Zmiana narracji w Brukseli. UE w końcu nazywa hodowlę „zasobem strategicznym”

1 godzina temu
Zdjęcie: ke


Przez lata unijna polityka traktowała produkcję zwierzęcą głównie jako problem klimatyczny do ograniczenia. 7 lipca coś się zmieniło – Komisja Europejska po raz pierwszy nazwała hodowlę zwierząt strategicznym elementem bezpieczeństwa żywnościowego. Czy to faktyczny zwrot, czy tylko ładne słowa bez pieniędzy?

Koniec traktowania hodowli jako „problemu”

Przez ostatnie lata unijna narracja wokół produkcji zwierzęcej była w gruncie rzeczy jedna: to sektor generujący emisje, który trzeba ograniczać. 7 lipca Komisja Europejska przyjęła dokument, który tę narrację odwraca – EU Livestock Strategy po raz pierwszy uznaje hodowlę za zasób strategiczny, filar bezpieczeństwa żywnościowego i autonomii Unii.

Skala sektora, o którym mowa, tłumaczy, dlaczego ta zmiana ma znaczenie: to około 400 mld euro rocznego obrotu, 7 milionów miejsc pracy w całym łańcuchu produkcji i eksport wart ponad 50 mld euro rocznie.

Jak ocenia Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, to dokument, na który europejska hodowla czekała od lat – po raz pierwszy Bruksela mówi o niej jako o zasobie strategicznym, a nie sektorze do ograniczania.

Pięć filarów nowej strategii

EU Livestock Strategy opiera się na pięciu priorytetach: odporności sektora, konkurencyjności, zrównoważonej produkcji, uwzględnieniu różnorodności regionalnej oraz promocji jakości. Komisja zapowiada m.in. europejski plan białkowy, wsparcie inwestycji i specjalny mechanizm zarządzania ryzykiem.

Ładne słowa, ale bez konkretnych pieniędzy

Tu jednak zaczyna się problem. Strategia nie określa wysokości finansowania ani nie gwarantuje środków niezależnych od kurczącego się budżetu Wspólnej Polityki Rolnej. Nie wprowadza też twardych klauzul lustrzanych, które uzależniałyby dostęp produktów z państw trzecich od spełnienia norm wymaganych od unijnych producentów.

O tym, czy zmiana narracji przełoży się na realną zmianę sytuacji rolników, zdecydują dopiero przyszłe przepisy, budżet UE po 2027 roku oraz sposób wdrożenia strategii w planach krajowych i regionalnych.

Wierzbicki nie zostawia złudzeń: kierunek jest dobry, ale rzeczywistą wartość strategii pokażą dopiero przepisy i pieniądze przeznaczone na jej wdrożenie. Inaczej Europa będzie miała najwyższe normy na papierze i coraz mniej własnej produkcji.

Kto zapłaci za dekarbonizację?

Polscy producenci już dziś spełniają wysokie standardy – problem w tym, iż dalsze ich podnoszenie, w tym dekarbonizacja gospodarstw, musi oznaczać realny podział kosztów w całym łańcuchu, a nie tylko obciążenie rolnika.

Sama strategia to dostrzega – wskazuje na porozumienia obejmujące cały łańcuch wartości, w których odpowiedzialność finansową przejmują również przetwórcy, handel i instytucje finansowe. Branża postuluje mechanizm, za pomocą którego premia za wyższą jakość i niższy ślad węglowy wraca również do producenta bydła. W Polsce podobny model wypracowywany jest już w ramach Okrągłego Stołu ESG – i to właśnie to doświadczenie branża chce przenieść na forum unijne, nadając europejskiemu zespołowi wdrożeniowemu rangę analogicznego okrągłego stołu.

Podczas gdy Bruksela zmienia słowa, Polska zmienia rynki

Co ciekawe, ta zmiana narracji w Brukseli zbiegła się w czasie z bardzo konkretnymi działaniami polskiej branży mięsnej – nie na papierze, tylko na azjatyckich rynkach.

Tajlandia utrzymała uprawnienia eksportowe dla 11 polskich zakładów sektora wołowego, a 4 kolejne dopuściła do sprzedaży. Przy cle na wołowinę sięgającym tam 50%, to istotny krok przygotowujący polskie firmy do przyszłej umowy o wolnym handlu UE-Tajlandia.

Na Filipinach Polska po raz pierwszy wystawiła się na targach WOFEX w Manili, pod hasłem „Poland tastes good”. Minister rolnictwa Stefan Krajewski osobiście prowadził rozmowy z tamtejszą branżą mięsną i administracją, a polscy eksporterzy realizowali równolegle projekt promujący polską wołowinę i wieprzowinę wśród lokalnych importerów.

Jak zauważa Jacek Zarzecki z Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, otwarcie rynku to dopiero początek pracy – teraz trzeba przekonać importerów do polskiej oferty i doprowadzić do realnych kontraktów.

Dlaczego to ważne dla polskiego hodowcy?

Polska to jeden z największych eksporterów wołowiny w UE, a nowe rynki azjatyckie to coś więcej niż dodatkowy kanał sprzedaży. Jak podkreśla Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, Polska nie może budować swojej pozycji wyłącznie na eksporcie surowca i konkurencji cenowej – liczy się jakość, przetwórstwo i zdolność dopasowania oferty do lokalnego odbiorcy.

W praktyce więcej rynków zbytu oznacza możliwość lepszego zagospodarowania różnych elementów tuszy i wyższą wartość uzyskiwaną z każdego sprzedanego zwierzęcia – a to przekłada się bezpośrednio na opłacalność produkcji w gospodarstwie.

Zmiana narracji w Brukseli to istotny sygnał polityczny, ale sama w sobie nie zmienia jeszcze sytuacji ekonomicznej gospodarstw. najważniejsze pytanie brzmi, czy deklaracje o strategicznym znaczeniu hodowli przełożą się na konkretne pieniądze i przepisy, czy pozostaną – jak ostrzega Wierzbicki – „najwyższymi normami na papierze” przy malejącej europejskiej produkcji. Na razie to polscy eksporterzy, nie unijni urzędnicy, przynoszą wymierne rezultaty na rynkach azjatyckich.

Polski hit eksportowy trafi do Azji? realizowane są najważniejsze rozmowy z Koreą Południową

źródło: Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego

Idź do oryginalnego materiału