Wielka Brytania chce podnosić standardy dobrostanu kur niosek, ale jednocześnie szeroko otwiera rynek na import jaj spoza kraju. To połączenie wywołuje coraz większe napięcia w brytyjskiej branży drobiarskiej. Producenci ostrzegają, iż dalsze zaostrzanie krajowych wymagań przy utrzymaniu bezcłowego importu może osłabić opłacalność lokalnej produkcji.
Brytyjskie jaja w ogniu sporu. Dobrostan zderza się z tanim importem z UkrainySednem sporu nie jest wyłącznie chów klatkowy. Chodzi przede wszystkim o pytanie, kto ma ponosić koszty transformacji: brytyjscy rolnicy, handel, konsumenci czy może wszyscy uczestnicy rynku. Problem polega na tym, iż krajowe gospodarstwa mają inwestować w droższe systemy utrzymania, podczas gdy sieci handlowe i przemysł spożywczy mogą sięgać po surowiec z importu, często tańszy od krajowego.
Londyn przedłużył bezcłowy handel jajami z Ukrainą
Presję na brytyjski rynek zwiększa decyzja władz w Londynie o przedłużeniu liberalizacji handlu z Ukrainą. Zgodnie z porozumieniem taryfy na import ukraińskich jaj i mięsa drobiowego zostały zniesione od 1 kwietnia 2026 r. do 31 marca 2028 r.
Brytyjski rząd uzasadnia to dalszym wsparciem dla ukraińskiej gospodarki w warunkach wojny. Jednocześnie sektor drobiarski zwraca uwagę, iż jaja i drób były wcześniej traktowane jako produkty szczególnie wrażliwe. Właśnie dlatego w poprzednim okresie liberalizacja dla tych towarów była ograniczona czasowo, inaczej niż dla większości pozostałych produktów objętych umową handlową między Wielką Brytanią a Ukrainą.
Dla brytyjskich producentów problemem nie jest sam import jako taki. Branża podnosi jednak, iż otwieranie rynku powinno iść w parze z zasadą równoważnych warunków konkurencji. o ile krajowe fermy muszą spełniać coraz kosztowniejsze wymogi dobrostanowe, środowiskowe i sanitarne, to importowane produkty powinny być oceniane według porównywalnych standardów.
Ambitne plany dobrostanowe pod presją ekonomii
Od lat w Wielkiej Brytanii trwa dyskusja o dalszym ograniczaniu, a docelowo eliminacji chowu klatkowego kur niosek. Zwolennicy zmian wskazują na oczekiwania konsumentów, rozwój systemów alternatywnych oraz znaczenie krajowych programów jakości.
W ich ocenie brytyjska produkcja powinna opierać się na jajach z chowu ściółkowego, wolnowybiegowego i ekologicznego. Taki model ma wzmacniać wizerunek lokalnej żywności, poprawiać dobrostan zwierząt i odpowiadać na zmieniające się wymagania rynku.
Druga strona sporu wskazuje jednak na twarde realia. Produkcja jaj w systemach alternatywnych jest zwykle bardziej kosztowna, wymaga większej powierzchni, innych budynków, większych nakładów inwestycyjnych oraz większej liczby pracowników. Wyższy koszt musi zostać pokryty przez konsumenta, handel albo przetwórstwo.
A to właśnie cena ma ogromne znaczenie dla producentów żywności, firm cateringowych, piekarni, zakładów przetwórczych oraz sieci detalicznych. Dla tych odbiorców jajo nie jest wyłącznie produktem premium, ale ważnym surowcem technologicznym, którego koszt wpływa na cenę całej gamy produktów.
Import rośnie, a brytyjscy producenci alarmują
Obawy brytyjskich gospodarstw wzmacniają dane dotyczące handlu. Według National Farmers’ Union w pierwszych dziesięciu miesiącach 2025 r. Wielka Brytania sprowadziła z Ukrainy 11 901 ton jaj w skorupkach i produktów jajecznych oraz 43 409 ton mięsa drobiowego.
NFU zwraca uwagę, iż przed wojną import jaj z Ukrainy nie był dla rynku brytyjskiego zjawiskiem typowym. Organizacja podkreśla również, iż przed liberalizacją handlu ukraiński kontyngent taryfowy dla jaj w skorupkach wynosił 409 ton rocznie.
To pokazuje skalę zmiany. Dla brytyjskich producentów nie chodzi już o symboliczny import, ale o realną konkurencję dla krajowego surowca. Szczególnie wrażliwy jest segment przetwórstwa, gdzie odbiorcy często kierują się przede wszystkim ceną, dostępnością i stabilnością dostaw.
KIPDiP: nie da się przebudować rynku bez kosztów
Na brytyjską sytuację zwraca uwagę również Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz. Zdaniem Katarzyny Gawrońskiej, prezes KIPDiP, przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, iż przebudowa systemu produkcji jaj nie może odbywać się wyłącznie pod wpływem haseł i politycznych deklaracji.
– Brytyjski przykład transformacji klatkowej był dla analityków KIPDiP zawsze ważnym dowodem na to, iż nie da się gwałtownie i bez konsekwencji przebudować rynku, sztucznie nim zarządzać w oparciu o wyobrażenia i ideologię – zauważa Katarzyna Gawrońska.
Według KIPDiP brytyjski rynek znalazł się w trudnej sytuacji. Z jednej strony część organizacji i uczestników rynku chce przyspieszać odchodzenie od chowu klatkowego. Z drugiej – rząd otwiera rynek na dostawy z państw trzecich, co może ograniczać możliwość przenoszenia wyższych kosztów produkcji na odbiorców.
To z kolei rodzi ryzyko, iż krajowi producenci zostaną obciążeni kosztami transformacji, a tańszy import przejmie część rynku.
Najpierw zarzuty wobec Polski, teraz nowa konkurencja
KIPDiP przypomina, iż wcześniej brytyjskie środowiska często kierowały krytykę wobec producentów z Polski. Pojawiały się zarzuty dotyczące standardów dobrostanu i jakości produkcji, mimo iż polskie gospodarstwa działają według rygorystycznych norm unijnych.
– Już wtedy nawoływano do wprowadzenia równoważnych warunków, tylko zgodnych z wysokimi brytyjskimi standardami. Zadziwiające jest to, iż od tamtego momentu rynek brytyjski przed niczym ani przed nikim się nie obronił. Wręcz przeciwnie, doszedł kolejny konkurent, w postaci ukraińskich eksporterów – dodaje przedstawicielka KIPDiP.
Ten argument coraz częściej pojawia się w europejskiej debacie o handlu żywnością. Producenci nie kwestionują potrzeby poprawy dobrostanu zwierząt, ale oczekują, iż wymogi będą stosowane uczciwie wobec wszystkich dostawców obecnych na danym rynku.
Rząd próbuje pogodzić dobrostan i ceny żywności
Brytyjskie władze znalazły się między silną presją organizacji prozwierzęcych, oczekiwaniami konsumentów oraz obawami o koszty życia. Z jednej strony rząd musi odpowiadać na postulaty dalszego podnoszenia standardów chowu. Z drugiej – nie może ignorować wpływu cen jaj i produktów spożywczych na inflację.
Bez ograniczeń ilościowych lub wymagań dotyczących równoważności standardów import może działać jak zawór bezpieczeństwa dla rynku. Daje handelowi i przetwórstwu dostęp do tańszego surowca, a tym samym ogranicza presję na wzrost cen dla konsumentów.
Jednak dla krajowych producentów oznacza to ryzyko utraty rentowności. Gospodarstwa, które zainwestują w droższe systemy utrzymania kur, mogą nie odzyskać poniesionych nakładów, jeżeli rynek zostanie zalany jajami wyprodukowanymi taniej poza Wielką Brytanią.
Lekcja także dla Unii Europejskiej
Spór w Wielkiej Brytanii ma znaczenie również dla państw Unii Europejskiej, w tym Polski. UE także prowadzi debatę o przyszłości chowu klatkowego i zaostrzaniu standardów dobrostanowych.
Przykład brytyjski pokazuje, iż zmiana systemu produkcji nie może być analizowana wyłącznie pod kątem oczekiwań społecznych. Równie ważne są koszty inwestycji, dostępność jaj dla przetwórstwa, konkurencja importowa oraz zasady handlu z państwami trzecimi.
Jeżeli krajowi producenci mają inwestować w wyższe standardy, potrzebują stabilnych warunków rynkowych. W przeciwnym razie koszt poprawy dobrostanu zostanie poniesiony przez lokalne gospodarstwa, a korzyści z niższych kosztów produkcji przypadną zagranicznym dostawcom.
Brytyjski rynek jaj pokazuje więc, iż dobrostan, handel i ceny żywności są ze sobą nierozerwalnie związane. Bez spójnej polityki wobec importu ambitne plany zmian w krajowej produkcji mogą stać się dla rolników bardziej zagrożeniem niż szansą.

2 godzin temu












![Trudny awans Sabalenki. Białorusinka pokonała Kessler na Wimbledonie [WIDEO]](https://i.iplsc.com/-/000MZYSJMQRO6SH1-C461.jpg)


