Zrezygnował z mleka i postawił na opasy. Nie musi kupować cieląt

3 godzin temu

Własne cielęta obniżają koszty opasu

Krzysztof Orzechowski zwraca uwagę, iż w ostatnich latach ceny żywca wołowego były stabilne i dość atrakcyjne. W jego gospodarstwie istotny jest jednak jeszcze jeden element: własny materiał opasowy.

Rolnik utrzymuje krowy mamki, dzięki czemu nie musi kupować cieląt ani odsadków do tuczu. To obniża koszty już na starcie, bo krowy z cielętami utrzymywane są przy dużym udziale łąk i pastwisk.

– Mając własne krowy mamki nie zakupujemy cieląt ani odsadków do opasu, bo nie musimy. Mamy własny materiał opasowy i to bardzo dobrej jakości. To już na starcie powoduje, iż mamy niższe koszty, wszak krowy z cielętami utrzymujemy przy dużym udziale łąk i pastwisk – oznajmił Krzysztof Orzechowski.

Znaczenie ma też zdrowotność zwierząt. Cielęta pochodzą z własnego stada, więc rolnik zna ich status zdrowotny i nie naraża ich na stres transportu. Przy sprzedaży liczy się również genetyka: mieszańce ras mięsnych dobrze się wybijają, osiągając klasę U, a niekiedy E w systemie EUROP. Gospodarstwo rozlicza się poubojowo według WBC, czyli wagi bitej ciepłej.

Z mleka na opasy

Produkcja żywca wołowego zastąpiła w tym gospodarstwie produkcję mleka około 20 lat temu. Orzechowski podkreśla, iż bydło opasowe jest mniej wymagające od mlecznego zarówno pod względem kosztów produkcji, jak i nakładów pracy.

– Bydło opasowe jest znacznie mniej wymagające od mlecznego zarówno pod względem kosztów produkcji, jak i nakładów pracy. Nie musimy wykonywać codziennego, dwukrotnego doju, dzięki czemu dajemy sobie radę sami z żoną – powiedział Krzysztof Orzechowski.

Latem cielęta razem z matkami korzystają z pastwisk, a ich paszą jest wtedy świeża zielonka. Odsadzane są w wieku około 6 miesięcy. Od tego momentu zaczyna się intensywny opas na kiszonce z kukurydzy i paszach treściwych.

– Sprzedajemy byki w wadze 650-700 kg, tak aby tusza na czysto ważyła co najmniej 350 kg – powiedział rolnik.

100 ha i 70 sztuk bydła

Krzysztof Orzechowski gospodaruje we wsi Brzozówka w powiecie nowodworskim, w gminie Czosnów. Łącznie z dzierżawami prowadzi gospodarstwo o powierzchni 100 ha.

W strukturze upraw są zboża, kukurydza, groch, łąki i pastwiska. Rolnik utrzymuje 70 sztuk bydła opasowego, w tym 30 krów mamek.

Orzechowski działa również w samorządzie rolniczym. Jest członkiem Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej Powiatu Nowodworskiego oraz delegatem na Walny Zjazd MIR.

Genetyka pod klasę U i E

W stadzie krycie naturalne uzupełniane jest inseminacją. Chodzi o poprawę genetyki i utrzymanie zwierząt, które dobrze przyrastają oraz osiągają korzystne wyniki poubojowe.

– Nasze krowy i jałówki kryjemy głównie buhajami rasy limousine, nieraz charolaise. Natomiast nie kryjemy już simentalem, który ma słabsze wybicie, ze względu na stosunkowo wysoki udział kośćca w tuszy. Charolaise i limousine to rasy o wysokim wybiciu oraz bardzo dobrych przyrostach – powiedział Krzysztof Orzechowski.

W stadzie są już sztuki, które mają choćby 90-procentowy udział tych ras. Rolnik zaznacza jednak, iż gospodarstwo powoli odchodzi od charolaisa na rzecz limousina.

– Powoli odchodzimy od charolaisa na rzecz limousina ze względu na to, iż limousine ma lżejsze porody – dodał.

Rzepak przegrał ze zwierzyną

Oprócz wołowiny Orzechowski jeszcze niedawno sprzedawał rzepak. Z tej uprawy jednak zrezygnował. Powodem były szkody łowieckie.

– Niestety, ostatnio bardzo dotkliwe zrobiło się w uprawach rzepaku żerowanie zwierzyny łownej. Duże szkody łowieckie, powodowane w okresie zimowym sprawiły, iż kondycja upraw mocno ucierpiała, co przełożyło się na spadek plonów – wyjaśnił rolnik.

W gospodarstwie rzepak ustąpił miejsca zbożom. Jak tłumaczy Orzechowski, zboża są tańsze w uprawie, a zimą nie są tak mocno przygryzane przez zwierzynę.

Źródło: Tygodnik-rolniczy.pl

Idź do oryginalnego materiału