pytanie, po co w tak dużym ciągniku, o mocy 265 KM, ładowacz czołowy. W naszym przypadku wynika to przede wszystkim ze specyfiki gospodarstwa. Pola mamy rozłożone w promieniu ponad 15 km i w różnych miejscach znajdują się pryzmy wapna czy innych materiałów, które trzeba później załadować. Przemieszczanie się ładowarką teleskopową na tak duże odległości jest kłopotliwe, nieekonomiczne i powoduje niepotrzebne zużycie jej podzespołów. Ciągnikiem możemy natomiast poruszać się z prędkością około 55 km/h przy stosunkowo niskich obrotach silnika, gwałtownie dojechać na konkretne pole i od razu przystąpić do załadunku.
Duże znaczenie ma też amortyzacja, szczególnie podczas jazdy po gorszych drogach. Sam ciągnik waży około 9–10 ton i ma około 265 KM, dlatego dysponujemy dużą siłą pchania i możemy sprawnie nabierać choćby ciężkie materiały. Wysokość podnoszenia pozwala nam załadować również duży zestaw ciężarowy, a z wysoko położonej kabiny mamy bardzo dobrą widoczność na łyżkę.
W dużym ciągniku liczy się choćby miejsce dla pasażera
Przy wyborze serii 8S Xtra zwracano uwagę nie tylko na parametry techniczne. Silnik ma pojemność 7,4 l, a seria obejmuje modele osiągające ponad 300 KM. Dla gospodarstwa istotna okazała się również przestronna i dobrze przeszklona kabina.
Powód jest bardzo praktyczny. Duża ilość miejsca dla pasażera ułatwia wdrażanie nowych operatorów. Druga osoba może siedzieć w kabinie i obserwować wykonywane czynności, ustawienia maszyny oraz przebieg pracy bez konieczności ciągłego zatrzymywania ciągnika.
To detal, który przy wyborze maszyny może wydawać się drugorzędny, ale w gospodarstwie wykorzystującym nowoczesny sprzęt do wielu różnych prac nabiera praktycznego znaczenia.
Kabina jest obszerna. Druga osoba spokojnie może usiąść, dzięki czemu można kogoś douczać, wdrażać do pracy i pokazywać mu jej przebieg. Do tego dochodzi przeszklenie kabiny i widoczność dookoła ciągnika
– zwraca uwagę gospodarz.Ciągnik sam steruje dawką nawozu
Modernizacja nie polegała wyłącznie na zastępowaniu starszych ciągników nowszymi i mocniejszymi. Jednym z powodów inwestycji była możliwość szerszego wykorzystania rolnictwa precyzyjnego.
Dobrym przykładem jest nawożenie. W gospodarstwie stosowane jest zmienne dawkowanie na podstawie przygotowanych wcześniej map aplikacyjnych. Co istotne, do obsługi nie jest potrzebny oddzielny rozbudowany terminal rozsiewacza – antena oraz sterowanie znajdują się po stronie ciągnika.
Maszyna nie jest więc już wyłącznie źródłem mocy dla podłączonego narzędzia. Ciągnik staje się elementem systemu, który pomaga sterować wykonywanym zabiegiem.
Wykorzystujemy rolnictwo precyzyjne
Gracjan Rojek
– Jednym z powodów, dla których wymieniliśmy flotę ciągników, jest to, iż coraz szerzej wykorzystujemy elementy rolnictwa precyzyjnego, między innymi zmienne dawkowanie nawozów. Mamy tutaj podstawowy rozsiewacz, natomiast antena i całe sterowanie systemem są obsługiwane przez ciągnik.
Operator wybiera na terminalu pole, na którym aktualnie pracujemy, i wyświetla się przygotowana wcześniej mapa aplikacyjna. Pole jest na niej podzielone na poszczególne obszary, do których przypisane są konkretne dawki. Na przykład przy nawożeniu fosforem w jednym miejscu może to być 150 kg, w innym 100 kg, a jeszcze w innym 50 kg. Akceptujemy mapę i możemy rozpocząć rozsiewanie, a ciągnik wraz z rozsiewaczem realizuje zadanie według zapisanych wartości.
50 lat zmian w jednym gospodarstwie
Ryszard Rojek jest już na emeryturze, ale przez cały czas uczestniczy w prowadzeniu rodzinnego gospodarstwa wraz z dwoma synami. Sam żartuje, iż jego pozycja przy podejmowaniu decyzji nie jest już tak mocna jak dawniej.
Przez ponad pół wieku zmieniło się niemal wszystko. Z 36 ha zrobiło się ponad 400 ha, produkcja trzody chlewnej należy już do historii, a miejsce dawnych maszyn zajęły ciągniki przekraczające 400 KM i rozwiązania rolnictwa precyzyjnego.
Jedna zasada pozostała jednak niezmienna: Nowa maszyna pojawia się wtedy, gdy wynika to z rzeczywistych potrzeb gospodarstwa i pozwala wykonać pracę we właściwym czasie.
Brixies Plus Claas Axion 960
Bruder 03012 Traktor Claas Axion 950
Bluza rozpinana „Nie dam się zaorać”

2 godzin temu














