Od 9 ha do 2 mln litrów mleka
Kazimierz Więcko prowadzi gospodarstwo w Bożej Wólce na Mazurach razem z żoną Agnieszką. Gospodarstwo przejął od ojca w 1980 r. Miało wtedy 9 ha. Dziś to prężnie działająca produkcja mleka, która daje około 2 mln litrów rocznie.
W stadzie jest 210 krów dojnych, około 50 jałówek cielnych, kolejne około 50 przygotowanych do zacielenia oraz około 100 cieląt. Łącznie to około 400 sztuk bydła. Krowy osiągają wydajność przekraczającą 10,5 tys. litrów mleka, a surowiec trafia do Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol w Mrągowie.
W ciągu prawie 50 lat powierzchnia własna wzrosła do 130 ha. Drugie tyle gospodarstwo dzierżawi. Więcko gospodaruje głównie na ziemi klasy III B, a dzierżawione grunty – jak wynika z materiału źródłowego – z czasem będzie można odkupić od sąsiadów.
Gospodarstwo jest gotowe do przejęcia
To gospodarstwo działa od razu: ze stadem, budynkami, zapasem pasz, maszynami i pełnym zapleczem do produkcji mleka.
Na miejscu jest obora na rusztach dla 50 krów z halą rybia ość 2×4. W 2017 r. powstała nowoczesna obora wolnostanowiskowa na 200 DJP, wyposażona w halę bok w bok 2×12. Ostatnią większą inwestycją był cielętnik w hali łukowej z wybiegiem na około 100 sztuk.
Przy budynkach są cztery duże silosy przejazdowe na pasze objętościowe. Gospodarstwo ma też nowoczesne maszyny rolnicze, wóz paszowy, taksówkę mleczną, zgarniaki, ciągniki i zaplecze potrzebne do bieżącej pracy. Baza paszowa ma wystarczyć dla całego stada co najmniej do najbliższej zimy, a pod koniec maja rusza pierwszy pokos traw na sianokiszonkę.
Gospodarstwo spełnia wymagania weterynaryjne, środowiskowe i dobrostanowe. Z kontroli ARiMR rolnik co roku wychodził bez problemów i otrzymywał dopłaty do dobrostanu.
– Budowałem to sukcesywnie, rozwijałem, powiększałem. choćby niedawno kupiłem dwa sąsiednie gospodarstwa. Co tu dużo mówić, gospodarstwo jest zadbane, działające, produkujące i dobrze prosperujące. Sprzedajemy je w całości, razem ze zwierzętami, budynkami, ziemią i całym parkiem maszynowym – mówi Kazimierz Więcko.
Sprzedaż tylko w całości
Więcko podkreśla, iż nie chce dzielić gospodarstwa i sprzedawać go po kawałku. Chodzi o przejęcie całości jako działającego przedsiębiorstwa rolnego.
– Wszystko jest do dogadania, ale my nie chcemy na pewno sprzedawać po kawałku, chcemy sprzedać całość. Nieruchomości zostały wycenione na 26 mln zł. Co ciekawe, jeżeli sprzedaję to w całości, jako działające przedsiębiorstwo, to nie ma podatku VAT, warto to wiedzieć – mówi rolnik.
Oferta gospodarstwa znajduje się TUTAJ.
Numer telefonu kontaktowego: 882 593 505
Banki nie widzą stałej produkcji
Zainteresowani już się pojawili, ale – jak mówi Więcko – część z nich nie otrzymała kredytu. Rolnik uważa, iż banki patrzą przede wszystkim na bieżącą zdolność kredytową i wartość zabezpieczeń, a nie na to, iż gospodarstwo każdego miesiąca generuje obrót z produkcji mleka.
– Banki nie rozumieją tego, iż to jest funkcjonujące gospodarstwo, z którego co miesiąc jest określony zysk. Tego bank nie widzi, iż to jest produkcja i stały obrót, ważna jest jego wartość i zdolność kredytowa na ten moment. Warto porozmawiać z dyrektorem banku, bo to jest dobrze prosperujący biznes i nie ma mowy o braku opłacalności – mówi Więcko.
Jak zaznacza rolnik, maszyny i budynki są spłacone. Zwraca też uwagę, iż budowa podobnego obiektu z wyposażeniem kosztowałaby dziś około 10 mln zł, a za taką inwestycją stoją czas, nerwy, formalności i walka z urzędnikami.
– Wystarczy policzyć obrót rocznie ok. 2 mln litrów mleka razy cenę 2,5 zł/l. Rachunek jest prosty – mówi rolnik.
Więcko przekonuje, iż kupujący przejmowałby nie tylko ziemię, zwierzęta i budynki, ale też uporządkowaną produkcję, stado z potencjałem i – jak sam mówi – „dach nad głową”.
Dlaczego sprzedaje, skoro gospodarstwo działa?
Za decyzją nie stoi brak opłacalności. Więcko mówi raczej o czasie, zdrowiu, braku następcy i ciężarze pracy, którą produkcja mleka narzuca każdego dnia.
Gospodarstwo adekwatnie stworzył prawie od zera i rozwijał przez ostatnie 50 lat. Jak podkreślono w materiale źródłowym, dzień w dzień, „świątek-piątek czy niedziela”, trzeba było wstawać skoro świt, doglądać zwierząt i pilnować prac w polu. Przy takiej produkcji na przyjemności zostaje kilka czasu.
– Jestem emerytem od dwóch i pół roku. Moja żona jest ode mnie sporo młodsza. Muszę mieć z tyłu głowy, iż jeżeli zachoruję albo cokolwiek się stanie, ta gospodarka zniknie. Nie da się tego sprzedać po kawałku. Podjąłem tę decyzję, a myślałem o tym od kilku lat – mówi Kazimierz Więcko.
Rolnik nie chce czekać z decyzją do momentu, w którym zmusi go do niej zdrowie.
– Dochód jest dobry, więc trzeba sprzedać, kiedy jest opłacalność, a nie czekać, kiedy na przykład nie będę mógł, bo zachoruję. Teraz jest właśnie czas, kiedy chcę bardziej poznać świat, podróżować – mówi.
„Kiedy, jak nie teraz?”
Po latach codziennej pracy przy produkcji mleka Więcko mówi wprost, iż chce normalnie żyć: odwiedzać znajomych, podróżować i mieć czas, którego przy tak dużym gospodarstwie zawsze brakowało.
– Mówię znajomym, iż kupuję Harleya-Davidsona. Oni się śmieją, ale ja pytam – kiedy, jak nie teraz? Tak, to była ciężka praca, dużo osiągnąłem. Już nie muszę pracować i adekwatnie nie chcę. Wszystko jest opłacone, zrobione, ustawione, teraz tylko produkować. Nie mam komu przekazać gospodarstwa, chociaż mam dzieci związane po części z rolnictwem, to jednak zbyt duże obciążenie, sam o tym wiem – mówi Kazimierz Więcko.
Jak dodaje, po latach pracy chce „cieszyć się życiem, odwiedzić znajomych, zwiedzać i wreszcie żyć normalnie”. Dlatego gospodarstwo w Bożej Wólce ma trafić do kogoś, kto będzie w stanie przejąć nie pojedyncze elementy, ale całe działające gospodarstwo.
Źródło: Topagrar.pl

1 godzina temu











