Prezydent USA ogłosił pięciodniowe zawieszenie uderzeń na irańską infrastrukturę energetyczną, powołując się na „produktywne rozmowy” z Teheranem. Rynki zareagowały euforycznie – ropa runęła, giełdy odbiły. Pytanie, czy to początek końca konfliktu, czy kolejna fałszywa nadzieja.
Co się adekwatnie stało
W poniedziałek 23 marca rano czasu europejskiego – po weekendzie pełnym gróźb i kontrgroźb – Donald Trump opublikował na Truth Social wpis, który w ciągu minut przeorał globalne rynki. Prezydent poinformował, iż Stany Zjednoczone i Iran prowadziły w ciągu ostatnich dwóch dni „bardzo dobre i produktywne rozmowy dotyczące pełnego i całkowitego rozwiązania wrogich działań na Bliskim Wschodzie”. Na tej podstawie – jak napisał – nakazał „Departamentowi Wojny” wstrzymanie na pięć dni wszelkich uderzeń wojskowych na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną. Zastrzegł jednocześnie, iż zawieszenie jest warunkowe i zależy od dalszego przebiegu negocjacji, które mają być kontynuowane przez cały tydzień.
Wpis Donalda Trumpa dot. zwrotu w wojnie z Iranem. Źródło: TruthSocial.comWarto przypomnieć kontekst. Zaledwie w sobotę wieczorem ten sam Trump postawił Iranowi twarde ultimatum – 48 godzin na pełne otwarcie Cieśniny Ormuz, pod groźbą „zniszczenia” irańskich elektrowni. Teheran odpowiedział równie agresywnie, zapowiadając kontruderzenia na infrastrukturę energetyczną zaopatrującą amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej. Napięcie sięgnęło zenitu. A potem – w charakterystycznym dla tej prezydentury stylu – nastąpił gwałtowny zwrot.
Rynki: od paniki do euforii w kwadrans
Reakcja inwestorów była natychmiastowa i spektakularna. Ropa WTI spadła o ponad 9 proc. i przebiła w dół poziom 90 dolarów za baryłkę – po raz pierwszy od prawie dwóch tygodni. Europejski benchmark Brent stracił jeszcze więcej, bo ponad 13 proc., schodząc poniżej 97 dolarów. Jeszcze kilka godzin wcześniej oba kontrakty rosły, napędzane weekendową eskalacją retoryki.
Na giełdach odwrotny ruch. Kontrakty futures na Dow Jones Industrial Average wystrzeliły o ponad 1100 punktów (ok. 2,6 proc.), S&P 500 zyskał 2,7 proc., Nasdaq-100 – podobnie. To był oddech ulgi po bardzo ciężkim okresie. Przed ogłoszeniem wpisu Trumpa zarówno Dow, jak i Nasdaq stały na krawędzi korekty, rozumianej jako spadek o 10 proc. od ostatnich szczytów. Indeks VIX – „miernik strachu” Wall Street – wcześniej tego dnia przekroczył 30 punktów po raz pierwszy od dwóch tygodni. Rynki azjatyckie zdążyły już zamknąć się na głębokich minusach – japoński Nikkei stracił 3,5 proc., a koreański Kospi runął o 6,5 proc., co wymusiło choćby krótkotrwałe zawieszenie handlu w Seulu.
Cena czterech tygodni wojny
Aby zrozumieć skalę dzisiejszego odreagowania, trzeba spojrzeć na to, co wydarzyło się od 28 lutego. Tego dnia USA i Izrael rozpoczęły zaskakującą operację powietrzną przeciwko Iranowi – blisko 900 nalotów w ciągu pierwszych dwunastu godzin. Od tamtej pory Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa ok. 20 proc. światowego handlu ropą, została faktycznie zablokowana. Ruch tankowców spadł o 70-90 proc. Eksperci szacują, iż z globalnego rynku wypadło ok. jednej dziesiątej podaży – to zakłócenie, które IEA porównuje do kryzysu naftowego z lat 70., a niektórzy analitycy nazywają wprost największym w historii.
Liczby mówią same za siebie. Od początku roku Brent podrożał o ponad 55 proc., WTI o ponad 70 proc. Ceny detaliczne benzyny w USA wzrosły o niemal dolara na galonie. Sektor energetyczny to jedyny segment S&P 500, który od wybuchu wojny jest na plusie – wzrósł o blisko 6 proc. w ciągu czterech tygodni i o prawie 32 proc. od początku roku. Reszta rynku wykrwawiała się pod ciężarem rosnących kosztów energii i geopolitycznej niepewności.
Desperackie szukanie baryłek
Administracja Trumpa w ostatnich tygodniach sięgała po coraz bardziej niekonwencjonalne narzędzia, by schłodzić rynek ropy. 20 marca sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił tymczasowe – obowiązujące do 19 kwietnia – zniesienie sankcji na irańską ropę znajdującą się już na morzu. Mowa o ok. 140 mln baryłek, które dotąd trafiały głównie do Chin po zaniżonych cenach. Tydzień wcześniej analogicznie zliberalizowano sankcje na rosyjską ropę na morzu, co wywołało ostrą krytykę kongresowych demokratów i europejskich sojuszników, wskazujących, iż w ten sposób finansuje się reżim Władimira Putina.
Równolegle zarządzono uwolnienie 172 mln baryłek ze Strategicznej Rezerwy Ropy Naftowej (pierwsza transza 45,2 mln baryłek trafiła do firm naftowych 20 marca), a Międzynarodowa Agencja Energetyczna skoordynowała z krajami członkowskimi największe w historii uwolnienie rezerw strategicznych – łącznie 400 mln baryłek. Mimo tych bezprecedensowych działań ceny surowca do momentu dzisiejszego wpisu Trumpa utrzymywały się w okolicach wieloletnich szczytów. Powód był prosty – żadna liczba baryłek z rezerw nie zastąpi przepustowości Cieśniny Ormuz.
Czy to przełom? Powody do ostrożności
Wpis Trumpa pobudził wyobraźnię inwestorów, ale doświadczeni gracze rynkowi zachowują dystans. I mają ku temu powody. Dotychczasowy przebieg konfliktu to seria fałszywych sygnałów deeskalacji. 9 marca Trump mówił, iż wojna jest „praktycznie zakończona” – ropa spadła, by następnie odbić do nowych szczytów. 20 marca prezydent wspomniał o „rozważaniu zakończenia operacji” – dwa dni później postawił Iranowi ultimatum grożące zniszczeniem elektrowni.
Teheran ze swojej strony konsekwentnie odrzuca możliwość negocjacji, dopóki realizowane są naloty. Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi jeszcze w ubiegłym tygodniu mówił wprost, iż Iran „nie widzi powodu do rozmów z Amerykanami”. A irańskie dowództwo wojskowe deklarowało gotowość do bezterminowego zamknięcia Cieśniny Ormuz.
Na uwagę zasługuje też paradoks tymczasowego zniesienia sankcji na irańską ropę. Przy aktualnych cenach 140 mln baryłek to potencjalnie ponad 14 mld dolarów przychodów, które mogą zasilić irańską machinę wojenną. David Tannenbaum z Blackstone Compliance Services określił ten pomysł w rozmowie z BBC jako szaleństwo, a analityczka Rachel Ziemba z Center for a New American Security przyznała wprost, iż Waszyngton „znalazł się w sytuacji, w której liczy się każda baryłka”, ale jednocześnie zastrzegła, iż tymczasowe licencje raczej nie zmienią reguł gry.
Co dalej: pięć dni, które mogą zmienić rynek
Najbliższy tydzień będzie testem wiarygodności dla obu stron. jeżeli rozmowy okażą się rzeczywiście konstruktywne i doprowadzą do choćby częściowego otwarcia Cieśniny Ormuz, ropa może trwale zejść poniżej 90 dolarów za baryłkę. To byłby punkt zwrotny dla globalnej gospodarki, linii lotniczych, przemysłu i portfeli konsumentów.
Jeśli jednak negocjacje okażą się kolejnym epizodem w dyplomacji komunikatów na Truth Social, a za pięć dni wrócą groźby i uderzenia – powrót powyżej 110 dolarów jest scenariuszem bazowym. United Airlines już przygotowuje się na wariant, w którym baryłka kosztuje 175 dolarów i nie wraca poniżej setki do końca 2027 roku.
Jedna zasada pozostaje niezmienna od początku tego konfliktu i powtarzają ją zarówno analitycy w Londynie, jak i traderzy w Nowym Jorku: kluczem do cen ropy jest Cieśnina Ormuz. A geografii – jak dotąd – nie udało się pokonać żadnym wpisem w mediach społecznościowych.

7 godzin temu








